Ciała przyszłości we współczesnej książce – „Corpus futuri…” S. J. Konefała

Lubię cyborgi, wychowałam się na RoboCopie i Terminatorze, co niekoniecznie dobrze świadczy o kontroli rodzicielskiej w moim domu, ale już, jak to się mówi, mleko zostało rozlane. Między innymi tak łatwo i szybko dałam się wciągnąć w świat mangi i anime, tak naprawdę na dobre. Taką furtkę do niesamowitego świata cyberpunka, mechów, czy technologicznych ulepszeń otworzyły dla mnie dwa japońskie, animowane filmy – Armitage III Polymatrix oraz Macross Plus (to ostatnie to w sumie zmontowane cztery odcinki OVA). Dlaczego o tym w ogóle piszę? Ponieważ jakiś czas temu złapałam do czytania książkę Sebastiana Jakuba Konefała o długim tytule „Corpus futuri. Literackie i filmowe wizerunki postludzi w anglosaskiej fantastyce naukowej oraz ich telewizyjne oraz komiksowe reinterpretacje”. Tekst na temat tejże książuni został zamówiony, nakazany, przykazany i ze mnie wyterroryzowany.

Zapowiadam od razu, że to nie jest recenzja, ponieważ pomimo swojego zamiłowania do cyberpunka, znam się na temacie tyle, o ile – chociaż jestem na dobrej drodze do załatania tej dziury (mniej więcej, na razie dość roboczo). Jest jednak kilka rzeczy, o których sama, bez terroryzowania, chcę napisać.

Okładka Corpus futuri. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego.

Okładka Corpus futuri. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego.

Na pierwszy rzut oka

Tym, co przyciągnęło moją uwagę w przypadku Corpus futuri to okładka. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego nie wydaje, niestety, zbyt atrakcyjnych wizualnie książek, chociaż ostatnimi czasy to się cudownie zmienia, czego przykładem jest właśnie ta pozycja. Na dodatek tekst na stronie jest przejrzysty, marginesy dość szerokie, żeby co bardziej pilny czytelnik mógł sobie coś na nich zanotować. Tak, wiem, mam dziwny wyznacznik szerokości marginesów, ale prawda jest taka, że od liceum bazgrolę po czytanych przez siebie kniżkach. Czasami rysuję sobie serduszka, zaginam rogi i tak dalej, i tak dalej. W naukowych opracowaniach zawsze, w prozie rzadziej. Głównym tematem Corpus futuri są nie tyle tytułowi postludzie, co futurystyczne zmiany, jakim twórcy popkultury poddają ludzkie ciało, jak i związane z tym konsekwencje społeczne, psychologiczne, a także technologiczne. Jest to niezwykle szeroki temat, który wcale nie tak łatwo ugryźć, tym bardziej ciekawiło mnie, jak się do tego zabrał Konefał.

Ilustracje sponsorują mangi. Tutaj Motoko Kusanagi z Ghost in the Shell Masamune Shirow. Tudzież z filmu Mamoru Oshiiego albo któregoś anime.

Ilustracje sponsorują obrazki z Japonii. Tutaj Motoko Kusanagi z Ghost in the Shell Masamune Shirow. Tudzież z filmu Mamoru Oshiiego albo któregoś anime.

Corpus futuri ma dziesięć, tematycznych rozdziałów, analizujących wizerunki cielesności w pierwszych próbach fantastycznych (Frankensteina, XIX wieczny rozwój medycyny), nowej fali science fiction, wizerunki cyborgizacji i androidyzacji, hybryd technologiczno-cielesnych, klonów, mutantów, a także zombie, androgynów, superbohaterów czy przeniesionych w rzeczywistość wirtualną. Wszystko to tylko i wyłącznie w obrębie fantastyki anglosaskiej, w tekstach, jak mówi sam tytuł, literackich, filmowych, komiksowych, a także w telewizji. Przejrzenie spisu treści sprawiło, że aż zaświeciły mi się oczka – wszystkie smaczniutkie zagadnienia w jednej książeczce. Nie spodziewałam się wielkiego, wyczerpującego dzieła, generalnie trudno byłoby zapewne taką przeprowadzić na zaledwie dwustu dwudziestu stronach, Corpus futuri sama musiałaby być futurystycznym tworem, aby te wszystkie zagadnienia się tam zmieściły. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z książką, która temat potraktowała po łebkach, ale o tym za chwilę. Jeszcze moment dla samego kształtu książki. W skład monografii weszły artykuły, przepisane tak, aby zachować ciągłość między poszczególnymi rozdziałami, jak i napisane specjalnie dla niej fragmenty. Nie wyszło to książce do końca na dobre – być może lepiej byłoby ją jednak wydać jako antologię tematycznych artykułów, niż robić z nich monografię. Część rozdziałów zachowało swoje artykułowate rozpoczęcie, niezastąpione książkowatym, co przekłada się na to, że część informacji została niepotrzebnie powtórzona (co usprawiedliwiłabym w pełni, gdyby to miała być jednak antologia). Całość książki dopełniają ilustracje zaczerpnięte z wydanych w Polsce, cytowanych komiksów, które pełnią funkcję estetycznego przerywnika pomiędzy rozdziałami.

Polska okładka mangi Hirokiego Endo Eden. It's an Endless World, wydawanego u nas przez Egmont.

Polska okładka mangi Hirokiego Endo Eden. It’s an Endless World, wydawanego u nas przez Egmont.

Spojrzenie od deski do deski

Tym, co przyznać Corpus futuri należy, to szeroki wachlarz przytaczanych tekstów, które rysują bardziej skomplikowaną mapę powiązań i inspiracji pomiędzy różnymi tekstami kultury, sięgając nawet do teledysków. Te ostatnie traktuje jednak tylko w kontekście ich wartości audiowizualnej (filmowej), w oderwaniu od tekstu piosenek czy samej muzyki – a szkoda. W prawdzie nie zawsze musiałoby to wpłynąć na samą interpretacje, ale być może interesującym byłoby potraktować teledyski całościowo. Być może dałoby się tam wygrzebać coś jeszcze niedobadanego.

Kadr z teledysku Wamdue Project King of my castle zmontowanego ze scen filmowej adaptacji Ghost in the Shell.

Kadr z teledysku Wamdue Project King of my castle zmontowanego ze scen filmowej adaptacji Ghost in the Shell.

Część omawianych książek i filmów science fiction nie jest popularnie znana, nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, że nie są znane w ogóle, a o to, że znane są mało. Między innymi dlatego większość z nich jest dość szeroko omówiona, dzięki czemu łatwo podążać za wywodem autora. Chociaż, z drugiej strony, w niektórych akapitach tego opisu było za dużo, jak w przypadku RoboCopa czy Terminatora. W tych kilku przypadkach brakowało mi większej ilości analizy i wniosków niż opisów, ale to może być tylko kwestią moich własnych potrzeb czytelniczych. W tym miejscu chciałabym również podziękować książce za to, że posiada indeks cytowanych filmów i jednocześnie wyrazić ubolewanie, że podobny zaszczyt nie spotkał książek (no, okej, są w bibliografii, choć nie wszystkie), komiksów oraz teledysków. Jest całkiem możliwe, że tylko ja uwielbiam zaglądać publikacjom w spisy i indeksy, ale wiedząc, jak ciężko się je robi, jakże mam ich nie docenić?

Ogromną zaletą Corpus futuri jest fakt, że te teksty, filmy oraz książki nie są omawiane w próżni. Jak to bywa w literaturze, większość tekstów powstaje pod wpływem pewnych wydarzeń czy nastrojów, nie inaczej wyglądało powstawanie tytułów fantastycznonaukowych. Dlatego właśnie dużym plusem jest to, że Konefał nakreślił tło historyczno-polityczne, będące współczesne tekstom. Nawiązując do samej konstrukcji Corpus futuri, chciałabym zaznaczyć, że słowa „kontrkultura” i „polityka Regana” występują na stronach zdecydowanie zbyt często, ale to jest bardzo nieprofesjonalna uwaga od kogoś, kto książkę przeczytał dość szybko, dużymi gryzami. Oczywiście, rozumiem doskonale, dlaczego w rozważania dotyczące cielesności włączona zostaje polityka – jedną z najlepszych metod kontroli społeczeństwa zawsze była kontrola ich ciał, jak i seksualności. Wszelkie taktyczne zagrania polityczne, propagandowe wystąpienia oraz lansowane głównonurtowo schematy miały podtrzymać tamtejsze status quo, wzmocnić władzę. Książki powstające poza głównym obiegiem częściej więc podejmowały krytyczną dyskusję, próbować wyrwać się z okowów. Jednakże, jak pokazuje Konefał, nie zawsze się to artystom udawało. Zwłaszcza w momencie, gdy science fiction została skomercjalizowana.

Polska okładka pierwszego tomu Neon Genesis Evangelion Yoshiyukiego Sadamoto, stworzonej na podstawie anime Hideakiego Anno.

Polska okładka pierwszego tomu Neon Genesis Evangelion Yoshiyukiego Sadamoto, stworzonej na podstawie anime Hideakiego Anno.

Na uwagę zasługuje rozdział poświęcony zombie i cyberpunkowi. Dla mnie zombiaczki zawsze plasowały się w światach zamieszkałych przez wampiry, czarownice i wilkołaki – w końcu powoływane do (nie)życia były przez kapłanów voodoo. Widziałam dość ResidenEvilów i apokalips, żeby wiedzieć, że czasami powstawały także jako efekt uboczny różnych eksperymentów (jak np. w serialu Helix), ale to nigdy nie klikło, że w sumie zombie stoją rozkrokiem pomiędzy fantasy a science fiction. Konefał sprawdził, jak z magicznych sług kapłanów chodzące trupy stały się zainfekowanymi nieudanymi tworami laboratoryjnymi (trochę jak potwór Frankensteina). Wielka szkoda, że gdy autor pisał Corpus futuri nie powstał jeszcze serial In the flesh, który prześlicznie psuje sporą ilość wniosków odnoszących się do niszczącego rodziny efektu zombie. Nie było też ostatniego odcinka Doktora Who – Death in heaven – gdzie mamy do czynienia z zombie-cybermenami (pół odcinka chichotałam z tego powodu). Generalnie – rozdział o żywych trupach jest bardzo ciekawy. Z cyberpunkowym uczucia mam trochę bardziej mieszane, gdyż większość została poświęcona analizie dwóch filmów Videodrom (1983) i eXistenZ (1999), a nie literaturze czy komiksowi. Chociaż Konefał podkreślił, że w anglosaskim cyberpunku trudno znaleźć ciekawe rozwinięcia tego gatunku poza kilkoma wyjątkami i, tak po prawdzie, żeby dokładnie obadać tenże współczesny nurt fantastyki naukowej, należałoby zwrócić się w kierunku Japonii – Akira, Ghost in the Shell czy wydane również u nas Ergo Proxy.

Ergo Proxy reżyseria: Daiki Nishimura i Naoki Kusunoki

Ergo Proxy reżyseria: Daiki Nishimura i Naoki Kusunoki

A teraz się będę czepiać

Żeby móc zinterpretować przedstawienia cielesności dostatecznie szeroko, autor Corpus futuri sięgnął po różne klucze interpretacyjne – literaturoznawcze, filmoznawcze, kulturoznawcze, feministyczne, queerowe oraz genderowe. Niestety, te trzy ostatnie potraktował miejscami dość ogólnikowo i po macoszemu. Pomijając, że same analizy wykorzystujące te tropy wydają się stosunkowo płaskie, włączając w to dość niezgrabne zdanie lekceważące feministyczne opracowania przedstawień ciała w science fiction, podobne podejście przełożyło się także na problemy terminologiczne. I tak, na przykład zamiast drag queen w tekście pojawiają się drug queen, cross dressing nie został przez autora rozpoznany jako praktyka, a transgender, transpłciowość i transwestytyzm znalazły się w jednym worku. Podobny los zgrupowania w jednym pudełku spotkał fan fiction oraz fan viedo, które w Polsce uparcie traktuje się tak samo, chociaż samo „fan video” nawet nie wystąpiło, zastąpione przez mniej popularne „fan edit”. Moje aca-fanowskie serduszko się w tym miejscu złamało, a książka zaczęła być coraz bardziej pobazgrana (zemsta, zemsta! Wcale nie jestem dużą dziewczynką).

Drugą rzeczą, do jakiej się doczepię są podsumowania rozdziałów – znalazłam jedno góra dwa (pamiętajcie, że na dziesięć), które… zaprzeczały temu, o czym opowiadał cały rozdział. Jeśli czytam o tym, jakie to roboty są złe, jak to ludzie się ich boją, jak to zapowiadają burzenie porządku społecznego, to jak odbiorę fakt, że w zakończeniu pierwszym wspomnianym robotem jest Wall-E? Albo, dajmy na to, Transformersy? Pogubię się w całym wywodzie szybko i skutecznie. Gdyby wystąpiły w samym tekście głównym jako kontrastowe przykłady, pewnie nie miałabym takich problemów. Inną rzeczą, która mnie osobiście (subiektywnie) denerwuje w tekstach jest kończenie danych podrozdziałów czy podakapitów nieskomentowanymi cytatami. Zdaję sobie sprawę w pełni z tego, że nie wszyscy podzielają moje zdanie, ale zawsze w takich momentach mam wrażenie, że to taki cliffhanger, któremu brakuje w tle dramatycznej muzyki.

Ostatnią rzeczą, jaką się czepię są przypisy. Tam się strasznie dużo ciekawych rzeczy dzieje! Refleksji, wniosków, informacji, porównań do tekstów wydanych w Polsce. I ja rozumiem, że tekst Corpus futuri jest o anglosaskim dorobku, ale zabiegi porównawcze, które wyleciały z tekstu głównego, zdecydowanie powinny do niego wrócić. Na przykład to, że to, co uważano za cyberpunkowe novum pojawiało się już u Stanisława Lema, mniej znanego (ale znanego, tłumaczonego) wśród autorów i autorek anglojęzycznych. Poza tym, skoro jesteśmy przy kontekstach – skoro pojawiają się przykłady z naszego kraju, czemu nie (choćby w tych brzydkich przypisach) dorzucić komentarz z Japonii, rozpoznanej przez autora, jako kręgu kulturowego, gdzie powstają ciekawe interpretacje i reinterpretacje różnych wątków sf? Szkoda, szkoda. Choć wtedy pewnie książka rozrosłaby się o kolejne dwieście stron – osobiście bym jednak nie narzekała zbytnio.

Spojrzenie znów z daleka

Podsumowując, Corpus futuri przeprowadza czytelnika przez przeróżne portrety ludzkiej cielesności wymalowane na kanwach fantastyki naukowej, głównie w tekstach drugiej połowy XX wieku – z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych – czyli z lat, które ustanowiły później eksploatowane standardy oraz pola znaczeń. Konefał korzysta z szerokiego wachlarzu tekstów kultury, nie raz połączonych ze sobą zależnościami inspiracyjnymi. Dzięki temu pokazuje, jak przy pomocy różnych środków wyrazów można oddać (lub spróbować oddać) założenia, idee, nastroje zawarte w futurystycznych dziełach. Tak, czy inaczej Corpus futuri jest książką ciekawą, acz nie pozbawioną różnych wad. Nie wiem, czy powinnam ją polecać, czy nie. Z jednej strony czytała się dobrze i szybko, z drugiej zawiera akapity, które mnie nie porwały lub po prostu zdenerwowały. Swoją złością często dzieliłam się z Kodamą, pewnie dlatego kazała mi to wszystko napisać. A ja taka grzeczna i spolegliwa.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s