Ciężkie lekcje w Zawodówce Śmierci – recenzja Soul Eater #2

Chciałam dzisiaj wrzucić tekst o książce, o który głowę mi suszy Kodama, ale wciąż nie skończyłam jej pisać (i dzisiaj nie skończę). Dlatego dzisiaj przedpremierowo (przedGildiowo) recenzja drugiego tomu Soul Eater. No, ale skoro wrzuciłam recenzję tomu pierwszego, to tomu drugiego i następnych też się można było spodziewać!

(2014/11/19 – jest już na Gildia.pl)

Zdjęcia nie są najlepsze, manga była nieśmiała w czasie naszej sesji zdjęciowej.

 


 

Oj, dzieje się, dzieje w drugim tomie mangi Atsushiego Ohkubo Soul Eater. Nie powinno to być jednak zbyt zaskakujące, w końcu mamy do czynienia z dość nietypowymi uczniami, którzy wykonują mało bezpieczne prace domowe. Dość powiedzieć, że uczniowie Zawodówki Śmierci nie mają wcale tak łatwo.

Złowieszcze słoneczko w Soul Eaterze zdecydowanie podbiło moje przegniłe serduszko.

Złowieszcze słoneczko w Soul Eaterze zdecydowanie podbiło moje przegniłe serduszko.

Pierwszy tom skończył się wysłaniem Maki, Soula, Black Stara i Tsubaki na zajęcia pozalekcyjne. Pan Śmierć nakazał swoim najsłabszym uczniom (nieposiadającym aktualnie żadnej złapanej duszy na koncie) udać się do doktora Steina, najpotężniejszego Władającego w historii, pierwszego partnera Death Scythe’a, tatusia Maki. Nie brzmi to zbyt optymistycznie, prawda? Taki przeciwnik ledwo w drugim tomie? Zdecydowanie budzi to natychmiastową ciekawość i podejrzenie, że coś tu Pan Śmierć kombinuje. Wejście na scenę Steina, przypominającego potwora Frankensteina (niesamowicie zaskakująca zbieżność imion, nieprawdaż?) superpotężnego wroga trudno będzie zapomnieć. Dość powiedzieć, że jest epicko niespodziewane i podejrzane. Na dodatek dziwaczny doktorek nie chce tak po prostu, grzeczniutko oddać swojej duszy naszym głównym bohaterom. Skandal. Czy te zajęcia pozalekcyjne okażą się łatwe, czy nie – trzeba przeczytać samemu.

W porównaniu do pierwszego tomu, drugi Soul Eater jest zdecydowanie bardziej dynamiczny i spójny fabularnie, co bardzo cieszy. Poprzedzająca go część wydawała się przez swój układ dziwna, zaskakująca i mało zachęcająca pod względem samej historii. Drugi tomik wciąż jednak trzyma się pewnej struktury: pierwszy rozdział zamyka rozpoczętą w poprzednim tomie akcję, drugi jest zabawnym przerywnikiem, a trzeci i czwarty zawiązują większą, bardziej złowieszczą intrygę, której rozwiązanie zaprezentuje dopiero następny album (niespodzianka!).

Ktoś tu ma drobne (wielkie) kłopociki.

Ktoś tu ma drobne (wielkie) kłopociki.

Określenie „złowieszczy” generalnie idealnie pasuje do całej serii, tak pod względem samej akcji, jak i grafiki. Również w tej części rysunki wciąż pozostają odpowiednio groteskowe, przerysowane i właśnie złowieszcze. Doskonale oddają ducha komercyjnego Halloween, co zresztą idealnie pasuje do samej serii – mamy w końcu do czynienia ze światem zmarłych, duszami, czarownicami i kosiarzami (oraz okazjonalnymi skrytobójcami-kosiarzami). Ponadto, zmniejszyła się wyraźnie ilość zawartej na rozdział damskiej golizny, ustępująca miejsce właściwej fabule, co w ostatecznym rozrachunku tomikowi wyszło na dobre. Scen walki jest nieznacznie więcej niż w poprzednim tomie, pozostają czytelne i nie zostają zredukowane do roli zapychacza stron, jak to ma miejsce w popularnych, taśmowych mangach typu shounen.

Samo wydanie drugiego Soul Eatera jest dobre, bez większych błędów. Podobnie jak w tomie poprzednim, tłumacz, Paweł Dybała, przygotował niewielki słowniczek, w którym uzasadnia użyte przez siebie nazwy własne oraz przybliża ewentualne niuanse znaczeniowe, które siłą rzeczy zostały utracone w procesie tłumaczenia.

Tyły okładek Soul Eatera wydają mi się nie raz bardziej fascynujące niż sama manga. Nie, żeby były oderwane od treści tomiku.

Tyły okładek Soul Eatera wydają mi się nie raz bardziej fascynujące niż sama manga. Nie, żeby były oderwane od treści tomiku.

Drugi tom Soul Eatera bawi znacznie bardziej niż poprzedni, zawiera również większą ilość scen nie-komediowych. Maka i spółka muszą zmierzyć się z wrogami, do walki z którymi nie są w ogóle przygotowani. Końcówka tomu sprawia, że bardzo trudno nie złapać za następny, nie sprawdzić, co stanie się dalej, jakie konsekwencje będą miały przedstawione wydarzenia, co dalej przyszykuje Ohkubo swoim czytelnikom. Generalnie jest ciekawie, zabawnie, intrygująco, na dodatek nawet najbardziej sceptyczne podejście do serii musi spakować walizki i pojechać na wakacje – trudno bowiem odmówić sobie chwili przyjemnej rozrywki w trakcie lektury drugiego tomu Soul Eatera.

Dane manguni:

  • Autor: Atsushi Ohkubo
  • Wydawnictwo: JPF
  • Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała
  • Data wydania polskiego: 02/2013
  • ISBN-13: 978-83-7471-268-2
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s