Jak już się wali, to wszystko naraz – Zakochany Tyran #4

Recenzja czwartego tomu Zakochanego Tyrana wisi już na Gildia.pl! Więc czas powiesić ją i tutaj ;)


 

Morinaga wciąż marzy o wielkim, epickim, namiętnym romansie z Souichim. Nadal jednak pozostaje on jedynie w sferze pragnień i wiecznych frustracji (oraz marudzenia). Na razie pozostaje mu cieszyć się skrawkami, które ukochany czasem rzuca w jego kierunku. Jednakże z każdym dniem jest mu coraz trudniej. Senpai, naturalnie, nie pomaga. Wciąż wymiguje się z umowy gwarantującej Morinadze seks raz w tygodniu. Skandal! A na dodatek wszystko wskazuje na to, że to najmniejszy problem w życiu naszej fajtłapowatej pary w czwartej odsłonie Zakochanego Tyrana.

Blok, w którym mieszka Morinaga, niedługo przejdzie gruntowny remont, dlatego właśnie chłopak musi znaleźć sobie inne lokum. Informuje o tym ukochanego w czasie porannego przejazdu metrem na uczelnię. Naturalnie, Morinaga bardzo by chciał, aby Souichi uczestniczył w procesie wybierania nowego mieszkanka, bo skoro ma w nim czasem nocować, powinno mu się podobać. Logiczne, prawda? Senpai jednakże niekoniecznie podziela to zdanie. Zanim miał szansę głośno i dosadnie oznajmić, co myśli na temat wiecznie napalonego podwładnego, jakiś mało rozgarnięty przedstawiciel społeczeństwa zakłócił mu doskonałą przemowę paplaniną przez komórkę. Ów młody człowiek nie zaprzestał procederu nawet wówczas, gdy jedna z pasażerek źle się poczuła i grzecznie zapytała, czy nie mógłby się rozłączyć, ponieważ telefon zakłóca pracę jej rozrusznika. Morinaga, jako kulturalny, normalny młody człowiek, postanowił sprawę zgłosić maszyniście. Souichi zareagował bardziej w swoim stylu, posyłając komórkę do elektronicznego nieba. Poszkodowany zachwycony, naturalnie, nie był. Jak się okazało, zrównoważony również nie bardzo. Kilka dni po całym zajściu do domu Senapaia zaczynają przychodzić dziwaczne faksy, a głuche telefony stają się normą. Przy tak jawnym zagrożeniu, Morinaga po prostu musiał się wprowadzić do ukochanego dla spokoju sumienia, tym samym rozwiązując problem tymczasowego zakwaterowania, zbliżenia się do Senpaia i ewentualnego zapewnienia jemu oraz Kanako bezpieczeństwa. Sprytny plan? Niekoniecznie. Życie pod jednym dachem z całkowicie udomowionym (swobodnym) Souichim okazało się nie rajem, a piekłem. Na dodatek agresja prześladowcy wyraźnie eskaluje.

Zakochany Tyran 4

I to wszystko w większości dzieje się właściwie w pierwszym rozdziale. Takanaga trzyma poziom. Jej historia dalej jest lekka i zabawna, pełna absurdów, marudzenia Morinagi i jego ciągłych prób zaciągnięcia ukochanego do łóżka – znamy go już dość długo, aby się domyślić, że łatwo Souichiemu nie odpuści. Wiemy również, że motorem wszelkich wydarzeń jest ciągła, nieustająca, seksualna frustracja głównego bohatera. Niewiele się zmienia w tej kwestii, chociaż w końcu związek głównej pary robi krok ku lepszemu. Nie dzieje się to nagle (bez przyczyny), nasi bohaterowie nie stają się bez wyraźnego powodu ślepo zakochanymi w sobie ptaszętami, jak i nie zamykają się na cały tom w sypialni. To nie ten typ yaoica, proszę państwa, mamy tutaj fabułę. Owszem, o przeciętnym poziomie ambitności, ale za to przyzwoicie spójną i z akcentem na wątki komediowe.

W czwartym tomie znajdziemy również namiętną, uroczo nieporadną scenę erotyczną. Nie licząc nieudanych podejść, mamy tu właściwie tylko tę jedną scenę łóżkową. Dobrą i namiętną scenę, rozgrzewającą wszystkie odpowiednie miejsca. To chyba zresztą najważniejsza do tej pory chwila miłosnych uniesień Morinagi i Souichiego. Przy tym podobnie jak w tomie trzecim, Takanaga zdecydowała się przesunąć akcent swojej powieści na rozwijanie fabuły oraz pozałóżkowej relacji pomiędzy bohaterami, pogłębiając ich znajomość poza uczelnianym laboratorium oraz wystawiając na ciężką próbę. Dzięki czemu możemy bliżej prześledzić, co właściwie siedzi w głowie Souichiego, a także przez moment zrozumieć, dlaczego Morinaga ma takie problemy z rozszyfrowaniem sygnałów od ukochanego.

Ten kolejny, doskonale wydany przez Kotori tomik ucieszy fanki Tyrana i pozwoli się dobrze rozerwać. W prawie dwustustronicowym tomie odnajdziemy sporo dobrej komedii przyprawianej (nie)porządną erotyką. A kończący rozdział sprawi, że po piątą część Tyrana sięgniemy właściwie natychmiast.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s