Te straszne, straszne okładki

Uwaga, uwaga, dzisiejszy wpis sponsoruje fakt, że cały piątek spędziłam z nosem w Burn For Me Illony Andrews (a właściwie Ilony i Gordona Andrews, ale jak już kiedyś pisałam, to skomplikowane). Sama książka szła do mnie miesiąc, co się czasem niestety zdarza BookDepository, więc zanim w końcu trafiła w wytęsknione łapki, wiele różnych opinii w odmętach internetu już powstało. Najczęstszym pytaniem, zarzutem oraz powodem do żartów była… okładka.

No właśnie, ten grubszy, sztywniejszy i nieraz ofoliowany kawałek papieru jest tym, co nie dość, że trzyma kartki w kupie, to jeszcze najczęściej jest tym, co książkę powinno sprzedać. Zapewne ktoś w tym momencie by podniósł rękę i stwierdził, że przecież czytamy autorów, a nie oglądamy okładki. Mądre i słuszne miałaby ta osoba zdanie. Rzeczywiście, są pisarze czy pisarki, których kochamy miłością tak wielką, głęboką, mało racjonalną, że pal sześć, co tam na okładce, byle tylko wrzucić się w kolejną napisaną przez nich historię. Ale – ponieważ tutaj trzeba wtrącić ale – człowiek jako taki niesamowicie polega na zmyśle wzroku. Jest to nasz dominujący, najlepiej wykształcony zmysł, którego pracę wspomagają jeszcze różne inne uwarunkowania poznawcze. Dlatego tak wiele rzeczy stara się być ładne, atrakcyjne, miłe dla oka (ludzi też, ale nie wchodźmy w to zagadnienie w tym momencie). Okładki książek również. Jeśli „wejdzie nam przez oczy”, istnieje większe prawdopodobieństwo, że ją kupimy, nawet nie znając samych autorów. Gorzej, gdy okładka nam się szalenie podoba, ale w samym tekście to już jakoś nic z tych obiecanych obrazków nie ma. Tudzież odwrotnie – okładka odstraszająca, a treść tak wciągająca, że człowiek zamiast spać do do siódmej rano czyta (kłaniam się państwo nisko). Chciałabym pochylić się na moment nad tym drugim przypadkiem nie jako grafik (nie znam się na tym), ale jako odbiorczyni oraz konsumentka beletrystyki, czyli subiektywnie.

Wydania Fabryki Słów, które kupiłam przez okładki. Kłamca Kuby Ćwieka nie zawiódł, niestety zauroczenie oboma częściami Rhezusa Różny Jakobsze jak dla mnie skończyło się na poziomie okładek.

Wydania Fabryki Słów, które kupiłam przez okładki. Kłamca Kuby Ćwieka nie zawiódł, niestety zauroczenie oboma częściami Rhezusa Różny Jakobsze jak dla mnie skończyło się na poziomie okładek.

O tym, co zostanie umieszczone na okładce zazwyczaj decyduje wydawnictwo (zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, choć to pewnie zależy jak zawsze od warunków podpisanej umowy). Wiele zależy więc od standardów, jakie przyjął zespół redakcyjny, a także od marketingowców śledzących aktualne trendy konsumenckie. Nie jest to w końcu żadną tajemnicą, że wydawca książkę chce sprzedać, dlatego nie zawaha się użyć do tego wszelkich dostępnych mu zasobów.

Illona Andrews nie ma największego szczęścia do okładek – w większości są one w porządku. Nie porywają, nie są wybitnie piękne, po prostu przez oczy nie wchodzą. Ale, jeśli w przypadku Kate Daniels i The Edge jeszcze się odnoszą do samej treści. W przypadku Kate wydawnictwo zmienia co pewien czas modelkę, której wizerunek umieszczają na okładkach, zwykle wynika to z dość przyziemnych przyczyn – dziewczyny nie mają czasu.

Okładki serii o Kate Daniels - tom 1, tom 3 i tom 7. Polskie wydania mają takie same ilustracje, ale inne liternictwo.

Okładki serii o Kate Daniels – tom 1, tom 3 i tom 7. Polskie wydania mają takie same ilustracje, ale inne liternictwo.

Okładki serii The Edge - tomy 1, 2 i 3. Polskie wydania ponownie są podobne.

Okładki serii The Edge – tomy 1, 2 i 3. Polskie wydania ponownie są podobne.

To jednak, co się stało z Burn For Me przechodzi pojmowanie wszystkich fanów. Tę nową powieść spod znaku urban fantasy na rynek wypuściło wydawnictwo specjalizujące się w romansach i obdarzyło ją klasycznie harlequinową okładką. Już pominę fakt, że kolor skóry modeli nie zgadza się z książkowymi. Należę do tych osób, które naprawdę marszczą noski na tego typu niezgodności.

Burn For Me Ilony Andrews

Burn For Me Ilony Andrews

Wierni fani prozy małżeństwa Andrews nie zamierzali tego faktu nie skomentować. I to ich pomysły skłoniły mnie do przyjrzenia się uważniej temu, co właściwie dzieje się na innych okładkach.

Z Twittera Ilony Andrews: "Od użytkowniczki z Facebooka, Anety. "Poprawiła" ją. *umiera* OMG, ludzie,  okładka BFM nie jest taka zła!"

Z Twittera Ilony Andrews: „Od użytkowniczki z Facebooka, Anety. „Poprawiła” ją. *umiera* OMG, ludzie, okładka BFM nie jest taka zła!”

Notatka dołączona do książki przez księgarzy z Bakka Phoenix z Toronto. Generalnie tłumaczą, że książka nie jest romansidłem, a urban fantasy z ciężko pracującą heroiną, świetną akcją i doskonałym humorem.

Notatka dołączona do książki przez księgarzy z Bakka Phoenix z Toronto. Generalnie tłumaczą, że książka nie jest romansidłem, a urban fantasy z ciężko pracującą heroiną, świetną akcją i doskonałym humorem.

Zresztą, nie tylko proza Ilony Andrews miewa problemy. Pierwsze wydania przygód Sookie Stackhouse też nie grzeszyły urodą.

Okładki amerykańskiego wydania serii o Sookie Stackhouse autorstwa Charlaine Harris. Tomy 1, 2 i 3.

Okładki amerykańskiego wydania serii o Sookie Stackhouse autorstwa Charlaine Harris. Tomy 1, 2 i 3.

Przykłady można by mnożyć. Z powodów zupełnie nieracjonalnych skupiłam się na Andrewsach i ich przypadkach. Sookie pojawiła się głównie przez wzgląd na swoje uroczo dziwaczne ilustracje na okładce. Próbowałam sobie przypomnieć jakie jeszcze okładki sprawiły, że wysoko uniosłam brwi, trzy razy sprawdzałam, czy na pewno nikt jej nie dokleił złośliwie, bądź też skłoniły do prawie-napisania listu do wydawcy z pytaniem „Ale dlaczego?!”, ale nic nie przychodzi mi teraz na myśl. Oczywiście doskonale wiem, dlaczego – wciąż nie mogę się uwolnić od Burn For Me. To jest nieznacznie gorzej napisana proza niż Kate, ale w przypadku Andrews to wciąż oznacza świetną książeczkę.

Wybaczcie, ale jestem w stu procentach nieobiektywna. I bardzo, bardzo w tej prozie zakochana.

Reklamy

2 thoughts on “Te straszne, straszne okładki

  1. Blair pisze:

    Ach, witam w klubie! Też uwielbiam książki Ilony, ale to co oni robią z tymi okładkami – to okrutne. :( Gdyby tylko pomyśleć, że nawet nie sięgnęłabym po serię o Kate Daniels, gdyby nie poleciliby mi jej znajomi, od razu się gorzej czuję.

    Za to seria o Mercy Thompson, mój drugi ulubiony cykl urban fantasy, ma świetne okładki z ilustracjami Dana dos Santosa. *_*

    Polubione przez 1 osoba

    • Aninreh pisze:

      Mnie też ktoś polecił Ilonę, przez te straszne okładki obchodziłam Kate Daniels szerokim łukiem. Wciąż nieufna co do jej jakości sięgnęłam najpierw po… Mercy Thompson właśnie. Ma przepiękne okładki i doskonałą historię ;) Choć „River Marked” mnie trochę znudziło ^^”

      Ma doskonałe okładki :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s