Witajcie w piekle (Ameryce), czyli narzekamy na tom 1 Green Blood

Są takie mangi, o których trudno powiedzieć coś konkretnego tuż po tym, jak się je odłoży – Green Blood Masasumiego Kakizakiego do takich też należy. Powodów może kilka, od tych bardziej dla historii chwalebnych, do tych mniej. A jak wygląda to w przypadku tego konkretnego tytułu? Zobaczmy.

1

Green Blood jest jednym z nowych tytułów w stajni JPF-u kierowanym do osób złaknionych bardziej dojrzałych i poważnych japońskich komiksów. Zastrzeżenie, że nie powinny jej czytać osoby poniżej 16 roku życia jest zasadne. Tytuł ten z powodzeniem możemy postawić choćby koło Berserka Kentarō Miury czy wcześniej wydanej przez JPF pracy Kakizakiego – Hideout. Green Blood serializowany był z przebojami (przestojami) w magazynie Weekly Young Magazine od 2011 do 2013 roku, zamykając się w pięciu tomach.

2

Witajcie na dzikim Manhattanie, w najgorszych slumsach świata [wszystkie kadry pochodzą z pierwszego rozdziału Green Blood]

Dwaj bracia – Luke i Brad Burns mieszkają w najpodlejszym zakątku Manhattanu, w Five Points. Jest druga połowa XIX wieku – w Stanach Zjednoczonych rozpoczyna się dynamiczna industrializacja, a co za tym idzie do kraju zjeżdżają imigranci w poszukiwaniu pracy oraz lepszego życia. Nie czeka jednak na nich raj, a piekło białego niewolnictwa oraz miasto rządzone przez gangi. Luke, młodszy z rodzeństwa, dzień w dzień ciężko pracuje w porcie, aby zarobić na utrzymanie siebie i brata. Starszy wydaje się być nic niewartym leniem, który robi wszystko, byle tylko nie szukać pracy. Rzeczywistość jest jednak inna – Brad po nocach wykonuję pracę, której prostoduszny, dobry i naiwny Luke raczej by nie zrozumiał. Na zlecenie jednego z gangów, niegdysiejszych władców Five Points – Grave Diggers – zabija tych, którzy stoją gangowi na drodze. Jest Grimm Reaperem – śmiercią.

5

Zwróćcie uwagę na szczegóły, ciebie i dominującą czerń

Tym, co przykuwa uwagę w Green Bloodzie od razu to kreska – Kakizaki rysuje po prostu przepięknie. Kadry są pełne dokładnie wyrysowanych detali, można nawet policzyć sęki na deskach ścian budynków. Należący do gangów nie są pięknymi młodzieńcami, ich fizys został dopasowany wręcz idealnie do tego, jaką rolę mają pełnić w Five Points. Ci, którzy zarabiają na nieszczęściu innych przywodzą na myśl szczury. A parającego się zabójstwami na zlecenie Brada charakteryzują ostre kąty oraz masywna budowa (jest niewzruszony w swoim dążeniu do celu), jak i liczne, pokrywające ciało blizny. Wyjątek stanowią – nie bez większego zaskoczenia – projekty postaci kobiet, niezależnie od zawodu, są śliczne. Ponadto w Green Bloodzie dominuje czerń oraz szarości ze spektrum zbliżającego się ku czerni, a nie bieli, co potęguje jedynie nastrój przygnębienia oraz rozpaczy.

3

Brad jest jak wielki kawał niewzruszonej skały – stąd pewnie te ostre kąty i zwalistość postaci

Problem z mangą Kakizakiego pojawi się w momencie, gdy przyjrzymy się samej fabule. Z pozoru mamy bowiem do czynienia z historią prawie westernową – wkraczamy w krainę bezprawia, gdzie porządek stanowią silniejsi. Gdzie imigranci nie tyle, co żyją, a raczej egzystują z dnia na dzień, bez większej nadziei, że jeszcze coś ich spotka w życiu. Są strzelaniny, dramatyczne zwroty akcji, tajemnice (co popchnęło Brada do takiego, a nie innego zawodu). Green Blood zachowuje odpowiednie napięcie, aby utrzymać przy sobie czytelnika. Więc gdzie leży problem? W tym, że jeśli widziało się Bez przebaczenia (1992, reż. Clint Eastwood) oraz Gangi Nowego Jorku (2002, reż. Martin Scorsese) manga Kakizakiego niczego nowego nam nie zaoferuje. Wręcz przeciwnie – możemy odnieść dziwne i niepokojące wrażenie, że te sceny już gdzieś widzieliśmy, może bohaterowie mieli inne twarze, ale to już gdzieś było. Ta wtórność historii jest tym, co najbardziej rozczarowuje w Green Bloodzie właśnie. Być może jest to przypadłość tylko pierwszego tomu, a być może nie, czas pokaże.

4

Dla odmiany Luke jest drobny, a przy jego rysunku pojawiło się więcej jasnych akcentów

Green Blood to manga naprawdę ładna, ale niestety jej fabuła jak na razie jest ściągnięta z amerykańskich filmów. W latach 70. fabuły mangowe z chęcią osadzano poza granicami Japonii, używając obcych miejsc jako wolnych od nacechowania japońskością przestrzeni do opowiadania moralnie trudnych opowieści. Chociaż Kakizaki również na miejsce akcji wybrał kraj inny niż własny – niestety czyni to na serio, a to już mu wychodzi różnie. Czy warto sięgnąć po Green Blood? Sami zdecydujcie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s