Uwagi na marginesie: Sword Art Online. Aincrad. Tom 1

Znajoma mówiła – nie czytaj, załamiesz się. Miała tylko połowiczną rację, dzięki jej ostrzeżeniu wiedziałam, jak podejść do książki – z dystansem. Dzięki temu pierwszy tom Sword Art Online Reikiego Kawahary okazał się zabawnym, niezobowiązującym spotkaniem z light novelką. Ale spowodował, że wynotowałam szereg uwag na marginesach.

20150125_161631

Tak wygląda książka po dość częstym lądowaniu w torebce i plecaku.

To nie jest recenzja, recenzja poszła na Gildię, raczej coś w rodzaju tytułowych uwag oraz pytań do tekstu zapisanych na marginesie w trakcie lektury. Ale, kilka faktów – SAO ilustrował abec, dlatego posiada kilka ślicznych, kolorowych oraz czarno-białych stron z ilustracjami. Kwahara pisał swoją powieść na konkurs, ale wyszła mu za długa, więc po namyśle umieścił ją w internecie. Po kilku latach dopiero był gotów, żeby rozstać się z częścią zdań i zgłosić ją jednak w szranki. Ku swojemu zdumieniu wygrał i opublikował SAO w roku 2009. W Polsce pierwszy tom ukazał się na koniec 2014 nakładem Kotori. Nasze wydanie jest śliczne – ma idealny, torebkowy rozmiar, dobry papier (można po nim pisać swobodnie), szerokie wewnętrzne marginesy (zdecydowanie niedoceniana cecha wydań), a także, niestety, niezwykle małą czcionkę (co już nie jest miłe).

Główny bohater, Kirito był beta testerem tytułowej, innowacyjnej gry Sword Art Online zakładającej pełne zanurzenie poprzez specjalne hełmy łączące się z mózgiem gracza. Gdy gra weszła na rynek, Kirito z chęcią do niej wrócił, ale, zaskakująco, nie mógł się z niej wylogować. Twórca SAO zmienił warunki – uwięził wewnątrz gry około dziesięć tysięcy osób, stawiając warunek, że gra się skończy dopiero, gdy przejdą wszystkie poziomy zamku Aincrad i pokonają ostatecznego bossa. Osadzona w realiach wysokiego fantasy rozgrywka została obostrzona jeszcze jednym, niezwykle istotnym warunkiem – ten, kto umiera wewnątrz gry, umiera naprawdę. Nasz główny bohater nie uległ histerii i jako samotny wilk zaczął poprawiać statystyki, doskonalić już posiadane umiejętności, aby przygotować się do ostatecznej rozgrywki.

SAO

Nie wszystkie uwagi były złośliwe!

Stereotypem silni

Nie, stereotypy nie są niczym złym. One istnieją, ponadto posługujemy się nimi, ponieważ ułatwiają nam funkcjonowanie w świecie. W książkach i powieściach często wspomagają skonstruowanie trzecio- czy czwartoplanowych bohaterów, czasem służą za punkt wyjścia do budowania tych ważniejszych. Tak więc nie ma niczego złego w tym, aby od czasu do czasu się nimi w pisaniu posłużyć. Jednakże czasami autorzy czy autorki przesadzają. Kawahara posłużył się jednym z najbardziej irytujących do skonstruowania jednej z głównych żeńskich postaci, Asuny. Może wszystko byłoby w porządku, gdyby nie skończyło się to zbudowaniem wyjątkowo niespójnej bohaterki. Przede wszystkim jest jedną z niewielu dziewcząt i jedną z jeszcze bardziej niewielu ładnych dziewcząt (w typie lolitki, naturalnie) uwięzionych w SAO, dlatego ma coś na kształt swojego własnego fanklubu. Żeby dbać o jej bezpieczeństwo – gildia, do której przynależy, przydziela Asunie ochronę. Brzmi w miarę rozsądnie do momentu, gdy dodamy, iż rzeczona Asuna jest jedną z najlepszych wojowników w świecie SAO. Widzicie jest tak dobra, tak doskonała, że trzeba najwidoczniej ją chronić przed napastliwymi fanami.

Przy jednej bohaterce zbiegają nam się aż trzy stereotypy – po pierwszej bezbronnej, niewinnej dziewczynki, po drugie graczek jako w większości brzydkich dziewczynek, a po trzecie fanów jako osób nieprzewidywalnych i zaburzonych. Asuna jest projekcją marzeń przeciętnego nastoletniego bohatera mangi. Śliczna, doskonała, gotuje, jest lekko nieśmiała, nieporadna, potrzebuje, aby ktoś się nią zaopiekował, dba o dom, siebie oraz innych. Jest tak nierealna jak gra, w której żyje. Na dodatek autor nie mógł się zdecydować, czy ma ją pisać jako dzielną, odważną czy jako niewinną damę w opałach.

Najsilniejsza gildia?

Mam jedno, podstawowe pytanie – kto tam, do jasnej cholery, dowodzi? Rycerze Krwi to gildia, do której należy Asuna. To oni organizują w większości zdobywanie kolejnych etapów labiryntu, stają na pierwszej linii walki z bossami. Są dobrze wyszkolonym, domniemanie karnym oddziałem. Zastępczynią ich szefa jest właśnie nasza śliczna lolitka odpowiedzialna między innymi za organizowanie oddziałów mierzących się ze strażnikami przejścia na wyższe poziomy zamku. Ma władzę, prawda? Powinna przynajmniej. Tyle, że absolutnie nikt jej nie słucha. Przydzielony jej podwładny-ochroniarz nie przyjmuje rozkazów i robi, co mu się żywnie podoba i wyzywa Kirito do pojedynku, chociaż szefowa kazała mu wracać do bazy.

Wszystko zostało podporządkowane temu, żeby postawić Kirito w dobrym świetle. Ponieważ to przecież on pojawi się w sytuacji krytycznej, aby bronić honoru Asuny. Pytanie tylko brzmi – po co? Skoro jest taką doskonałą wojowniczką, która swoim umiejętnościom zawdzięcza pozycję, dlaczego nikt jej nie słucha? W całym procesie tworzenia gildii jakoś nikt nie wpadł na to, aby zadbać o dyscyplinę. No tak, ale wtedy nasz samotny wilk, perfekcyjny Kirito nie mógłby uratować damy.

Romans urwany z choinki

Ważnym elementem pierwszego tomu SAO jest romans pomiędzy Kirito a Asuną. Niestety, jest on najzwyczajniej w świecie źle poprowadzony. Przede wszystkim pojawia się w książce zbyt nagle – przez dwa lata pomiędzy naszymi bohaterami nie działo się nic, a nagle, w przeciągu trwania kilku rozdziałów rozwija się Wielka Epicka Miłość. Spotkanie w sklepie, wspólny obiad, jedno przypadkowe macanko (tak bardzo mangowa sytuacja) i voila. Temu związkowi przede wszystkim brakuje dynamiki – został wyidealizowany do tego stopnia, że na jakiekolwiek starcia czy konflikty, nadające romansowym historiom atrakcyjności, nie ma w tekście miejsca. Kawahara korzysta ze sporej ilości gatunkowych rozwiązań i zagrań, ale nie wyszło mu ich połączenie – mamy randkę, sytuację zagrożenia, wspólne obserwowanie zachodzącego słońca, ale zamiast budować nastrój, nudzą. Jestem fanką romansideł, co chyba wszyscy zdążyli już zauważyć, dlatego moment, w którym zaczynam ziewać na okołoromantycznych scenach odbieram za dość niepokojący.

49722_sword_art_online

Tym, co jeszcze niezwykle irytuje w patrze Kirito/Asuna jest ich słodkość czy doskonałość. Naprawdę, nasza para jest wprost perfekcyjna. Oni się nawet nie kłócą! Ewentualnie o to, kto kogo będzie chronił w walce z bossem. I jakby sama kłótnia byłaby w porządku, gdyby nie była jedyna. Zwłaszcza, że sytuacji idealnych do podobnych scen w SAO jest jednak sporo. Tu nie wchodzi w grę różnica kulturowa, na co wskazywałyby inne japońskie wytwory kultury z podobnymi wątkami.

Uwagi bardziej ogólne

Pierwszy tom SAO ma jednak też swoje mocne strony – dramaty, które przeżywa Kirito, odpowiadają jego wiekowi, podobnie zresztą do pozostałych nastolatków zamkniętych w grze. Ich postępowanie, a zarazem sposób, w jaki żyją, jest charakterystyczny dla tej grupy wiekowej i idealny dla samej powieści. Bohaterowie budują nie tylko swoje postaci, podnosząc statystyki, aby móc wydostać się z samej gry, oni również budują niejako swoją legendę (tendencja będąca podobno normą w wieku nastu lat), dlatego zdarza im się postępować nie do końca rozsądnie czy zachowawczo (ponieważ wielu osobom to się zdarza, wcześniejszy nawias zawiera słowo „podobno”). Tak, nasi bohaterowie – a zwłaszcza Kirito – rzucą nam się nieraz do beznadziejnej walki, kiedy adrenalina uderzy do głów. Generalnie rzecz ujmując Sword Art Online czyta się dobrze, czasem tylko korci, aby przewinąć zbyt rozwleczone romantyczne wynurzenia Kirito.

SAOHF_12-05_Multiplayer

„Sword Art Online” to nie tylko powieść, ale też gra. Książka o grze została grą, czyż to nie urocze?

PS. Swoją drogą na dziesięciu tysięcy graczy żadna z kobiet nie jest lesbijką, a żaden gracz gejem. Tak, tylko ja pewnie to zauważyłam.

Reklamy

7 thoughts on “Uwagi na marginesie: Sword Art Online. Aincrad. Tom 1

  1. Akedeia pisze:

    Miałam bardzo podobnie uwagi co do SAO – byłoby bardzo fajnym, odprężającym czytadłem, gdyby nie ten romans. Serio, on jest tak sztampowy i tak mocno robiony pod nastolatków, że to aż boli (tak… bardzo… boli…). Sama Asuna też nie jest najciekawszą postacią, niestety. Co do jednak samych początków romansu – z tego co słyszałam (i widziałam na ekranie, bo chciałam się przekonać po przeczytaniu pierwszego tomu, jak wygląda animacja – btw nie dotrwałam chyba nawet do połowy), w drugim tomie umieszczone są opowiadania dziejące się pomiędzy zalogowaniem się graczy a pierwszym tomem, więc Asuna będzie miała jeszcze trochę czasu, żeby się zauroczyć. A Kirito żeby zebrać swój haremik :D.
    „jedno przypadkowe macanko (tak bardzo mangowa sytuacja)” – tak bardzo tak. Nie wiedziałam, że powieść da się tak bardzo uczynić mangową, dopóki nie przeczytałam SAO. Tropy specyficzne dla m&a gonią za następnymi tropami.
    Sama od siebie dodam, że jeszcze ze dwa razy w LNce padała fraza „prawdziwi gracze”, której naprawdę nie lubię. Nie wiem, czy choć trochę orientujesz się w dyskusjach na temat bycia graczem i subkultury graczy, ale można się zirytować, gdy natrafia się na tę frazę, jednocześnie znając chociaż pobieżnie dyskusje na temat pojęcia „gracz” (ja znam raczej pobieżnie, żeby nie było).
    Przechodząc do lżejszych tematów: ostatnio był Karnawał Nowości Waneko, a i Studio JG zapowiedziało swoje mangi (Servamp, Kanoko, Kamisama i Mahou Tsukai) – będziesz coś kupować? Czytałaś coś z tego może? :)

    Polubienie

    • Aninreh pisze:

      Czytałam ostatnio w jakimś przypisie do „Otaku. The database animals”, że LNki mają łączyć literaturę z mangą. No, jeśli mają, to SAO zdecydowanie spełnia ten zamysł w 100% – większość wydarzeń wygląda, jakby ktoś scenariusz do mangi po prostu wziął i opisał zwartym tekstem. Z jednej strony to nawet urocze, z drugiej – szybciej bym przymknęła oczy na mankamenty, gdyby było w obrazkach ^-^” O dalszym ciągu SAO słyszałam same złe rzeczy, ale spróbuję przeczytać :D

      Wzmianka o „prawdziwych graczach” też ma uwagę na marginesie, nie zdecydowałam się jednak o tym wspominać, ponieważ musiałabym się odnieść do dyskusji, które również znam pobieżnie. Ale za każdym razem, jak widziałam tę wzmiankę, to zaczynałam syczeć. Zwłaszcza, że one w samej książce są po prostu puste. Nic nie znaczą, nic nie wnoszą. Frustrujące!

      Widziałam karnawały, nie czytałam na razie żadnych z propozycji :) Na razie zdecydowałam się na Wilcze dzieci, Tsumitsuki, Tomodachi no hanashi i na Tokyo Ghoula (którego miała zacząć czytać w dniu, w którym Waneko się ogłosiło). Kamisama mnie jeszcze kusi, ale nie wiem, czy budżet uniesie ;) Mahou Tsukai i Servamp wyglądają ciekawie, ale nie planuję zakupu, podobnie No Game, No Life – tego raczej nie przetrzymam. Kanoko jest zupełnie nie w moim guście :<

      Polubienie

      • Akedeia pisze:

        A Kanoko jest taka fajna! Spróbuj kupić pierwszy tom, serio – albo chociaż przeczytać na necie. Nie wiem, czy wcześniej miałaś styczność z tą mangą, ale Kanoko przede wszystkim bawi się tropami znanymi z shoujek i wywraca je na drugą stronę, a przy tym ma jedną z tych fajniejszych heroin; w kontynuacji ponadto Kanoko ma po prostu świetną chemię ze swoim love interest :D (sorry, ale po prostu kochami Koi dano Ai dano i mam nadzieję, że Studio JG pokusi się także na kontynuację). Jedyny minus jest taki, że pierwsza część jest mocno epizodyczna, co nie wszystkim odpowiada.
        Ja także z tego wszystkiego nie będę kupować NGNL – za bardzo ecchi ze zbyt nieletnią bohaterką – a Servampa, Momochi i Wilcze dzieci zostawię sobie na allegro czy cóś.

        Polubienie

        • Brzytu pisze:

          Bardzo, bardzo polecam Kanoko. Mimo, że dzieje się w szkole (więc teoretycznie powinnam być tym totalnie znudzona), to naprawdę fajnie się śledzi losy bohaterów. Kanoko jest mądrze zarysowaną postacią, drugoplanowi bohaterzy też są dobrze skonstruowani. Podoba mi się też motyw przyjaźni, zwłaszcza między dziewczynami. Zamawiam niedługo prenumeratę i też trzymam kciuki za sprzedaż pierwszej części, żeby JG zdecydowało się również na Koi Dano Ai Dano :)

          Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s