Homoerotyczne wilkołacze rozterki i przygody. Tom 1: Without Reservations

No, dobrze, proszę Państwa. Założyłam bloga, aby móc sobie radośnie bazgrolić o książkach LGBT, jakie napadowo pochłaniam w niezdrowych ilościach, niezależnie od ich jakości. Czas najwyższy, aby poza recenzjami yaoiców pisanymi dla Gidlii, pojawił się w końcu wpis o przedstawicielu podobnej literatury. Zacznę od pierwszego tomu serii With or without autorstwa Amerykanki J.L. Langley – Without Reservations. Czyli zaczniemy naszą wspólną przygodę z przytupem (ewentualnie wyciem) od gejów-wilkołaków.

Zaczynam od pozycji amerykańskiej nie dlatego, głównie dlatego, że ich mam przeczytanych najwięcej. Na naszym rynku wydawniczym podobne pozycje również się pojawiają, choć jest ich zdecydowanie mniej niż za oceanem. Na mojej liście czytelniczej książki LGBT pojawiły się jakieś 2-3 lata temu, gdy znajoma ze studiów podsunęła mi Josha Lanyona. A potem górka książek sama się już układała. Gdy odkryłam na portalu goodreads listy z gay dragonshifters (geje-smokołaki), poczułam się jak dziecko z w krainie cudowności. A od smokołaka do wilkołaka wbrew pozorom było już całkiem niedaleko.

Dzisiejszy wpis sponsorują zdjęcia z Albuquerque - stolicy Nowego Meksyku.

Dzisiejszy wpis sponsorują zdjęcia z Albuquerque – stolicy Nowego Meksyku. Niekoniecznie pasują do treści, ale są mniej więcej (mniej) na temat.

Autorka, J.L. Langley, mieszka w Teksasie, na swoim koncie autorskim ma już trzy rozpoczęte serie oraz parę innych książek. With or without liczy sobie trzy tomy, jedno poprzedzające opowiadanie i kilka krótkich novelek uzupełniających główną historię. Zgodnie z zapowiedziami z Twittera aktualnie pracuje nad czwartą częścią, której nie mogę się już doczekać. Without Reservations ukazało się w październiku 2006 roku przez Samhaim Publishing i w papierowym wydaniu liczy jakieś 270 stron. Czyli – niedużo. Nie jest to książka, w której tożsamość seksualna bohaterów jest tylko jednym z wielu elementów fabularnych, a jej głównym wątkiem oraz akcją (we wszystkich znaczeniach tego słowa). W końcu to jest romans/erotyka.

Kampus Uniwersytetu Nowego Meksyku ma nawet wilka. Ciekawe, czy ten się zmenia a przystojnych Navajo? Apacze mieszkają bardziej na wschód od Abq (chyba).

Kampus Uniwersytetu Nowego Meksyku ma nawet wilka. Ciekawe, czy ten się zmenia a przystojnych Navajo? Apacze mieszkają bardziej na wschód od Abq (chyba).

W With or without wilkołaki są tylko płci męskiej, dlaczego – autorka już nie tłumaczy. W okolicach pełni Księżyca wataha wybiera się w swoich futrzastych wcieleniach na polowania na swoim terytorim w rezerwacie Apaczów w Nowym Meksyku (prawdopodobnie w Mescalero). Obce wilki mogą ewentualnie korzystać z obrzeży tego terenu, choć i tak muszą uzyskać pozwolenie od Alfy, inaczej zostaną uznane za wrogów i przepędzone. Dzięki temu stado wie dokładnie, jakie osobniki przebywają na ich terenie. Przynajmniej w teorii.

Pewnego pięknego dnia do kliniki weterynarza Chaytona „Chaya” Winstona trafia biały wilk, a dokładniej rzecz ujmując – wilkołak. Grasujący po pobliskich lasach kłusownicy zranili niewielkie dość stworzenie w głowę, a na dokładkę strażnik leśny potraktował go środkiem usypiającym. Zanim doktor Winston w ogóle zajął się ranionym stworzeniem, ba!, zanim wszedł do sali zabiegowej, w której leżało, zdarzyło się coś zaskakującego. Oczy Chaya zmieniły się w wilcze, wysunęły mu się kły oraz… dostał erekcji. A to oznaczało tylko jedno – za drzwiami pokoju zabiegowego znajdował się jego towarzysz/ka (mate). Kobieta, która będzie mu przeznaczona na zawsze. Ale przecież nie było kobiet-wilkołaków. Chociaż od każdej reguły sa wyjątki, czyż nie? Być może ona również nim jest?

Znowu zdjęcia z kampusu. Ładna, cudowna fontanna, która pozwala w końcu normalnie oddychać.

Znowu zdjęcia z kampusu. Ładna, cudowna fontanna, która pozwala w końcu normalnie oddychać.

Sprawa jest poważna. Każdemu z wilków bowiem przeznaczony jest tylko jeden towarzysz (mate), osoba która stanowi dopełnienie ich samych, idealnie odpowiada ich „typowi”. Dany osobnik zawsze wie, że to właśnie „ta jedyna”, między innymi przez to, że ogarnia ich wielkie pragnienie przebywania z tą osobą, a także natychmiastowe, niepohamowane pożądanie. To ostatnie sprawia, że nasi bohaterowie często kończą z niekontrolowaną erekcją. Zwłaszcza, gdy spotykają swoją towarzyszkę / swojego towarzysza po raz pierwszy. I w ciągu paru tygodni od rozpoczęcia znajomości. I kiedy fantazjują o sobie. I w ogóle co najmniej raz na rozdział. Krótko mówiąc, wybitnie trudno im przeoczyć spotkanie swojej drugiej połówki. Stąd też Chayton wie nawet bez wchodzenia do sali zabiegowej, że tam czeka na niego właśnie ta jedna, jedyna na świecie istota mu przeznaczona. Nawet, jeśli jakimś cudem jest dziewczynką zmienioną w wilka. W końcu każda para ma jakieś problemy, prawda? Jednak przy bliższym badaniu, głaskanku i wąchanku pewien dość istotny fakt anatomiczny zaprzecza jednak początkowej teorii, że na stole zabiegowym leży przemieniona kobieta. Łups.

W nie mniejszym szoku jest rzeczony niewielki, biały wilk, doktor historii Keaton Reynolds, wykładowca akademicki na pobliskiej uczelni NMSU (New Mexico State University). Chociaż jego pierwsze reakcja na widok swojego towarzysza należałoby raczej zaliczyć do entuzjastycznych, sytuacja zmienia się diametralnie, gdy Chay koniecznie musi poinformować swojego jednego, jedynego, wybranego przez przeznaczenie partnera, że tak w sumie to on nie jest gejem. W tym momencie tak naprawdę rozpoczyna się dość przewrotna relacja, w której nie-gej nie ma problemów z tym, aby związać się z drugim mężczyzną (w końcu przeznaczony mu towarzysz), a gej ma tych problemów miliony. A bo co rodzina powiem, a bo Chay straci przyjaciół, a bo będzie miał problemy, a bo potem Keatona znienawidzi. Dlatego właśnie Maleństwo (jak Chayton zaczął go nazywać, ang. Little Bit) postanwił zrobić wszystko, aby Chaya zniechęcić do pomysłu bycia razem. A Keaton okazał się wyjątkowo upartym mężczyzną. Na dodatek, nie przebiera w słowach i często korzysta z sarkazmu, zwłaszcza gdy czuje się w jakikolwiek sposób atakowany. Dla dobra ich obojga – tego typu protesty doktora Winstona bardziej bawią niż martwią. No i Chayton zdecydowanie jest zmotywowany, aby wybić te głupoty z głowy Maleństwa. Sam również jest nieziemsko uparty.

W tych rejonach miejsca dużo, gorzej z drzewami i lasami. Szybciej jakiś kojot przemknie niż wilk.

W tych rejonach miejsca dużo, gorzej z drzewami i lasami. Szybciej jakiś kojot przemknie niż wilk.

Gdy nasza para upora się już z problemami związkowymi (dość szybko), pojawią się inne – mianowicie, ktoś czycha na zdrowie i życie Maleństwa. Co ciekawe, ten element fabularny ostatnio często pojawiają się w romansach. Otóż, rozbita głowa, przez którą Keaton trafił do kliniki Chaya wcale nie efektem działalności kłusowników – i to rzeczywiście jest niespodziewane. Zwłaszcza, że nic nie zapowiadało podobnego zwrotu akcji z „zaciągnę cię do łóżka i będziesz na zawsze mój” na „ktoś chce mi zabić ukochanego”. Dlaczego ktoś chce zabić Maleństwo? Nie, powodem nie jest jego niewyparzony język, a lekko psychopatyczny kochanek z przeszłości. W całą sprawę na dodatek wmieszają się również zadawnione problemy rodzinne Keatona, które okażą się większym wyzwaniem dla związku naszych napalonych wilkołaków niż rasistowskie uprzedzenia mamusi Chaya. Tej teściowej bardziej przeszkadzało, że towarzysz syna jest biały, niż że jest mężczyzną. Generalnie ciekawym zabiegiem pani Langley w Without Reservations jest odwracanie stereotypowych relacji – najpierw w kwestii postaw obu Romeów, a następnie odbioru białości Keatona przez otoczenie rdzennych Apaczów. Przede wszystkim to domniemanie heteroseksualny mężczyzna staje na rzęsach, żeby uwieść ukochanego-geja, który z całych sił stara się zaprzeczyć swojemu pożądaniu. A więc następuje odwrócenie heteronormatywnego przekonania mężczyzn, że każdy gej będzie chciał ich uwieść. Po drugie, biała skóra w większości tekstów kultury raczej nie budzi zastrzeżeń, zgodnie z wykreowanym przez kulturę (wysoką i popularną), że statystyczny mieszkaniec Ziemi to biały mężczyzna w średnim wieku. Och, naturalnie otoczenie Chaya będzie miało problem z tym, że dotychczas umawiający się z dziewczynami weterynarz nagle nie może przestać obmacywać innego faceta. Wielkiej, obyczajowej rewolucji w książce nie odnajdziemy. Autorka nawet zaserwuje nam przykład ślicznej homofobii, gdy najlepszy przyjaciel Chaytona – Remi – będzie miał niezwykłą okazję nakryć nasza parę in flagranti w łóżku. Choć, w tym miejscu autorka była dośc miłosierna i obu chłopcom pozwoliła najpierw szczytować.

Mural w Abq downtown.

Mural w Abq downtown.

Without Reservations jest miłym, niewymagającym czytadłem. Miejscami to niewymaganie jest wręcz elementem koniecznym, aby móc się tą prostą w zasadzie książką nacieszyć. Ona nie jest napisana rewelacyjnie, autorka czasami zapomina, że bohaterowie mają imiona, przez co znajdziemy akapity, gdzie nie padają ani razu, a także takie, w którym są w każdym zdaniu (nawet kilka razy). Niektóre zachowania bohaterów sprawią, że będziemy obracać czytnik, a poziom słodkiego zakochania nadpsuje nam ząbki. A więc, zapytacie, dlaczego warto poczytać? To jest bardzo trudne i złożone pytanie, na które najprostszą odpowiedzią będzie: żeby zabić szare komórki. Po maratonie naukowym, czy pisaniu trudnych, wymagających tekstów, móżdżenia i kombinowania na wysokich obrotach, każdy mózg potrzebuje chwili przerwy. Without Reservations jest do tego celu wręcz idealne. Absolutnie niczego od nas nie wymaga, właściwie możemy przespać połowę opisów bez żadnej ujmy dla wydarzeń. A to, co poczytamy, będzie zabawne.

Gdzieś na starym mieście Albuquerque.

Gdzieś na starym mieście Albuquerque.

No, i, nie owijając w bawełnę, jej sporą zaletą jest proporcja scen erotycznych do fabularnych, ale to raczej nie powinno być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę reakcje penisów w każdym rozdziale. Chay i Keaton nie mogą utrzymać ani rąk na sobie, ani ubrań na sobie. Ale, wiadomo, chłopcy się kochają, feromony latają, hormony buzują i voila. Mamy książkę, w której fabuła naprawdę służy tylko po to, żeby bohaterowie mogli uprawiać seks na prawo i na lewo. Na podłodze, na kanapie, na łóżku, w pokoju gościnnym teściów. Ale, w przeciwieństwie do bardzo wielu utworów PWP (termin fanfikowy: Plot? What plot? – Fabuła? Jaka fabuła?), które po innemu można nazwać fabularyzowanym seksem, książka Langley oferuje trochę więcej (choć niewiele więcej). Bo jednak i Chay, i Keaton czasami ubrani są, a na dodatek mają kłopoty inne niż brak prezerwatyw czy lubrykantu pod ręką. Fakt, jakość tych kłopotów, a także niektóre ich reakcje na nie sprawią, że nie bardzo się nimi przejmiemy („chcą cię zabić! uprawiajmy seks!”), ale dadzą nam świetną wymówkę, że coś jeszcze w tych 270 stronach jest.

Okładka

Okładka

Podsumowując, Without Reservations ani stylem, ani konstrukcją, ani fabułą nie powala nas na kolana, nie wyciśnie też łez wzruszenia . Tym, co na pewno oferuje to dobra, niezwykle nieskomplikowana rozrywka, która ulula zmęczony mózg do snu w trybie błyskawicznym. Trzeba tylko uważać, żeby ją odłożyć pomiędzy scenami erotycznymi, bo przecież nie będziemy chcieli zostawić obu bohaterów w niespełnienieu, prawda? Ponadto, nie powinniśmy stawiać książce zbyt wysokich wymagań, inaczej zaprzepaścimy cały relaks. Zapewniam, że tej sztuczki można się nauczyć.

Tytuł: Without Reservations

Seria: With or without

Autor: J.L. Langley

Wydawnictwo: Samhain Publishing

ISBN-13: 9781599983479

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s