W poszukiwaniu zaginionego czasu (UWM, 7-9 kwietnia 2014)

Od drugiej połowy lutego jestem w podróży. Właściwie najdłużej w domu spędziłam niecałe dwa tygodnie. Cudowny czas pełen nowych miejsc, nowych ludzi, dziwnych wydarzeń i mnóstwa pomyłek, nieporozumień oraz nieogarnięcia jakiś pozornie drobnych, a w rzeczywistości istotnych szczegółów. W środę wróciłam z cudownej, olsztyńskiej konferencji o serialach, do rzeczywistości i pracy. Krótko mówiąc – czas przyrosnąć do klawiatury i wsadzić nos w książki. Recenzje, artykuły, doktorat, scenariusze warsztatów nie napiszą się same. A więc w ramach odwlekania nieuniknionego – oto jedna z podróżniczych relacji.

Seriale w kontekście kulturowym - ostatnia wersja1

Do Olsztyna zagnała mnie konferencja o serialach, która skończyła z pompą wielki tour de world, jaki sobie zafundowałam w tym roku. Jak podróżować – to na całego. Zresztą, z Gdańska do Olsztyna wcale nie jest tak daleko, a warto się od czasu do czasu wybrać inny cel jeżdżenia niż Warszawa czy Kraków. Coś nowego, coś innego, coś bliskiego! W tej podróży obarczyłam swoją obecnością Kodamę, która mnie nie udusiła, choć chciała (zwłaszcza za reportera, ale o tym za chwilę). Z miasta zobaczyłyśmy właściwie tylko dworzec i pogrążoną w remoncie drogę przy nim. Komunikacja miejska, jak to często bywa w sytuacjach turystycznych, postanowiła nie jeździć zgodnie z własnym rozkładem i pobawić się z nami w kotka i myszkę. Nie zapowiadało się najlepiej, prawda? Ale wtedy dojechałyśmy na kampus olsztyński. Oni mają prawdziwy, logiczny kampus uniwersytecki, jakiego można zazdrościć całym sercem studenta, który zwykł pielgrzymować przez całe miasto. Zazdrość o cudowność! Olsztyn posiada prawdziwe miasteczko uniwersyteckie, które na oko posiada wszystko w obrębie swoich murów, co jest tylko studentowi potrzebne!

Sala w czasie otwarcia konferencji. Jak się przyjrzycie, znajdziecie i naszą główną bohaterkę (fot. Piotr Przytuła).

Sala w czasie otwarcia konferencji. Jak się przyjrzycie, znajdziecie i naszą główną bohaterkę (fot. Piotr Przytuła).

Sama konferencja była niesamowitym, pozytywnym doświadczeniem nie tylko w naukowym życiu, ale także fandomowym. Przede wszystkim fakt, że organizatorzy zaakceptowali dość referatów, aby zapełnić cztery jednocześnie odbywające się panele już o czymś świadczy. Mianowicie – serial wcale nie jest gorszym produktem kulturowym, niegodnym uwagi czy analiz. W ciągu obrad ustaliliśmy także, że ich oglądanie wcale nie jest aktywnością, którą należy potępiać czy się jej wstydzić. Czyli możemy spokojnie wychodzić z serialowej szafy, a spojrzenia pełne pokpiwania czy powątpiewania po prostu zignorować.

Pobieżne przejrzenie programu, a także bardziej dokładne uczestniczenie w wykładach i panelach sugeruje dwie ciekawe rzeczy. Po pierwsze – wyłonił się nieformalny podział na seriale „nasze” i „inne”. Z czego tę drugą kategorię zdominowały produkcje amerykańskie oraz w mniejszym stopniu brytyjskie (m.in. „Sherlock”, „Black Mirror”, „Downtown Abbey”), bardzo rzadko wpuszczając pomiędzy swoje szeregi przedstawiciela z Kanady („Weeds”). Tytuły uznawane za najlepsze dzieła sztuki serialowej takie jak „Girls”, „True Detective” czy „Hannibal” przewijały się przez większość dyskusji tak panelowych jak i kawowych. Pojawiły się również prezentacje dotyczące tekstów konwergencyjnych, takich jak „The Walking Dead”, którego historia jest opowiadana w komiksie, serialu oraz w grach elektronicznych. Nie wspominając o ekranizacjach tak powieści, jak i komiksów. Krytycznym okiem dostało się dość solidnie musicalowemu „Glee”, a zwłaszcza jego pozornemu charakterowi pro-równościowemu. Pośród polskich produkcji pojawiły się między innymi polskie seriale codzienne (typu „M jak Miłość” czy „Klan”), a także „Czas Honoru” czy „Lekarze”. Zdecydowanie jednak zagraniczne produkcje zgarnęły większą część uwagi naukowej olsztyńskiej konferencji. Dlaczego? Ponieważ są po prostu lepsze. Ponieważ przeznacza się na nie więcej pieniędzy, mniej przejmuje krytyką, a także wyłącza się z ich produkcji politykę. Jak powiedział Paweł Smoleński, uczestnik panelu „Ludzie mediów o serialach” – Polska nigdy nie będzie miała swojego BBC, ponieważ nie ma u nas Anglików. Jeśli bowiem chcemy tworzyć tytuły na brytyjskim poziomie, musimy wiele zmienić tak w zapisach prawnych, jak i procedurach oraz w sposobie myślenia o serialowej treści.

Ludzie Mediów o serialach

Po drugie – patrząc na całą konferencję pod trochę kątem innym – zgromadzeni w Olsztynie naukowcy w ciągu niecałej doby stworzyli coś na kształt fandomu (czy też po prostu grupę aca-fanów; academic fans). Pierwszego dnia utrzymywała się obowiązująca na takich spotkaniach oficjalna forma zwracania się do siebie nawzajem. Przez pierwszą połowę drugiego dnia (po bankiecie) jeszcze nieliczni próbowali używać tych oficjalnych form, aby później i tak ją zarzucić na rzecz mniej formalnej komunikacji. Społeczność fanów ma charakter nieformalny – trudno jest piszczeć na ukochanych aktorów i utrzymywać oficjalny ton rozmowy. Trudno wejść emocjonalnie we wspólnotę i próbować zachować wobec niej językowy dystans. A, wierzcie mi, cudownie jest być częścią podobnej grupy, która podziela zainteresowania serialowe oraz w określony sposób je roztrząsa czy porównuje z innymi tekstami.

W środę festiwal serialu naukowym okiem się skończył. Wyszłyśmy z niego z Kodamą z uśmiechem na ustach oraz listą seriali, jakie jeszcze muismy obejrzeć. Długa jest to lista zapowiadająca niezwykle ciekawy festiwal oglądactwa.

 

PS. Reporter. Przed rozpoczęciem panelu, w którym miałam przyjemność występować, pojawił się reporter, który postanowił przeprowadzić ze mną wywiad. Jakem wielce elokwentna i wcale nie płochliwa – zasłoniłam się Kodamą i poleciałam czym prędzej sprawdzić, czy prezentacja zadziała. Fakt, że jeszcze żyję, uważam za akt wielkiej wspaniałomyślności Kodamy.

Advertisements

6 thoughts on “W poszukiwaniu zaginionego czasu (UWM, 7-9 kwietnia 2014)

  1. Świeczek pisze:

    Bardzo podoba mi się określenie „academic fan” :) Sama niedawno rozkminiałam, jak to jest być naukowcem i fanem jednocześnie – Twoje uwagi to ciekawy i inspirujący przyczynek.

    Lubię to

    • Aninreh pisze:

      To termin Henry’ego Jenkinsa, chociaż już w sumie funkcjonuje samodzielnie :) Generalnie nie jest łatwo być i jednym, i drugim, ale jest to jak najbardziej możliwe! ^-^

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s