Córka dymu i kości – piękna opowieść o aniołach i chimerach

O to, żebym wzięła się w końcu za powieść Laini Taylor Córka dymu i kości moja najlepsza na całym świecie przyjaciółka suszyła mi głowę od bardzo, bardzo dawna. Nie osiągnęła w prawdzie poziomu, na jaki potrafi się wspiąć, gdy chodzi o Rachel Morgan Kim Harrison. Na szczęście w między czasie pojawiły się urodziny, a te z kolei oznaczają książko-prezenty. W tym roku Olga i Grass postanowiły spełnić moje bibliofilne marzenie i upolowały kopię Córki dymu i kości. Wytrzymałam jakieś trzy dni zanim się do niej dobrałam – głównie dlatego, że po drodze była Molly Harper i jej The Care and Feeding of Stray Vampires. Książkę – książką zwalczać. Proza Laini Taylor okazała się niespodzianką. Taką dobrą niespodzianką.

1

Dawno, dawno temu / anioł i diablica / zakochali się w sobie. / Nie skończyło się to dobrze.

Podobne zdania rozpoczynają pierwszą część Córki dymu i kości – zaznaczę od razu, że zaczęłam przygotowywać się na najgorsze. Niby są aniołowie (mam do nich niezwykłą słabość), są star-crossed lovers i na dodatek wszystko wskazywało od początku na to, że w powieści pojawi się złe, niedobre Fatum. Ale to jest książka dla młodzieży, a w takich podobne schematy ostatnio nie są zbyt dobrze realizowane. W serialach zresztą również.

2

Kotek patrzy, jak książkę zbudowano

Zacznijmy od tego, że Córka ma dość specyficzną konstrukcję formalną – nie znajdziemy w niej rozdziałów czy części jako takich, za to fragmenty tekstu zostają rozdzielone podobnymi do pierwszego strofami – zapisanymi kursywą, jakby to miało nam sugerować fragment większego wiersza czy baśni. Za tym ostatnim przemawia właściwie otwierająca linijka – „dawno, dawno temu” jest w końcu zwrotem kojarzonym z baśniami i bajkami. Zapowiada również to, że historia Karou sięga dalekiej przeszłości – pytanie tylko kogo? Następnie zamiast określenia miejsca (za górami, za lasami) od razu przedstawione są nam postaci fantastyczne – anioł oraz diablica. On dobry, ona zła, a do tego wbrew wszystkiemu obdarzyli się nawzajem miłością. Kończąca wstęp fraza, zastępująca bajkową puentę, rozwiewa jednak wszelką nadzieję na happy end dla owych bohaterów. I rzeczywiście, takie wrażenie będzie czytelnikom towarzyszyło właściwie przez całą powieść.

Takich wierszowanych fragmentów w Córce jest jeszcze parę, dzieloną one powieść na części, które później podzielone są ponownie na krótkie, umówmy się, rozdziały – każdy zawierający jakby jego tytuł, ale już nie numer. Czyli na przykład pierwszy taki rozdział to Dziewczyna, która się nie boi, a kolejny to Odsłona pierwsza. I tak dalej – wszystko to ładnie wyróżnione graficznie, włączając w to pojawiającą się odpowiednio często ilustrację karnawałowej maski. W ogóle jeśli chodzi o samo wydanie to trzeba oddać Amber honor, że przygotowało dla potencjalnych czytelniczek perełkę. Ale, zbaczam z tematu.

W dużym skrócie Córka dymu i kości opowiada o życiu oraz przeszłości Kraou – tajemniczej dziewczynie o niebieskich włosach, żyjących jednocześnie w dwóch światach: ludzkim oraz magicznym. Główną bohaterkę wychowały chimery, nie wie ona kim są jej rodzice ani dlaczego wylądowała pod opieką Dealera Marzeń, Brimstone’a. Za dnia uczy się w szkole plastycznej, a po godzinach pracuje dla swojego opiekuna kupując dla niego zęby wszelkich możliwych ssaków, w tym ludzi. Dlaczego? Nie ma pojęcia. W czasie wykonywania jednej z takich misji spotyka Akivę – anioła serafina, który powinien ją zabić. Powinien, ale z jakichś powodów nie jest w stanie. I tak oto rozpoczyna się historia. On również w Córce otrzymuje głos, opowiada o tym, kim są aniołowie-serafini. Odwieczni wrogowie chimer.

1

A ten kotek czyta i się cieszy

Pierwsze, co zwraca uwagę w trakcie czytania to język powieści – stylistyka Taylor jest zresztą często wspominana w większości recenzji i jako taka naprawdę zasługuje na uwagę. Słowa uznania powinny również powędrować do tłumaczki, Julii Wolin, za naprawdę dobrej jakości przekład. Pozwolę sobie zacytować pierwszy akapit, dla przykładu:

Idąc do szkoły po pokrytych śniegiem kocich łbach, Karou nie miała żadnych złych przeczuć. Wydawało się, że to poniedziałek jak każdy inny. Poniedziałkowy do szpiku kości i tak samo styczniowy. Było zimno i ciemno – zimą, w tym martwym czasie, słońce wstawało dopiero po ósmej, ale i tak było cudownie. Padający śnieg i wczesna godzina sprawiały, że Praga wyglądała jak miasto ze snu, albo zdjęcia – ferrotypu – srebrzysta i zamglona.

Córka dymu i kości rozgrywa się, dla odmiany, w Pradze, nie zaś którymś z kolei mieści Stanów Zjednoczonych. Nie jest to jednakże miasto rzeczywiste (czyli takie, do którego moglibyśmy pojechać nawet zaraz na wycieczkę), a magiczne. Nie chodzi o to, że zostało wyczarowane czy jest alternatywną wersją siebie, a raczej o fakt, iż jest ono tłem dla nierzeczywistych czy nierealistycznych wydarzeń. Ponadto główna bohaterka, Karou, prowadza nas tylko po tych „cudownych i magicznych” miejscach Pragi, niedostępnych dla zwykłych ludzi, co za piątym powtórzeniem sprawia, że, niestety, zaczynamy mamrotać pod nosem, iż nie jesteśmy durni i naprawdę zapamiętaliśmy, że te miejsca są „cudowne i magiczne” i „piękne”. Ten ostatni przymiotnik zresztą w Córce odmieniany jest przez wszystkie rodzaje oraz przypadki, do znudzenia. Najbliżsi przyjaciele Karou są piękni, ona jest piękna, Akiva jest piękny i tak dalej, i tak dalej. To, niestety, pociągnęło za sobą w pewnym momencie niezwykle oklepane zależności. To, co w powieści oceniane jest jako „piękne”, jest tym samym dobre, a to, co „brzydkie” – jest złe. Takie uproszczenie świata powieściowego jest może i zrozumiałe z punktu widzenia gatunku, do którego należy, ale niekoniecznie musi się podobać. Z drugiej jednak strony warto zwrócić uwagę na to, że Taylor stara się w pewnym momencie odwrócić to wartościowanie nie tak, aby zmienić piękne na złe, a brzydkie na dobre, ale opisując dobre jako piękne, a złe jako brzydkie. Niekoniecznie ten zabieg jej jednak wychodzi.

3

Kotek polujący na książkowe buble został przy Córce schwytany, podjęto również próbę opanowania jego zapędów

Jest kilka rzeczy, które sprawiły, że Córka ukradła moje serce pomimo irytujących cudowności i piękności, czy narracji skaczącej w obrębie jednego akapitu z postać na postać bez wyróżnienia (czyli czegoś, czego nie cierpię, ale umiem przeżyć). Jedną z nich jest kreacja głównej bohaterki – Karou należy do tych heroin, które są odpowiednio nastoletnie, a co za tym idzie popełniają durne błędy, plotą co im ślina na język przyniesie oraz pakują się w nie lada kłopoty. Na dodatek nie jest to heroina, która bez najmniejszego problemu wychodzi z każdych tarapatów. Jest zaradna, ale bez przesady. Dokładnie wie, kiedy przeciwnik jest dla niej zbyt silny, kiedy trzeba uciekać, a kiedy walczyć o życie najzacieklej jak tylko można. No i Karou ma wspaniałą, wygadaną, cyniczną i przebojową przyjaciółkę, która zasługuje na własną powieść, a przynajmniej więcej stron.

Ponadto Taylor stworzyła na potrzeby swojej powieści naprawdę ciekawy świat pełen aniołów i demonów (serafinów i chimer), który z judeochrześcijańską tradycją ma wspólne może ze dwa aspekty: jedni mają skrzydła, a drudzy elementy zwierzęce w wyglądzie. Zostały one jednak osadzone we własnym kontekście, własnym świecie fantastycznym, wpisane w zupełnie inny folklor. Występujące na kartach Córki istoty są barwne, kolorowe, niesamowite i naprawdę magiczne. Jedną z ich zalet jest również to, że nie należą do żadnych wyeksplorowanych już w fantastyce stworzeń jak wilkołaki czy wampiry (nie, żebym miała coś przeciw łakom). Jednocześnie w pewien sposób pozostają ludzkie – chociaż fizycznie różnią się od nas (mają skrzydła, rogi, kły, zwierzęce łby etc), to zachowują się wciąż w sposób nam dobrze znany. Chimery i aniołów łączy kolonialna historia, która wpływa wyraźnie na wydarzenia w książce, a także – ciekawie przypomina historię amerykańskich kolonizatorów i ludności autochtonicznej. Ale o tym kiedy indziej.

Laini Taylor stworzyła naprawdę piękną historię, w której rzeczywistość staje się magiczna, Praga zmienia się w miasto wyobrażone, miasto należące do zupełnie innego świata niż nasz. Pojawiają się w niej aniołowie i chimery, małe zaklęcia spełniające życzenia są na takim samym porządku dziennym jak jeżdżące po ulicach samochody, wystarczy je tylko zobaczyć. Jeśli komuś nie przeszkadza nadobecność osób oraz rzeczy pięknych – zdecydowanie polecam. Właśnie przez to, jak powieść została napisana, jak wykreowani zostali bohaterowie, jak są barwni. Córka jest jedną z ciekawszych pozycji w kierowanych do nastoletnich czytelniczek oraz czytelników paranormal romance.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s