Sopot opanowany przez kolorowy tłum, czyli Baltikon AD 2015

Znowu fantastycznie, znowu w Sopocie i znowu na sporym niedospaniu i niedoczasie – to chyba dobrze podsumuje ostatnie trzy dni. Zeszłoroczną wizytę na tym największym konwencie północnym pamiętam jak przez mgłę, ale wciąż jestem z siebie niezwykle dumna, iż nie zawinęłam się gdzieś w kłębek i nie przespałam całej imprezy (w tym prowadzonych przez siebie paneli). Tym razem było trochę lepiej – brak poprzedzającej fanowską imprezę konferencji zdecydowanie pomógł. Ale, żeby zachowana została równowaga w naturze, tym razem są dwa (a w sumie trzy) galopujące deadline’y. Zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest kwintesencja życia doktorantki. Wracając jednak na bardziej przyjemną, szaloną i kolorową ziemię – zapraszam na wycieczkę wiedźmowym śladem po Baltikonie. Zastrzegam, że tak jak poprzednio, nie ponoszę odpowiedzialności za ewentualne literówki, będąc w pokonwentowym stanie zombie.

Obraz1

Po prawdzie, zawiało mnie na konwent troszkę służbowo – koło naukowe, do którego mam przyjemność należeć, współtworzyło tegoroczny blok naukowy. Tym samym równoważąc różnorodnością dominującą obecność kultury azjatyckiej, która z kolei pojawiła się tak licznie na Baltikonie dzięki studenckiemu kołu naukowemu Waku Waku. Najwięcej czasu spędziłam zatem kręcąc się w okolicach trzech sal: Naukowej, Kulturalnej oraz Dalekowschodniej, które w przyjemny sposób znajdowały się w bliskiej odległości i lekko na uboczu. A to, z kolei, sprawiło, że dość sporadycznie zajrzałam do innych zakamarków Baltikonu – w tym roku było ich naprawdę dużo.

Baltikon 1

Wykład w sali Naukowej o Prokopiuku i ezoteryce

Jedną z ważniejszych zmian, jakie przeszedł sopocki konwent było miejsce odbywania się – gmach SWPS z dużym trudem pomieścił te 1200 uczestników, a tych ponad 2000, którzy przybyli tym razem – raczej nie miałby szans. Wybór organizatorów padł na pierwsze liceum ogólnokształcące mieszczące się zaledwie jeden przystanek kolejki miejskiej dalej. W miarę dużą, przestronną szkołę, którą dało się prostymi zabiegami zaadaptować na potrzeby konwentowiczów. Sale prelekcyjne rozmieszczono na pierwszym i drugim piętrze, z włączeniem Dalekowschodniej na trzecim. Wystawcy mieli swoje miejsca na półpiętrach oraz na szkolnych korytarzach, co było jednocześnie dobrym i złym pomysłem. Przede wszystkim dlatego, że nie dało się nie minąć chociaż części konwentowych kramów z dobrociami (naprzeciw jednego znalazła się nawet ławka, więc można było sobie klapnąć i pooglądać steampunkowe dobrocie). Ale takie rozmieszczenie miało również swoją cenę – pozostała część korytarzy stała się niezwykle ciasna.

Baltikon 5

Sala Naukowa z drugiej strony. Sala od chemii salą naukową? Jeden z wykładających na Baltikonie profesorów był zachwycony palnikami

Szkolne budynki czasami zmieniają się w istne labirynty, zwłaszcza, gdy obok przebiega mnóstwo kolorowych i ciekawie poprzebieranych osób (rozpraszają!), stąd kudos dla organizatorów za rozwieszanie przy schodach mapek konwentu z czerwonymi kropkami „tu jesteś”. Mam tendencję do gubienia się, biegania w kółko, aby w końcu i tak trafić tam, gdzie miałam, ale za to z przygodami. Tym razem dzięki wskazówkom i dobrym konwentowym duszom, obyło się bez maratonów przez pół szkoły. Wdepnęłam nawet nie przez przypadek na chwilę do sali z planszówkami, rozejrzałam się, ponownie obiecałam sobie, że kiedyś się nauczę i tyle trwało zwiedzanie nowych miejsc konwentowych.

Baltikon 2

W sali Dalekowschodniej wisiał portret Księżyca, ale czarowali tylko prowadzący panele, Usagi nie wpadła z wizytą (za to była Maleficient świetna! Ale zdjęcia nie mam niestety)

W czasie trwania Baltikonu odwiedziłam dwadzieścia różnych prelekcji – na niektórych zostałam do końca, z niektórych wyszłam szybciej. Powody były różne – temat okazał się mylący, albo przekazywane informacje należały do tych, które już znałam. A czasem, jak w przypadku panelu Kotori, musiałam ewakuować się ucieczką albo mało oryginalnie zemdleć (nota bene chwilę po słowach „można zemdleć”). W piątek głównie zwiedzałam teren konwentu i denerwowałam się swoją debiutującą prezentacją kontynuującą temat mang boys’ love. Do naprawdę świetnych spotkań z wiedzą w sobotę należały wszystkie trzy wykłady Marty Tymińskiej – o historii koreańskiej manhwy, o Stevenie Universe jako transgresyjnej animacji (nadal się opieram przed oglądaniem, ale Marta mnie prawie przekonała) i o aseksualności. Jeśli macie okazję pojawić się na Avangardzie albo Polconie – sprawdźcie, gdzie w planie pojawi się Marta! Warto, warto! Alicja Rudnicka zabrała nas na swoim wykładzie w podróż po świecie szamanów, a Michał Wróblewski opowiadał o polskim ezoteryku, Jerzym Prokopiuku, fajnie równoważąc rozmowy o ludzkiej duchowości związanej z nienaukowym (nieracjonalnym?) poznawaniu świata. Wykład Ani Mojsiewicz o post-ludziach w science fiction dostarczył z kolei długiej i ciekawej listy czytelniczej.

Baltikon 4

Prelekcja o Terrym Pratchettcie

Niedziela jako ostatni dzień konwentu należał do spokojniejszych i smutniejszych. Powroty zaczynały się dość szybko, sama dzięki temu minęłam i uściskałam znajomą (w ogóle przegapiałam znajomych nagminnie, za co przepraszam). Odwiedziłam ciekawy panel na temat Terry’ego Pratchetta, prowadzący Kamil Karaś z niezwykłą czułością opowiadał o karierze pisarskiej tego mistrza fantastyki. Zresztą, zgromadzona publiczność rozmawiała o książkach oraz postaciach dokładnie tak, jak opowiada się o najlepszych przyjaciołach. Trudno było chyba nie wyjść z tej sali z uśmiechem na ustach. Następne dwa panele, które odwiedziłam, dotyczyły relacji gier, e-sportów oraz pracy, prowadzili je Katarzyna Florencka i Mateusz Kominiarczuk. Tak więc grzecznie szydełkowałam w czasie ich trwania. Dwie ostatnie prelekcje Baltikonu wspaniale, lekko i z nie opresyjnym humorem podsumowały konwent. Poprowadzone przez Aru i Ravena spotkania z Cute High Earth Defence Club Love oraz Love Live! Festival miałao serduszka, cudowny dystans I wspaniałą atmosferę. Ostatni wykład, który odwiedziłam, był również jednym z ostatnich – z korytarzy zniknęły już stoiska, gżdacze porządkowali sale i tak dalej. Paulina Pohl zabrała nielicznych już konwentowiczów na wycieczkę w niezwykły, fantastyczny świat Wesa Andersona. Ten panel był cudowny – fachowy, dobrze przemyślany i przyprawiony sporą dawką uwielbienia i geekowania.

Baltikon 6

Bill Murray też fantastyczny

Konwenty mają to do siebie, że są przestrzenią szczególną, fanowską, gdzie można spotkać ludzi lubiących podobne do naszych książki, seriale czy filmy. Posłuchać przygotowanych materiałów, spotkać na korytarzach kogoś sławnego lub bardziej znanego, natknąć się zupełnie przypadkowo na dawno niewidzianych ludzi, tych mieszkających całkiem niedaleko i tych mieszkających bardzo daleko. A także – sprawia, że nie można się wyspać nawet, jeśli nie korzysta się z konwentowych sleeping roomów. Chociaż może nie powinnam zbyt mocno narzekać, biorąc pod uwagę to, co usłyszałam od głównych organizatorów.

Baltikon 7

Ładny identyfikator jest ładny

Wspominałam, jak cudowną rzeczą okazały się mapy na ścianach, a teraz chwila dla tych, którzy je rozwieszali – gżdaczy. Zabieganych, kierujących, zaopatrujących sale prelekcyjne i łazienki w papier toaletowy, sprzątających syf, jaki dwa tysiące osób umie za sobą pozostawić. Na początku każdej godziny robili obchód sal, sprawdzali, czy wszystko jest w porządku i na miejscu, jeśli nie – wyruszali na poszukiwania brakujących przedmiotów. Tak, to są zadania gżdaczy, ale ponieważ zazwyczaj są oni dość przypadkową zbieraniną wolontariuszy, nie do końca zgranych, czasem konfliktowych (niewyspanie ma tendencję do zmieniania ludzi w kłębki konfliktów), nie zawsze wychodzi to tak płynnie i prosto. Nie wiem, jak wyglądały relacje od podszewki i jakie pojawiały się frustracje – mogę się domyśleć, że było ich trochę (zawsze są) – ale przynajmniej na zewnątrz nie było ich widać.

Baltikon 8 Zal

Pewnie nie wspomniałam – słuchacze paneli na Baltikonie byli po prostu wspaniali! Nie mówię tylko o „swoich”, a ogólnie – wszystkich. Zdjęcie Zala

To była dobra impreza – lepsza niż w zeszłym roku, bardziej kolorowa i urozmaicona, z gośćmi, wydawcami, cosplayem, blogerami i twórcami gier tak planszówkowych, jak komputerowych. Tematycznie rozległa, można było porozmawiać o literaturze, filmach, serialach, komiksach, mandze, anime, pobawić się w konkursach, zgadywankach, konkursach. Jedyna szkoda w tym, że bilokacja (multilokacja?) pozostaje wciąż poza zasięgiem przeciętnego konwentowicza.

Zgodnie z obietnicą wrzuciłam obie prezentacje ze swoich paneli na Academia.edu, można je zobaczyć tutaj:

plakat

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s