Ahoj, Avangardo! Trójmieszczanki na warszawskim konwencie

7-10 sierpnia 2014 roku Warszawską Politechniką rządzili fani przeróżnej maści i fandomowej przynależności. Oto bowiem po raz dziewiąty odbyła się Konwent Miłośników Fantasy Avangarda. I ja tam byłam, i się faniłam. Więc opowiem, co widziałam, gdzie byłam.

Pojechało nas trzy: Kodama, Armi oraz Wiedźma. Wybrałyśmy się dopiero w piątek rano, czyli jeden caluchny dzień konwentowy zrobił nam papa, ale cóż począć, czasem nie ma innej opcji. Zwłaszcza, że cały nasz grupowy wyjazd do Warszawy można zaliczyć do grupy tych, co to nie dość, że zaginają czasoprzestrzeń, to jeszcze trzeba je w grafik wepchnąć kolanem i zakleić taśmą klejącą (dodatkowe modły, aby się wszystko nie rozpadło, są jak najbardziej wskazane). Tak więc w piątek o 9:30 wyruszyłyśmy z Trójmiasta z hasłem „Ahoj przygodo!”. Ponieważ w PolskimBusie nie znalazło się dla naszej trójki wspólne miejsce, Wiedźma wcisnęła się na honorowe miejsce na piąterku przy przedniej szybie i cichaczem wyciągnęła laptopa, żeby popracować. Rozumiecie, urlop to stan ciężki dla pracoholika. Na swoją obronę mam tylko to, że w sumie czytałam (poprawiałam) książkę paranormal romansową (i to, że dziewczyny siedziały dość daleko, aby mi nie dać po łapach).

Czytanie, pisanie, poprawianie. Zdjęcie Kodamy.

Czytanie, pisanie, poprawianie. Zdjęcie Kodamy.

Dojazd z dworca w Młocinach na Avangardę był prosty jak linia metra. Wystarczyło wysiąść na Politechnice, wyleźć dobrym wyjściem na Nowowiejską, przejść kawałek ulicę i voila. Jeśli ja się nie zgubiłam, a mam do tego talent, to naprawdę przeciętny konwentowicz trafił bez problemu! Do Gmachu Głównego dotarłyśmy koło 15:00, dokonałyśmy akredytacji, odebrałyśmy program i rozpoczęłyśmy polowanie na atrakcję. Czyli popełzłyśmy do budynku Inżynierii Środowiska przywitać się z Tiszką, która w przypływie dobrego serduszka wypożyczyłam nam na dwie noce podłogę swego królestwa. A właściwie to królestwa Traktora. Po drobnym objeździe miasta stołecznego (dojechać, zostawić plecaki, przepakować, wrócić), popędziłyśmy na warsztat literacki, żeby się przekonać, że w sumie to był godzinę temu. Poziom ogarnięcia minus dwadzieścia. Z podobną orientacją czasoprzestrzenną zmagałyśmy się calusieńki wyjazd, tak więc nudno być, najzwyczajniej w świecie, nie mogło.

Traktor.

Traktor.

Zwiedziłyśmy wszelkie możliwe punkty programu, w tym sensie, że zahaczyłyśmy o prelekcje, wystąpienia, gości, blok naukowy oraz konkurs. To oznaczało regularne spacerki pomiędzy trzema konwentowymi gmachami: wspomnianym IŚ, Gmachem Głównym PW, Matematyką i Naukami Informatycznymi (pieszczotliwie nazywanymi MiNI) oraz pubem konwentowym „Znajomi Znajomych”.

Nic dodać, nic ująć!

Nic dodać, nic ująć!

Zaciągnęłyśmy biedną Armi na prelekcję „W świetle komunikacji międzykulturowej”, gdyż z Kodamą nie mogłyśmy sobie odmówić sprawdzenia, kto o naszym ukochanym temacie będzie opowiadał. Szybko zrobiło się ciekawie, gdyż poza tematyką relacji i komunikacji międzykulturowych w skali makro, wyśledziłyśmy również różnice skali mikro. Prowadzący, Michał Futyra, za podstawę wykorzystał inne naukowe podejście niż te, na którym najczęściej buduje się wstępy do tematu w Trójmieście – czyli zamiast dwóch głównych bohaterów, Hofstede’a i Schwartza (z objazdem przez GLOBE), był Gesteland.

Póżniej poszłyśmy pozwiedzać Targi Popkultury w GG, dokonałyśmy paru wczesnych zakupów, Wiedźma została odciągnięta za wszarz od stoisk z książkami, za co, pomimo ewentualnych protestów, w głębi serduszka była i jest bardzo wdzięczna. Konwentowy dzień pierwszy zakończył Pop Quiz w pubie konwentowym, na który się spóźniłyśmy, ale pozwolono nam się dołączyć od rundy drugiej jako Tęczowym Kucykom z Nibylandii. Zaskakująco, nie zajęłyśmy ostatniego miejsca, mniej zaskakująco najwięcej punktów zgarnęłyśmy za pytania z kategorii „Fandom”. Następnie rozbiłyśmy namiot w Org Roomie na godzinę, gdzie Kodama w swej zielonej kodamowej koszulce od OtherTees była wciąż i wciąż mylona z gżdaczką. Co nie przeszkodziło jej jednak rozpracować tajników nocnej komunikacji miejskiej Warszawy.

Gmach Główny PW, Targi Popkultury.

Gmach Główny PW, Targi Popkultury.

Sobota zaczęła się przede wszystkim okrutnie wcześnie, a poza tym pracowicie. O 10:00 na MiNI opowiadałam nielicznym, dzielnym konwentowiczom (ja naprawdę rozumiem niechęć do tak wczesnych godzin!) o mandze gatunkowych wyznacznikach oraz charakterystyce mangi shoujo: „Co i jak opowiadają mangi shoujo? Czyli problem klasyfikowania mang wg kategorii wiekowych”. Armi dzielnie pilnowała czasu, gdyż wciąż umiem się za mocno rozgadać na niektóre tematy. Później, posłuchałyśmy wszystkie trzy o fantastycznym komiksie indonezyjskim, o którym opowiadała Belial: „Fantastyczny komiks indonezyjski”. Poczułyśmy wielki, przeogromny smuteczek, ze nie można tychże komiksów poczytać poza Indonezją czy też w języku innym niż indonezyjski. Prezentowały się wielce interesująco i zachęcająco! Zwłaszcza, w mym osobistym przekonaniu, „Garudayana” rysowana przez Is Yunitaro. Co ciekawe, czytelnictwo w Indonezji ma w najlepszym wypadku słabą kondycję, a sklepy typu Empik nie mają wcale wielkiego czy szerokiego asortymentu. Komiksy, z drugiej strony, tworzone są w stylu mangowym od mniej więcej lat 90. ubiegłego wieku. Wyparły zupełnie tak tytuły amerykańskie i europejskie, a także ich stylistykę w rodzimych pracach.

MiNI.

MiNI

Trzecie wystąpienie w bloku azjatyckim miała Kodama z „Mangą etnograficzną” – opowiadała generalnie o etnografii oraz o Opowieściach Panny Młodej Kaoru Mori. Dzięki temu, można było posłuchać o naprawdę ciekawych aspektach pracy etnografa czy antropologa, o najczęściej popełnianych przy niej błędach, a także odnaleźć inne ślady podobnej pracy w popkulturze. Koroną wystąpienia była oczywiście analiza mangi Mori, przedstawiającej niezwykle mało znane w Polsce ludy Azji zachodnio-centralnej, należące do ogromnej grupy ludów tureckich. Prelekcja Kodamy ściągnęła z korytarza kilku zbłąkanych, żądnych informacji konwentowiczów.

Po niej była ponownie Wiedźma z mangami yaoi: „Niecodzienna manga dla kobiet – yaoi i shounen-ai. Typologia, tropy, toposy, historia, funkcje, konsekwencje”. To, że podobny temat ściąga sporo kobiet, mnie nie dziwi. Zawsze jednak zaskakuje mnie męska frekwencja. Tylko jeden pan uciekł! Fakt, inny został całkowicie dosłowny wciągnięty do sali i posadzony w takim miejscu, żeby uciec nie mógł. Przez większość czasu miałam wrażenie, że mnie błaga wzrokiem o łaskę. Wszelkie zadane mi pytania również padły ze strony panów. Ja chyba przygotuję prelekcję „Yaoistyczny FAQ, czyli o co chodzi yaoistkom”. Serio. Tylko nie wiem gdzie i na jaki konwencik. Po prelekcji otrzymałam jedną z przyjemniejszych opinii, iż była to najbardziej rzetelna prezentacja o yaoi. No, miło Wiedźmie, miło!

Rodzinne zdjęcie Trekków na MiNI

Rodzinne zdjęcie Trekków na MiNI

Poobserwowałyśmy pokazy wschodnich sztuk walki pod MiNI, po czym polażłyśmy do GG. Wrzuciłyśmy losy na loterię Rebel.pl, przelażłyśmy przez Targi Popkultury po raz kolejnym, zaopatrzyłyśmy Wiedźmę w koszulkę wyznającą miłość yaoi od Kreatorium oraz wisiorek z tryskelionem od Kramu Sulika. Po czym polazłyśmy na tajskie jedzonko na plac Zbawiciela. Zbyt fantastyczne nie było, poza tym, że ostre aż do łez. Na szczęście Armi lubi podobne smaki, więc się zamieniła z Wiedźmą na swoją mniej wzruszającą potrawę. O 17:00 wturlałyśmy się na warsztaty Anny Kańtoch i Agnieszki Hałas, gdzie pisarki i redaktorki Esensji przestrzegały przed częstymi fabularnymi błędami, oraz pokazały Madsa Mikkelsena. No, dobrze, nowy Hannibal pojawił się przez przypadek, zdobił bowiem pulpit komputera, ale zdecydowanie należy mu się wzmianka. W tym miejscu pozdrawiamy Bartka-doktoranta-informatyki! Późniejsza prelekcja o 2500 lat historii jednorożców została odwołana (skandal! skandal!), więc się bezpańsko włóczyłyśmy aż do loterii.

Agnieszka Hałas i Anna Kańtoch. Zdjęcie Kodamy

Agnieszka Hałas i Anna Kańtoch. Zdjęcie Kodamy

Sama loteria? Cudowny performance! Panowie wykorzystali architekturę Gmachu Głównego, stając na jednym z balkonów i przemawiając do zgromadzonych po królewsku! Osobiście uważam, że słaba akustyka GG przyłożyła nawet łapkę do tego, że cała loteria wyszła tak fantastycznie. Nagrody z balkonu miłościwie rozdający spuszczali w koszyczku. Armi trzymała mocno kciuki i podrywała główkę przy każdym losie, Wiedźma łaziła w kółko, a Kodama włóczyła się z Herbertem.

Herbert!

Herbert!

Herbert był cudowny. Świetnie tańczył. Rebel wylosował Kodamę, dokładnie w momencie, gdy ta zaczęła marudzić, że gorąco i chce już iść. Wygrane Dobble trafiły w spragnione dobroci ramiona Armi.

Loteria Rebel.pl

Loteria Rebel.pl

W nagrodę pozwoliła się zaciągnąć na doktorancką, porównawczą prelekcję w starożytności oraz współcześnie, „Galopujące GorgonyMateusza Kominiarczuka. Dowiedziałyśmy się, między innymi tego, że Gorgony czasem miewały skrzydła, Meduz było więcej niż jedna, wężowe ciało nie jest obowiązkowe, a współcześnie pojawiają się również panowie Meduzy. Konwentowy dzień zakończyła prelekcja BelialJak (nie) uczyć się języków obcych”, na którą ciągnęła Kodama. Rozmawialiśmy wszyscy o różnych taktykach uczenia się, z których wynikło, że najlepiej stosować naraz kilka różnych metod – książki, kursy, filmy, seriale, YouTube. Wszystko, byle nie jedno źródło! Krótka ankieta wśród obecnych wskazała, że zgromadzeni z jednym wyjątkiem nie pałali miłością do języka niemieckiego. Po niej rozbiłyśmy na krótko namiot w Gżdaczroomie na IŚ, czekając na Grega, pana gospodarza, aby móc pojechać spać, myć i Traktora wydrapać. Po drodze Kodama zalazła w internetach cudowny news z wrocławskiego Niuconu, iż JPF wyda… Berserka! Piskom i kwikom nie było końca.

Prelekcja "Galopujące Gorgony"

Prelekcja „Galopujące Gorgony”

W niedzielę spotkałyśmy się z kuzynką Kodamy w lanserowskiej norze na placu Zbawiciela. Miejsce to jest szczególne. Dwadzieścia minut człowiek czeka, żeby go zauważono, potem z oburzeniem karcą, kiedy się prosi o kawę, bo „kawa” sama w sobie najwyraźniej nie istnieje, ledwo się można doprosić o rachunek, a potem o resztę. Charlotte, plac Zbawiciela, Warszawa. Po opuszczeniu lokalu można się poczuć cudownie wolnym i wyzwolonym! Doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

Lanserska nora

Lanserska nora

Ponieważ śniadanie zajęło prawie półtorej godziny dzięki spostrzegawczej załodze, trafiłyśmy na Avangardę o dziwacznej porze. Wylądowałyśmy po raz kolejny na Targach, a bo jakżeby inaczej. Armi zaopatrzyła się w firmową koszulkę konwentu, a my przykleiłyśmy się do stoiska Make Up Magic. Jeśli ktokolwiek wybiera się na Polcon – idźcie do nich. Cienie do oczu kosmicznie wspaniałe! Kodama załapała się na makijaż wykonany przez wizażystkę i zachwytów nie było końca. Przy okazji miałyśmy okazję porozmawiać trochę z koordynatorką Bloku Azjatyckiego, Anną Kowalską na tematy przeróżne, a także plany związane z Avangardą 10. Brzmią niezwykle zachęcająco, tyle Wam powiem! Wychodząc zebrałyśmy wizytówkę od twórcy mojego wisiorka, żeby mieć gdzie zaglądać, stalkować i ewentualnie obkupić się w dobrocie.

Wisior

Wisior

Kolejny w programie był pokaz europejskich sztuk walki w typie Fechtschule przygotowany przez Arma.pl. Przedstawiciele Stowarzyszenia byli fantastycznie otwarci i mili, odpowiadali na najdziwniejsze pytania związane z mieczami, zwyczajami, techniką walki, a także tego, jak wyglądają ich treningi. Pozwolili potrzymać miecze ćwiczebne, zrobić sobie z nimi zdjęcie, a nawet symbolicznie nadziać się na owy miecz. Radości nie było końca. Później poczłapałyśmy na IŚ, pożegnać się z naszymi gospodarzami, pościskać, pointegrować się w Org Roomie, porozmawiać na tematy związane z samą organizacją oraz ogólnie poprzebywać z ludźmi w czerwonych (organizatorzy) i zielonych (gżdacze) koszulkach.

Pokaz Stowarzyszenia Arma.pl

Pokaz Stowarzyszenia Arma.pl

Avangarda 9 odbyła się w większości na tym samym terenie, co zeszłoroczny Polcon. W porównaniu z tamtą imprezą, była wyjątkowo kameralna, na wielkim terenie Politechniki Warszawskiej od czasu do czasu można się było natknąć na uczestników, nie tworzyli jednak wielkiego kolorowego tłoku, jak rok temu. Ładna pogoda, śliczny, pełen zieleni kampus sprawił, że poczułyśmy się wszystkie jak w fantastycznym sanatorium. Fontanna, ławeczki, spokój. Strategiczne umiejscowienie kampusu w środku miasta, z budynkami otaczającymi te niewielkie oazy dały niesamowity efekt, który sprawił, iż czasami zapominałam nawet, że przebywamy w ogromnie wielkiej i tłocznej Warszawie.

To był dobry wypad. Smutnek nas dopadł, gdy czas już było wyjeżdżać.

Podsumowując, nasze serduszka podbili:

  1. Loteria Rebel.pl
  2. Avangarda Doktorantów
  3. kameralność i przestrzenie
  4. Make Up Magic i Arma.pl
  5. Traktor
Advertisements

6 thoughts on “Ahoj, Avangardo! Trójmieszczanki na warszawskim konwencie

  1. wasiek pisze:

    Popieram! Popieram idee yaojcowego FAQ, naprawdę by się przydało :D
    Strasznie fajny konwent był, widać z opisu. No i Traktor…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s