Ahoj, Pyrkonie! Akt 2. Czyli transkrypcja panelu o literaturze Young Adult

No dobrze! Przepisałam! Pamiętajcie jednak, że nie jest to dokładny zapis, gdyż notowałam w zeszyciku, a nie piszę ręcznie jakoś super mega szybciutko. A na dodatek pisałam po angielskiemu, więc w sumie macie jeszcze do czynienia z tłumaczeniem. Sporo anegdot się nie zmieściło, a miejscami jakichś rzeczy nie zapisałam z jakichś na pewno mega ważnych przyczyn. W nawiasach kwadratowych uwagi odautorskie.

Enjoy!

Uczestnicy panelu: Jasper Fforde (JF), Marcin Mortka (MM), Kevin Hearne (KH) oraz moderatorka Agnieszka Magnuszewska (AM).


AM: Jakie, Waszym zdaniem, są granice gatunku (genre) young adult? Dlaczego piszecie takie właśnie książki?

[W tym miejscu paneliści doszli do wniosku, że YA to książki dla osób pomiędzy 8 a 14 rokiem życia, ale nie wynotowałam sobie tego sprytnie w żadnym miejscu.]

KH: Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czemu mnie zaproszono do panelu, nie piszę książek spod znaku YA.

MM: Piszę książki dla dzieci, ponieważ chcę mieć wpływ na czytelników. Dorośli czytelnicy są już ukształtowani, mniej chłoną, autor nie może mieć na nich tak wspaniałego wpływu, jak na młodszych. [tutaj MM przytoczył anegdotkę, jak jego synowie w pewnym momencie stwierdzili, że Topik (bohater z książki MM) „by tak nie zrobił” jako argumentu w małej kłótni]

JF: Współczesne YA ma teraz wampiry, ma seks, a moje nie ma, jestem jakieś 30 lat do tyłu z tym, co piszę, ale chyba nie jest tak źle, ponieważ książki wciąż się sprzedają. Piszę, co mnie się podoba i co mnie bawi, nie koncentruję się za mocno na potencjalnych odbiorcach. Nie upraszczam też mocno, dzieci naprawdę rozumieją takie koncepcje jak zemsta i zdrada, chodzą w końcu do szkoły, nie jest im to obce. Jedyne, co zmieniam w swoich książkach, to fakt, że zmniejszam ilość wątków pobocznych.

MM: Nie korzystam ze skomplikowanego słownictwa, zastanawiam się, jak zabić bohaterów, czasami w końcu trzeba, ale zawsze zadaję sobie pytanie, jak przyjmą to czytelnicy.

AM: [cytuje opinie badacza z Niemiec] Czy zgadacie się z taką opinią, że powieści YA są po prostu ocenzurowanymi zwykłymi powieściami?

KH: Nie, nie wydaje mi się, żeby tak było.

JF: Pomyślałem sobie kiedyś, żeby wykorzystać fakt, że moje książki czytają tak młodzi ludzie. Stwierdziłem, że dobrze by im było przekazać trochę wiedzy pomijanej w szkolnych salach, jak choćby ekonomia. Dlatego zacząłem włączać podobne wątki do swoich opowieści. W takich książkach można więc przekazać czytelnikom coś interesującego.

MM: Pisząc, wycinam przekleństwa, a moi bohaterowie się nawzajem nie torturują. Ale to raczej dostosowanie do wymogów wydawniczych niż cenzura.

AM: [Pytanie o funkcję edukacyjną powieści] Kevin, często wykorzystujesz w swoich powieściach różne mitologie, czy robisz to specjalnie?

KH: Ja po prostu lubię mitologii, a to, że w ten sposób inni się o niej dowiadują, jest w zasadzie efektem ubocznym. Teraz, na przykład, dużo czytam o mitach słowiańskich, chcę je włączyć w moja kolejną książkę, między innymi dlatego tak się cieszę, że mogłem odwiedzić Polskę.

MM: Jestem nauczycielem i nie chcę rezygnować z chociaż tej drobnej możliwości uczenia innych. Każdą swoją książkę sprawdzam na własnych dzieciach.

JF: Z uczeniem jest jeden problem, trzeba uważać, żeby nie wpaść w pułapkę prawienie morałów.

AM: [Pytanie o silnych bohaterów, tworzenie postaci tak, aby mogły stać się dla czytelników wzorami do naśladowania; zwłaszcza postaci silnych bohaterek.]

KH: Moje książki są pełne humoru. Akceptacja innych religijności jest, w pewnym sensie, jej głównym tematem. Mam cichą nadzieję, że ludzie będą w tej kwestii naśladować moich bohaterów, zwłaszcza, że współcześnie zbyt wiele osób ginie z powodów różnic religijnych. W moich książkach Atticus spotkał się w barze na piwie z Jezusem. Tyle radości! Po tym, jak już coś wpiszę związanego z religią, rozmawiam z osobami praktykującymi, żeby się upewnić, że wszystko jest w porządku i niczego nie przekręciłem.

MM: Napisałem książkę z punktu widzenia dziewczynki, „Dom pod pękniętym niebem”, ale nie próbowałem w żaden sposób kreować silną bohaterkę, raczej chciałem zobaczyć, co z tego wyjdzie.

JF: Większość moich bohaterów to dziewczynki. Mam cztery córki. Poza tym zawsze lubiłem wyraźne, pewne siebie heroiny. Ale stworzenie silnej bohaterki to jeszcze nie wszystko, żeby one odegrały odpowiednią rolę wzoru, trzeba również stworzyć postaci drugoplanowe, męskie, które będą akceptowały je takimi, jakie są.

KH: Właśnie, pokazujmy różnych bohaterów, nawet takich, które są na marginesie głównego nurtu społecznego czy dyskursywnego, ale nie oceniajmy ich – po prostu pokazujmy ich jako normalny element świata powieści.

JF: To chyba najlepsza, najmocniej oddziałująca wiadomość od pisarza – znormalizowanie.

AM: A jak odbieracie reakcje zwrotne od swoich czytelników?

KH: Najlepsza rzecz na świecie.

MM: Dostaję wiele listów, maili, zazwyczaj od rodziców. Ale zdarzają się też obrazki rysowane przez dzieci, albo ich własne historie, które pisały zainspirowane moimi książkami.

KH: Zdarzało mi się, że podchodzili do mnie młodzi poganie i dziękowali za to, że zwracam na nich uwagę, normalizuję ich pogańską wiarę, pokazuję, że jest taką samą wiarą jak inne.

AM: A jak wygląda sprawa z poprawnością polityczną w waszych książkach?

KH: Robię wszystko, co w mojej mocy, aby dobrze oddać opisywane religie oraz systemy wierzeń. Ale wiem, że nawet jedna wiara może mieć różne odłamy, być celebrowana i interpretowana na różne sposoby. Do tej pory, na szczęście, nigdy nie miałem jeszcze z tego powodu problemów.

AM: A jakie wątki mogą się okazać atrakcyjne dla czytelników YA?

JF: To się wiąże z tym, o czym rozmawialiśmy wcześniej na temat funkcji edukacyjnej w naszych książkach. Ale, przede wszystkim, naszym największym sukcesem jest to, że oni w ogóle czytają. Sprawiamy, że czytają. A poza tym, sądzę, że czytelnicy wciąż poszukują tych samych wątków, czy teraz, czy sto lat temu.

MM: Wydaje mi się, że bullying (znęcanie się). Niedawno skończyłem tłumaczenie książki „Seven days”, która dobrze porusza to zagadnienie. A poza tym książki powinny pozwalać czytelnikom oderwać się od rzeczywistości, dać możliwość ucieczki od codziennych problemów.

KH: Myślę, że najbardziej potrzebnym i atrakcyjnym tematem jest taki, który włącza w obręb powieści osoby marginalizowane. Moja córka jest lesbijką i ona ma problemy z odnalezieniem historii, z którymi mogłaby się zidentyfikować. Takich książek nam wciąż brakuje.

AM: Ostatnio widzimy wielki zalew książek fantasy dla młodych czytelników, co o tym sądzicie?

MM: Rzeczywistość jest nudna. Czytamy książki, żeby uciec od rzeczywistości.

JF: Uwielbiam czytelników fantasy – mają otwarte umysły i świetną wyobraźnię. Zawieszają niewiarę. To wy to robicie, wy dajecie tym historiom życie, my tylko wstawiamy w nie odpowiednie znaczniki.

KH: To chyba wynik nudy i poczucia, że żyjemy w dystopii. Jak sprawić, żeby życie było lepsze? Taka chwilowa ucieczka od rzeczywistości może sprawić, że znajdą chwilę, aby zastanowić się nad tym, jak zmienić swoje życie.

[coś mi tu uciekło]

KH: Ja po prostu lubię ignorowane postacie. Uwielbiam je pisać.

AM: Czy literatura dziecięca i YA mają wartość?

JF: Nie wydaje mi się, żeby literatura dziecięca i młodzieżowa były w kryzysie. Mamy taką ilość książek YA, że sklepy nie są w stanie nawet na półkach wyeksponować po jednym egzemplarzu każdej. I wciąż powstają nowe.

Pyrkon 5


Advertisements

4 thoughts on “Ahoj, Pyrkonie! Akt 2. Czyli transkrypcja panelu o literaturze Young Adult

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s