Uwagi na marginesie: SAO #3 – Rozdział 3. Podróż do Drzewa Świata

I tak oto zamykamy trzeci tom Sword Art Online. Taniec wróżek. Nie kończymy jednak przygód we wróżkowym ALfheim Online, je konkluduje dopiero tom 4, który zapewne wszyscy poza mną już dawno przeczytali.

Zanim zacznę sobie jednak radośnie bazgrolić również i po tej części, czeka mnie kilka innych lektur i tekstów do napisania. No i nie zdążyłam rozpocząć czytania przed przyturlaniem się tomu 5…

Zacznę od wyznania, takiego strasznie trudnego – końcówkę tomu przeczytałam za jednym posiedzeniem, aż w tle zaczęły nastrojowo ptaszki śpiewać, a niebo pojaśniało. Nie na darmo zakupiłam swego czasu koszulkę z napisem „Nie mogę spać, bo czytam książki”. A sceny kończące tom zostały napisane sprawnie i z odpowiednim dawkowaniem dynamiki (to, że wiemy właściwie, że naszemu bohaterowie nic się nie stanie, niekoniecznie wszystko psuje).

Ten rozdział jest bardzo opisany. Właściwie cały trzeci tom jest niezwykle kolorowy, co wszystkim pożyczającym w przyszłości książeczkę dostarczy ciekawych wrażeń pod tytułem „Poczytaj z Wiedźmą”.

SAo 3-3

Narracja naddana do moich egzemplarzy SAO. Jak widać – komentarze bywają różne, od serduszek, przez frustrację, aż do drwin. Łups.

Dama w klatce

[…] ale tutaj Asuna miała na sobie tylko białą sukienkę – ozdobioną na piersi czerwoną jak krew kokardą – tak cienką, że czuła się w niej prawie naga (s. 113).

Nasza główna Julia – ustaliliśmy, że SAO to haremówka, prawda? – siedzi w niewielkiej klatce, gdyż Zuy ze Zuowa ja tam zamknął. Żeby przestała mu się opierać. Jako administrator systemu mógł zrobić wszystko, na przykład kazać programistom wstawić tam Asunie mały park rozrywki. Zamiast tego ją ubrał. W zwiewną białą sukienkę z czerwoną kokardką.

Białą sukienkę z czerwoną kokardką.

Czy tylko ja mam ochotę postawić tort ze świeczkami i wskazać Asunkę jako prezencik? No przecież ma kokardeczkę! Jest mniej więcej tak samo rozgarnięta jak czekający na rozpakowanie prezent – siedzi w tej klatce od miesięcy i co? Ano nic. Siedzi sobie w klatce i użala nad sobą. Użala nad tym, że zapomina, jak wygląda Kirito (ponad rok się w nim kochała, zapomina). Siedzi i nic nie robi. Pamiętamy w tym momencie oczywiście, że Asuna należała do awangardy w SAO? Zbierała ludzi do podbojania kolejnych labiryntów, w czym zresztą sama aktywnie uczestniczyła? Tak? Najwyraźniej autorowi się gdzieś po drodze zapomniało, ewentualnie przerobienie walecznej wojowniczki na damę w opałach bardziej mu pasowało. Pozwoliło również na dość niesmaczną scenę pełną niechcianego macania oraz niedwuznacznych propozycji – w którym to momencie krzyczałam dość głośno na Asunę, aby się w końcu ogarnęła i dała Zuemu w pysk albo cyfrowe jajca, cokolwiek.

Dopiero właściwie pod sam koniec tomu Kawahara jednak odwraca medal i pokazuje nam, że nie! wcale Asuna nie siedziała jak to potulne cielątko tylko zbierała informacje, jak ma uciec. Musiała podejrzeć, jak Zuy wbija kod na zamku. Zajęło jej to kilka miesięcy. Klatka nie jest duża, a wszystkie potrzebne do tejże czynności rzeczy w niej się znajdują.

Nie mam dalszego komentarza.

Zue Zuo ze Zuowa takie zue

Oberon zaniósł się dziwnym, urywanym chichotem […] (s. 139)

No dobrze, a jakiż to okrutny, przebiegły plan uknuł sobie absztyfikant Asuny? Otóż poprzez nową generację AmuSphere planuje kontrolować mózgi! Zmieniać wspomnienia, uczucia, kierować ludźmi i – niespodzianka! – przejąć władzę nad światem. Czy tylko mi się wydaje, jak bardzo nieoryginalny i kijowy jest to plan? Oczekiwałam czegoś innego, o naiwności.

Żeby jednak móc przeprowadzić ten niecny plan musi znaleźć materiał badawczy. Dlatego w momencie odłączania ludzi od SAO w jakiś magiczny sposób przełączył około 300 osób na serwery ALO, między innymi Asunę. Nikt się nie zorientował. Rząd w świecie tej powieści ma najwidoczniej obowiązkowo dwie lewe ręce, żeby nasz Główny Bohater miał co robić. Ale cóż, taki los w superbohaterskich filmach. Komiksach. Light novelkach.

sao3_okladka

Ksenofobia w ALO

– Nie wtrącaj się, ty plugawy, spriggański śmieciu! Leafo, nie zadaj się więcej z czymś takim! (s. 131).

Chociaż czasami mangowy realizm SAO sprawia, że chichoczę szalenie w poduszkę jak rasowy zły bohater bajek Disneya, znajduję również w powieściach Kawahary takie fragmenty, w których mam ochotę unieść radośnie piąstkę i zakrzyknąć „TAK!”. Jednym z takich momentów była wymiana zdań między Leafą a Sigrudem, którego fragment zacytowałam u góry. Jaka to przepiękna ilustracja pewnych procesów społecznych, jakie możemy zaobserwować właściwie w każdej grupie, nawet takiej, która uformowała się pięć minut temu, a co dopiero w długo już funkcjonującej grze (społeczności). Zwłaszcza w ALO – świecie podzielonym na rywalizujące ze sobą rasy. I taką właśnie wrogą postawę wobec przedstawicieli innych nacji widzimy właśnie tutaj – w postawie Sigruda. Wprawdzie później o tym bohaterze dowiemy się tego i owego, to na tym etapie podobna nienawiść wobec innych powinna przyciągnąć naszą uwagę. Dlaczego? Ano przecież mamy do czynienia tylko z grą, w której po prawdzie jesteśmy w pełni zanurzeni naszymi zmysłami, jednak wciąż jest to jedynie rozgrywka. I wszyscy, niezależnie od avatarów, są ludźmi.

Na dodatek, poza przynależnością do jakiejś rasy wróżek osoby grające nie miały zbytniej możliwości wyboru cech swoich postaci, co tym bardziej zbliża sytuację graczy do rzeczywistości. Ewentualne zmiany wyglądu wymagają pieniędzy – podobnie jak w świecie poza-grą. W tym kontekście zachowania bohaterów wobec przedstawicieli innych ras tym bardziej zapalają czerwoną lampkę w momencie, gdy czytamy podobne słowa. Oto bowiem w świecie powieści (powieściowej gry) pojawiają się jedne z bardziej negatywnych mechanizmów społecznych, jakie istnieją. A Japonia przecież ma problemy z ksenofobią. Nie, żeby Polska nie miała.

Rozgarniętość biedronki

– Hmm. Nie znam się na tym, w poprzedniej grze nie było magii… Chyba będę musiał się jeszcze dużo nauczyć (s. 145).

Zgodnie z dotychczas podanymi nam informacjami przed ALO było tylko SAO. I Leafa nie domyśliła się, że ma do czynienia z osobą, która biegała wcześniej po SAO. Być może pomiędzy pojawiły się jeszcze jakieś znaczące VMMORPG, ale jako czytelnicy tego nie wiemy, dla nas istniały tylko te dwie gry, zakładamy, że dla bohaterów również. I nikt się nie domyślił, że Kirito machał mieczykiem w SAO. Nikt. Pomijając już nawet ten jakże niedrobny fakt Leafa/Suguha (tu już wiemy, że to jedna i ta sama osoba, prawda?) patrząc na Kirito nie raz kojarzy go ze swoim ukochanym braciszkiem. Ona się chyba musi potknąć o wskazówkę.

Elementy quasi-ecchi

Przy każdym ruchu ramienia, uda czy tułowia Suguha widziała w lustrze wyraźny zarys pracujących mięśni, a w dodatku miała wrażenie, że ostatnio urosły jej piersi. Wydawało jej się, że realizm tego ciała wyraźnie odzwierciedla toczą się w jej sercu wewnętrznym walkę. (s. 147)

Czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego autor uznał za stosowne wstawić w tekście o grach elektronicznych fragment dotyczący rosnących piersi siostry/kuzynki głównego bohatera? Poza oczywistą przynętą dla czytających chłopców, oczywiście, ten fragment nie ma najmniejszego sensu. Ilustracje ubranej tylko w bieliznę, przyciskającej ręce do całkiem obfitych piersi również.

Po co? Po co?

SAO 3-3 1

Narracyjny bubel

Czyli moment, w którym zwątpiłam w to, co właściwie przeczytałam wcześniej. Na przykład Kirito opisuje nam przez dwie strony, jak to specjalnie wynajął w karczmie pokój, położył się na łóżku i postanowił się w ten sposób wylogować, ponieważ to jest lepsza metoda niż inna. A poza tym był w nowym miejscu, gdzie nie wszyscy mogą być mu przyjaźni i tak dalej, i tak dalej, a potem… pojawia się ni z tego, ni z owego w głównej sali karczmy, w której wynajął pokój (s. 124). Narracyjny błąd powieściowy. Coś podobnego czasem zdarza się w serializowanych mangach – rozdział zaczyna się w innym miejscu, niż się zakończył – ale to zazwyczaj w momencie przygotowania mangi do wydania zbiorczego zazwyczaj zostaje usunięte. W powieści też powinno – tu już mamy wpadkę po stronie redaktorka zdecydowanie.

Poza tym coś się nie klei we wspominanej przez Asunę rozmowy z Oberonem, którą jako czytelnicy mieliśmy okazję zresztą przeczytać. Tyle, że ona niekoniecznie będzie się zgadzała z ową rekolekcją (s. 142). Tutaj ewentualnie moglibyście się ze mną pokłócić, że chodziło o inną rozmowę, której nie dane nam było przeczytać. Ja uważam, że nie, ale mamy tutaj furtkę do ewentualnych dyskusji.

A poza tym…

W ramach podsumowania trzy ciekawostki:

sao3_okladka — kopia (2)

Ilustracja z tyłu okładki tomu 3.

W trzecim rozdziale Sword Art Online znajdziemy przeurocze nawiązanie do jednej z bardziej spektakularnych scen z Władcy Pierścieni, bez którego by się nie obyło. No, a poza tym nawiązanie do klasyki zawsze przyjemne.

Na 173 stronie znajdziemy cudowną stylizację wypowiedzi jednego z graczy, która sprawiła, że w końcu (w końcu!) w samej książce znajdziemy różnorodność wśród graczy. Japonia ma dużo więcej dialektów niż Polska, właściwie każdy region charakteryzują jakieś formy fleksyjne, zestawy słów właściwych tylko tamtym miejscom i tak dalej, tymczasem aż do tego momentu (i poza nim) wszyscy mówią literackim (zunifikowanym) językiem. Nudnym, nudnym. Ale jest perełka. Malutka i cudowniutka.

Finał powieści – walka Kirito z… no z takim mini-Złym dla tego tomu, najlepszym wojownikiem w ALO. Epicka, naturalnie. Jej wynik właściwie od początku nie jest dla nas już na tym etapie tajemnicą, ale muszę przyznać, że napisany jest dobrze. Przynajmniej ja się bawiłam wybornie, czytając (zapomniałam nawet o malutkim, drobniutkim fakcie, że czas spać, bo trzeba będzie wstawać rano). A przynajmniej bawiłam się aż do po-wielkiej bitwie, gdy do Kirito zaczynają się łasić przywódczynie (śliczne, ponętne) dwóch wróżkowych ras. Harem, harem!

sao3_okladka — kopia

I to na tyle z mojej strony. Wiem, wiem, strasznie długo szło mi spisanie tego wszystkiego, przepraszam, jeśli ktoś z Was czekał na zamknięcie tomu. W te wakacje nie było po prostu wakacji i co chwilę coś się działo. Za czwarty tom się zabiorę, jak skończę z pierwszą Durararą!! i kilkoma innym książkami.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s