W labiryncie uczuć – recenzja mangi „Labirynt uczuć” Kou Yonedy

Opowiem wam dzisiaj o mandze, którą czytałam wiele, wiele razy. Jest jedną z tych, które mogą niesamowicie poruszyć, jeśli tylko się jej na to pozwoli – o Labiryncie uczuć Kou Yonedy. Tekst ukazał się również na Gildia.pl.

O tym, czy kogoś pokochamy, nie decyduje rozsądek. Gdyby tak było, Toshiaki Shima nie wikłałby się w związki, które nie miały szans na przetrwanie. Nie błądziłby w skomplikowanym labiryncie ludzkich uczuć, pragnień i strachów. Ale wtedy nie poznałby Yousuke Togawy.

Kiedy Kotori w styczniu ogłosiło tytuł jednej z trzech nowości wydawniczych, fanki boys love oszalały ze szczęścia. Oto bowiem wydawnictwu udało się podpisać ze stroną japońską kontrakt na wydanie Labiryntu uczuć Kou Yonedy, autorki czytelniczkom znanej dotychczas z wydań japońskich oraz skanlacji. Czytelniczki i czytelnicy wiedzą, że po jej dzieła warto sięgnąć, ponieważ Yoneda należy do autorek o niezwykłym darze snucia opowieści. Tworzone przez nią mangi wymykających się schematom czy łatwym, fabularnym rozwiązaniom. Pojawiające się na kartach komiksu postaci są nad wyraz realistyczne, wydają się jakby wyjęte z otaczającej nas rzeczywistości – posiadają i prezentują całą gamę uczuć, problemów. Podejmują głupie, nieprzemyślane decyzje, bardzo dla nich kosztowne. To nie są zwykli śliczni chłopcy, zapełniający wiele milionów stron mang yaoi. To nie są komiksy o dwóch napalonych facetach, myślących tylko o jednym. Wykorzystując motyw biurowego romansu, Yoneda narysowała poruszającą historię zaskakującej miłości. Labirynt uczuć jest mangą pozornie prostą, portretującą niezwykle skomplikowane relacje.

Zdjęcie z kolekcji

Zdjęcie z kolekcji

Labirynt uczuć otwierają dwie strony, na których widzimy siedzącego w łóżku z papierosem Shimę oraz śpiącego spokojnie obok Togawę. Ich nagość wyraźnie sugeruje, co wydarzyło się przed chwilą między bohaterami. Fakt, że Shima chowa głowę w ramionach, jest również wyraźnym sygnałem, że nie mamy do czynienia z pełnią szczęścia, jaką często prezentują bohaterowie BL po seksie. Cokolwiek się dokładnie wydarzyło, niekoniecznie powinno było mieć miejsce. Trzecia strona wprowadza retrospekcję, oto bowiem ten sam Shima wjeżdża windą na piąte piętro, do firmy, w której właśnie rozpoczyna pracę. W ostatniej chwili do niewielkiej kabiny wpada śmierdzący fajkami i wódką Togawa, któremu ledwo udaje się nie zwymiotować na miejscu. Tak oto nasi bohaterowie się poznają – nowy pracownik oraz jego bezpośredni przełożony. Obaj wkraczają do tytułowego labiryntu. Shima chce się skupić na pracy, wykonać, co do niego należy i zniknąć z biura. Jego szef ma trochę inny pogląd na działanie zespołu, robi więc wszystko, aby się z Shimą zaznajomić, a nawet – zaprzyjaźnić. Zaintrygowany nowym pracownikiem Togawa rozpoczyna batalię przeciw chowającemu się za ścianą Shimie. I nie zamierza się poddać, zwłaszcza, że zwykła ciekawość zaczyna przeradzać się w coś głębszego, bardziej namiętnego. Nawet jeśli Shima obiecał sobie, że już nigdy nie zakocha się w hetreoseksualnym mężczyźnie, będzie miał olbrzymi problem, by oprzeć się urokowi opiekuńczego i zaskakującego czułego Togawy. Co nie oznacza, że nie będzie próbował. Doświadczenia z podobnymi związkami nauczyły go, jak bardzo złym pomysłem byłoby ulec takim chęciom.

Historia w tej pierwszej, wydanej w Polsce mandze Yonedy, jest romansem dla dorosłych nie tylko dlatego, że prezentuje cały tabun scen erotycznych graniczących z pornografią, ale też dlatego, że opowiada złożoną, emocjonalnie skomplikowaną historię. Inaczej mówiąc – ma złożoną fabułę, w której sceny seksu są, owszem, ale stanowią element relacji pomiędzy Shimą a Togawą, a nie główny powód narysowania komiksu. Labirynt uczuć angażuje czytelników emocjonalnie. Elementy angstowe, czyli fragmenty przepełnione uczuciowym niepokojem, sprawiają, że niejednej czytelniczce zachce się zapłakać albo krzyczeć na bohaterów, żeby przestali tkwić wewnątrz własnych głów i posłuchali uczuć. Czytając, warto zwrócić uwagę na to, jak Yoneda rozłożyła w historii wskazówki dotyczące przeszłości obu bohaterów, a także jak rozwijają się emocje, jakie ci wobec siebie żywią. Jeśli jest bowiem coś, co w tej historii zachwyca poza fabułą, to jest to właśnie sposób jej opowiedzenia.

A tak autorka skomentowała polskie wydanie mangi: "To to polska wersja francuskiego wydania oraz, że języka polskiego to za nic nie jestem w stanie przeczytać." (Tłumaczenie za Kotori).

A tak autorka skomentowała polskie wydanie mangi: „To to polska wersja francuskiego wydania oraz, że języka polskiego to za nic nie jestem w stanie przeczytać.” (Tłumaczenie za Kotori).

Do pracy nad polskim wydaniem Labiryntu uczuć Kotori zaprosiło nową tłumaczkę, Annę Piechowiak, która sprawdziła się wyśmienicie. Wypowiedzi są płynne i zgrabne, choć oczywiście za ostateczny kształt należy gratulować także redakcji oraz korekcie. Z resztą, Kotori dało już znać przy Zakochany Tyranie, że zależy im na tym, aby mangi miały wysoki poziom językowy, a zatem, żeby były zrozumiałe, a wszystkie onomatopeje – niekonfundujące. W przypadku mangi Yonedy cały system przygotowania tomiku do wydania ponownie nie zawiódł. Warto jeszcze dodać, że polskie wydanie Labiryntu uczuć poza głównym wątkiem zawiera również dodatkowy rozdział, który dopowiada dalsze dzieje obu bohaterów.

Yoneda w swojej pracy często odwołuje się do cieniowania, budując tym samym nastrój emocjonalnego niepokoju (angstu), dlatego dobra jakość druku jest tak ważnym elementem całej historii. Na tle większości prac z gatunku boys love, prace autorki Labiryntu uczuć charakteryzuje oszczędność ozdobników (brak przypadkowych kwiatów w kadrach), częściej korzysta również z prostego cieniowania (bez rastrów). Tła zostały nakreślone precyzyjnie, choć prosto, z uwzględnieniem zagięć materiałów oraz odpowiedniego padania światła. Projekty postaci nie są przeestetyzowane, a proporcje ciał bardziej przypominają ludzkie, włączając w to proporcje wielkości oczu do twarzy. Ta oszczędność podkreśla jedynie nastrój całej opowieści, skraca dystans pomiędzy prawdopodobieństwem a jej stopniem nierealności.

Labirynt uczuć jest historią, do której wraca się wielokrotnie. Jeśli, jako czytelnicy, pozwolimy Yonedzie porwać się w trudną, długą i krętą podróż przez tytułowy labirynt, nie będziemy w stanie po prostu o tej historii zapomnieć. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że sprzedaż mangi będzie dość zadowalająca, aby wydawnictwo mogło zawalczyć o prawo do wydania kontynuacji – Soredemo, yasashii koi o suru. A na razie możemy się cieszyć doskonałą mangą Yonedy w języku polskim oraz zabrać się za drugą – Złamane skrzydła (Saezuru tori wa habatakanai).

  • Rysunek: Kou Yoneda
  • Tytuł oryginału: Doushitemo furetakunai
  • Wydawnictwo: Kotori
  • Tłumacz: Anna Piechowiak
  • Rok wydania polskiego: 03/2014
  • ISBN-13: 978-83-63650-26-1

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s