Pan Super Niania

Jazda autobusem bywa nudnawa, zwłaszcza jeśli sięgnięcie po książkę do plecaka przypomina wyprawę na Mont Everest. Chyba każdy miewa czasem takie dni, że poziom żwawości jest równy tej ślimaka na lodzie. W moim przypadku u takiego ślimaka logika oraz związki przyczynowo-skutkowe pakują walizki i wyjeżdżają na wakacje, pozostawiając w domu nadaktywne procesy mentalne. W efekcie o czaszkę zaczęły mi się obijać piłeczki z filmami, których tytuły wcale nie były tak przypadkowe, jak na początku sądziłam. We wszystkich bowiem występował Pan Super Niania, bynajmniej nie podobny do tej z reality show, którym nas raczył TVN swego czasu. Nie, nie, ten Super Niania musiał byś super – duży, silny, przebiegły czy gadżeciarski, a najlepiej czasami zaginający prawa fizyki (tak w bonusie).

Chciałabym Was zaprosić do takiego (bardzo) mini wiedźmowego przeglądu, który niewiele ma wspólnego z rzetelnym researchem, a wiele z faktem, że jest weekend i są galopujące terminy, więc trzeba znaleźć sobie jakąś wymówkę. Oto ona.

Pewnie jeszcze parę innych produkcji w tym typie dałoby się wygrzebać, ale to już by wykroczyło nawet poza ramy wymówkowe.

1. Gliniarz w przedszkolu (1990; Kindergarten Cop)

No, dobrze, może to nie do końca film o Super Niani, ale od tego tytułu się ten cały pomysł na wpis zaczął, więc zostaje. Poza tym ma element zajmowania się małymi dziećmi i jest on fenomenalny. Wyobraźcie sobie, drodzy czytelnicy, przedszkole, piętnaścioro dzieci w wieku około pięciu, sześciu lat i ich wychowawcę – wielkiego gliniarza pod przykrywką o budowie ciała zawodowego kulturysty. Ten sam pan, który nie miał nawet czasu zajmować się własnym dzieckiem (bo praca), ma teraz pod opieką całe stadko (bo praca). A stadko maluchów, jak to stadko maluchów – piętnaście tysięcy pytań na minutę, milion super mądrych obserwacji na temat każdy oraz zero zdolności do pozostania w miejscu. A pośrodku nasz Pan Super Niania (Wychowawca). Przepiękny obrazek.

Super mądre obserwacje wygłaszane przy każdej możliwej okazji - wariant pierwszy.

Super mądre obserwacje wygłaszane przy każdej możliwej okazji – wariant pierwszy.

Pal sześć sensacyjno-romansowy charakter fabuły (który i tak jest tylko wymówką dla nakręcenia komedii familijnej*), dla samego widoku Schwarzeneggera warto na chwilę wlepić oczy w ekran, żeby zobaczyć, jak sobie poradzi. Oczywiście wiemy, że poradzi sobie doskonale, nie trzeba być wiedźmą, aby taki wniosek wysnuć przed samym rozpoczęciem seansu. Warto zwrócić uwagę na proces (sposób poradzenia sobie), a nie sam rezultat. Pierwsze dni nowej pracy naszego tytułowego policjanta są czasem, w którym zaczyna on poważnie się zastanawiać nad tym, czy nie może podopiecznych zakuć i wsadzić do celi. Ewentualnie przywrócić kary cielesne. Dzieciaczki nie tylko wlazły mu na głowę, ale sprawnie przejęły kontrolę nad całą sytuacją i urządziły sobie mini-państwo.

Mini-państwo wersja przedszkolna.

Mini-państwo wersja przedszkolna.

Nasz Super Niania musiał się odwołać do swojego policyjnego wyszkolenia oraz doświadczenia, aby wprowadzić jakiś porządek. To odwołanie potraktował stosunkowo dosłownie zmieniając ustrój chaosu w szkołę policyjną. Nie, podopieczni nie byli zachwyceni, ale w końcu się reżimowi poddali i wszystko skończyło się kwiatkami oraz kucykami (w mundurach i karnych rzędach, naturalnie). Do tego stopnia, iż dyrektorka szkoły zaproponowała naszemu policjantowi stałą zmianę zawodu.

Pan Super Niania (Wychowawca) w nowej roli. Z kapeluszem i bajo.

Pan Super Niania (Wychowawca) w nowej roli.

Jest coś niesamowicie pociągającego w przerysowanym obrazku tak wielkiego faceta z gromadką małych psychopatów… dzieci, z gromadką dzieci. Specyficznych, filmowych dzieci, które na dodatek przebywają w grupie, a w grupie zawsze dziwne rzeczy można uskuteczniać. Pan Super Niania wygląda jak słoń w składzie porcelany i momentami też tak się chyba czuje. Gdy jakimś cudem odzyskuje władzę nad przedszkolnym królestwem, odkrywa również że małe szatany są całkiem sympatyczne, tracąc tym samym urokliwą nieporadność. Wciąż jednak zachowuje wrażenie bycia nie na miejscu. Właściwie na tym kontraście zbudowana jest cała pocieszność filmu i jest on główną jego zaletą.

*Tak, serwisy filmowe twierdzą, że to jest „komedia kryminalna”. Ale ja im tam nie wierzę.

2. Pan Niania (1993; Mr. Nanny)

Hulka Hogana pamiętam głównie z Gromu w raju (1994), który swego czasu stanowił jeden z moich ulubionych seriali w tło. Przyjemny, sympatyczny, kolorowy i pełen zupełnie nierealistycznej technologii. Ale – film. Pana Nianię widziałam na pewno wcześniej, ponieważ gdy oglądałam serial i patrzyłam na tego wielkiego wrestlingowca miałam przed oczami obrazek, który do dziś należy do moich ulubionych. Mianowicie – Hogana w różowym tutu.

Hulk Hogan w tutu. Żaden argument tu nie działa.

Hulk Hogan w tutu. Żaden argument tu nie działa.

Tym razem Pan Super Niania jest byłym zapaśnikiem, który podejmuje się ochrony nad dwójką dzieci pewnego wynalazcy – starszym synkiem oraz młodszą córeczką. Tym razem gromadka jest niewielka, ale nie mniej psychopatycznie-diaboliczna (naturalnie). Hogan w nowym miejscu zatrudnienia, zostaje postawiony przed dość niespodziewaną rewelacją, otóż ma być i ochroniarzem, i niańką. Pani, która opiekowała się diabelstwami, zrezygnowała, a raczej uciekła z miejsca własnej kaźni. Niespodzianka! Maleństwa mają urocze hobby, kochają doprowadzać swoich opiekunów do utraty zmysłów. Pan Super Niania zostaje więc postawiony przed koniecznością wykazania się super zdolnościami, aby tę dwójkę jakoś ujarzmić i wypełnić zadanie.

O takie właśnie przerysowanie chodzi. Wielki facet na herbatce.

O takie właśnie przerysowanie chodzi. Wielki facet na herbatce.

Ponownie nie sama fabuła jest warta uwagi, ponieważ jest jedynie wymówką do opowiedzenia czegoś zupełnie innego. Proces zawiązywania się przyjaźni między dwójką rozbrykanych dzieciaków a wielkim osiłkiem o złotym sercu jest przezabawny. Wielki, dorosły facet po raz kolejny musi odwołać się do szeregu sztuczek, aby nie paść ofiarą dziecięcych harców w ich własnym królestwie. Tak samo jak to miało miejsce w przypadku Gliniarza, tak i tutaj nasz główny bohater wkracza na obce sobie terytorium, Początkowo zostaje podporządkowany tym, którzy tam byli pierwsi, dopiero w kształcie trwania filmu może spróbować dokonać zamachu stanu. Pan Niania, jednakże, zamachu nie dokonuje. Wchodzi z dzieciakami w układ, na mocy którego uzyskuje pewne swobody obywatelskie. Jedną z najważniejszych jest fakt, że Pan Super Niania nie będzie (tak bardzo) zadręczany.

3. Pacyfikator (2005; The Pacifier)

Ten film jest inną, nowszą wariacją na temat Pana Niani. Zamiast zawodowego zapaśnika pojawia się agent specjalny (Vin Diesel), a dzieci należą do tragicznie zmarłego genialnego naukowca. Poziom trudności opieki również wzrasta, gdyż samo stadko do pilnowania jest większe, liczy sobie bowiem pięcioro niedorosłych ciał do pilnowania. Nasz agent dostaje zadanie specjalne, które zmienia charakter na obronno-niańczący, gdy wdowa po naukowcu wyjeżdża a zatrudniona niania (ponownie) ucieka. Ale przecież służby specjalne poradzą sobie ze wszystkim, prawda? Prawda. Misja po prostu zmieniła charakter.

Pan Super NIania ze swoim stadkiem.

Pan Super NIania ze swoim stadkiem.

Pan Super Niania podchodzi do sprawy tak, jak umie najlepiej – po wojskowemu. Co szybko owocuje domowym buntem, dzieci nie są przecież kadetami, mają imiona i swoje problemy, nie są tylko numerkiem, któremu należy wydać szereg rozkazów i mieć go z głowy. Poza tym gromadka całkowicie niedawno straciła ojca, a matka zostawiła ich w tym jakże trudnym okresie samych, by poradzili sobie ze stratą. Super Niania po raz kolejny więc odwołuje się do swoich super zdolności i przynosi dzieciakom wsparcie oraz pomoc w codziennych kłopotach. W kilku przypadkach jego żołnierskość przestaje być przeszkodą, stając się w zamian przydatną wiedzą, jaką można wykorzystać przeciwko szkolnym wrogom.

Wszystko da się ogarnąć przy dobrym wyszkoleniu.

Wszystko da się ogarnąć przy dobrym wyszkoleniu.

Pacyfikator ma również rys sensacyjno-kryminalny, co ślicznie i kiczowato realizuje Główna Akcja Kończąca. Żebyśmy nie zrozumieli się źle – ona jest wspaniała w swoim wykorzystaniu schematów, odwołaniu się do nierealistycznego aspektu podobnych nie-familijnych produkcji i wybraniu najzabawniejszych super-hiper-zaawansowanych-technologicznie-gadżetów. A w rolę superagenta wcielił się sam Vin Diesel, czyli kolejna ma słabość aktorska, co za sobą ciągnie jedną istotną sprawę – Pacyfikatora po prostu kocham za samego Diesela. Cała reszta stanowi tylko śliczny dodatek. Takie fabularne różowe tutu na tym konkretnym Panu Super Niani.

A teraz przejdę do kolejnego tytułu, bo weszłam na niebezpieczny teren.

4. Nasza niania jest agentem (2010; The Spy Next Door)

Przyznam się bez bicia, że oglądałam ten film jednym okiem, ale z obowiązku zrobiłam ze trzy podejścia do obejrzenia całości. Wyszło mi średnio. Zawinić mógł fakt, że natrafiłam na tę produkcję przez przypadek bawiąc się w klasyczne coach potato i przerzucając kanały w TV. Dzięki takiemu screenowaniu natrafiłam kilkakrotnie na istne perełki, które poprowadziły mnie do innych perełek i tak dalej. Niestety, nie tym razem. Największym rozczarowaniem, jak dla mnie, była polska wersja językowa – dubbing. Mógłby on być nawet najbardziej dobrze i rzetelnie zrobiony, ale nie pasowały mi wciąż głosy do tego, co widziałam na ekranie. Poza tym się lekko rozjeżdżały, co mogło być winą pogody (na mojej dziurze telewizję można odbierać właściwie tylko z satelity, a jej jakość jest ściśle związana z warunkami pogodowymi; w czasie burz bywa zabawnie, chyba że leci coś, na czym mi bardzo zależy, wtedy jest smuteczek).

Super tajny agent CIA z księżniczką.

Super tajny agent CIA z księżniczką.

Panem Super Nianią tym razem jest wcale nie taki wielki osiłek, a etatowy mistrz kung fu – Jackie Chan. Tajny agent CIA ratujący świat po nocach, a za dnia niegroźny sprzedawca. Miły, sympatyczny, przeciętny, zbliżający się do zasłużonej emerytury. A potem pojawia się zagrożenie i biada temu, kto stanie na drodze głównemu bohaterowi.

Stadko ze swoim niańko-ochroniarzem.

Stadko ze swoim niańko-ochroniarzem.

Stadkiem do niańczenio-ochraniania stanie się trójka dzieci przyjaciółki Pana Super Niani, które będzie musiał wziąć pod swoje skrzydła. Naturalnie diablęctwom się to nie bardzo spodoba. Niestety latorośle okażą się trochę mniej z piekła rodem, niż w trzech poprzednich produkcjach, a relacja pomiędzy nimi a nowym opiekunem została pozbawiona uroczych, przerysowanych akcentów. Jackie Chan nie ma łatwo z dzieciakami, ale też nie przeciągną go one przez wszystkie poziomy piekieł, ani nie przekonają, że kary cielesne może wcale nie są takim złym pomysłem (są, ale chodzi o wywołanie u bohatera morderczych instynktów, a nie ich realizację). I jak dla mnie to stanowi dużą słabość najnowszego wcielenia Pana Super Niania.
Oto koniec wymówki. Czas wracać do pracy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s