Ptak, który śpiewa, nie lata – recenzja pierwszego tomu „Złamanych skrzydeł” Kou Yonedy

Dzisiaj chciałabym się podzielić recenzją Złamanych skrzydeł, mangi, która zrobiła na mnie niezwykle silne wrażenie, a przede wszystkim – wywołała silne, wyraziste, nie zawsze przyjemne emocje. Zapraszam do czytania! (I mnie, i mangi!)

 Bohaterowie niejednej mangi spod znaku boy’s love należą do japońskiej mafii, yakuzy. Nie ma w tym też nic dziwnego, zamknięte, męskie grono jest idealnym tłem, na którym mangaczki mogą z łatwością osadzić nieskończoną liczbę zarówno jednonocnych przygód czy romansów, jak i związków. Wśród nieprzebranej ilości podobnych historii można jednak odnaleźć również tytuły wymykające się podobnemu szablonowi. Dzięki wydawnictwu Kotori jedna z takich mang została wydana w Polsce – Złamane skrzydła (Saezuru tori wa habatakanai), pierwszy tom serii Kou Yonedy.

Manga ukazuje się w Japonii od 2011 roku w HeartZ i ihr HertZ domu wydawniczego Taiyo Tosho. Aktualnie w czasopiśmie publikowane są rozdziały, które wejdą w skład trzeciego tomu Złamanych skrzydeł. Tom, który w październiku 2014 roku polskie czytelniczki oraz polscy czytelnicy dostali do ręki, składa się z dwóch części – wprowadzającego rozdziału Don’t stay gold oraz 3 rozdziałów historii właściwej i dodatku. Składa się to na przyjemnie opasłą lekturę, liczącą sobie 226 stron. Wydanie Kotori jak zawsze zachwyca przygotowaniem, tłumaczeniem, redakcją, jakością druku oraz papieru. Wydawnictwo po raz kolejny rozpieszcza czytelniczki nie tylko samym tytułem, ale również jego fizyczną formą.

Mogłoby się wydawać, że Kotori daje nam do rąk historię klasyczną dla boy’s love, w której główni bohaterowie mają problem z wydostaniem się z łóżka, prysznica, wanny, czy generalnie pokoju, zbyt zajęci sobą, by przejmować się światem. Ot, dwóch mafiozów z yakuzy, podziemnego światka rządzącego się zupełnie odmiennymi prawami. Z tym, że Yoneda po raz kolejny wymyka się takim prostym skojarzeniom czy schematom, swoją historię opiera na erotycznym napięciu i częściej wyobrażonym niż rzeczywistym seksie. Główny bohater Złamanych skrzydeł, Yashiro, stojący na czele jednej z pomniejszych gałęzi yakuzy, jest zblazowanym masochistą o niewielkim sadystycznym rysie, uzależnionym, jak sam twierdzi, od pieniędzy oraz właśnie seksu. Nic więcej w życiu go właściwie nie interesuje, nie dąży do awansu, nie dąży właściwie do niczego poza tym, aby ktoś odpowiednio mocno zadał mu ból. To nie jest Romeo, do jakich przyzwyczajają czytelniczki mangi o niegrzecznych, napalonych szefach yakuzy. Jeszcze mniej schematyczny jest Romeo numer dwa. Wysoki, cichy, małomówny, można by wręcz powiedzieć, że praworządny – w końcu Doumeki Chikara miał zostać policjantem. Życie jednak potoczyło się inaczej.

złamane skrzydła

Najnowsza manga Yonedy jest historią tylko pozornie prostą – opowiadającą o dwóch osobach, które spotykają się po splocie pewnych zdarzeń. Każda z nich posiada swoje problemy, każda z nich w jakiś sposób pozostanie zrezygnowana. Złamane skrzydła nie są opowieścią pełną szczęścia, spełnienia i miłości. Obaj główni bohaterowie są zrezygnowani, zgorzkniali. Yashiro interesuje głównie seks, Chikara jest tak wycofany, że właściwie nie do końca wiadomo, czy cokolwiek poza przyzwyczajeniem trzyma go jeszcze przy życiu.

Yoneda posiada wręcz niezwykłą zdolność opowiadania i snucia swoich niesztampowych historii, w taki sam sposób też je rysuje. Projekty postaci są proste, brak im graficznych upiększeń, usłodzeń czy innych dodatków. Dzięki temu wszystko ze sobą współgra – fabuła wraz z rysunkiem budują odpowiedni nastrój, wywołują zamierzone przez autorkę uczucia. Często występujące szarości oraz ciemne kolory nie oszukują, że świat przedstawiony jest pełen tęcz i hasających jednorożców, nie taka bowiem jest rzeczywistość, którą na chwile zawieszamy, sięgając po tę mangę.

Drugi tytuł Kou Yonedy, Złamane skrzydła, jaki ukazał się w Polsce jest tak samo niesamowity i nieszablonowy, jak Labirynt uczuć. Nie jest też mangą, która spodoba się wszystkim, jednakże każdy czytelnik powinien dać jej szansę. Największą właściwie wadą Złamanych skrzydeł jest to, że na kolejny tom tej serii musimy jeszcze poczekać. Ale nie szkodzi, bo do pierwszego wciąż można wracać.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s