Kłopotliwy klient (i lokator)

Po maratonie książek z wróżkami, musiałam odpocząć – tak brzmi oficjalny powód spędzenia całego dnia nad książką Molly Harper – The Care and Feeding of Stray Vampires. Nieoficjalny jest prostszy, chciałam (o, naiwności!) przeczytać tylko kilka stron, żeby się zorientować, o co chodzi w tej książce. To był jednocześnie beznadziejny i doskonały pomysł.

Molly Harper jest autorką, którą dostałam do poczytania na poprawę humoru – Driving Mr. Dead zdziałało pożądane cuda. Chociaż to w zasadzie jest tom 1.5 w serii Half-Moon Hollow, kazano mi się tym nie przejmować, więc się nie przejęłam. Tom sam w sobie doskonale można przeczytać bez znajomości reszty, ale po przeczytaniu go owych pozostałych tomów będzie się szukać. Albo przynajmniej – warto się nimi zainteresować. Po niezwykle długim samooszukiwaniu w końcu wzięłam się w garść i kupiłam pierwszy tom serii. Drugi zresztą już też.

care and feeding

Half-Moon Hallow jest niewielką mieściną w Kentucky, zwykłym miasteczkiem na południu Stanów Zjednoczonych, na tle reszty nie wyróżnia go nawet niewielka społeczność wampirów, która je zamieszkuje. W tych powieściach wampiry, żeby wykorzystać określenie z Sookie Stackhouse, wyszły z trumien. Acz okoliczności tego zdarzenia były… wyjątkowe i bardzo amerykańskie. Główna bohaterka The Care and Feeding of Stray Vampires, Iris, wychowuje nastoletnią siostrę Gladiolę (Gigi) i jest jedyną dzienną konsjerże dla miejscowej populacji nocnych istot. Kupuje sztuczną krew, zdobywa obrazy, lalki, opiekuje się kotami kapryśnych kochanek, organizuje śluby i wszelkiego rodzaju inne okolicznościowe imprezy. Interes w końcu zaczął kwitnąć, gdy spotyka Cletusa „Cala” Calixa. A dokładniej – potyka się o niego, leżącego w kałuży krwi w kuchni swojego domu. Dzięki groźbom, szantażowi oraz doskonałym umiejętnościom negocjacyjnym obu stron – Cal trafia do piwnicy Iris jako tymczasowy, ukrywający się lokator. Dość szybko wychodzi na jaw, jakim jest trudnym w obsłudze wampirzym egzemplarzem.

https://www.flickr.com/photos/andrewfhart/

Na rządzącego się w domu wampira jest tylko jeden sposób – ochrzanić. Źródło.

Zacznijmy od tego, że The Care… jest po pierwsze komedią, po drugie romansem, po trzecie urban fantasy. W książce znajduje się zatem ogromna ilość humoru, włączając naśmiewanie się z Południa i jego obyczajów, acz nie tak jak w bliźniaczej serii Nice Girls tej samej autorki. Znajdziemy jednak różnego rodzaju angedotki dotyczące wiecznie obawiającej się satropanieństwa córki mammy, która swe zwampirzone dziecko będzie próbowała wciąż dokarmiać. W ogóle jedną z mocnych stron prozy Molly Harper jest właśnie jej południowość, stereotypowa, przerysowana, i, co zabrzmi dziwnie, swojska – ponieważ takie właśnie Południe znamy z popkultury! Głównym jednak źródłem sytuacji komicznych w The Care… są interakcje Iris i Cala (wybuchowe i głośne) oraz, przede wszystkim, Gigi. Nie można bowiem nie docenić siły upartej, inteligentnej oraz przebiegłej nastolatki, nawet, jeśli teoretycznie jest jedynie postacią drugoplanową. Teoretycznie, gdyż w zasadzie niezwykle trudno tej uroczej uczennicy ostatniej klasy liceum nie zauważyć. Zwłaszcza, że dokładnie wie, kiedy powinna się pojawić.

1

Relacja pomiędzy Iris i Calem, dwójką początkowo bardzo nieprzepadających za sobą osób skazanych na swoje towarzystwo, po prostu mnie ujęła. Uwielbiam, gdy bohaterowie się kłócą, nie cierpię, gdy są mili, spolegliwi i potulni. Mają mieć charakter, a jeśli przy tym będą się zderzać łbami – tym ciekawiej. Chociaż Iris nosi imię całkiem potulnego kwiatuszka, nie ugina się łatwo pod żądaniami swojego klienta. Na dodatek większość jej pomysłów i sugestii, które wyprowadzają Cala z równowagi, jest sensowna. Tak, bohaterka The Care… jest osobą inteligentną, wykształconą oraz trzeźwo myślącą. Jakimś cudem w końcu była w stanie zająć się siostrą, otworzyć biznes i jakoś go rozkręcić. Fakt, musiała wiele poświęcić, ale to akurat na dobre wyszło Calowi (mało koleżanek – mało osób kręcących się po domu). Nowy lokator, chociaż nieziemsko stary (i przystojny), nie przywykł do tego, aby jakiś marny człowieczek nie dość, że mówi z sensem, to jeszcze śmie się mu sprzeciwiać. Prawie na każdym kroku.

Romansowo The Care… jest dość standardowo zbudowanym romansem, jeśli chodzi o wykorzystanie motywów czy schematów. Zresztą, w tego typu powieściach powtarzalność jest nawet do pewnego stopnia pożądana – trochę jak z Nową Przygodą w kinie. Owszem, czytelniczki i czytelnicy romansów mają odczuwać pewne konkretne emocje, ale tym, co sprawia, że będą czytać dalej, będzie wiedza, że w zasadzie przecież książka skończy się dobrze. Para się zejdzie i będzie szczęśliwość i szczeniaczki (i w tym miejscu będziemy udawać, że w sceny erotyczne są tym punktem, do którego trzeba doczytać). Harper przeprowadza nas jednak przez pewnego rodzaju pole minowe – niby wszystko jest wiadome, a jednak większość scen, chociaż utrzymanych w lekkim tonie, może wywołać tę charakterystyczną dość myśl „A może…?”. Mam koleżankę, która swego czasu oglądała dość obsesyjnie jeden odcinek serialu, mając nadzieję, że może tym razem bohaterowi uda się wygrać zakład. Wiedziała, że to przecież niemożliwe, ale nadzieję miała. Na tej samej zasadzie możemy złapać się również na myśli, że być może tym razem, w tej książce, wcale nie będzie szczęśliwości i szczeniaczków. Ewentualnie pojawi się tylko jeden z tych elementów. Autorki miewają różne pomysły, czasami nie zawsze jesteśmy na nie gotowi, a czasami mamy ochotę pójść i im, no cóż, przyłożyć (przypadek tak zwanych „kwestionowalnych decyzji”).

https://www.flickr.com/photos/jacob-davies/

Tak spędziłam dzień. Gotowanie plus czytanie jest czymś, co jeszcze muszę opanować. Źródło.

Nie przepadam za książkami o wampirach – nadal mam wrażenie, że większość autorek nie poradziła sobie z dość podstawowym problemem, jakim jest kwestia śmiertelności i nieśmiertelności jednej ze stron. Niby w bardzo dużej części powieści bohaterki (rzadziej bohaterowie) zostają przemienieni, ale podobny zabieg otwiera kolejne problemy – a co dalej? Skąd wziąć krew? Jak zmieni się ich życie? Co z rodziną? I problemem długiego, długiego życia? Cal jest postacią, do której mam jeden, podstawowy zarzut – jeśli ma lat tyle, ile ma – jakim cudem pozostał przy zdrowych zmysłach? Trudno mi sobie wyobrazić, co może czuć osoba, która przeżyje kilka set lat, jak zmieni się jej psychika, postrzeganie, co stanie się z emocjami. Czy pojawi się rozhamowanie, hedonizm czy znieczulica? Cal nie ma problemów z nowoczesnością, chociaż jego lata liczą się w tysiącach, bez większego problemu dopasował się do współczesności, opanował cyberprzestrzeń oraz machinacje na rynkach finansowych. A przy tym nie zapomniał, jak się walczy.

Przy Harper o wiele łatwiej przychodzi mi nieanalizowanie zanadto tego, co się stało z psychiką wampirów, głównie dzięki temu, że wciągają mnie wydarzenia oraz właśnie humor. Trudno rysować profil psychologiczny przeciętnego wampira, gdy właśnie czyta się o tym, jak Iris i Gigi, nie zważając na dość trudne okoliczności, w których się znalazły, wdają się w kłótnie na temat łamania ustalonych zasad, a także tego, jak bardzo jest to niedopuszczalne i one się jeszcze policzą. Nie o to w tych książkach chodzi, oczywiście, aby snuć rozważania na temat zmiany osobowości osoby, która stała się wampirem. Jednak jeśli mamy do czynienia z tekstem, który miejscami jest nudny, trudno nie zająć się czymś innym, czekając na coś ciekawszego (od razu odpowiem, że odłożenie książki czasem nie wchodzi w grę w przypadku patologicznie ciekawskich czytaczy). Ja osobiście przy Harper najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie się nudzić. Za dużo się dzieje.

The Care and Feeding of Stray Vampires przeczytałam w jeden dzień. To nie jest długa książka – ledwie 356 stron standardowego paperbacka, nie należy to więc do wielkich wyczynów. Nierozsądnych, na pewno, zwłaszcza, jeśli popatrzę na listę rzeczy, które czekają na napisanie. Ale cóż, czasami książka się przyklei do ręki i nie da rady inaczej.

A teraz – poczto, pospiesz się!

Advertisements

5 thoughts on “Kłopotliwy klient (i lokator)

  1. Miranda pisze:

    Dawno, dawno temu słuchałam wygrzebanego gdzieś audiobooka „The Art of Seducing a Naked Werewolf” (nie mogłam się powstrzymać, przy takim tytule!). Nie pamiętam wiele, ale pamiętam, że bardzo dobrze się przy nim bawiłam. Dzięki za przypomnienie o tej Autorce, mam nastrój właśnie na coś śmieszno-romansowego :D

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s