Wstrętna konferencja – A fe!, Uniwersytet SWPS 1-2 czerwca 2015

Czy wstrętna i obrzydliwa konferencja brzmi ciekawie? Warszawski SWPS zdecydowanie postarał się, aby „A fe!”, czyli naukowe dywagacje o wstręcie, obrzydzeniu oraz odrazie okazała się naprawdę fantastycznym i inspirującym spotkaniem.

Dzień dziecka zaczął się dla mnie zdecydowanie zbyt wcześnie, gdyż już o piątej rano – pociąg odjeżdżał ze stacji o 6:25, a na nią jeszcze trzeba było się dostać (a wcześniej do końca dopakować, choć i tak się okazało, że nie wzięłam wszystkiego). Postanowiłam w przypadku tej podróży zaszaleć i przejechać się do stolicy Pendolino. No cóż, większość opowieści o nim okazała się prawdziwa – grał Chopin, siedzenia ździebko wąskie, a klimatyzacja mocno chłodziła. A przede wszystkim był na miejscu relatywnie szybciutko (pamiętacie te czasy, gdy do Warszawy pociągi jeździły nawet osiem godzin?).2015-06-01 09.26.22

SWPS powitał mnie czerwonym dywanem i balonami. I ja wcale nie żartuję! No, może troszeczkę – dywan rozwinięto na cześć nadania uczelni statusu uniwersytetu. Ale sami przyznacie, że można przeżyć niemały szok, gdy człapie się z pociągu na konferencję, a tutaj czerwony dywanik czeka. Dla ciekawych – nie przeszłam po nim, na wszelki wypadek (nie pytajcie).

2015-06-02 16.55.52Ale, do rzeczy. Pierwszy dzień konferencji upłynął nam pod znakiem nieobecności prelegentów – część nie dojechała (i powiadomiła o tym organizację bądź dotarła następnego dnia), część była chora (i łączyła się z nami przez Skype), a niektórzy przyjechali i zniknęli. A fe! Otworzył językoznawczy referat profesora Grzegorza Dąbkowskiego z SWPS-u, który przeprowadził badanie ilościowe w Narodowym Korpusie Języka Polskiego – sprawdził występowanie określeń wiodących samej konferencji, czyli „wstrętu”, „obrzydzenia” oraz „odrazy”, zwrócił również uwagę na konteksty, w jakich się pojawiały. Uzyskanym wynikom należała by się całkiem obszerna monografia, a nie krótkie wystąpienie. Przy okazji profesor zajrzał też do słownikowych definicji i zauważył, że wszystkie trzy wyrazy tłumaczą siebie nawzajem. Nie ładnie słowniki, nie ładnie. Mam wielką nadzieję, iż zgodnie z groźbami, profesor napisze artykuł z pełnymi danymi i procentami.

Po wykładzie inauguracyjnym odbyła się przerwa kawowa – i była bardzo kawowa. Musiałam trochę tego czarnego płynu w siebie wlać, żeby mój organizm nie stwierdził, że pierwsza sesja jest doskonałą okazją do drzemki. Moje konferencyjne OCD by tego nie zniosło, gdyż skoro jestem, to trzeba słuchać. Z niewielkim rozbawieniem obserwowałam innych członków A fe! znad kubeczka z kawą. Nie mieliśmy identyfikatorów imiennych, w zmian otrzymaliśmy tylko badże z logiem konferencji – a zatem nikt nie wiedział, jak ta inna osoba ma na imię ani skąd jest. Cudownie patrzyło się na bardzo nieśmiałe próby interakcji, obchodzenie się naokoło, lekkie trącanie, a wszystko to okraszone zakłopotaniem i niezręcznością (wiem, sama też się tak czułam).

2015-06-01 12.13.07

Na pierwszej sesji Wstrętne ciała miały się odbyć cztery wystąpienia, z dobrych źródeł wiedziałam, że jedna z prelegentek nie mogła przyjechać (cześć, Alicjo Chmiołek!) i podzielić się refleksjami o budzącej obrzydzenie cielesności w filach Cronenberga. Nikt się jednak nie spodziewał (organizatorzy również), że wypadną jeszcze dwa. A szkoda, gdyż zapowiadały się interesująco – Marta Jurczyk miała opowiadać o seksualności osób niepełnosprawnych, a Joanna Belzyt o oszpeceniu. Tak więc całą sesję dla siebie miała Katarzyna Propokopowicz, aby opowiadać nam o fotografiach wojennych, a dokładniej o tak zwanym war porn. Dzięki temu, że swoje badania prezentowała tylko jedna osoba, porozmawialiśmy sobie trochę bardziej ogólnie o przedstawieniach ofiar wojny w sztuce, kulturze oraz mediach oraz o teorii opanowania trwogi (terror managmenet theory – TMT; tak, tak, psycholożka się odezwała). Kiedy po godzinie właściwie skończyły się nam pytania i refleksje, gromadnie przeszliśmy na równoległą sesję, Wstrętne eksponaty, gdzie posłuchaliśmy prezentacji Marty Tuźnik o kloace, menstruacji i wymiocinach w sztuce współczesnej. Prezentująca omówiła prace trzech artystek, które poprzez wykorzystanie kulturowych tematów tabu, oswajały cielesność, fizjologię oraz kobiecość. To był dla mnie ciekawy referat, zdecydowanie nie z dziedziny, którą się zajmuję. Dobrze było posłuchać czegoś z zupełnie innej strony wstrętności.

2015-06-01 12.53.56

Następny w planie był obiad – a zatem, integracja przy posiłku, pierwsze nieśmiałe plotki i wzajemne poznawanie. Jedzenie nie było smaczne, acz dotarcie do niego, nie takie proste – na szczęście organizatorzy nie mieli niczego przeciw, aby wcielić się w role przewodników.

Na trzeciej sesji o uroczej nazwie Wstręt wobec nowoczesności z 4 prelegentów pojawiło się jedynie dwoje, a w zasadzie to troje, gdyż pierwszy referat wygłosiły Idalina Odziemczyk i Agata Groszek. Dotyczył on oswajania tematów trudnych, fizjologicznych przez portal BuzzFeed. Prezentujące stwierdziły, że chociaż w mainstreamowej przestrzeni internetu pojawiają się zagadnienia związane z depilacją, moczem czy problemami związanymi z kobiecością, to wciąż jednak opisywane są one w dominującym dyskursie obrzydliwości. Drugi wystąpił Piotr Seweryn Rosół z referatem o obrzydliwej współczesności w literaturze. W czasie tego wystąpienia padło mnóstwo ciekawych spostrzeżeń, z których niewiele znalazło się w moich notatkach (przerpaszam!). Jednym z nich było stwierdzenie, że tytułowy konferencyjny wstręt może służyć jako narzędzie krytyki współczesności – to znaczy, że tylko poprzez zdystansowanie się do naszych czasów możemy być „nowocześni”, co zakłada samo w sobie również jej krytykę. Przynajmniej tak zrozumiałam wywód.

Ponieważ ponownie na sesji nie było planowanego składu, przeszłam na równoległą – Wstrętne tu. Część 1 – i trafiłam na końcówkę referatu Barbary Kownackiej o mięsie w prozie Paskowa Góra Joanny Bator i Aniołach i świniach w Berlinie! Brygidy Helbig. Z tego, co zdążyła się zorientować, chodziło o sposób opisywania i portretowania ludzi w obu powieściach, nadzwyczaj mięsny czy kiełbasiany. Sesję zamknęła Ewa Kuliś o po(d)miocie w poezji Eugeniusza Tkaczyszyn-Dyckiego, przy którym zastrzygłam uszami – dotyczył homoerotycznej poezji, w której nie tyle chodziło o wyrażanie pożądania (jak to robił Wilde, Lechoń czy Iwaszkiewicz), a bardziej o seksualną żądzę. Zdecydowanie muszę położyć łapki na tej poezji.

2015-06-01 16.22.59

I tak oto zakończył się pierwszy dzień konferencji dla mnie, część prelegentów udała się jeszcze na film i dyskusję, a wasza dzielna podróżniczka zwinęła ogon do Dagmary, zbyt już senna, aby nawet kawa pomogła.

Dzień drugi otworzyła dla mnie sesja o Kobiecych obrzydliwościach, w której miałam przyjemność zresztą wystąpić, co zdecydowanie ułatwiło wybór, którą równoległą wybrać. Pierwszy referat wygłosiła Sabina Musiarz-Filipek z Krakowa – przez Skype’a. Ach, te nowe technologie i działający na uczelni internet! Referat dotyczył postrzegania kobiety oraz kobiecości jako czegoś obrzydliwego w kontekście prac Żiżka, Derridy, Kristevy oraz Weningera. Nie zabrakło, oczywiście, ujęcia psychoanalitycznego (niestety). Po niej Halina Gąsiorowska analizowała film Dirty Girls z 1996 roku, przedstawiający historię licealistek, które zostały wykluczone społecznie po artystycznym performansie. Ich tytułowy „brud” stał się granicą rozgraniczającą normę od nie-normy. Trzecia w kolejności byłam ja z referatem o wstrętnych yaoicach i yaoistkach, prezentacje możecie obejrzeć tutaj. Sesję zamknęła Anna Dwojnych z referatem o brzydocie w fotografii modowej – jej wystąpienie opierało się na analizie przypadków czterech sławnych, odbiegających od modowej normy modelek – Melanie Gaydass, Chantelle Winnie, Tess Holiday oraz Jamie Brewer. Bardzo ciekawe. Po naszej sesji rozgorzała dość zacięta i wybuchowa (acz wciąż grzeczna) dyskusja na temat zależności pomiędzy kulturą a naturą.

Kolejna sesja w naturalny sposób kontynuowała poprzednią i dotyczyła Obrzydliwych kobiet. W jego trakcie Katarzyna Cupała opowiadała o powieści Lodislava Klimy Cierpienia księcia Sternehocha, pełnej zadziwiających relacji pomiędzy bohaterami, a także zbrodni, szaleństwa i znowu zbrodni. Później Agnieszka Sinicka przedstawiała pośmiertny projekt artystyczny Hannah Wilke, artystki, która dokumentowała na fotografiach swoje zmagania z nowotworem, nie ukrywając przed obiektywem żadnego aspektu choroby. Śmierć w te pracy przerodziła się w artystyczny projekt. Trzecia i ostatnia w tej sesji wystąpiła Marta Stańczyk z referatem o zwalczaniu patriarchatu przez taktyki obrzydzenia i wzbudzania odrazy w filmie Pod moją skórą. Niezwykle obrazowe zwrócenie uwago na mięsność ciała kobiety miało działać jako czynnik odwracający męskie spojrzenie, a tym samym odfetyszyzowanie kobiecości.

1

Ostatnią sesją A fe!, w której uczestniczyłam zatytułowano Wstrętne obszary, a znalazły się w niej trzy interesujące kulturowe tematy. Rozpoczęła Magdalena Tomaszewska-Bolałek, która przedstawiła kilka przykładów obrzydliwych – z punktu widzenia osób z Zachodu – pokarmów z Chin, Wietnamu, Korei oraz Japonii. To, co nas w nich odrzucało, dla mieszkańców tamtych krajów było przysmakiem (jak na przykład żywe krewetki czy ośmiornice) ze względu na wyczulenie na jakiś składnik pokarmowy, bądź przez wzgląd na kulturowe znaczenie (jak jadalne gniazda). Następny referat Marcina Zalewskiego dotyczył relacji pomiędzy członkami misji ISAF a mieszkańcami Afganistanu – czyli był to kolejny referat, na którym strzygłam uszami. Przedstawione wyniki badań stanowią ciekawy case, stanowiący kolejny dowód na potwierdzenie teorii kontaktów międzykulturowych. A są tym cenniejsze, że przeprowadzone zostały nie tylko wśród pracowników cywilnych misji, ale również wśród żołnierzy. Konferencję zamknął Bartłomiej Kacper Przybylski analizując socjologicznie kulturę Łodzi – a dokładniej niektóre rejony miasta oraz transport publiczny. Wywód został oparty o szeroko zakrojone badanie jakości życia Łodzian. I tak, w wystąpieniu znalazła się analiza wypowiedzi użytkowników internetu dotyczących czterech przypadków – rewirów miasta, miejsc publicznych, sposobów przemieszczania się (np. rowerzystów) oraz intruzów.

I tak oto skończyła się obrzydliwie wstrętna konferencja. Czas było wracać do domu. Organizatorzy planują zwieńczyć A fe! publikacją, która, sądząc po wysłuchanych referatach ma szansę być naprawdę niezwykle ciekawym (i obleśnym) tomem. Już nie mogę się doczekać!

(Pisać już mniej – zamiast grzecznie opracowywać artykuł do tegoż tomu, piszę relację z konferencji i recenzje mangowo-książkowe. Niedobry naukowiec jest niedobry.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s