Fan Studies Network 2014 i Londonowo

Był wyjazd, było cudownie, czas o tym ze trzy słowa napisać. Podobno są tacy, którzy na podsumowanie czekają (*w tym miejscu wstawić radosne „mam czytelników, mam czytelników!*).

Postawmy jedną sprawę jasno – uwielbiam podróżować, wykorzystuję większość możliwości i wymówek, aby dać gdzieś drapaka, nawet na kilka dni. Owszem marudzę przy tym nie raz, że a to pakowanie, a to irytujące dojazdy, a to niewygody, a to własnego łóżka ze sobą nie zabiorę. Ale to już chyba taki mój rytuał, zaklinanie rzeczywistości, że wszystko poszło dobrze, a wypad się udał. Przez cały ten czas bowiem siedzę przy swoim wiernym, pakownym plecaku i przebieram nóżkami, bo już-już trzeba wyjść! Natychmiast!

Tym razem poniosło mnie ponownie do Londynu (podróż) na konferencję (wymówka) – Fan Studies Network Conference (FSN2014). Znamy się z brytyjską stolicą już trochę, nie raz rozbijałam się tam po koncertach, ale po raz pierwszy chyba miałam przyjemność odwiedzić stolicę z innego powodu. Do teatru na musicale jakoś nie mogę dojechać, grający rock/metal/visual kei Japończycy działają lepiej niż Martin Freeman czy Benedict Cumberbatch na scenie. Nie, żeby na tego ostatniego dało się kupić jakieś logiczne bilety.

Piątek

5:30 rano, widok na samolot.

5:30 rano, widok na samolot.

Podróż zaczęła się okrutnie wcześnie – o trzeciej trzydzieści rano, kiedy to trzeba było zerwać się z łóżka i pobieżać na lotnisko. Choć to było dość kulawe pobieżanie, biorąc pod uwagę, że rozwaliłam sobie dzień wcześniej stopę (niedobry krawężnik). Dla tych, co znają mnie trochę lepiej – tak, zachowałam się jak dorosła, świadoma dziewczynka i poszłam spać. Pamiętając ostatnie kolejki na kontroli granicznej o piątej rano, przyjechałam pół godziny wcześniej, co okazało się dobrym pomysłem. Kolejka? Żadnej kolejki. Tylko potem czekanie aż otworzą bramkę i wpuszczą na pokład było troszkę irytujące, co łagodził jakiś dziwny program w telewizji w poczekalni (też mnie zdziwiło) i darmowe WiFi. Mojemu kochanemu miastu papa powiedziałam o szóstej, a brytyjską ziemię dzięki różnicy w czasie powiedziałam hello! o siódmej w podlondyńskim Luton.

Marble Arch niedaleko Hyde Parku

Marble Arch niedaleko Hyde Parku

Pierwszym punktem planu (i właściwie jedynym) było spotkanie z Cronem i PauPau o 11:30, co, jak nietrudno się domyślić, dawało mi sporo czasu na dojazd plus czas dla siebie. Pokuśtykałam więc na spacer do Hyde Parku, gdyż, wstyd się przyznać, przechodziłam przez niego kilkakrotnie, ale jakoś nigdy nie poświęciłam większej uwagi temu jakże słynnemu miejscu na mapie Londynu. Nadrobiłam. Swoją drogą, tak, mając rozwaloną stópkę, poszłam na spacer. Nigdy nie twierdziłam, że jestem rozsądna czy rozważna. Znalazłam sobie milusią miejscówkę nad jeziorkiem i po prostu z radością patrzyłam na ludzi (których nie zobaczycie, bo brytyjskie prawo).

Hyde Park

Hyde Park

Hyde Park

Hyde Park

Hyde Park

Hyde Park

Punktem spotkania było Spekaer’s Corner, gdzie można sobie zalec na trawce i pocieszyć się nic nierobieniem, sztuką dla co poniektórych trudną (starałam się!). Posiedzieliśmy chiwlę, poplotkowaliśmy o serialach, Londynie i wyjazdach do Japonii, po czym poszliśmy zwiedzić wystawę w Hunterian Museum War, Art and Surgery. Cudowną, pełną różnych części ciała różnych zwierzaczków zamkniętych w słojach z formaliną! Na wystawie pojawiły się również filmiki prezentujące zastosowanie nowych technologii w zabiegach operacyjnych. Zdjęć z tego punktu programu nie będzie, nie pozwalają na podobne dokumentowanie zasobów. Polecam odwiedzić muzeum przy okazji, choć nie tym, których żołądki słabo znoszą podobne widoki – PauPau ledwo się wyturlała, tak się jej zrobiło słabo. Nasza główna bohaterka była zachwycona, trzeba ją było odciągać od wystawy z ludzkimi płodami w różnych stadiach rozwoju. Rozwojówka zrobiła mi jednak większą krzywdę niż sądziłam.

Wiewióra w Hyde Parku

Wiewióra w Hyde Parku

Następnym punktem programu było… jedzenie! Wybraliśmy się do nowej koreańskiej miejscówki, której nazwy nie pamiętam, oczywiście. W niewielkiej, przytulnej restauracyjce pod marketem na dzień dobry przywitali nas PSY oraz 2NE1. Połączyliśmy się przy okazji z Akiko (rezydującą pod Tokio), aby choć wirtualnie spotkać się znowu całą bandą.

Brytyjski sposób koszenia trawników edycja Hyde Parkowa

Brytyjski sposób koszenia trawników edycja Hyde Parkowa

Do Forbidden Planet nie mieliśmy zachodzić, właściwie zasłoniliśmy z Cronem oczy i chcieliśmy przejść szybko obok. Tyle, że nie wyszło. PauPau chciała wejść… no jak mogliśmy jej odmówić wizyty w tym cudownym, geekowskim sklepie? No jak? Poza tym niech nie osądza ten, kto nigdy nie widział tych wielkich, proszących oczek (i tych cudownych, pełnych półek książek, komiksów, mang, artbooków, albumów i w ogóle). Niebo, po prostu niebo. Nie, nie wyszłam z pustymi rękoma. Starałam się, ale nie wyszło. Weszłam w posiadanie komiksu o Buffy.

Niespodzianka!

Niespodzianka!

Spotkanie zakończyła kawa, szatańsko sparzona po turecku kawa. Ach, od razu nam się oczka otworzyły. Po kolejnej dawce plotek musieliśmy powiedzieć sobie znowu papa. Tubylcy odprowadzili mnie na metro, wydali dyspozycje czym jechać i gdzie wysiąść, po czym, niestety, nasze drogi się rozeszły. Ze swoją gospodynią, Emilką, spotkałam się w Earlsfield. Na peronie powitał mnie sam Red Reddington – nie przytuliłam się, a naprawdę niewiele brakowało. Reszta dnia minęła na równie przyjaznych ploteczkach, generalnym nadrabianiu zaległości i planowaniu kolejnych trzech dni, jakie miałam spędzić w Londonowie.

Sobota

Pierwszy dzień konferencji. Dotarcie do Regent’s University z Earlsfield okazało się prostsze niż się spodziewałam, wymagało tylko jednej przesiadki z pociągu na metro. Do dziś za przezabawne uważam, że aby dostać się do konferencyjnej miejscówki trzeba było wysiąść nie gdzie indziej niż na Baker Street, niedaleko 221B. Jedną z cech charakterystycznych konferencji fanowskich jest to, że odbywają się one na dwóch płaszczyznach – rzeczywistej i cyfrowej (pewnie nie tylko fanowskich, ale na razie ustalmy, że tylko). O tym, co działo się w czasie paneli możecie poczytać na Twitterze, tutaj.

Paul Booth

Paul Booth

Konferencję otworzył wykład Paula Bootha, dotyczący użyteczności fanostwa w edukacji.  Biorąc pod uwagę fanowskie zamiłowanie do krytycznej analizy tekstów medialnych oraz artystycznego przerabiania już istniejących dzieł kultury, bycie fanem może zostać produktywnie wykorzystane na większości poziomów nauczania. Poza tym, pogłębianie zainteresowania jakimś tematem, czy do poszukiwania informacji na temat jakiegoś zagadnienia jest zdecydowanie pozytywną strategią uczenia oraz funkcjonowania we współczesnym świecie. Paul Booth wspomniał również, że akademicy zajmujący się fanostwem mogliby bardziej zaangażować się w życie fanowskie, ucząc fanów sposobów dyskutowania (takich wyłączających „jesteś debilem i się nie znasz”) oraz brania odpowiedzialności za swoje słowa oraz opinie. A zatem zachęcał zgromadzonych do aktywnego uczestniczenia w konwentach, zlotach, spotkaniach, na forach, grupach etc. Co, jeśli chodzi o konwenty, ma miejsce w Polsce – w końcu na wielu pojawiają się już Dni Nauki, jak choćby na Polconie, Avangardzie czy Baltikonie.

Dziedziniec Regent's Univeristy of Lonodn

Dziedziniec Regent’s Univeristy of Lonodn

Po pierwszym wykładzie rozpoczął się dramat wyboru, gdyż umiejętności nawet ograniczonej geograficznie bilokacji wciąż pozostają tajemnicą, a naprawdę chciałabym móc uczestniczyć we wszystkich panelach! Wybrałam Fandom and Indetity, trochę na zasadzie rzucenia monetą. Pierwsze wystąpienie Anne Peirson-Smith zostało poświęcone cosplayowi w Hong Kongu. Było to o tyle ciekawe, że większość badań nad cosplayem koncentruje się na Japonii oraz krajach zachodnich (głównie anglojęzycznych), spojrzenie na to, jak rozwija się poza tymi ośrodkami oraz jakie ma znaczenie dla cosplayowców. Kolejna prezentacja sprawiła, że wszyscy obecni do końca dnia nie mogli się uwolnić od piosenki Backstreet Boys As Long As You Love Me. Simone Driessen przeprowadziła szereg wywiadów z fankami BSB, które zostały wierne zespołowi od momentu ich debiutu aż do dzisiaj. Stosując metody socjologiczne uzyskała ciekawy wgląd w fandom, który wiele przetrwał. Jej rozmówczynie rekonstruowały swoje zaangażowanie, tworząc ciekawe narracje obrazujące ich przejście od nastoletniego zauroczenia do bardziej krytycznego lubienia zespołu. Trzecia w panelu występowała Zoë Shacklock, która przeanalizowała rasową reprezentację głównych postaci w Welcome to Night Vale, co interesowało mnie tym bardziej, że razem z Kodamą popełniłyśmy artykuł o polskim fandomie tego podcastu oraz na prośbę recenzentek rozwijałyśmy w nieskończoność akapit poświęcony właśnie rasie. Panel zamknęło wystąpienie Eoina Devereux o latynoskim fandomie Morrisey’a, artysty interesującego tak muzycznie, jak i osobowościowo.

Eleonora Benecchi

Eleonora Benecchi

Drugim panelem, na który się wybrałam był ten poświęcony Fans and Producers. Sarah Ralph opowiedziała o przypadkach, w których fani przechodzili na drugą stronę mocy i sami stawali się częścią ekipy tworzącej kolejne fanowskie teksty, jak choćby Russel T. Davies czy Steven Moffat (swoją drogą na każdym panelu chociaż raz pojawił się Doctor Who). Następna prezentacja, Eleonory Benecchi skupiała się na włoskich i anglojęzycznych fanach Supernatural oraz ich wpływu na serial. Badaczka przedstawiła mnóstwo pięknych wykresów z badań ilościowych, które mają znaleźć się również w jej książce – na którą już z niecierpliwością czekam. Trzecia w panelu prezentacja została wygłoszona przez Ruth Foulis, która przedstawiła dotychczas pomijany w badaniach fandom: mianowicie relacje fanów z gwiazdami YouTube’a. Spotkanie zamknął William Proctor, który pochylił się nad jednym z największych kryzysów fanów Star Wars od dawna – mianowicie nad zakłóceniem ciągłości w historii, tak zwane uniwersum rozszerzone (extended universe) zostało uznane bowiem za niekanoniczne. Nagle więc wszystkie wyjaśnienia zagadek i nieścisłości, które znalazły się w książkach przestały mieć najmniejsze znaczenie, przestały obowiązywać. A to, z kolei, doprowadziło do wielu frustracji i problemów.

Hannah Ellison

Hannah Ellison

Na ostatni panel, na który się wybrałam, był Online Fandom. W jego czasie Ruth Deller opowiadała o tym, jakie emocje towarzyszyły oczekiwaniom fanów na nową, czwartą odsłonę The Sims. Na prezentacji pojawiły się memy, opinie, listy pominiętych nagle  wgrze elementów, a także tradycyjne narzekania na politykę dystrybutora – EA/Electronic Arts. Druga prezentacja, Nistashy Perez, została poświęcona zakładanym przez stacje telewizyjne lub marketingowców serialu kontom na tumblr na przykładzie Teen Wolfa, Hannibala oraz Doctora Who. Trzecia była Eva Hayles Gledhill, która przeanalizowała dziewiętnastowieczną tradycję bricolage’ów oraz ich współczesnych odpowiedników takich jak Pinterest oraz tumblr. Czwartą prezentację przedstawiła Hannah Ellison, która zajęła się video kompilacjami z YouTube poświęcanymi postaciom lesbijskim. Z całości serialu fani wycinają tylko te elementy narracyjne, które przedstawiały pożądane wątki, a następnie udostępniają dla wszystkim. Jeśli podstawą takiego zabiegu były seriale zagraniczne – tworzono do nich napisy. Co ciekawe, Hannah przedstawiła również sytuacje, w których niemiecka telewizja przygotowała odpowiednią stroną, która umożliwiała nałożenie fanowskich napisów na udostępniane przez nich oficjalne materiały.

Dzień zakończył Speed Geeking, który, w dużym skrócie polegał na trochę inaczej przeprowadzonej burzy mózgów nad naukowymi problemami badaczek i badaczy, którzy zgłosili podobną potrzebę.

Niedziela

Przypadkowy TARDIS

Przypadkowy TARDIS

Drugi dzień konferencji zaczął się dla mnie tak naprawdę od znalezienia TARDIS w sklepie z pamiątkami koło Madame Toussauds, obok której musiałam za każdym razem przejść (i która, tak na marginesie, przypomina burleskę albo dom publiczny). A tak bardziej naukowo – pierwszy wykład wygłosiła Rhiannon Bury. Przyjrzała się bliżej temu, jak zmienił się fandom wraz z postępem technologicznym. Wprowadzenie nowych technologii okazywało się każdorazowo tak samo niepokojące, jak i dzisiaj. Do swoich badań wykorzystała teorię Marka Postera, który w 1994 roku pisał o First Media Age. Zastanawiała się również, że być może znajdujemy się już w drugim lub trzecim wieku medialnym. Rozwój internetu sprawił, że zmianie uległ nie tylko sposób przesyłania danych czy korzystania z nich, ale również sposób tworzenia fanowskich społeczności, komunikacji pomiędzy poszczególnymi jej członkiniami oraz członkami.

Rhiannon Bury

Rhiannon Bury

W ostatnim panelu, Spaces of Fandom 2, prezentowała nasza główna bohaterka. Jako pierwszy wystąpił Lincoln Geraghty, który opowiadał o historii anglosaskich konwentów, porównując ich zasięg, ilość wynajmowanych pomieszczeń, a także ich programy. Porównanie fanowskich zlotów z lat 40. i współczesnego SDCC wypadało zdecydowanie bardzo ciekawie. Lincoln podkreślał znaczenie fanek w tworzeniu tych przestrzeni fanowskich, cytując przy tym właściwie już kanoniczną książkę Bacon-Smith. Druga w kolejce była Olimpia Kiriakou i jej disneyowskie Dark Side – niezwykle ciekawa prezentacja dotycząca właściwie antyfanów może nie tyle samych produkcji Disneya, co ich parków rozrywki. Przewodnik po tym, gdzie i jak najlepiej zażywać narkotyki czy uprawiać seks w dziecięcych parkach rozrywki – to właśnie jeden z wielu produktów ciemnej strony. Panel zamknęłam ja ze swoją prezentacją o polskich konwentach, którą zresztą zobaczyć możecie tutaj.

Tuke Hall, w której odbywał się mój panel

Tuke Hall, w której odbywał się mój panel

 

Przedostatnim punktem niedzielnego programu było przedstawienie nowej książki, Ashgate Research Companion to Fan Studies – pozycji, z samego przedstawienia, niezwykle ciekawej. Autorzy części rozdziałów w wielkim skrócie przedstawiali zawartości swojej pracy. Brzmiało to wszystko niezwykle smacznie (tak, tak, oczywiście, że książunię nabędę, zwłaszcza, że na konferencji podano kody rabatowe).

Orlando Jones na wielkim ekranie

Orlando Jones na wielkim ekranie

Fan Studies Network Conference zakończyła skype’owa rozmowa z Orlando Jonsem, gwiazdą serialu Sleepy Hollow oraz osobą niezwykle zaangażowaną w kontakt z fanami. Niezwykle miły człowiek z pana Jonse’a. Tylko raz nas rozłączył! Rozmawialiśmy na temat tego, że każde z social mediów – Facebook, tumblr, Twitter, SnapChat – to właściwie osobne ekosystemy, posiadające własny język, którym się posługują jego użytkownicy. O tym, jak bardzo ważnym jest, aby fani nauczyli się rozmawiania ze sobą, a nie tylko upartego wyzywania się czy upierania się przy swoich racjach. W ciekawy sposób rozmowa z Orlandem ponownie zaprowadziła nas więc do wykładu Paula dotyczącego wzięcia odpowiedzialności za nasze zachowania, ponieważ to może doprowadzić fandom do tego, aby stał się otwartą, empatyczną społecznością.

Primrose Hill

Primrose Hill

Sam dzień zakończył się spacerem z Emilką po Regent’s Park, przy londyńskich kanałach oraz przechadzką na Primrose Hill, czyli najładniejszego punktu widokowego w mieście. A także, już po powrocie, obejrzeniem najnowszego Doktora – ciekawe doświadczenie obejrzeć Doktora w doktorolandii.

Zdobcz konferencyjna

Zdobcz konferencyjna

Poniedziałek

Razem z PauPau pojechałyśmy na drobne polowanie po antykwariatach na Russell Square. Naturalnie, zaczęło się od niewielkiego zgubienia się i biegania dokoła budynku, w którym mieścił się nasz pierwszy cel – Skoob. Internety donosiły, że to nie tylko bardzo duży antykwariat, ale również świetnie zaopatrzony. Nie kłamały. Wielka piwnica pełna regałów pełnych książek, przypadkowe pianino… Kolejna warta zapamiętania miejscówka. Buszowałyśmy długo, co zaowocowało jedną książką Hellions. Pop Culture’s Rebel Women, ponieważ wszystkie inne, które znalazłam nie zmieściłyby się do plecaka i to było naprawdę smutne. W drodze do drugiego, Judda, znalazłyśmy własne niebo – księgarnię gejowską. Ilość książek dotycząca genderu oraz seksualności, jaką mieli na półkach sprawiała, że znowu chciałam się przytulać do regałów. Wielka Brytania dziwnie na mnie wpływa, najwidoczniej. Weszłyśmy do tegoż przybytku przez zupełny przypadek, słowo! Z tej księgarni wyszłam (a właściwie wróciłam po) Postcolonialism and Homosexuality.

Londyńska przygoda zakończyła się w Apostrophe nad kubkiem belgijskiej czekolady i mnóstwem ploteczek dotyczących mang, Japonii oraz yaoiców. O szesnastej pojechałam na lotnisko. Nie chciałam wyjeżdżać. Bardzo, bardzo nie chciałam wyjeżdżać.


Na sam koniec chciałabym jeszcze raz mocno, bardzo i serdecznie podziękować mojej host – Emilce. A także Crono i PauPau za znalezienie chwili czasu i cudowne spotkanie!

O konferencji możecie jeszcze poczytać u Lori Morimoto oraz Nicolle Lamerichs.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s