Uwagi na marginesie: Sword Art Online. Aincrad. Tom 2

Pamiętacie moje pierwsze spotkanie ze Sword Art Online? Jeśli nie, możecie poczytać o nim tutaj. „Uwagi na marginesie” nie są recenzją, a raczej zbiorem luźnych przemyśleń, które pojawiły się w trakcie lektury – dokładnie takie, które niektórzy mają zwyczaj notować na marginesach książek. Wpis zawiera umiarkowane spoilery.

SAO 2 - 1

A polska edycja SAO jest wydrukowana na papierze idealnym do tego, aby po nim bazgrać. Można złośliwe uwagi, można również serduszka, w zależności od własnych potrzeb. Podobnie do pierwszego tomu ma świetny, kieszonkowo-torebkowy rozmiar, jest lekka i doskonale się nadaje do czytania w środkach komunikacji miejskiej czy pod stołem. Generalnie w kwestii wydania wiele się nie zmieniło – mała czcionka została, ale, czego nie napisałam ostatnio, ma ona ładny, przyjazny krój. Zdarzało mi się nie uważać na to, co czytam, a zachwycać, jaka ona jest miła dla oka i potem się wracałam. Ach, i z moim egzemplarzem stało się coś dziwnego, ale sami zobaczcie na zdjęciu.

SAO 2 - 2

Nie wiem czemu, ale strasznie mnie bawi ten rowek.

Drugi tom SAO jest zbiorem opowiadań, uzupełniającym pierwszy – i to jest właściwie wszystko, co je łączy, w tym sensie, że nie tworzą fabularnej ciągłości w obrębie samego tomu. Dlatego też przyjrzę się im po kolei.

Czarny szermierz

Czyli historia Siliki, jednej z niewielu Treserek Potworów w SAO. Napisana jest z jej punktu widzenia, trzecioosobowo, dla przypomnienia tom pierwszy jest cały utrzymany w pierwszoobowej narracji Kirito. Nasza główna bohaterka ma trzynaście lat i jak na swój wiek przystało zrobiła kilka głupich rzeczy, które doprowadziły do śmierci chowańca. Sama również prawie by zginęła, gdyby nie pojawił się tajemniczy Czarny szermierz – Kirito. Oczywiście. Kawahara postanowił więc nie tyle dopowiedzieć historie do, jakby na to nie patrzeć, wielkiego świata Sword Art Online, a uzupełnić informacje o swoim głównym bohaterze. Tak więc dostajemy do poczytania kolejną laurkę na rzecz wspaniałego gracza, tym razem nie z jego własnych ust (głowy).

Opis tego, co dzieje się z Siliką w czasie, który spędza z Kirito są dość… ciekawe. W sercu ją ściska, coś ją kłuje albo się mocno spina – generalnie bez znajomości konwencji mangowych można by pomyśleć, że oto w cyfrowym świecie pojawiło się zatrucie pokarmowe. To, że dziewczynka się w zakochała w kimś, kto uratował jej życie z własnej, nieprzymuszonej woli postanowił pomóc jej odzyskać chowańca, jest całkiem naturalne. Ewentualnie – jestem w stanie wyobrazić sobie podobny obrót wydarzeń w przypadku „młodszej nastolatki”, jak to zwykła określać moja przyjaciółka mając lat właśnie trzynaście. Zaskakująca, z punktu widzenia zachodniego czytelnika, okazuje się jednak konkluzja tej niezwykłej historii, gdy Silika interpretuje swoje uciskanie i kłucie w dość niestandardowy sposób.

SAO 2 - 4

Nie mogłam się powstrzymać od podobnego komentarza, gdy Kirito i Silika przez przypadek dostali pokoje obok siebie w karczmie.

A Kirito, cóż, jest szarmancki, grzeczny, pozwala dziewczynce spać na swoim łóżku i wprost oświadcza jej, że przypomina mu młodszą siostrę. Mamy więc do czynienia ze scenariuszem rycerza i damy w opałach, a także heroicznego, prawego czarnego szermierza.

Który nijak nie przypomina bohatera Berserka, niezależnie od tego, że nosi dokładnie ten sam przydomek. I odgrywa mrocznego mściciela.

Ciepło serca

Drugie opowiadanie opowiada w pierwszej osobie Lisbeth, kowalka, dobra znajoma Asuny. Świetna w swoim fachu graczka, która powoli zaczyna się nudzić swoją pracą, renomą oraz doskonale wyekspionymi statystykami umożliwiającymi tworzenie doskonałego oręża dla graczy. No i nie zapominajmy, że jest swojej pracy niezwykle oddana. Ma również jedną, cudowną cechę, którą w miarę trwania opowiadania nawet całkowicie nie traci – mianowicie jest samodzielną, wygadaną i inteligentną bohaterką (co nie oznacza, że nie popełnia głupot, ma w końcu te swoje naście lat).

Pewnego pięknego dnia Asuna przychodzi do Lis na ploteczki, wygaduje się, że jest zakochana, przy czym obowiązkowo się rumieni i macha rękoma (ten gest w ogóle często się będzie powtarzał w drugim tomie SAO). Asuna obiecuje polecić warsztat Lis swojemu obiektowi uczuć, więc nie dziwi nas, że oto trafia do niej nie kto inny jak Kirito. A przynajmniej tak się nazywa, bo zachowuje zupełnie inaczej. I ta zmiana okazuje się na plus! Nasz idealny, cudowny, genialny bohater nagle zyskuje osobowość. Normalnie prawie z krzesła spadłam.

Staje się tak, że Lis z Kirito idą ubić potwora, wpadają w kłopoty, a potem z nich wychodzą (oczywiście). A w tym czasie co się dzieje? Tak! Harem Kirito się powiększa o jeszcze jedną graczkę! W ciągu jednego dnia Lisbeth zakochuje się tą prawdziwą Wielką Epicką Miłością na Wieki w niedawno poznanym chłopaku, który doprowadza ją do szału. Jedna z niewielu grających w SAO dziewczyn. Obskakiwana przez męskich przedstawicieli społeczności świata MMORPG. Która nie była dotychczas zainteresowana w ogóle płcią przeciwną. Ją też zaczęło coś ściskać, uciskać i kłuć, ale na szczęście nie zrobiła wielkich, krowich oczu i nie wyrzuciła osobowości do kosza na śmieci.

SAO 2 - 3

Dziecię porannej rosy

Okej, to jest opowiadanie, które nabiło mi guza na czole od ciągłego uderzania głową w stół. Jest opowiadane z punktu widzenia Asuny, a narracja jest prowadzona w trzeciej osobie.

Tym razem autor zabrał nas w czasy, gdy Asuna i Kirito są w czasie miesiąca miodowego. I znajdują małą dziewczynkę, Yui, mniej więcej ośmioletnią. Zabierają ją do swojej chatki, Asuna robi jej jeść, mała zasypia. Właściwie śpi przez jakieś 23h z jedną przerwą na jedzenie. I co się dzieje? W ciągu doby nasza para zakochuje się w małej bez pamięci i zaczyna traktować ją jak własne dziecko. Chcą się nią opiekować, nawet jeśli postradała zmysły w SAO. Asuna śpi z Yui, przytula ją, uspokaja i generalnie zachowuje jak matka z kilkuletnim stażem i bardzo japońskim podejściem do potomstwa (różnice kulturowe!).

Gdy Kirito i Asuna udają się na poszukiwanie opiekunów Yui, trafiają do Miasta Początku, gdzie we dwójkę rozwiązują problemy zastraszonych mieszkańców oraz ratują Armię (tutaj w końcu pojawi się konkretne nawiązanie do pierwszego tomu, dobrze sytuujące nas w czasoprzestrzeni SAO). Suma summarum Yui okaże się nie być ludzkim dzieckiem, co nikogo nie powinno zadziwić, biorąc pod uwagę, że już na wstępie zostajemy poinformowani, że NerveGear (to rewolucyjne coś, co ich więzi w grze) nie synchronizuje się z mózgami osób poniżej trzynastego roku życia. Yui jest programem-psychologiem, który postanowił Asunę i Kirito uznać za swoich rodziców, zresztą oni sami tak właśnie się zachowywali, włączając w to zachowania opiekuńcze, podział obowiązków i tak dalej. Nawet w The Millers wejście w role członków rodziny zajęło bohaterom o wiele więcej czasu. No i byli w innym wieku.

Na końcu pojawia się urocze podsumowanie, iż Yui już zawsze będzie pierwszym dzieckiem Kirito i Asuny. Nie, nie kupuję. Za dużo schematów, za dużo stereotypów, za słabo rozpisana w czasie zmiana nastawień i uczuć. Po prostu nie.

SAO 2 - 5

Taka reakcja.

Rudolf Czerwononosy

W ostatnim opowiadaniu drugiego tomu powraca pierwszoosobowa narracja Kirito. Zyskujemy wgląd w to, co właściwie stało się z gildią Czarnych Kotów Nocy, do których przez moment przynależał nasz dzielny i szlachetny główny bohater, co zakończyło się zresztą niezwykle tragicznie, co już wiemy. Opowiadanie rozgrywa się jakieś pół roku po tych wydarzeniach i jest pełne użalania się nad sobą oraz takiej nie do końca dobrze poprowadzonej depresji Kirito.

Co ciekawe, zachowanie oraz obsesyjne myśli Kirito sugerują, że nasz główny bohater przed Asuną miał inną ukochaną – Sachi. Chociaż sam podkreśla kilkakrotnie, że nie byli w sobie zakochani, zdecydowanie zachowywali się inaczej. To jest chyba jedno z najciekawszych opowiadań w tomie, trochę smutne, zbudowane w połowie z retrospekcji, ale przynajmniej prezentujące głównego bohatera w jakimś normalniejszym świetle.

Podsumowując? Drugi tom SAO to śliczna laurka dla Kirito, w czasie której powiększa się jego harem. Czy w trzecim tomie pojawi się w końcu godny Kirito rywal? Czy Kirito będzie zmuszony kupić gdzieś wielki dom na swój harem? Czy Asuna wciąż będzie mu gotować i go wielbić? Czy w końcu zostanie grzeczną kurą domową? Oto złośliwe pytania, które nasuwają się same w trakcie lektury.

SAO 2 - 6

Zawodowe zboczenie – poprawianie ewentualnych błędów. W drugim tomie SAO jest ich o parę więcej niż w pierwszym tomie (chyba jakieś pięć czy sześć). Czy się czepiam? Oczywiście, ale cóż.

PS. Gejów i lesbijek wciąż brak :)

PS 2. Trzeci tom już przybył, postaram się zabrać za niego szybciej niż za drugi, ale niczego nie obiecuję.

Advertisements

4 thoughts on “Uwagi na marginesie: Sword Art Online. Aincrad. Tom 2

  1. Akedeia pisze:

    Znowu mam podobne odczucia do Twoich, tyle że najbardziej mi się chyba podobało ostatnie opowiadanie. Przy czym i tak uważam je za mocno średnie, ale reszta jest po prostu słaba i tyle. Lisbeth na pewno była lepszą postacią od Asuny (chociaż na jakiekolwiek zamiany w Tru Luv chyba nie ma co liczyć, szczególnie biorąc pod uwagę, jakim akcentem zakończył się pierwszy tom), a przynajmniej przyjemniejszą w odbiorze. Ciekawa jestem trzeciego tomu, w którym podobno ma być jakaś nowa gra – może ona chociaż trochę wynagrodzi mi mój ośli upór, z jakim mam zamiar zbierać polskie LNki bez względu na ich poziom (chociaż przy SAO dochodzi jeszcze kwestia gier – jakoś w naszej popkulturze chyba nie ma aż tak dużo nawiązań do nich ani wykorzystywania światów wirtualnych jako miejsca akcji. Szkoda).
    I znowu standardowe pytanie: co bierzesz z nowego karnawału Waneko, JG i JPF? :D

    Polubione przez 1 osoba

    • Aninreh pisze:

      Moje Super Tajne Źródła mówią, że w trzecim tomie trzeba zapalić świeczkę pożegnalną dla osobowości Asuny. Ale sama jeszcze nie wiem, na razie zezuję na ten trzeci tom i zastanawiam się, czy mam na niego dość sił ;P I tak – Wielka Epicka Miłość zgodnie ze schematem nie może zostać zmieniona (chociaż wiemy, że czasem to na dobre historii wychodzi…), chociaż Lis nawet zakochana ma więcej jaj niż Asuńcia ;)

      I jak najbardziej tak – ostatnie opowiadanie jest najlepsze w tomie, co wcale nie znaczy, że można na nim zgubić kapcie ;)

      Toradorę! też będziesz zbierać? Ja się nie mogę zdecydować, czy chcę próbować ^-^” Pewnie się złamię v.v

      Na razie od Waneko mam Love Stage! (niespodzianka!!), zastanawiam się nad jednotomówką, może GDGD Dogs, Horimiya mi nie podeszła w ogóle. Od JPFu prawdopodobnie wezmę Wzgórze Apolla i tą drugą, jeśli dobrze pamiętam kolejny tytuł Hagio (dzisiaj mogę źle pamiętać). Od JG się czaję na Ilegenesa, dobrze wygląda, nawet jeśli „nie bójcie się, to wcale nie yaoi!” (nadal mnie złości ta uwaga wydawnictwa).

      PS. Spokojnych świąt i śniegu na królika-bałwana!

      Polubione przez 1 osoba

      • Akedeia pisze:

        I Tobie też spokojnych świąt, i może słońca takiego, jakie akurat było dzisiaj u mnie nad Szczecinem :D.
        Jasne, że Toradorę będę zbierać, w końcu mam zamiar męczyć się ze wszystkimi LNkami, jakie wyjdą (takim masochistą jestem, a co!). Z Toradorą mam zresztą różne przejścia: jak byłam młodsza, to mi się anime strasznie podobało, jak wyszła manga, to po dwóch tomach powiedziałam meh (tak samo jak po trzech odcinkach rewatchu anime). Ale powieści w sumie jestem ciekawa, więc pewnie trochę będę zbierać.
        Próbowałam kiedyś czytać trochę Ilegenes, i dla mnie była to manga średnio ciekawa. Generalnie bardzo lubię shoujki z chłopakami jako głównymi bohaterami, ale tu mi coś nie zgrzytnęło, chociaż sama historia ma potencjał (i piszę tutaj o pierwszych dwóch tomach, bo dalej się nie posunęłam).
        Love Stage jednak trochę za infantylne dla mnie, chociaż na tle innych yaoiców przynajmniej ma niezły humor. Horimiyę lubię i kupię (ale w sumie rozumiem, czemu nie podeszła – to jest tak bardzo zwyczajna manga, że sama na początku nie wiedziałam, co z nią zrobić), Higurasza nie znam i kupię, jednotomówkę oczywiście, że bierę, bo to Nao Tsukiji – jeśli jej nie znasz, a chcesz zobaczyć, co może być w jednotomówce, polecam z całego serca Adekan. Oprócz akcji w stylu „wyginam śmiało ciało” praktycznie wszystko mi się tam podobało i jestem ciekawa, co Ty sama byś o tym sądziła. Dogsy sobie podaruję, tak samo Bradherley no Basha – nie moje klimaty. Od JPFu biorę wszystko, a skoro Ty także, to będę czekać na jakieś wstępne recenzje :)

        P.S. Czy możemy udawać, że Asuna jest amebą? Myślę, że pomoże mi to psychicznie przebrnąć przez ten wątek w następnych częściach xD. A tak swoją drogą, to jeszcze siostrzyczka podobno ma się zjawić na drodze, więc haremik powiększy się o incest-nieincest!

        Polubione przez 1 osoba

        • Aninreh pisze:

          Na tej samej zasadzie, na której zbierasz LN, jak kolekcjonuję yaoice. Więc nawet wiedząc, jak koszmarnie naiwniackie i infantylne jest Love Stage – nie mam wyboru ;_; (tak, tak, wewnątrz zacieram łapki i cieszę się, że mam dobrą wymówkę, bo to wciąż jednak yaoi jest).

          Adekan obczaję na pewno. A Bradherley raczej kijem nie trącę. Recenzje się pojawią, jak w końcu się wygrzebię z deadlienów. One są straszne i jest ich tak dużo :/

          PS. TAK! Asuna jest amebą! Doskonała propozycja!

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s