Gdy kolor skóry nabiera znaczenia, czyli ponownie wchodzimy w świat Jane the Virgin

Jakiś czas temu pisałam o niezwykle ciekawym serialu, jaki postanowiła wypuścić stacja The CW – Jane the Virgin – serial podchodzący do kwestii adaptowanej przez siebie telenoweli z przymrużeniem oka. Pomijając jednak wszystkie smaczki związane z pastiszowym podejściem do samej historii, Jane ma kilka innych interesujących kwestii, jak na przykład kwestia reprezentacji osób o innym niż biały kolorze skóry i wyraźne znaczenie, jakie dla fabuły właściwie może mieć kolor skóry. Ale nie takie, jak dotychczas. Wpis zawiera spoilery, które w sumie są oczywiste, jeśli chodzi o konstrukcje świata telenoweli.

Zanim jednak przejdę do samego serialu, kilka słów o wybielaniu (whitewashingu). Czyli o temacie poruszanym w akademickim dyskursie od jakiegoś już czasu, a w rozmowach w kręgach fanowskich, jak na przykład tumblr oraz na blogach, od niedawna również nie tylko zagranicznych. I tak sporym echem w zakątkach internetu odbił się casting do filmu Avatar – Ostatni Władca Wiatru (2010) Shyamalana, niektórzy nawet twierdzą, że casting do tego filmu zwrócił uwagę szerszej grupy odbiorców na to, w jaki sposób dobieranie są aktorzy. Do tej pory owszem, zauważaliśmy, że ten czy owy chyba zmienił kolor skóry pomiędzy książką/historią a filmowym obrazem, ale domniemanie to ekranizacja bajki opartej w pełni na ludach Azji (Chiny, Korea, Japonia, Syberia) najbardziej uwidoczniła niektóre mechanizmy. Czy rzeczywiście to Ostatni władca wiatru strącił nam wygodne okularki z oczu – nie wiem, mogę mówić w tym miejscu tylko za siebie, dla mnie decyzje castingowe były niezrozumiałe. No, ale, co się właściwie stało? Pewnie wszyscy od dawna wiecie, ale na szybko: azjatyckich bohaterów zastąpiono białymi. Właściwie tylko jedną z głównych ról, dość antypatyczną na początku, obsadzono aktorem nie-białym, Devem Patelem (znanego między innymi ze Slumdoga) jako księcia Zuko. Pochodzenie etniczne bohaterów epizodycznych też zresztą wywinęło miejscami fikołka. Jako zapalonej fanki filmowych i serialowych produkcji japońskich oraz koreańskich (choć ostatnio mamy ciche dni w oglądaniu siebie nawzajem), bardzo się cieszyłam, że być może ktoś zatrudni aktorów z Japonii czy z Korei, a tu lipa. Nie było krainy szczęśliwości jak na Listach z Iwo Jimy, Wyznaniach Gejszy czy Bunraku – tak, wiem, Gackt jest cudownie plastikowy. I tak, specjalnie nie wspominam o kinowych epizodach Raina.

Ale, wracając do używania wybielacza na postaciach fikcyjnych, podobny los spotkał Khana w Star Trek: Ino the darkness, gdzie zamiast, jak to nakazuje kanon, obsadzić osobę o innym niż biała kolorze skóry, rolę dostał Benedict Cumberbatch. Powiedzieć, że fan nie byli zadowoleni, to jak nie powiedzieć nic. Ale, to tylko wierzchołek góry lodowej. O innych, bardziej współczesnych przykładach prania aktorów można poczytać w artykule Kasi Czajki (Zwierza Popkulturalnego) tutaj, która analizuje tak kinowe opowieści biblijne, jak i ekranizacje komiksowe. W momencie, gdy jej tekst został ogłoszony na onecie, nie widzieliśmy jeszcze trailera do najnowszego podejścia do Piotrusia Pana, według którego rdzenni mieszkańcy Ameryki (indianie) są… biali. Niespodzianka!

Nowa Tygrysia Lilia - Rooney Mara - z Pana (2015).

Nowa Tygrysia Lilia – Rooney Mara – z Pana (2015).

Specjalnie wspomniałam o takich tekstach, w których bohaterowie o kanonicznie innym niż biały kolorze skóry zostają wybieleni. Ostatnimi czasy wielu pisarzy, zwłaszcza amerykańskich, włącza w swoje opowieści przedstawicieli różnych etniczności. Co jest o tyle dobrą praktyką, że w Stanach Zjednoczonych w końcu żyją chyba reprezentanci większości zakątków Ziemi. A zatem książki zaczynają odzwierciedlać rzeczywistość. I tak, na przykład, taką popularną literacką bohaterką ostatnimi czasy jest Katniss z Igrzysk Śmierci (swoją drogą również wybielona w filmie). W innych seriach również bohaterowie przestają być monotonni, od siebie mogę wspomnieć o Ilonie Andrews (nie, ja naprawdę nie mam obsesji) czy Nalini Singh (romansowe serie: Guild Hunter, Psy/Changelings). Ciekawe rzeczy, jeśli chodzi o reprezentację, można również zaobserwować w podcaście Welcome to Night Vale, gdzie kanonicznie główne męskie postaci są nie-białe i nie-heteroseksualne.

Tak więc mamy dwie praktyki – z jednej strony wrzuca się bohaterów do wybielacza, a z drugiej do wiader z farbkami. Poważniej rzecz ujmując na polu popkultury spierają się stare praktyki domniemanego uśredniania wytworów kultury do standardu (stereotypowym mieszkańcem Ziemi jest w końcu biały, czterdziestoletni mężczyzna), a z drugiej pojawiają się dzieła, które zostają osadzone w światach o wiele bardziej przystających do rzeczywistości – a więc uwzględniających więcej niż stereotypowe cech, zachowań, płci oraz tożsamości psychoseksualnej.

Trzy pokolenia kobiet Villanueva przygotowują się do obejrzenia ukochanej telenoweli.

Trzy pokolenia kobiet Villanueva przygotowują się do obejrzenia ukochanej telenoweli.

I na takim polu pojawia się grająca z konwencją oraz wyśmiewająca ją quasi-telenowela Jane the Virgin. Już raz pisałam, że ten serial doczekał się kilku adaptacji, w tym jednej nie-latynoskiej (czyli naszej rodzimej Majki) oraz właśnie tego nowego tworu od the CW. Przyglądając się bliżej obsadzonym aktorom trudno opędzić się od jednej, zasadniczej myśli – czy oni zrobili to specjalnie? Czy mi się wydaje, czy twórcy odwrócili kartę, jaką zwykł grac show biznes i odwróciło zależność biały (dobry) – kolorowy (zły)?

Jane Villanueva (1x06)

Jane Villanueva (1×06)

Bohaterowie, których mamy lubić – czyli, w rzeczy samej, główni bohaterowie serialu. Kobiety z rodu Villanueva grają aktorki pochodzenia latynoskiego. Do roli Jane zaangażowano Ginę Rodriguez, dziewczynę uznaną za jedną z najbardziej obiecujących Latynoskich aktorek przez Hollywood Reporter. W rolę matki Xiomary wcieliła się Andrea Navedo, aktorka znana z mydlanych oper i gościnnych występów w różnych serialach, a w babcię Albę urodzona w Porto Rico Ivone Coll (czy ja już wspominałam, że babcia jest genialnie zagrana?). Wszystkie trzy główne heroiny są Latynoskami. Koleżanka z pracy Jane również. Przypadkowy dawca nasienia/ojciec/stare zauroczenie Jane/właściciel hotelu, w którym Jane pracuje, Rafael Solano, w którego wciela się Justin Baldoni, nie posiada białej skóry, którą zawdzięcza ojcu-Włochowi. Niezwykle melodramatycznego i oderwanego od rzeczywistości tatę Jane, Rogeli De La Vegę (fantastyczna postać, mówię wam), gra Meksykanin egipskiego pochodzenia – Jaime Call. Wszyscy oni mają skórę inną niż biała i możemy ich wrzucić do worka z plakietką „ci dobrzy”.

Justin Baldoni, czyli serialowy Romeo - Rafael Solano (odcinek 1x06).

Justin Baldoni, czyli serialowy Romeo – Rafael Solano (1×06).

Wyjątkiem w tej wyliczance może (acz nie musi być) siostra Rafaela Solano, która z racji swojej serialowej roli musi mieć podobnie nie-białe pochodzenie. I tak, doktor Luisę Alver gra Yara Martinez, będąca z pochodzenia Kubanką. Z dwóch powodów jej status „do lubienia” jest ambiwalentny – przede wszystkim to ona jest winna niechcianej ciąży naszej głównej bohaterki (namieszała), ale z drugiej sama w sobie jest niesamowicie ciekawą postacią, której osobiście nie potrafię nie lubić, dlatego pozwalam sobie postawić ją przy tej kategorii.

Bohaterowie, którzy mącą – czyli ci, których wrzucimy do worka „podejrzany” ewnetualnie „niech ich ktoś zabierze”. W tej kategorii prym wiedzie Pedra Solano, żona Rafaela, w którą wciela się izraelska aktorka Yael Grobglas. Jeśli wierzyć wcześniejszym wersjom tej historii, to Pedra jest naszą główną złą, przed którą wiele złowieszczych planów oraz zagrań. Och, mam nadzieję, ze ta pani się dopiero rozkręca. Jej matkę, Magdę, pojawiającą się stosunkowo rzadko w samym serialu, gra Priscilla Barnes. Obie bohaterki są prawdopodobnie Czeszkami, acz to jest telenowela i ja się nie zdziwię, jeśli jeszcze z pięć razy się ta wersja tutaj zmieni. Tak, czy inaczej, stanowią dość zgrany i potencjalnie niebezpieczny duet. Na pewno mącący.

Pedra Solano z matką (1x06)

Pedra Solano z matką (1×06)

Do tego zestawienia dochodzi również narzeczony Jane, którego etniczna odmienność w kontekście głównych bohaterek po prostu rzuca się w oczy i trudno nie uznać jego obecności za nieprzypadkową. Detektyw Michael Cordero (Brett Dier) jest wręcz wzorowym przedstawicielem białego showbiznesu. Ponieważ mamy do czynienia z serialem opartym o formułę telenoweli, a tego pana poznajemy, gdy już jest w związku z Jane, nie będzie dużym spoilerem, jeśli powiem już teraz, że policjant namiesza, namąci i w końcu z ukochaną się rozstanie. Brat Michaela, w którego wciela się Ryan Devil, od samego początku jest nam zaprezentowany jako podejrzany, brakuje mu miejscami tylko wielkich neonowych strzałek z napisem „coś napsuję!”.

Detektyw Michael Cordero (narzeczony) (1x06)

Detektyw Michael Cordero (narzeczony) (1×06)

Koło osób, którzy nam mącą, chociaż niedługo, możemy postawić także kochanka Pedry i najlepszego przyjaciela Rafaela – Romana Zazo, którego na ekranie sportretował cudownie Alano Miller, będący z pochodzenia (uwaga, uwaga) Kubańczykiem, Bahamiańczykiem (jest takie słowo w ogóle?) oraz Jamajczykiem. Ergo biały to on na pewno nie jest. Więc, podobnie jak Luisa, powinien wylądować obok worka „nie lubię”, ponieważ, primo, nie zdążył właściwie wiele namącić w samym serialu, secundo, odgrywał niesamowicie ciekawą i sympatyczną postać. Poza faktem, że sypiał z żoną przyjaciela, prawdopodobnie miał coś do czynienia z przestępczością zorganizowaną, był z niego niesamowicie czarujący i łagodny bohater.

Uroczy mąciciel wód spokojnych - Zazo (1x06)

Uroczy mąciciel wód spokojnych – Zazo (1×06)

Gramy kolorem skóry czy nie gramy kolorem skóry?

Wydaje mi się, że coś w tym serialu jest na rzeczy. Zbyt wiele wyraziście złych czy podejrzanych postaci jest biała. To oni właściwie sprawiają wrażenie, że weszli nie do swojego świata. Przez to, że wizualnie zostają wyróżnieni wśród głównych bohaterów (Jane, Xiomara, babcia, tatuś Jane, Rafael, jego siostra) może świadczyć o świadomie przeprowadzonym castingu. Równie dobrze przecież właściciel hotelu mógł być klasycznym księciem na białym koniu, podobnie jak ojciec Jane, jednak zdecydowano się w tych rolach obsadzić zupełnie innych aktorów. Jeśli to się nie zmieni, a spodziewam się, że część dopiero zasygnalizowanych postaci swoje rozległe, skomplikowane i zapewne dramatyczne wątki dopiero rozwinie, to być może będziemy mogli rozmawiać o ciekawym eksperymencie aktorskim. Ciekawym tym bardziej, jeśli postawimy je obok mody na generalne wybielanie postaci.

Jane jak porządna bajka ma swój własny zestaw złych prawie-przyrodnich sióstr, na dodatek bliźniaczek. (1x06)

Jane jak porządna bajka ma swój własny zestaw złych prawie-przyrodnich sióstr, na dodatek bliźniaczek. (1×06)

Do tego całego obrazka nie pasuje mi wciąż jednak Zazo – jest jak na razie jedynym, który bardziej przesuwa się w kierunku osoby o czarnym kolorze skóry (w kwestii odcieni, niczego więcej) i jednocześnie jest jedynym, który ma wyraźne powiązania mafijne. Postaci Afroamerykanów zwykle są – drugoplanowe, gorzej wyedukowane, częściej są przestępcami, a przede wszystkim w serialach z zacięciem kryminalnym (Jane takie ma, Jane takie ma!) z dużą dawką prawdopodobieństwa taki bohater drugoplanowy umrze.

No, ale zobaczymy, co będzie dalej. Jeśli ktoś się zastanawia, czy zabrać się za oglądanie Jane the Virgin, to moja odpowiedź brzmi – tak. Jak na razie ten serial okazuje się, owszem, zabawną komedią, ale taką, która ma kilka niesamowicie ciekawych elementów, jak na przykład casting właśnie.

Och, te telenowele!

Och, te telenowele!

Reklamy

4 thoughts on “Gdy kolor skóry nabiera znaczenia, czyli ponownie wchodzimy w świat Jane the Virgin

  1. Świeczek pisze:

    Cała sprawa jest gdzieś obok moich zainteresowań i naukowych, i kulturalnych (oglądam głównie kostiumówki BBC i innych stacji, plus Doctora i OUAT, tzn. oglądam może i więcej, ale ten zasób serialowy naprawdę przeżywam), więc pewnie nie mam do sprawy aż tak emocjonalnego podejścia. Ale zaczęłam mieć do Tygrysiej Lilii właśnie, i tak sobie myślę, że może jakąś zasadą powinno być niezmienianie koloru skóry (czy jakiegokolwiek w sumie innego atrybutu) tam, gdzie jest to istotnym aspektem danej postaci. W wypadku Indian z Piotrusia Pana zdecydowanie jest to kluczowe. Przy Katniss – bo ja wiem? Ogólnie spójność wizualna aktora z pierwowzroem jest ważna, ale zdolności aktorskie chyba ważniejsze ;)

    Polubienie

    • Aninreh pisze:

      Zacznę od tego, że jak zobaczyłam trailer do Pana, to się popłakałam. Nie dość, że nie ten wiek Lilii, to jeszcze czemu Indianie są biali? To miało tak wielkie znaczenie w tej historii! Aaaa ;_;

      A co do Katnissiątka. Tu się pojawia pewien haczyk, a nawet dwa.

      Po pierwsze Katniss została wykreowana jako bohaterka nie-biała, na moje oko (nie czytałam Igrzysk, wiem, to dziwne), jej kolor skóry wbrew pozorom jest elementem znaczącym w tej serii. Po pierwsze sytuuje ją w grupie uważanej za gorsza społecznie (badania wskazują, że kobiety o innym niż biały kolorze skóry znajdują się w hierarchii społecznej niżej niż biali mężczyźni, białe kobiety i mężczyźni kolorowi). Tak więc wbrew pozorom kolor skóry głównej bohaterki może być znaczący dla wymowy całego dzieła. Jednak jeśli autor/ka decyduje się na to, aby pokolorować swojego bohatera, to ma w tym pewien cel i wydaje mi się, że warto by jednak było to szanować, skoro robi się adaptacje.

      A po drugie – skąd wiesz, czy nie ma aktorki nie-białej, która równie dobrze, a może nawet lepiej zagrałaby rolę Katniss? To jest pewna pułapka wnioskowania, wynikająca z tego, że nie mamy TARDIS, nie możemy się cofnąć, zmienić castingu i zobaczyć, co by było gdyby :)

      Polubienie

      • Świeczek pisze:

        Co do drugiego haczyka: zakładam, że jeśli kolor skóry jest irrelewantny dla kreowanej postaci, to zdolności winny być kluczowe, niezależnie aspektów wyglądu. Co do pierwszego – ja czytałam, i to kilkakrotnie, i zupełnie nie zwróciłam uwagi, że opis postaci wskazywał na osobę nie-białą. Ba, dowiedziałam się o tym dopiero przy promocji trzeciego filmu. I teraz pytanie, czy czytałam aż tak nieuważnie (mogło się zdarzyć, nie przykładam wagi do czytadeł), czy też nie było to może istotne dla samej powieści? Moim zdaniem, jednak, mieszkańcy dysktyrków byli takim wielokulturowym tyglem odzwierciedlającym USA właśnie.

        Nie chcę tutaj twierdzić, że problemu totalnego przeinaczania w imię jakiejś dziwnej poprawności czy nie wiem czego, tylko że może problem nie leży wszędzie tam, gdzie akurat coś przeinaczono.

        Polubienie

        • Aninreh pisze:

          No ja się właśnie zastanawiam do jakiego stopnia ten kolor skóry nic nie znaczy – bo jednak ludzie się do siebie odnoszą, biorąc go pod uwagę (działanie stereotypów i uprzedzeń), więc jakoś one nas kształtują. Jeśli tak to wtedy każdy kolor skóry jest ważny. Ale z drugiej strony – na ile autor/ka jest tego świadomy/a i to w ogóle wykorzystuje. Pojęcia nie mam ;D

          To, że nie zauważyłaś, mogło (nie musiało!) wynikać z tego, że dla Polaków typowy człowiek jest biały – nie mamy jeszcze dostatecznego tygla, żeby te schematy się pozmieniały. Ja się na tym na przykład łapałam przy niektórych książkach, że opis nie pasuje mi do wyobrażenia ^^” Ale ja nie czytałaaaaaam, więc nie wiem. Nie lubię narracji w czasie teraźniejszym.

          Nie no, pewnie, żadne skrajności nie są fajne. Mnie się zawsze wydaje, że najważniejszą rzeczą jest wiedzieć, że takie zjawisko istnieje i działa, a potem już sami dokonujemy odpowiednich ocen… (ale mogę być zbyt optymistyczna).

          Fajne działanie w drugą stronę miało miejsce w „Skazanych na Shawshank” (właśnie mi się przypomniało), gdzie w roli Irlandczyka o przezwisku „Red”, wynikającym w opowiadaniu z koloru włosów, obsadzili Morgana Freemana i co? Zrobili z tego żarcik w scenariuszu :D

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s