Przeczytane w styczniu

Ponieważ styczeń się skończył, czas na czytelniczą spowiedź, zwaną też karuzelą okładkową!

2015-1-1

Pierwszą część serii Daemonica – Rozkosz nieujarzmioną Larissy Ione dostałam pod choinkę od przyjaciółki. Miła, lekka książka z małą ilością fabuły i sporą ilością erotyki (główny bohater jest w końcu inkubem). Pragnienie wyzwolone jest drugim tomem serii, jak na razie ostatnim. Równie miły w czytaniu, przy okazji można boki zrywać nad nieistniejącą redakcją tekstu („On jest taki gorący”/He’s so hot, „Zrobiłabym go”/I would do him). Każda magia jest dobra Kim Harrison to trzeci (i ponownie ostatni wydany w Polsce) tom serii Hollows/Zapadlisko. Taka fajniutka seria, a tak wzgardzona przez nasz rynek.

2015-1-2

Trzy mangi boys’ love od Enzou – Kawaisa amatte nanika ga hyakubai oraz dwa tomy Sayonara, itoshii no My Friend. O tym ostatnim coś napiszę w niedługim czasie na pewno, albowiem szukam jakiejś konkretnej wymówki, aby przeczytać jeszcze raz.

2015-1-3

Audiobooki do Doctora Who, a dokładniej – słuchowiska. Świetnie nagrane, historia ciekawa, idealna do tego, aby słuchać jej po nocach i straszyć wszystkich odgłosami wojny i mechanicznym głosem Daleków.

2015-1-4

Toshishita no Ryuugi Maruyi Kae. Uwielbiam sposób rysowania tej mangaki – obrazki są po prostu śliczne, w ten pełen ozdobników sposób. Niestety nie zawsze jej dobrze wychodzi poprowadzenie historii, ta, na przykład, świetnie się rozwija, a potem nagle kończy w wybitnie przyspieszony sposób (być może czasopismo nie chciało więcej rozdziałów).

2015-1-5

Tsuki ha yamiyo ni kakuru ga gotoku Nakamury Shungiku jest lekkim shounen-ai osadzonym gdzieś w okolicach ery Meiji. Opowiedziana jest z perspektywy trzynastoletniego chłopaka, który bardzo chce nauczyć się władać mieczem, najlepiej na wczoraj, stąd doskonałym pomysłem wydało mu się zaszantażować seryjnego, nieuchwytnego mordercę, aby wziął go na ucznia. Junjou Mistake tej samej autorki, z kolei, jest elementem świata Junjou Romatiki, z którego już niedługo u nas z ramienia Waneko pojawi się Sekaiichi hatsukoi. Tokyo Babylon CLAMPA jest… cudowny, dziwny, nieprzewidywalny, ale takie właśnie są mangaki z CLAMPA.

2015-1-6

Jedyne, co zarzucam Tokyo Babylon to krótkie tomy. W prawdzie potem manga łączy się fabularnie z Xem, ale X nie jest skończony do dzisiaj! I tak, wiem, czym się mangaki tłumaczą, ale to nie usprawiedliwia braku domknięcia!

2015-1-7

Intymnie Izdebskiego i Wiśniewskiego to zapis rozmów dwóch profesorów – seksuologa oraz neurochemika – na temat seksu (głównie), miłości oraz tytułowej intymności (najmniej). Ciekawie się ją czyta, acz zapewne jeszcze ciekawiej by się ją oglądało. O Sword Art Online już pisałam, o tutaj. Czy ja już Wam kiedyś mówiłam, że kocham Shoowę? Nie? Jej historie są… cudowne. Jin to neko wa yobu konai jest antologią kilku krótkich rozdziałów, w większości nawiązujących do Koujitsuei no tobira, którą zresztą uwielbiam i polecam.

2015-1-8

Warau Kanoko-sama Ririko Tsujity polecono mi przeczytać (odebrałam to jako rozkaz, więc jako grzeczna wiedźma poszłam go wypełnić). Manga ma się ukazać w Polsce nakładem StudiaJG i, muszę przyznać, okładka nie oddaje historii spierwiedliwości. Kanoko jest cudownie niestandardową, złowieszczą postacią. Silver Spoon Hiromu Arakawa jak zawsze doskonałe.

2015-1-9

Na fali przeczytałam czwarty tom Hollows Kim Harrison – A fistful of charms. Było ciekawie, bardzo ciekawie. Styczeń zamyka siódmy tom manhwy The Breaker, który z tomu na tom wydaje się mieć coraz mniej sensu (gubi się też gdzieś główny bohater).

Advertisements

5 thoughts on “Przeczytane w styczniu

  1. Akedeia pisze:

    No to teraz już wiesz, co się kryje za tą kiczowato-różową okładką Kanoko :).
    Co do rzeczy, które znam: Enzou ma bardzo schludny styl rysowania, a także całkiem dobre wyczucie historii, szczególnie jak na yaoica. Sama bardzo polubiłam SInMF, szczególnie postać brata, chociaż pamiętam, że z jego wątku nie byłam aż tak bardzo zadowolona. A tak właściwie to po co szukać wymówki, lepiej od razu ponownie przeczytać :D.
    Hmm, Maruyę Kae zapamiętałam jako kogoś, kto wyróżnia się głównie stylem, a nie samą historią. Za to Shoowa ma naprawdę fajne te bardziej angstowe historie (np. ten tomik podany przez Ciebie) i myślę, że kiedyś pewnie dostaniemy coś od niej w nasze łapki (stawiam na Koujitsusei no Tobira). Jednocześnie czasem potrafi stworzyć takie dziwadełka jak Bokura no Mitsudomoe Sensou czy Iberiko Buta to Koi to Tsubaki, o których nie wiem, co myśleć.
    A tak na marginesie: będziesz kupować Sekaiichi?
    The Breaker generalnie nie jest jakoś mocno spójną historią i jedzie na przepysznych rysunkach walk i nieźle zrealizowanych kliszach. Nie wiem, czy czytałaś całego, czy idziesz razem z polskim wydaniem, ale generalnie koniec pierwszej części jest trochę rozczarowujący, chociaż jednocześnie emocjonalny. Druga za to ma słabszy początek od pierwszej, za to później jest bardziej dynamicznie (no i autor wyciąga z zakurzonej szuflady jeden z moich ulubionych tropów :D). Swego czasu naprawdę Breakera lubiłam pomimo tego, że w sumie nic nowego sobą nie reprezentuje.
    Poleciłabyś mi może jakieś ciekawe yaoice? Dawno już nic nie czytałam, a w sumie mam teraz trochę czasu, więc miałam nadzieję go trochę pomarnować.

    Lubię to

    • Aninreh pisze:

      Sekaiichi mam kupione w prenumeracie – zdecydowanie wolę tę historię niż to, co reprezentuje sobą Romantica. Ma więcej sensu i mniej trope’a „tak cię kocham, że cię zgwałcę”, który w kilku tomach jeszcze przełknę, ale Romantica przegina…

      Breakera czytam, jak wydają, ale czytałam już opinię na temat zakończenia no i cóż, potwierdza się. W sumie za wiele fabuły od tego nie wymagałam, no ale trochę by się przydało… Chociaż ciuteńkę? No, a poza tym, nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale pomijając ogromny seksizm, to babeczki przybierają tutaj zazwyczaj doskonałe pozy, zwłaszcza „szkolna pielęgniarka” :)

      Yaoice… Hmmm. Nie wiem, co czytałaś i co lubisz, więc pójdźmy może autorkami (z pomięciem Yonedy, widziałam na Twoim blogu, że tę Panią znasz ^-^) – zawsze polecam Miyamoto Kano. Jest cudowna i doskonała (np. Rules oraz Not/Love – to są właściwie całe serie). Suzuki Tsuta ma kilka ciekawych propozycji (np. Hand Which jest antologią, którą bardzo lubię). Honjou Rie (np. Love Skit), Bouhra Naono (ona ma zazwyczaj straumatyzowanych bohaterów i dobrze opowiada), Kazuma Kodaka (z nowszych dzieł antologia „A sex therapist). Możesz spróbować Minase Masarę, ale większość jej najnowszych mang jest fajna do trzeciego rozdziału, a potem na szybko zamknięta i generalnie zepsuta. Hirotaka Kisaragi ma kilka ciekawych mang, chociaż większość słodziachnych. Ah! No i cokolwiek Yamakami Riyu (osobiście kocham Taiyou no Romance, ale nie jest całe przetłumaczone i jeszcze jedną, której tytułu nie mogę sobie przypomnieć teraz O.o)

      A z pojedynczych tytułów: Wild Fangs, Wild Rose i Wild Wind – trzy tomy Hokuto Yamagishi również polecam, wiem, że zaskakująco rzadko są czytane. White & Black od Kumiko Misasagi, Karamete de Kudoite Takaaki Kusaki (głupawe to, ale może się spodobać, zwłaszcza para z drugiego planu).

      Nic więcej nie przychodzi mi teraz do głowy ^^”

      Co do Sayonary… potrzebuję wymówki, bo cała sterta innych rzeczy do czytania się na mnie patrzy smutnymi okładkami :)

      Lubię to

      • Akedeia pisze:

        Suzuki Tsutę lubię i nawet ją sobie ostatnio odświeżałam. Kodaka jest fajna i oldschoolowa trochę, może też sobie ją odświeżę. Naono i Minase Masara… akurat trafiłaś w moje autorki, których aktywnie nie lubię ^^ (tworzą nielubianą czwórkę razem jeszcze z Takanagą i Mishimą Kazuhiko). Do Miyamoto Kano robię podchody już z chyba dwa lata, a nadal nic nie przeczytałam. Straszne, ale boję się trochę natężenia angstu i złych zakończeń – w yaoicach średnio je lubię.
        Zaskakujące (tzn. mnie to zaskakuje), ale reszty nie czytałam. To dobrze, nie spodziewałam się tylu pozycji :). A Yoneda to akurat mój namber łan (szczególnie Złamane Skrzydła lubię, ale także Reply i spin off do Labiryntu). Zastanawiam się, czy nasze gusta się trochę nie rozjeżdżają, no ale to mój problem akurat :).
        Oczywiście, że Brejker jest seksistowski :D. Ach, ze „szkolną pielęgniarką” będzie fajny wątek w drugiej części związany. Generalnie Brejker to takie ecchi bez ecchi – kobitki są bardzo fotogeniczne i rzeczywiście robią pozy, ale jednocześnie w sumie nie ma tam zbyt wiele rzeczy charakterystycznych dla ecchi. To zresztą jedna z tych rzeczy, które w Brejkerze lubię – generalnie lubię ładnie narysowane panie, jeśli nie uważam, że akurat są obrzydliwe.
        W drugiej części jest więcej babeczek generalnie (nasz MC prawie że doczekał się haremu :D) i pod względem seksizmu jest ciut lepiej. Ale tak ciut. No ale zawsze można liczyć na yaoi boya – czasem się wręcz zastanawiam, czy autorzy specjalnie dla fanek go tam nie wsadzili, ale w sumie pasuje do tego całego krajobrazu.

        Lubię to

        • Aninreh pisze:

          Minase jest… ładnym czytadłem. Ma parę fajnych historii, ale jak pisałam, większość niestety strasznie psuje, chociaż zaczyna je ciekawie. Naono z kolei jest specyficzna – dużo, dużo traumy i angstu. Kwestia gustu ;) A ponieważ te się różnią – starałam się przy tych wątpliwych właśnie autorkach dodać jakiś opis, żebyś wiedziała mniej więcej, o co w tym chodzi ;)

          No Miyamoto jest ciężka. Spróbuj najpierw Rules (trzy tomy) – nie ma Wielkiej Epickiej Miłości, ale nie jest to strasznie dołująca manga, bardziej życiowa, czy wręcz yonedowa w swoim podejściu do związków. Więc tutaj nie powinno być jakoś strasznie. Przy Not/Love jest smutniej, chociaż dalsze tomy trochę tchną pozytywem. Z takich bardziej pozytywnych będzie też „Te o tsunaide, sora o” i jej kontynuacje – „Aisanai Otoko” oraz „Amayakana Toge”.

          Rie i Yamakami mają historie różne, już kwestia na jakie trafisz, ale generalnie warto chyba poświęcić im trochę uwagi.

          Aaaa! Znasz może „Breakfast Club” Takaido Akemi? Pierwszy raz, gdy to czytałam, zaskoczyła mnie ta historia – z jednej strony dość klasyczny yaoiec, ale jednak w pewien sposób się z tego wymyka. Ma też, co ciekawe, dość oszczędne cieniowanie (tak z technicznej strony).

          Sprawdzę kontynuację Brejkera, jak się ta skończy – taki mam plan. Może nie zapomnę ^-^”

          Lubię to

          • Akedeia pisze:

            Kiedyś trafiłam na Breakfest Club, ale w sumie nie pamiętam, żebym cały przeczytała. Może sięgnę znowu.
            Przeczytałam za to trochę Taiyou no Romance, ale nie przypadł mi do gustu. Tzn. początek był całkiem fajny i skojarzył mi się z After School Nightmare, ale im dalej, tym bardziej postacie mnie denerwowały, szczególnie główny bohater. Z tych bardziej dramatycznych yaoiców to już chyba wolę Kyuuso wa Cheese no Yume o Miru czy Sakura Gari. Ech, trzeba wziąść się w końcu za Miyamoto Kano… Tyle już o niej słyszałam, że aż mi głupio tak trzymać się od niej na dystans.

            Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s