Uwagi na marginesie: SAO #3 – Rozdział 1. Welcome in the real world

Trochę zmienimy formułę uwag z marginesu, jeśli chodzi o trzeci tom Sword Art Online Rekiego Kawahary. Mianowicie – podzielę swoje przeżycia lekturowe na rozdziały, gdyż jest ich tym razem sporo. I, jak zawsze, nie wszystkie są złośliwe. Wpis wysycony spoilerami.

sao3_okladka — kopia

Chciałabym przypomnieć w tym miejscu, że chociaż nabijam się miejscami z SAO, to te light novelki przynoszą mi bardzo dużo radości, wynikającej z obcowania z samą historią – a zatem i z jej uproszczeniami, zabiegami oraz kliszami. Ci, którzy czasami tu zaglądają, wiedzą, że mam wysoką odporność na absurdy, a nawet je wprost uwielbiam. Gdyby SAO doprowadzało mnie do kompletnego szału, już dawno spłonęłoby w kominku, a na blogu pojawiłaby się relacja z podobnego performance’u. To nie jest również recenzja – te pisze na Gildię i staram się w nich być obiektywną. Tutaj – nie staram się w ogóle. Uwagi na marginesie są wrażeniami z czytania, niczym ponadto.

Niedawno skończyłam czytać 5 sekund do Io Małgorzaty Wardy, co również ma znaczący wpływ na to, w jaki sposób czytałam trzeci tom SAO. Dość powiedzieć, że przy naszej polskiej powieści, wypada niezwykle słabo i naiwniacko. Ale, oczywiście, Kawahara snuje zupełnie inną historię niż Warda, więc porównywanie ich jest raczej nie na miejscu, chociaż trudno od tego uciec.

No dobrze, czułam potrzebę wytłumaczenia się, więc to zrobiłam. Przejdźmy to samego SAO – po raz trzeci w zasadzie zabieram się za czytanie tuż po tym, jak dostałam ze sklepu informację, że frunie już do mnie kolejny. To chyba jedyna seria, z która nie mam najmniejszych zaległości. Głównie dzięki temu, jak jest wydana – rozmiarowo SAO jest idealne do wożenia ze sobą po prostu wszędzie, niewielkie, lekkie i tak pomyślane, że nie wychodzi z tej podróży w kawałkach.

A teraz, przejdźmy do konsumpcji rozdziału pierwszego.

sao3_okladka

Okładka polskiego wydania SAO od Kotori. Książkę możecie kupić u wydawcy tutaj.

Rodzina Kirigaya

Tom trzeci jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego (przypomnę, że na drugi w zasadzie złożyły się opowiadania uzupełniające pierwszy), czyli podejmuje fabułę w momencie, gdy gra Sword Art Online się kończy dzięki heroicznej współpracy Kirito i Asuny.

Otwierający tom fragment został napisany z punktu widzenia siostry Kirito/Kazuto, Suguhy, dzięki czemu po raz pierwszy zyskujemy właściwie wgląd w to, co działo się na zewnątrz SAO w ciągu tych dwóch lat, gdy nasi bohaterowie tkwili zamknięci w wirtualnym świecie. Dowiadujemy się, że rząd powołał specjalny zespół do spraw SAO, który cały czas monitorował graczy, ale nie mógł w żaden sposób zadziałać (nikt nie chciał spowodować nieudanym włamem śmierci dziesięciu/ośmiu/sześciu tysięcy osób). A przede wszystkim poznajemy Suguhę, która w dalszej części historii odegra znaczącą rolę oraz jej matkę, oficjalną opiekunkę Kazuto – Midori. Ojciec/opiekun jest wciąż jedynie wspominany, w trzecim tomie wygodnie wyjechał do USA.

No dobrze, ale chodzi w tym wpisie o złośliwe uwagi, a ich nie ma dużo. Przede wszystkim pisze o rodzinie po to, aby dać znać, że oto w SAO pojawia się nowa bohaterka.

Uwaga, kazirodztwo na horyzoncie

Suguha ma zespół Florence Nightingale (zespół nierozpoznany jako medyczny, ale często występujący w literaturze pięknej i mniej pięknej) – przez długie godziny siedzenia przy bracie (biologicznie – kuzynie) sprawiły, że się… zakochała. W bracie. To, że całkiem niedawno dowiedziała się, że właściwie rodzeństwem nie są, niczego nie zmienia. Tak więc Kawahara zaserwował swoim czytelnikom i czytelniczkom kolejną niewiastę zauroczoną po uszy Kazuto/Kirito, gdzie żadne rozsądne argumenty (ale on jest moim bratem!) się nie liczą. Gdybyśmy do rąk dostali mangę, a nie novelkę, Suguha miałaby w tle wciąż kwiatki, piórka, czy inne klasyczne, wizualne zabiegi znane z  mang shoujo. Kołacze mi się w głowie jedno, podstawowe pytanie – czemu siostra nie mogła być po prostu siostrą? Zyskalibyśmy fajny comic relief, jakby okładała brata swoim drewnianym mieczem od kendo, gdy ten zrobi jakąś głupotę. Mogłaby go pilnować, wspierać, doradzać! W zamian za to śpi z nim w jednym łóżku i strasznie się nad ranem rumieni, bo jedno łóżko.

tumblr_nov36kUYVl1te2jtso1_500

Suguha jest smutna, bo autor zakochał ją w bracie. Tumblr.

Przede wszystkim, jeśli oni naście lat wychowywali się jak rodzeństwo, to taka nagła zmiana uczuć może tylko i wyłącznie być patologiczna (stąd Nightingale). Ale jeśli mielibyśmy do czynienia z owym niemedycznym zespołem (tzn. nie udowodniono medycznie/psychologicznie, że on istnieje), to prawdopodobnie już na koniec rozdziału wszystko rozeszłoby się po kościach. Kazuto żyje, wraca do sił, nie ma się kim opiekować. Poza tym to brat – w głowie Suguhy podobna informacja jest zakodowana niezwykle głęboko, razem ze społeczno-kulturowym zakazem kazirodztwa. W życiu być może coś podobnego wyglądało by inaczej, ale mamy do czynienia z książką. Dla nastoletnich czytelników.

Śpiąca królewna

To nie będzie dla nikogo pewnie wielkim zaskoczeniem, ale Asuna się nie obudziła po opuszczeniu z SAO. No, ale w końcu Kirito musi mieć kogo ratować przez kolejne dwa/trzy/dziesięć tomów. I tu właśnie pojawia się kolejna zmiana, która sprawia, że robi się strasznie smutno. Dotychczas relatywnie aktywna na polu walki Asuna zostaje wydelegowana do roli Śpiącej Królewny, którą dzielny rycerz musi uratować. W porządku – mogło stać się tak, jak to Kawahara sobie obmyślił – ale równie dobrze, dziewczyna, która przyczyniła się do upadku SAO mogła mieć większą sprawczość nad swoim losem.

tumblr_np7wdqUKTt1s2xk2ao4_r1_500

Asuna w akcji. Stąd.

Okej, ale wybiegam trochę za pierwszy rozdział. Na tym etapie Asuna leży i śpi. Widzimy ją oczami Kazuto/Kirito, odwiedzającego ukochaną w małym, prywatnym, świetnie wyposażonym szpitalu. To, jaka to jest dokładnie placówka medyczna, jest informacją dość istotną dla następnego zapisku na marginesie.

„Złe zło ze złowa” (za: Washuu)

tumblr_nlq9eaAE2q1u3grhwo1_1280

To wprawdzie nie Ten Zły, ale mina mówi sama za siebie. Tumblr.

Przeciwnik dla dzielnego, prawego bohatera musi być, to jest dość oczywiste. Na kogo padło tym razem? Na asystenta tatusia Asuny, który chce ożenić się z córką szefa i przejąć cały biznes. Podobno jest o co walczyć, chociaż metodę wybrał sobie ów amant niezwykle ciekawą. Tym jednak, co spowodowało natłok moich bazgrołów jest jego przedstawienie. Ot, wysoki, chudy, mało wyróżniający się, miły człowiek. Z oczkami malutkimi jak szpareczki. Większości czytelników mang przy takim opisie od razu zapali się ostrzegawcza lampka. Kazuto doszedł do wniosku, że to na pewno świadczy o dobroci i przyjazności owego człeka. Mhm. Jasne. Dwie strony później na szczęście owe złudzenia zostały rozwiane, a rywal do ręki Asuny okazał się „złym złem ze złowa”, naprawdę trudno inaczej go określić, właściwie panu brakowało tylko czarnego tła, dramatycznej muzyki i jakichś piorunów.

Ten cudowny Kirito

tumblr_npcakxz5ic1s8gfjqo1_400

Znalezione tu.

Czyli absolutnie nic się nie zmieniło. Co z tego, że Kazuto dwa lata leżał plackiem i walczył tylko w swojej własnej głowie z innymi szermierzami? No oczywiście, że nic. Bo kiedy staje do pojedynku z siostrą, trenującą kendo od kiedy miała osiem lat – prawie spuszcza jej łomot. Właściwie nie wychodzi mu tylko dlatego, że jest troszeczkę wciąż słaby i nie ma wspomagania Technikami Miecza. Ale jakby miał więcej siły i wciąż wspierał go system – to ho ho, na pewno Suguha by przegrała. Ponieważ brak jakiegokolwiek treningu szermierczego i dwa lata spędzone w grze ze wspomaganiem ciosów, o których celności decydują nie umiejętności gracza tylko parametry, na pewno są lepsze niż treningi w rzeczywistym życiu.

Kawahara bardzo, ale to bardzo chciał nam przypomnieć, że Kazuto/Kirito jest po prostu i-de-al-ny! Doskonały, cudowny, wszystko pokona i tak dalej. Czytam mangi, one szybko uczą, że czasem trzeba zawiesić czepialstwo w przedpokoju i po prostu dobrze się bawić. Ale nawet w komiksach bohaterowie czasem dostają po… łapkach. Kirito nie dostaje. W pierwszym tomie przegrał raz i, przypomnijmy, tylko dlatego, że jego przeciwnik oszukiwał. Jak ten bohater ma się zmienić, dorosnąć, zmężnieć, spoważnieć, kiedy cały czas wszystko mu się udaje?

Wracamy do gry

sao3_okladka — kopia (2)

Ilustracja z tylnej okładki polskiego wydania.

Czym się kończy pierwszy rozdział? Tak! Ponownym zalogowaniem się VMMORPG (czy jak tam ten skrót wyglądał). Trauma, nie trauma, nasz dzielny bohater znowu wkracza w wirtualną rzeczywistość, aby uratować swą ukochaną. A co będzie dalej? To nam już powie rozdział 2. Tak więc – do usłyszenia!

Reklamy

4 thoughts on “Uwagi na marginesie: SAO #3 – Rozdział 1. Welcome in the real world

    • Aninreh pisze:

      Moje również, chociaż to się naprawdę doskonale czyta w autobusie czy tramwaju, jak już na nic nie ma człowiek siły. No i czytać będziemy, bo w końcu pierwsza seria light novelek, trzeba czytać :D

      Polubienie

  1. Akedeia pisze:

    Natłok pracy miałam, więc dopiero do życia i blogów wracam :D.
    Ja jestem już po przeczytaniu czwartego tomu, spróbuję go za bardzo nie spojlerować w komentarzu (chociaż z niektórych rzeczy nadal się śmieję pod nosem i później ludzie się dziwnie na mnie gapią), ale nic nie obiecuję xD.
    Ja tam nawet cieszyłam się, że nasza Ameba śpi – jest wyłączona z akcji, bo cokolwiek by nie mówić, to Suguha jest trochę bardziej sensowną bohaterką (nawet jeśli ogólnie nie jest z nią tak dobrze, vide wspomniany wątek kazirodczy). No ale haremik się sam nie uzbiera, siostra obowiązkowo musi w nim się pojawić.
    „Złe zło ze złowa” świetnie tego gościa opisuje, bo jest po prostu tak karykaturalnie złą postacią, że płakać się chce. Serio. W czwartym tomie jest taka scena, która wygląda jak wyjęta z Berserka, tylko oczywiście PG-13 i kończy się dobrze (suprajz!). Ten zły objawia się tam w swojej pełnej karykaturalnej krasie, bo na początku, to jeszcze nie do końca to wszystko widać.
    I tu mały spojler – Kirito w sumie oprócz lekkiego osłabienia to czuł się po dwóch latach w śpiączce całkiem w porządku, ale kiedy Asuna się z niej wybudza, to już musi się na nowo uczyć chodzić i długo dochodzi do siebie – dziękujemy autorze, że jesteś taki konsekwentny w kreowaniu świata przedstawionego.
    „Kawahara bardzo, ale to bardzo chciał nam przypomnieć, że Kazuto/Kirito jest po prostu i-de-al-ny!” – wyjątek z Posłowia z tomu czwartego: „Seria SAO (…) od następnego tomu zacznie podążać w innym niż dotychczas kierunku (…). Osoby, którym przypadł do gustu klimat pierwszych tomów. mogą poczuć się mocno zagubione, ale nie martwcie się – Kirito i jego wyczyny nie zmienią się nigdy, o tym mogę zapewnić (…).” Komentarz chyba nie potrzebny.
    Ale mi w sumie koniec końców też dobrze się czyta SAO. W sumie po trzecim tomie stwierdziłam, że to jednak całkiem fajne czytadło jest, a po czwartym nawet jakaś melancholia za moimi pierwszymi krokami w WoWie złapała. Sam autor czasem całkiem fajne wątki porusza, chociaż nie zawsze do końca świadomie (tak mi się wydaje): zwróć uwagę na wątek tortur (którego tak naprawdę nie ma, ale jednak jest) w czwartym tomie, bo to, czego autor tam nie napisał, wydało mi się o wiele ciekawsze. Czasem też Kirito ma całkiem niezłe przemyślenia, ale koniec końców dramat psychologiczny z tego żaden, zresztą nie taki był w końcu zamysł.
    Czekam na następne zapiski :).

    Polubione przez 1 osoba

    • Aninreh pisze:

      Witaj wśród żywych! Ja wciąż nie ogarniam :)

      Co do Berserka to skojarzenia z tą mangą i tak się wloką za mną od pierwszego tomu przez tego „czarnego szermierza” :/ Niestety, ale Kirito nie dorasta Gastowi do pięt :/

      Asuna zapowiadała się na fajną (choć beznadziejnie zakochaną) postać. Zmieniła się w Amebę, która _nic nie umie_ (ale o tym komentarz do rozdziału 2 :P). Za to Suguha zapowiada się ciekawie i, serio, gdyby sobie darował ten wątek kazirodczy, to byłaby cudowną bohaterką. Ma taki cudowny potencjał :<

      Mi możesz spoilerować, spodziewam się, że mniej więcej wiem, jak akcja się potoczy dalej… Co jest i nie fajne, i fajne – no bo jednak to jest książeczka, która ma być źródłem radości, a nie skłaniać do wielkich przemyśleń ;)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s