Opowieść o dobrze, o źle i o fae

Żeby trochę urozmaicić to, co można w Pałacu poczytać, po raz kolejny zaprosiłam Teyę, aby opowiedziała Wam trochę o swojej ulubionej serii książek. Takich dość obsesyjnie ulubionych. Z toczonych przez nas rozmów wyszło, że to nie będzie jej ostatnia wizyta tutaj, ale jeszcze nic jest pewnego. Na razie zapraszam do zapoznania się z jej tekstem poświęconym serii Fever Karen Marie Moning.


MacKayla Lane ma 21 lat i jest różową, rozpuszczoną damulcią z prowincjonalnego Amerykańskiego Południa. Jej życie gwałtownie staje się koszmarnie skomplikowane – wszystko, w co wierzy, przestaje być oczywiste i czarno-białe, świat rzeczywisty zaczyna się mieszać z fantastycznym, a jedyna osoba, u boku której czuje się bezpieczna, jest jednocześnie tą, przed którą sama ma zazwyczaj ochotę uciekać. A, i jeszcze dochodzi przeznaczenie! Okazuje się, że Mac zaplątała się w wojnę pomiędzy ludźmi i fae, fae i fae oraz cholera-wie-czym-jest-Jericho-Barrons i fae, a zdaniem co poniektórych ona sama ma kluczowe dla losów świata znaczenie w tychże konfliktach.

Torn Shadows, Teya

Torn Shadows, Teya

Wszystko zaczyna się od morderstwa jej starszej siostry i najlepszej przyjaciółki, Aliny. Dziewczyna studiowała w Dublinie, tam też jej życie się nagle urwało. Mac, jak każda impulsywna, przekonana o swojej najważniejszości-na-całym-świecie pannica udaje się do Irlandii, żeby wymusić złapanie mordercy. Zamiast jednak znaleźć odpowiedzi, wyławia tylko kolejne worki pytań.

Seria Fever Karen Marie Moning, bo o niej piszę, została już w Polsce conajmniej częściowo wydana. Sama mam na półce trzy pierwsze tomy („Mroczne szaleństwo”, „Krwawe szaleństwo”, „Szaleństwo elfów”), nie wiem, czy kolejne zostały w Polsce wydane. Sama poznałam książki najpierw w oryginale i niemal od razu je pokochałam. Dlaczemu? To skomplikowane pytanie. Jeśli zapytalibyście się mnie, o czym jest Fever, nie wspomniałabym o prawie niczym z poprzednich dwóch akapitów. Jasne, historia jest ważna, pełna akcji, humoru, świetnie napisana i ciekawa, ale moim zdaniem w Fever chodzi o coś ciutkę innego. O te wszystkie wartości, informacje przekazane jakby przypadkiem, o drogi przebyte przez przypadek. Bo chociaż lubimy banalizować fantastykę, te książki są po prostu wypełnione naukami i pytaniami, które każdy z nas co najmniej raz w życiu sobie powinien zadać.

Polska okładka pierwszego tomu serii Fever. Mag 2011.

Polska okładka pierwszego tomu serii Fever. Mag 2011.

Zdaniem autorki, albo przynajmniej zdaniem Mac-narratorki, opowiadającej tę historię już z dystansu przeżycia jej, Fever jest o świetle, walce i nadziei. Ciężko przymknąć oczy na feministyczny przekaz książek. Mamy tu całą społeczność kobiet-wojowniczek, widzących sidhe (fae), które muszą przezwyciężyć swój strach i zmierzyć się z przeznaczeniem, na które nie były przygotowane. Muszą podjąć decyzję, czy chcą wyzwolić się spod nacisku dyktatorskiego układu, który jest bardzo wygodny oraz bezpieczny, czy może zostać tam, gdzie ciepło i karmią. Pod tym względem feminizm w Fever przypomina nieco przekaz w ostatnim sezonie Buffy.

Sama Mac musi przezwyciężyć stereotypy, w których siebie pozamykała. No i pewnego autorytatywnego mentora. Ale o nim porozmawiamy kiedy indziej.

Karen Marie Moning

Jakby ktoś był ciekaw, jak wygląda Karen Marie Moning.

W każdym razie walka o ludzkość, o światło, o nadzieję – są olbrzymią częścią tej historii. Dla mnie jednak, wcale nie najważniejszą. Ja przykładam o wiele większą wagę do kwestii dobra i zła w Fever oraz do dorastania.

Pierwszą rzeczą, która mnie urzekła w tej historii było właśnie to, jak przedstawione zostało dobro i zło w Fever. Nasza bohaterka startuje z bardzo nieskomplikowanym i naiwnym podejściem do świata. Mamy więc jasny podział między czarnym i białym, choć nie zawsze wyglądają, jak powinny wyglądać, to, koniec końców, Mac nie ma wątpliwości, że jest w stanie rozpoznać, kto stoi po której stronie mocy. …i szybko przekonuje się, że jest zupełnie inaczej. W Fever mamy tylko szarości, tylko poszukiwanie definicji zła i definicji dobra. Choć pojawia się istota utożsamiająca zło, nawet ona nie jest do końca jednoznaczna. Nasza heroina nie ma często pojęcia, po której sama stoi stronie. Niemal do ostatnich chwil nie ma pojęcia, komu zaufać. Widzące sidhe są rządzone przez kobietę, która wydaje się nie rozumieć sytuacji, przystojny druid przeżywa kryzys wartości, a młodziutka Danny walczy z własnymi demonami. Jeden facet, któremu chciałaby zaufać, właściwie w każdej rozmowie informuje ją, że mu ufać nie powinna, a facet, który twierdzi, że powinna mu zaufać, tego zaufania wcale w niej nie wzbudza.

Poza tym, w książce pojawia się wiele dyskusji na ten temat. Pozwolę sobie tu przytoczyć cytat, który mi najbardziej się w pamięci zapisał:

Most people are good and occasionally do something they know is bad. Some people are bad and struggle every day to keep it under control. Others are corrupt to the core and don’t give a damn, as long as they don’t get caught. But evil is a completely different creature, Mac. Evil is bad that believes it’s good. (Ludzie w większości są dobrzy i okazjonalnie świadomie zrobią coś złego. Niektórzy są źli i każdego dnia starają się zachować to pod kontrolą. Jeszcze inni są całkowicie zepsuci i mają to gdzieś tak długo, jak ich nikt nie złapie. Ale Zło jest zupełnie inną istotą, Mac. Zło jest złem, które wierzy, że jest dobrem. – tł. Teya) / KMM, Shadowfever

Każdy czytelnik wyciągnie pewnie swoje wnioski. Szczególnie, że Fever ma tendencję do zadawania dziesięciu pytań na stronę i dawania przy tym może z pół odpowiedzi. Na pewno daje do myślenia.

Zamiast jasnych podziałów mamy więc całą gamę szarości i bardzo zmieszaną bohaterkę gdzieś pośrodku. To sprawia, że świat wypchany wróżkami, wampirami, druidami, czarnoksiężnikami oraz czymkolwiek-są-Jericho-i-jemu-podobni jest niesamowicie realistyczny. Choć mieszają się światy, a fragmenty fabuły przypominają te z filmów s-f, tudzież teledysków Davida Bowiego, postaci i ich dylematy są do bólu rzeczywiste. To mnie pokrętnie naprowadza na drugi wątek-klucz: dorastanie.

Amerykańska okładka pierwszego tomu. Dell Publishing 2006.

Amerykańska okładka pierwszego tomu. Dell Publishing 2006.

Przez pięć książek Mac dorasta w każdy możliwy sposób. Fakt, nie dostaje może pierwszej miesiączki, nie otwiera pierwszego piwa i nie traci dziewictwa, ale dziewczyna, którą poznajemy na samym początku, nie jest za bardzo rozwinięta ponad nastolatkę. Nie ma tez za wiele wspólnego z kobietą, którą się staje na końcu historii.

Szybko zauważymy, że Mac ucieka od odpowiedzialności, od prawdy, od wszystkiego, co może zepsuć jej idylliczny obraz życia, w którym dziewczynki chodzą ubrane na różowo, chłopcy na niebiesko, a potwory występują wyłącznie w idiotycznych filmach. Ta Mac chowa się w swoich stereotypowych szufladkach i walczy o ich zachowanie za pomocą głośnego tupania nóżką. Ta Mac nie radzi sobie z uczuciami, z prawdą, z odpowiedzialnością, ani z własną seksualnością, która jest olbrzymią częścią Fever. Ta Mac jest niesamowicie zabawną przeciwwagą dla megamrocznego Jericho Barronsa, ale jest też całkowicie nieprzygotowana do nadchodzącej wojny. Rozdział po rozdziale, katastrofa po katastrofie obserwujemy, jak MacKayle’a przepoczwarza się w kobietę, jak ściera się ze swoimi słabościami i je pokonuje… albo z nimi przegrywa. Jak upada i się podnosi, albo zostaje podniesiona (dla osób znających historię – Go, JZB! :P) Jak dorasta, staje się wojowniczką, liderką, kochanką, siostrą, sobą.

Amerykańska okładka Shadowfever. Delacorte Press 2011.

Amerykańska okładka Shadowfever. Delacorte Press 2011.

Wrócę tu do pytania – czemu pokochałam Fever? Długo wydawało mi się, że odpowiedzialny za to jest głównie Jericho Barrons. Nie wstydzę się nawet przyznać, że mam na punkcie tej postaci pełnometrażową obsesję, z efektami dźwiękowymi i oprawą graficzną włącznie. Im więcej jednak czasu mija od Shadowfever, tym wyraźniej widzę, iż obsesja była tylko produktem ubocznym. Fever pojawiła się w moim życiu w bardzo fortunnym czasie. Dała mi odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie byłam gotowa zadawać. Wskazała pytania, na które ciągle odpowiedzieć sobie muszę. Ogólnie – okazała się bardzo ważną książką. Z jednej strony strasznie ciekawą, wciągającą i dosyć nieoczywistą pod względem rozwiązań fabularnych (w pewnym momencie nie byłam pewna nawet czym jest główna bohaterka… ona też nie miała pojęcia oO), pełną fascynujących bohaterów, obsadzoną w rewelacyjnie skonstruowanym świecie.

Z drugiej strony – Fever jest naprawdę mądrą książką sięgającą po każdą z naszych wartości po kolei, biorącą je pod lupę i zmuszająca do ich lepszego poznania. Nawet nie zauważymy, kiedy zaczniemy zadawać sobie pytanie: kim jestem? Oraz: jak siebie definiuję?

Karen Marie Moning:

  1. Darkfever (2006) / Mroczne Szaleństwo (2011)
  2. Bloodfever (2007) / Krwawe Szaleństwo (2011)
  3. Faefever (2008) / Szaleństwo Elfów (2012)
  4. Dreamfever (2009)
  5. Shadowfever (2011)
  6. Iced (2012) [spin-off]
  7. Burned (2015) [spin-off]

 


PS. Jadę dziś do Katowic i wracam w sobotę o jakieś drastycznie rannej godzinie, ale postaram się wrzucić post.

PS 2. Staram się trzymać terminów: środy + soboty, powinnam dać radę!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s