Długo wyczekiwany tytuł mangowy w Polsce – Loveless #1

Trochę to trwało, zanim przepisałam (i rozwinęłam) tę recenzję, która poszła na Gildię. Po raz pierwszy, z powodów czasowych właściwie, nie napisałam dla mojego ulubionego portalu wszystkiego, co chciałam na temat mangi. No cóż, kolejne części nie oszczędzę, a na razie tutaj się wygadam.

Polskie wydanie "Loveless" i "Your Eyes Only".

Polskie wydanie „Loveless” i artbooka „Your Eyes Only”.

Po długich latach wyczekiwania, jęczenia, błagania i magicznych rytuałów, jednemu z polskich wydawnictw udało się uzyskać licencję na wydanie mangi autorstwa Yun Kougi – Loveless. W lipcu 2014 roku nakładem Studia JG ukazał się pierwszy tom tej jakże popularnej serii wraz z artbookiem For Your Eyes Only. Ten, jakże wyczekiwany przez fanki i fanów. tytuł w Japonii ukazał się po raz pierwszy w 2001 roku w magazynie G Fantasy, a od maja 2002 w miesięczniku Comic Zero-Sum domu wydawniczego Ichijinsha. Na dzień dzisiejszy Loveless liczy sobie dwanaście tomów i wciąż powstaje. Na podstawie mangi stworzono również dwunastoodcinkowe anime, jedną light novelkę oraz kilkanaście drama CD.

Kolorowa strona pierwszego tomu przedstawia Ritsukę.

Kolorowa strona pierwszego tomu przedstawia Ritsukę.

Ritsuka pierwszego dnia w nowej szkole nie zrobił najlepszego wrażenia. Przed nauczycielką grzeczny, wręcz doskonały uczeń, dla nowych koleżanek i kolegów z klasy – już niekoniecznie. Wobec rówieśników pozostaje chłodny, stara się ze wszystkich sił utrzymać ich na bezpieczny dla siebie dystans. Próbującej się z nim zaprzyjaźnić Yuiko mówi w twarz, że uważa ją za głupią, bezużyteczną, a także, że nie chce mieć z nią nic do czynienia. Ritsuka nie jest zwykłym dwunastolatkiem, zbyt wiele przeżył i wycierpiał, aby być takim, jak inni. Jego matka wpada w histerię na jego widok i się nad nim znęca, a brat, Seimei, został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach. Kiedy ze szkoły odbiera go dwudziestodwuletni Sobi Agatsuma, przyjaciel Seimeia, wszystko się zmienia. Ritsuka zostaje wplątany w rozgrywki, których nie rozumie. W dość już niejasne, pełne niemożliwych do kontrolowania zdarzeń życie głównego bohatera wkraczają magiczne pojedynki, on sam staje się ofiarą imieniem Loveless, a Sobi przyjmuje na siebie rolę jego żołnierza – dla dobra młodszego brata Seimeia jest skłonny poświęcić wszystko. Po raz pierwszy, od kiedy tylko Ritsuka pamięta, ktoś traktuje go w tak wyjątkowy sposób.

Tym, co przykuwa uwagę w Loveless są relacje międzyludzkie. Ritsuka ze swoim psychologicznym bagażem ma problem z nawiązaniem prawidłowych kontaktów, jest wycofany i marzy tylko o tym, aby wszyscy zostawili go w spokoju. Dlatego właśnie wszystkie znajomości, których punktem centralnym jest główny bohater, rozwijają się powoli, prawie leniwie, ale równocześnie nie są linearne czy zawieszone w próżni. Wydarzenia fabularne mają wpływ na to, jak Ritsuka reaguje na innych, jak się do nich odnosi. Fabularnie innym ciekawym elementem historii Kougi są kocie uszy i ogony, które posiadają niedorośli bohaterowie, a dokładniej – niewinni. Taki projekt postaci sprawia, że stają się one urocze i słodkie, tworząc nie raz ciekawy kontrast z ich zachowaniami podczas bitew.

Pojawia się Sobi

Pojawia się Sobi.

Loveless jest również mangą, którą uwielbiam i z którą mam problem. Czytałam ją po raz pierwszy pięć albo sześć lat temu, pamiętam, jak bardzo zachwyciła mnie kreacja postaci Sobiego. Co samo w sobie dużo pewnie mówi o moim lubieniu – Sobi jest postacią skonfliktowaną wewnętrznie, połączeniem wyuczonego masochizmu i naturalnego sadyzmu, osobą przyzwyczajoną do bycia narzędziem, lalką, kimś do użycia oraz wykorzystania przez innych. W jego życiu zmiany zachodzą dopiero, gdy spotyka Ritsukę, który nie chce być jego panem. Tutaj dochodzę w końcu do tego, co mi w Loveless tak bardzo przeszkadza – związek pomiędzy dwunastoletnim Ritsuką oraz dwudziestoparo letnim studentem, Sobim. Przeczytałam gdzieś, że w tej relacji nie chodzi o seksualność, a o dorastanie i odkrywanie własnej seksualności – ja tego argumentu nie kupuję, brzmi niebezpiecznie podobnie do niektórych oświadczeń pedofili. W mandze Yun Kougi pomiędzy Sobim i Ritsuką istnieje namacalne, erotyczne napięcie i temu zaprzeczyć się nie da, to nie jest kwestią yaoistycznych zapędów czy szukania homoerotyki na siłę wszędzie tam, gdzie to możliwe. Taki jest po prostu fakt fabularny Loveless. Podobny ton narzuca Sobi, jego potrzeba ustawienia Ritsuki w specyficznej roli, do której chłopak nie jest gotowy, nie dorósł do niej, a także ma zupełnie inne problemy na głowie niż zakochiwanie się czy odpowiadanie na czyjeś pragnienia. To, że autorka prowadzi tę relację w sposób bezpieczny – właściwie nie wychodzi poza pocałunki czy przytulanie – pozostawiając wiele elementów tej relacji niedopowiedzianymi, pozostawionymi wyobraźni czytelnika, wcale nie czyni związku Sobiego z Ritsuką nie niepokojącym.

Początek rozdziału drugiego. Projekty Ritsuki przypominają bohaterów doroślejszych, bardziej dojrzałych niż domniemanych rówieśników z klasy.

Początek rozdziału drugiego. Projekty Ritsuki przypominają bohaterów doroślejszych, bardziej dojrzałych niż domniemanych rówieśników z klasy.

Taki właśnie jest mój problem, z którym radzę sobie poprzez samooszukiwanie. Ponieważ uwielbiam Sobiego oraz sposób rysowania Kougi, nie chcę odkładać Lovelessa, nie chcę rozstawać się z tą historią. Dlatego w czasie czytania trzymam się kurczowo myśli, że Ritsuka jest starszy niż nam to postaci w mandze podają. Jest mi z ta myślą na tyle dobrze i na tyle dobrze przeprowadziłam samooszukiwanie, że spokojnie i radośnie tę mangę czytam. Dorosłość u Kougi w ogóle jest tematem trudnym, skomplikowanym, oznaczanym przez utratę kocich uszu, a nie koniecznie przez sam wiek. Jednocześnie w historii pojawiają się postaci wciąż z uszami, a jednak nie będące wcale dziećmi. Jak właśnie Ritsuka – chłopak zachowuje się dorośle, nie raz w kadrach przypomina raczej innych dorosłych bohaterów niż dziecko. Jego skomplikowana przeszłość, nie do końca jasna linia czasowa fabuły sprawia, że możliwym się staje, że Ritsuka ma tych lat jednak więcej niż dwanaście. Podobna taktyka ma pewną lukę, ale dla własnego spokoju, nie będę jej roztrząsać.

Kreska Kougi – delikatna i subtelna – buduje obraz pozornej sielanki, która już na pierwszych stronach zostaje fabularnie zdemaskowana. Takie połączenie wzbudza w czytelnikach dysonans, a jednocześnie tłumaczy pojawianie się długich, leniwych scen skoncentrowanych na rozwijaniu znajomości oraz dynamicznych sekwencji magicznych bitew. Zresztą, w przeciwieństwie do wielu mang zawierających starcia wykorzystujące czary (Puella Magi Madoka Magica, X, Card Captor Sakura) – Kouga unika wymyślnego obrazowania działania zaklęć. Nie pojawiają się żadne bronie, kwiaty czy animalistyczne manifestacje. Magia w Loveless pozostaje niewidoczna dla oka czytelnika, a zatem jest siłą nienależącą do nie-magicznej rzeczywistości.

Strona tytułowa jednego z rozdziałów. Tym, co zachwyca u Kougi jest przede wszystkim jej sposób rysowania.

Strona tytułowa jednego z rozdziałów. Tym, co zachwyca u Kougi jest przede wszystkim jej sposób rysowania.

Trzeba przyznać wydawcy, Studiu JG, że przyłożyło się do samego wydania. Tomik jest duży, mangę czyta się wygodnie. Czytałoby się ją jeszcze przyjemniej, gdyby wydawca zdecydował się na ciut większy krój czcionki, na pewno mniej ginęłaby ona w stosunkowo obszernych dymkach. Papier i druk są dobrej jakości, dzięki czemu nie mamy do czynienia z przebijającymi nadrukami. Nieznaczne zastrzeżenie może wzbudzić wybór tłumaczenia dwóch terminów użytych w samej mandze – ‚żołnierzy’ oraz ‚zaklęćmistrzów’. W przypadku pierwszym decyzja musiała być trudna, biorąc pod uwagę różnice semantyczne pomiędzy polskim a japońskim. Drugi, z kolei, zastanawia: zamiast nienaturalnego dla polszczyzny zlepku dwóch rzeczowników można było się pokusić o formę bardziej naturalną, znaną z książek fantasy, analityczną – mistrza zaklęć.

Loveless jest historią ciekawą, w niektórych momentach trudną w odbiorze, nie ze względu na rysunek czy prowadzenie kadrów, a wydarzenia fabularne. Jednakże zdecydowanie warto poświęcić jej swój czas, spróbować zmierzyć się ze skomplikowanym życiem Ritsuki Aoyagi.

  • Rysunek: Yun Kouga
  • Wydawnictwo: Studio JG
  • Tłumacz: Paulina Ślusarczyk
  • Rok wydania polskiego: 07/2014
  • Liczba stron: 194
  • ISBN-13: 978-83-8001-006-2
  • Cena z okładki: 19,90 zł

PS. Relacja z Katowic będzie w środę.

Reklamy

6 thoughts on “Długo wyczekiwany tytuł mangowy w Polsce – Loveless #1

  1. washuu pisze:

    Nigdy nie sądziłam ze to powiem, ale czuję się zachęcona do Lovelessa. Do tej pory znałam go tylko w formie animu, które hmm… nie powiem że mnie zachwyciło, ale w sumie podobało. Tylko no własnie, te 12 lat. Ale koncepcja, i zwłaszcza przedstawienie postaci jest w tym naprawde interesujące. Nawet jeśli trzeba przymknąć oko na szotę.
    Kolejna tytuł który pewnego dnia chce mieć.

    Polubione przez 1 osoba

    • Aninreh pisze:

      Społecznie rzecz ujmując to jest niesamowicie ciekawa manga. Jeśli spojrzymy również na problemy postaci – również. Ma też, oczywiście, swoje słabe strony, np. dość szybko fabuła troszkę bardzo traci na sensie, ale w tym samym sensie nie traci właśnie na relacyjności. Taka manga.

      Polubienie

      • washuu pisze:

        Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie panny pojawiające się później. Aka obowiązkowy pairing yuri, którzy podobał mi się zdecydowanie bardziej niż główny pairing. W sumie to nie pamiętam wiele poza nimi, i ogólnym klimatem.

        No bo wiadomo. Kocie uszka, ogonki, kolorowe obrazki, kawaii.Naprawde spodziewałam się kompletnie czegos innego, dużej ilości słodkości, fanserwisu i pewnie materiału do fejspalmowania. A okazało się ze klimatowi temu bliżej do Yami no Matsuei, czy mroczniejszych serii z ręki Clampa czy Kaori Yuki niż słodkości. Zaskoczenie, ale w sumie bardzo pozytywne.

        Polubione przez 1 osoba

        • Aninreh pisze:

          Dokładnie wiem, o których mówisz. Nie mogę się ich doczekać, choć uwielbiam też tę psychopatyczną parę Zero, czy jak im tam było. Tę, która się potem do Sobiego przykleja.

          Rzeczywiście, Kouga zestawia tę bajkową sielskość z ogromem problemów, depresji i zaburzeń, a także przemocy, co daje niesamowite kontrasty i jest bodaj jednym z powodów, dla których wciąż nie chcę się z Lovelessem rozstawać.

          Polubienie

  2. Monika Piotrowska pisze:

    Mam dokładnie takie same odczucia co do tej pozycji, zarówno pod względem rozwijającego się od pierwszego kontaktu z mangą, uwielbienia Soubiego, jak i samooszukiwaniem się względem wieku Ritsuki. Żeby on miał te 15 lat. Tyle by mi wystarczyło. Na szczeście na te 12 nie wygląda, więc nie mam problemu z oszukaniem własnego umysłu i doszukiwaniem się niemoralności. :P

    Wydaniem jestem pozytywnie zaskoczona, chociaż razi mnie imię Sobi, zamiast Soubi – jednak taka zmiana znaczków japońskich jest typowa dla wydawnictwa JG i jestem w stanie przymknąć na nią oko. Tym co boli o wiele bardziej i naprawdę ciężko mi się na to patrzy, jest ten nieszczęsny żołnierz. Być może ma to związek z przyzwyczajeniem wyniesionym z anime i skanlacji angielskiej, ale moim zdaniem wojownik brzmiałby o wiele lepiej.

    Na razie stoję na pierwszym tomie, bo mimo całej miłości do tej mangi nie wiem czy chce brnąć w zakup historii, która z każdym kolejnym tomem ma coraz bardziej poplątana fabułę i nie wygląda na to, żeby jakiekolwiek kwestie były rozwiązywane.

    I chciałam jeszcze dodać, że mimo iż nie komentuję przeczytałam wszystkie recenzje interesujących mnie tytułów i większość oddaje dokładnie moje słowa. :)

    Polubienie

    • Aninreh pisze:

      Oj, jakże miło takie słowa przeczytać ^-^ Łatwiej po nich ganiać się do pisania!

      A co do Lovelessa – mnie bardziej właśnie drażni Sobi (jak i cała ta praktyka StudiaJG) niż żołnierz (chociaż on brzmi koszmarnie). Pamiętam czas, gdy byłabym tak bardzo zachwycona, gdyby go u nas wydano, ale teraz… mam prenumeratę, ale bardziej z nostalgii niż „o borze, muszę to mieć”. W skantlacjach doczytałam chyba do 10 tomu i tam sensu było coraz mniej. I mniej. I mniej. Nie mam pojęcia, czy w ogóle Kouga się z tego wygrzebie. (I mam nadzieję, że jednak Ritsu jest starszy tak naprawdę…)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s