Clean Sweep i pozamiatane

Czasem jest tak, że czytam książki, które swoją jakością i rozwiązaniami doprowadzają mnie do płaczu. Ten płacz może wynikać z dwóch powodów – albo zgrozy, albo zachwytu. Ostatnio skończyłam czytać taką, która wywołała łzy tego drugiego, lepszego rodzaju. Mam na myśli Clean Sweep, pierwszy tom serii Innkeeper Chronicles autorstwa Ilony Andrews i o tymże ciekawym, do pewnego stopnia również genialnym dziełku trzy słowa teraz napiszę. Postaram się za mocno przy tym nie rozgadać.

Ilona Andrews to mój ukochany duet pisarski (Ilona i Gordon Andrews), dlatego nie zamierzam ukrywać, że do ich prac nie podchodzę w żadnej mierze obiektywnie. Na mej osobistej top liście plasują się na drugim miejscu tuż za Lynn Flewelling, której pierwsze trzy tomy Nightrunnera i Tamir Triad pozostaną na zawsze moimi ideałami.

Okładka pierwszego tomu  serii Nightrunner Lynn Flewelling

Okładka pierwszego tomu serii Nightrunner Lynn Flewelling

Clean Sweep jest książką wyjątkowo ciekawą, jeśli przyjrzymy się bliżej jej powstawaniu. Pojawiła się w dość zajętym dla pisarzy momencie – właściwe skończyli serię Edge, byli w trakcie Kate Daniels i właśnie przygotowywali propozycję kolejnej serii. Mniej więcej na tym tle pisarskim na oficjalnej stronie Ilony Andrews pojawiła się podstrona, na której pojawiał się fragment zupełnie innej, nowej, darmowej opowieści. Założenie mieli proste – każdą napisaną część będą publikować na stronie po tym, jak przejrzą ją wstępnie beta readerzy, raz opublikowana nie mogła podlegać żadnym, nawet najmniejszym zmianom. Z punktu widzenia pisania fanficów, nic nowego; z punktu widzenia pisania powieści – ała!

Biorąc pod uwagę ilość zmian, jakie sama potrafię nanosić na swój tekst tak prozatorski, jak naukowy, podobne ograniczenie jest niezwykłym wyzwaniem. Przede wszystkim autor musi mieć przed samym pisaniem dokładny plan co się będzie działo w książce, albo sprytnie improwizować w zależności jak się sama historia rozwinie. Większość wyznań pisarskich świadczy, że częściej wykorzystywana jest ta druga metoda. Tyle, że przy improwizacjach dość często wychodzą sprawy, które powinny się pojawić wcześniej – jakieś sześć rozdziałów wcześniej. Wtedy najczęściej następuje żmudny proces dodawania, przepisywania i przestawiania cegiełek. W Clean Sweep o tym nie mogło być mowy. Po zakończeniu pierwszego tomu Andrewsowie podjęli decyzję o tym, aby książkę wydać w formie ebooka oraz „print-on-demand” (druk na życzenie) i zdjęli tekst ze strony. Jednakowoż, nawet przenosząc się na formę bardziej tradycyjną, niczego w książce nie poprzestawiali, pozostając wiernymi raz podjętemu postanowieniu. Można w dwóch czy trzech miejscach znaleźć momenty, które zapewne w ostatecznej redakcji z manuskryptu by wyleciały (osobiście nie narzekam, gdyż i tak są fajne). Takie wydanie pozwala zajrzeć autorom i autorkom w warsztat zanim przyjdzie redaktor czy redaktorka z czerwonym długopisem by wszystko poprowadzić na porządne tory.

A skoro o powrotach na porządne tory mowa – Clean Sweep jest fantastyką, w pełnej szerokości tego określenia znaczeniu, łączy bowiem tak fantasy (magia, wróżki) z science-fiction (technologia, inne planety). I łączy je doskonale. Postaram się nie siać spoilerów, ale nie będzie to łatwe, biorąc pod uwagę, jak bardzo zachwyca mnie ten mariaż. Główna bohaterka, Dina, jest gospodynią (innkeeper) w niezwykłym pensjonacie (inn). Przebywając na jego terenie posiada niezwykłe możliwości magiczne, włączając w to przekonywanie budynku, aby zmieniał dowolnie kształt wewnątrz. Ta sama magia, która większości miłośników fantasy kojarzy się z energią, tworzeniem, boskim pierwiastkiem etc. określana jest jako coś, co jest po prostu zbyt skomplikowane technicznie, by można to było wytłumaczyć. Ot, czarna magia.

Drugą postacią fantastyczną, jaką czytelnik spotyka jest wilkołak – wcale nie dotknięty magicznym przekleństwem osobnik, nawet nie ofiara wirusa. Nie, nie, nie. Nasze wilkołaki są z innej planety. Tym razem – dosłownie. A ich historia powstania jest ciekawym, przewrotnym projektem łączącym większość wyobrażeń urban fantasy z inżynierią genetyczną. Brzmi dziwacznie, prawda? Wierzcie mi, jak się o tym czyta można zgubić kapcie, po czym sobie jednym przyłożyć, że samemu się na coś podobnego nie wpadło. Rozwiązanie jest w istocie rzeczy proste, wręcz potoczne (nasza „czarna magia” sprzed chwili), wystarczyło tylko sprytnie zagiąć tu, tam, zawinąć i połączyć kropeczki, aby uzyskać niesamowicie ciekawy efekt. Gdyby ktoś był ciekawy – tak, wampiry też się pojawiają. I one równie zachwycają.

Aktualnie na stronie projektu znajdują się już trzy rozdziały drugiego tomu. Tak, jak normalnie czytelnicy zmuszeni są czekać rok lub więcej na kolejny tom (jak w przypadku Kate Daniels), cierpiąc czytelnicza posuchę i przechodząc wszelkie objawy odstawienia, tak z Diną jest inaczej. Na Sweep in Peace można polować. Sprawdzać stronę, stalkować albo facebookowy albo goodreadsowy profil Andrewsów. A gdy już pojawia się kolejna część – poczuć się jak dziecko, które pod choinką znajduje prezenty. I to takie, na których ciąg dalszy wcale nie trzeba będzie czekać do przyszłego roku, tylko dwa, góra trzy tygodnie. Szczęście, radość, szczeniaczki i tęcze, cokolwiek będzie się dalej działo u Diny. A zapowiada się bardzo trudna przygoda na najwyższym szczeblu dyplomatycznym z bandą żądnych krwi wojowników. Mniam.

Reklamy

2 thoughts on “Clean Sweep i pozamiatane

  1. Blair pisze:

    A zaczęłaś już może czytać drugą część? *_*
    Myślałam, że kocham ten mój ulubiony duet miłością największą, ale przy pewnym, hmmm… niespodziewanym (?) pojawieniu się niektórych postaci w drugiej części, podskoczyłam do sufitu i zaczęłam kochać jeszcze bardziej. <3 Nie chcę spoilerować, ale jeśli czytałaś, to bardzo chętnie z Tobą o tym porozmawiam. :)

    Poza tym wspaniały blog! Chyba odkryłam pokrewną duszę. :-D

    Polubione przez 1 osoba

    • Aninreh pisze:

      Przebieram nogami na kolejną odsłonę Sweep in Peace! Ilona potrafi doprowadzić do szału lepiej niż jakakolwiek inna autorka/duet pisarski/autor/cokolwiek <3 Arland jest cudowny, ale ja wciąż liczę na jakąś wielką, epicką hecę z wilkołakiem <3 No i Orro <3

      Dzięki za komplement, zapraszam w skromne progi ;)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s