Piżama party w piekle – Zakochany tyran #6

Ponieważ trenuję zaginanie czasoprzestrzeni – dzisiaj się jeszcze wyręczę re-postem z Gildii. Zresztą ten tekst i tak miał się tutaj pojawić, w końcu co Zakochany tyran to Zakochany tyran. Może to mnie zmotywuje do napisania recenzji siódmego (ósmy na mój koniec świata jeszcze nie dotarł…).

Morinaga nie może się wprost doczekać powrotu Souichiego z Kanady. Wszystko zaplanował – kupił jedzenie na wystawny posiłek, posprzątał mieszkanie aż lśniło. Wystarczyło tylko odebrać ukochanego z lotniska, paść sobie nawzajem w ramiona i będzie pięknie, cudownie, pokój i miłość. Tylko, że chodzi o Souichiego, więc raczej nie. W Zakochanym tyranie romans mamy w końcu ździebko wyboisty.

Zakochany Tyran 6

W szóstym tomie Takanaga przygotowała dla swoich czytelniczek i czytelników wszystko to, co w serii dotychczas było najlepsze – zamieszanie, kłótnie, wojenki, szantaże oraz doskonałe sceny łóżkowe (tudzież podłogowe). Znani już bohaterowie wylądują pod dachem pani Matsudy i będą próbowali się zastraszyć, pobić, zabić oraz pokrzyżować innym powyższe mniej więcej w tym samym czasie. A co takiego właściwie dzieje się w życiu bohaterów Tyrana? Otóż do Japonii przyjechał ojciec Souichiego, aby w końcu podjąć z dziećmi wspólną decyzję na temat ich domu. Ze Stanów Zjednoczonych przyleciał również Tomoe wraz z mężem (zgadnijcie, jak ciepło powitał go nasz ulubiony Senpai?). Żeby Kurokawa miał szansę przeżyć, na scenę po prostu musiał wkroczyć Isogai. A skoro on na niej był, to Morinaga nie mógł nie pilnować Souichiego przed niecnymi (nieistniejącymi) zakusami szantażysty. Jakimś cudem ten cały dość agresywny rozgardiasz dla Kanako (młodszej siostry Senpaia) okazał się fantastycznie spędzonym czasem. Być może urocza dziewczynka ma więcej wspólnego z braciszkiem niż dotychczas pokazała nam mangaka? Wspominałam już, że ci wszyscy panowie nocują razem w salonie – w jednym miejscu, bez nadzoru antyterrorystów? Tę scenę zdecydowanie trzeba przeczytać.

Sceny łóżkowe w szóstym Tyranie są niezwykle namiętne. W Kanadzie coś się w końcu w dynamice pomiędzy bohaterami zmieniło – jakby Souichi zaczął w końcu przyznawać się przed samym sobą, czego bądź kogo pragnie. Nie jest mu jednakże łatwo, zwłaszcza wtedy, gdy Morinaga zaczyna go całować. I dotykać. I popychać na kanapę. W obliczu podobnego ataku nasz Senpai jak zawsze przestaje myśleć. A może nie przestaje? Zdecydowanie warto zastanowić się chwilę (po pierwszym czytaniu, naturalnie), jak zmieniają się reakcje Souichiego na Morinagę. Ponieważ mamy do czynienia z romansem, podejrzewamy, ewentualnie jesteśmy na tym etapie już pewni, że obaj panowie się kochają. Tyle, że jeden z nich jest upartym osłem, który za cholerę się do tego nie przyzna, a drugi jest napalony jak królik i nie może cierpliwie poczekać. Przez tego ostatniego Senpai nie miał dotychczas dość przestrzeni tudzież czasu, aby się nad własnymi reakcjami zastanowić, aż do dwumiesięcznego pobytu w Kanadzie. To właśnie w tomie szóstym możemy, jako czytelnicy, prześledzić czy/jak pomiędzy naszą parą rodzi się/rozwija uczucie oraz sprawdzić, czy mamy szansę na szczęśliwe zakończenie.

Ta część serii odsłania przed nami również inną stronę Morinagi, zostaje on przepuszczony przez emocjonalny magiel nie związany bezpośrednią z Souichim. Sprawia to, że zaczyna się w końcu zachowywać jak czujący człowiek, bądź też człowiek czujący coś więcej niż tylko popęd seksualny. Właściwie po raz pierwszy na stronach mangi jedna z postaci zadaje mu pytanie dotyczące tego, jak sobie radzi przebywając tak blisko obiektu nieodwzajemnionych uczuć. W ten sposób Morinaga na chwilę przestaje być tylko jojczącym, sfrustrowanym napaleńcem, ale zyskuje też głębszy emocjonalny wymiar. I jest to zdecydowanie zabieg na plus, który wyprowadza bohaterów z sypialni i pozwala im żyć w sferze innej niż erotyczna.

Jednocześnie tym, co zdecydowanie może zmęczyć w szóstym tomie Zakochanego tyrana, jest tempo, w którym Morinaga przeskakuje z emocjonalnych dołów do totalnego szczęścia. Możemy wręcz odnieść wrażenie, że nasz biedny, usychający/pęczniejący z namiętności Romeo ma zaburzenia maniakalno-depresyjne (tak na dokładkę do jego już dość jasnej masochistycznej parafilii). Biorąc pod uwagę dotychczasowe dynamiczne akcje, jakie pojawiały się w mandze, nie powinno to dziwić, ale niektóre czytelniczki i czytelników może irytować albo męczyć.

Szósty tom Zakochanego tyrana od wydawnictwa Kotori jak zawsze zachwyca swoim wydaniem i przygotowaniem. W dwóch miejscach możemy znaleźć pozostałości po niewymazanych japońskich onomatopejach i poczuć się jak odkrywcy, że w ogóle zauważyliśmy – nie rzucają się one bowiem zbytnio w oczy. A poza tym, no cóż, Takanaga porywa swoich czytelników na taką karuzelę wydarzeń, wojenek i emocjonalnych rollercoasterów, że z łatwością przestaniemy myśleć o szczegółach. Po dość średnich poprzednich częściach – ta zdecydowanie zasługuje na uwagę. Z pewnością poprawi humor.

PS. Czy to takie dziwne, że w tekstach o mangach typu BL piszę o seksie? Przecież o to w nich chodzi, prawda? Ostatnio naczelna z Gildii się ze mnie naśmiewała z tego powodu.

PS 2. Strasznie podoba mi się okładka tego tomu.

Reklamy

3 thoughts on “Piżama party w piekle – Zakochany tyran #6

  1. washuu pisze:

    Ojtam że zaraz źle, czy coś tam :P No jest to jeden z elementów tego gatunku, czasem mało ważny czasem równoważny z fabuła, a czasem gwóźdź programu. W wypadku pierwszym można jeszcze pominąć pisanie o tym, ale w pozostałych dwóch już jest trudniej.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s