Wojenne losy biegacza i fanowskie piski radości w sali kinowej

To, że obejrzę Unbroken/Niezłomny (2014) było jasne, od kiedy pojawiła się informacja, że w jedną z postaci wcieli się MIYAVI – japoński muzyk rockowy, którego twórczość uwielbiam. Fakt, że film miała reżyserować Angelina Jolie moje zainteresowanie tylko wzmocniło. Nie przepadam za nią jako aktorką, ale uwielbiam ją jako aktywistkę, pracującą na rzecz ofiar przemocy wojennej, próbującej całą swoją sławą zwrócić uwagę ludzi na to, co konflikty zbrojne robią ludności cywilnej. Jej poprzedni film, Krainę miodu i krwi (2011), obejrzałam dotychczas tylko w kawałku – jakoś zawsze zapominam, żeby nadrobić. To, co zdążyłam w nim zobaczyć, to inny niż w filmach wojennych czy filmach o ofiarach tychże punkt widzenia. Pomijając zatem fanowską chęć obejrzenia MIYAVIego na ekranie, byłam ciekawa pracy Jolie.

Zanim przejdę jednak do sedna wpisu, muszę zaznaczyć jeszcze jedną ważną rzecz – nie lubię kina wojennego. Ostatnim tego typu filmem, który obejrzałam z własnej woli również został obsadzony japońskimi artystami. W Listach z Iwo Jimy (2006) Clinta Eastwooda pojawił się Ninomiya Kazunari (grający największą żołnierską pierdołę) oraz Ken Watanabe (dowódca obrony wyspy). Zwracał on większa uwagę bardziej na losy ludzi niż przebieg bitwy jako takiej. Na to zazwyczaj zwracam uwagę, gdy już zasiadam z różnych powodów do oglądania podobnych obrazów. Nie inaczej podeszłam do Unbroken. Acz, gwoli wyjaśnienia, niekoniecznie profesjonalnie podeszłam do scen z MIYAVIm (na pewno nie).

'Unbroken' film screening, New York, America - 05 Dec 2014

Miyavi na premierze Unbroken w Nowym Yorku. Zdjęcie stąd.

Unbroken opowiada jenieckie lost amerykańskiego olimpijczyka Louisa Zamperiniego, biegacza, który przed wybuchem wojny wziął udział w igrzyskach w Berlinie i przygotowywał się do występu w Tokio. Do stolicy Japonii w końcu trafił, acz nie do końca tak, jak to sobie zaplanował. Z jego perspektywy również opowiedziany jest film – widzimy tylko to, co on, nie wychodzimy poza jego najbliższe otoczenie (minus jeden moment, który jednakże możemy równie dobrze interpretować jako wyobrażenie, nie zaś rzeczywiste wydarzenia równoległe).

LouisZ

Źródło.

O jego losach można poczytać w niedawno wznowionej przez Znak biografii o tym samym, co film, tytule – Niezłomny. Obraz Jolie w samej Japonii wzbudził niemałe kontrowersje wśród nacjonalistów, którzy obwołali go rasistowskim oraz kłamliwym. Jeśli moje źródła się nie mylą (cześć Zuziu!), Unbroken w japońskich kinach się nie pojawi. Cóż, biorąc pod uwagę reakcję Polaków na Pokłosie, nie dziwni mnie mocno to, co dzieje się w momencie, gdy ktoś z zewnątrz pokazuje komuś jego własne błędy z przeszłości. Tym, co na pewno film sprawił, to wywołał w Japonii ponowne dyskusje na temat wydarzeń drugiej wojny.

Jolie na planie

Zdjęcie z planu. Źródło.

Ale, wracając do tematu. Niezłomny nie jest filmem, który w sposób wyraźny, żeby nie powiedzieć hollywoodzki rysuje na ziemi linię rozdzielającą to, co dobre, od tego, co złe. Jest to jeden z aspektów, który niezwykle przypadł mi do gustu. Oglądając, miałam cały czas wrażenie, że film ucieka od oceniania którejkolwiek ze stron konfliktu. Nie obawia się jednak potępić przemocy związana z każdymi wojennymi działaniami, czyli tego, przeciw czemu działa Jolie. Dla przykładu, mało spoilerującego, w filmie znajdziemy dwie sytuacje bombardowania – jedną przedstawioną z perspektywy dokonującego go lotnika, a drugi cywilów. Nie występują one obok siebie, tak jak to dość często bywa, dzieli je więcej niż połowa filmu, oba jednak istnieją w jednym obrazie, oglądane przez bohatera w różnych momentach jego życia, a zatem wówczas, gdy posiada zupełnie inne doświadczenia. Zmienia się jego pozycja, perspektywa oraz nastawienie do ludzi. Jako takie zyskują na znaczeniu dopiero po czasie, gdy razem z Louim przejdziemy jego wcale niełatwą drogę.

unbroken zdjęcie z planu

Źródło.

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy to jest to film o wojnie czy nie? Odpowiedziałabym właściwie bez wahania, że nie. Konflikt zbrojny jest jego częścią, ale nie jego tematem głównym, jeśli rozumiecie o co mi chodzi. Przez to, że koncentruje się na ludziach, kwestie militarne stają się właściwie tylko tłem. I tutaj dochodzę do czegoś, co mnie zachwyciło mniej więcej tak jak wejście MIYAVIego w tymże obrazie, mianowicie fakt, że ta historia zupełnie inaczej rozkłada akcenty. Heroizmem nie jest brawura, czy machismo w pojęciu zachodnim. Nie, nie, nie – liczą się emocje, pokazywane nie raz w sporych zbliżeniach na twarze, z których możemy wyczytać więcej niż z samych dialogów. Liczą się również więzi – wsparcie oraz przyjaźń, okazywane również poprzez fizyczną bliskość czy dotyk. Właśnie bardzo się staram nie napisać, o których scenach myślę, żeby nie zaspoilerować. Ponieważ nie czytałam biografii Zamperiniego (leży na półce, mama ma prawo pierwoczytu, że zacytuję Zwierza), nie umiałam stwierdzić, czy jest to inwencja scenarzysty, reżysera, aktorów, czy może fakt z życia Louiego. Tak, czy inaczej, prawie wstała z fotela, zachwycona, że podobne sekwencje pojawiły się w filmie określanym w końcu jako „wojenny”.

Unbroken

Źródło.

Skoro już się pozachwycałam głównym bohaterem, czas przejść do MIYAViego. Mój ulubiony jrocker, niesamowicie kolorowa i ciepła osoba, gra Mutsuhiro Watanabego naczelnika obozu jenieckiego, w którym ląduje Loui. Sfrustrowanego posadą (jak większość naczelników podobnych obozów zresztą w czasie drugiej wojny), bogato urodzonego, wykształconego człowieka, który okazuje się być wyjątkowym sadystą. Wiemy dzisiaj, że podobne zachowania osób u władzy w obozach czy więzieniach nie raz nie są bezpośrednim wynikiem osobowości danego człowieka, a wiele zależy od sytuacji czy też instytucji, w której pracują (zainteresowanych tym mechanizmem odsyłam do Efektu Lucyfera Philipa Zimbardo). Nawet pozornie zwykli ludzie, gdy wykonują podobne zadania, potrafią zmienić się w oprawców i katów. Jak było z Watanabem – nie wiemy. Znamy tylko jego zachowanie, na jego podstawie również możemy naczelnika oceniać.

anigif_original-grid-image-9844-1419285544-14

Pierwsze spotkanie i moment około-Miyavcowego zachwytu. Źródło.

No właśnie, tyle, że owo zachowanie względem Louiego było dosyć dziwne (abstrahując od sadystycznych zapędów). Z jednej strony znęcał się nad nim jak nad wrogiem swojego kraju, stosując standardowe w tamtym czasie techniki psychologicznego terroru, które dopełniały również formy fizycznego znęcania się (acz, znowu, jak na film amerykański, obrazy je przedstawiające zostały ograniczone właściwie do minimum). A z drugiej – chciał się z nim, jak sam stwierdził, zaprzyjaźnić. W wyniku czego pomiędzy oboma mężczyznami zrodziła się najdziwniejsza możliwa relacja, w którą Watanabe siłą wciągnął Louiego. Jak dorwę w łapki wydanie płytowe, być może pokuszę się o przeprowadzenie dokładniejszej analizy dynamiki pomiędzy oboma bohaterami, na razie poczekam, aż wszyscy, którzy chcą, film obejrzą.

unbrokenbanner

Źródło.

Muszę przyznać, że MIYAVI miał trudne zadanie – wcielał się w rolę zbrodniarza wojennego, niezwykle sadystycznego czy manipulującego. W Unbroken, co podkreślę raz jeszcze, znęcanie się nad bohaterami jest mniej fizyczne, chociaż mamy wiele scen zawierających bicie czy okładanie bambusową pałką jeńców, a w większej mierze psychologiczne. Zabijanie nadziei i wiary w przetrwanie jest właściwym narzędziem łamania oporu pojmanych. MIYAVI sam przyznał, że nie bardzo chciał przyjąć propozycję Jolie. Nie chciał grać kogoś, kto tak źle świadczy o jego narodzie. Angelina musiała go przekonać do całej wizji filmu – o tym, że nie jest wcale wystawieniem świadectwa zepsucia imperialnej Japonii, a o czymś zupełnie innym. W końcu się zgodził. W czasie zdjęć, wcale nie było mu łatwo, przyznał się, że kilka razy wybiegał z planu, żeby zwymiotować. Piszę o tym wszystkim dlatego, że MIYAVI zagrał doskonale jak na kogoś, kto nigdy wcześniej nie występował w filmie (chyba, że jednak uznamy Oresama za film, to wtedy raz już grał). Wspominałam, że Jolie zdecydowała się na dużą ilość zbliżeń na twarze bohaterów, stąd mimika stanowi niezwykle ważne narzędzie przekazu emocji. Miny (oraz pozy, ale to w innych ujęciach), jakie czasami przybiera MIYAVI są niezwykle wyraźne, pełne wrogości, lekceważenia, ale również fascynacji oraz podejrzliwości. Zastanawiałam się przez moment, czy aby muzyk lekko nie przesadził, nie przerysował swojej ekspresji, ale być może za wzór wziął współczesną yakuzę czy filmy gangsterskie, gdzie aktorzy przybierają podobne miny. Pozostawiam to jednak Waszej ocenie, moja jest niezwykle nieobiektywna.

Jolie i Zamperini

Angelina Jolie i Louis Zamperini. Źródło.

Dodam jeszcze, że wiedząc z góry, że Loui przeżyje film (to nie jest spoiler, tytuł sam nam to mówi, tak samo jak życie pana Zamperiniego), trzy razy w trakcie trwania seansu ogarnęły mną wątpliwości czy aby na pewno. Nie zdarza mi się to często, jako osobie wychowanej na kinie nowej przygody, gdzie główni bohaterowie zawsze wychodzą cało z opresji. Ale tutaj naprawdę udało mi się wczuć w wydarzenia i obawiać się, czy aby w kinie nie puścili nam alternatywnej wersji z innym zakończeniem. Rozumiecie, mam nadzieję, co próbuję przekazać? Niezłomny opowiada historię człowieka, który przetrwał, który się nie poddał. Właściwie już w początkowych minutach pojawia się maksyma przewodnia filmu – „if you can take it, you can make it”/ „jeśli wytrzymasz, przeżyjesz” (mniej więcej). Wiemy z góry, że nie będzie bohaterowi łatwo, a to, co mu się przydarzyło zostaje nam tak pokazane, iż zaczynamy wątpić, czy naprawdę da radę.

Unbroken nie jest wielkim, doskonałym dziełem. Jest filmem z zacięciem mitotwórczym – owszem, jako ludzie potrzebujemy czasem takich mitów, ale nie zawsze dobrze znosimy oglądanie po raz kolejny podobnych obrazów. Początek jest miejscami niezwykle tendencyjny, potraktowany skrótowo, schematycznie, żeby tylko jak najszybciej nakreślić najważniejsze tło dla przyszłych wydarzeń. Na dodatek miejscami można odnieść wrażenie, że fabuła się dłuży i robi się trochę nudno, chociaż zaczęłam się zastanawiać ostatnio, czy aby nie zrobiono tego specjalnie, żeby widzom zaserwować to, co przeżywają akurat bohaterowie. Wydaje mi się również, że dobrze co nieco wiedzieć o formach tortur z okresu drugiej wojny światowej, żeby zrozumieć niektóre sceny. Dla przykładu – Loui zostaje zamknięty w niewielkim pomieszczeniu z niewielką ilością światła i właściwie bez niczego w środku. W pewnym momencie zaczyna obijać się o ściany i krzyczeć, prawdopodobnie z dwóch przyczyn: frustracji oraz po to, aby się dostymulować. Deprywacja sensoryczna (chociaż tutaj niepełna – miał światło w końcu) jest jedną z bardziej okrutnych metod tortur psychologicznych. W takich warunkach szalejemy szybciej niż przy regularnym, fizycznym znęcaniu się. Właściwie po dłuższym przebywaniu w takim miejscu, połączonym z niepewnością jutra oraz groźbą śmierci wiszącą nad głową, pobicie możemy przywitać jako zbawienie.

Jolie Miyavi

Takie ładne zdjęcie. Źródło.

Ale, znowu się rozgadałam na inne tematy. Dla mnie Unbroken to niesamowicie ciekawy film portretujący nie tylko człowieka, który się nie poddał, ale również kreślący skomplikowane, międzyludzkie relacje. A także, co dość przykro przyznać, pokazujący obozowe życie, z jego wszystkimi emocjonalnymi odcieniami – strachem, wolą przetrwania, dylematami, upokorzeniami oraz rezygnacją.

PS. W trakcie trwania filmu bardzo starałam się piszczeć w ubranie, żeby innym nie psuć seansu, ale było ciężko.

PS 2. Pozostali aktorzy poza MIYAVIm również zapadają w pamięć. Wszystkich już sobie sprawdziłam i zamierzam pośledzić, co tam jeszcze mają w dorobku.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s