Przereklamowana idealność miasta, czyli co piszczy w No.6 #1

Nawet za bardzo nie marudzę, ale po pracy nad tekstem naukowym ta notka jest lekko… naukowiejsza.

Utopijne, święte miasto No.6 nie ma problemów. Ludzie żyją długo, rzadko chorują dzięki wysoce rozwiniętej medycynie i technologii, przestępczość w zasadzie nie istnieje. Genialne dzieci są odsiewane od reszty i umieszcza w specjalnych, dopasowanych do ich możliwości programach edukacyjnych. A ich rodziny zostają objęte specjalną opieką państwową. Wszystko zostaje zaplanowane dla dobra miasta. Shion wie coś o tym, od kiedy w wieku dwóch lat został zrekrutowany do elitarnej grupy przyszłych zarządców No.6 właśnie tak wyglądało jego życie. A przynajmniej wyglądało do czasu.

No 6 okładka

Do grona mang z wydawnictwa StudiaJG w tym roku dołączyło No.6 – adaptacja light novel Atsuko Asano narysowana przez Hinoki Kino (Sengaku, circle Re:sKEY). Asano na swoim koncie ma kilkanaście innych powieści, w 1997 roku za powieść Battery otrzymała nagrodę Noma (1997, literatura dziecięca/młodzieżowa), oraz Shogakukan Children’s Publication Culture Award (2005). Komiksowa wersja powieści drukowana była w czasopiśmie Aria domu wydawniczego Kodansha pomiędzy październikiem 2003 a czerwcem 2011 roku, zamknęła się na dziewięciu tomach. Sama historia doczekała się również jedenastoodcinkowej serii anime, wyprodukowanej przez studio BONES (RahXephon, Noragami). Co takiego znalazło się w historii tytułowego miasta, że zdecydowano się zaadaptować powieść i na komiks, i na animację? Nie, żeby inne, znane nawet w Polsce tytuły, nie doczekały się podobnych – Slayers (komedia fantasy), Record of Lodoss War (epic fantasy), Durarara!! (postmodernistyczne urban fantasy), Spice and Wolf (fantasy), żeby wymienić tylko kilka. A co ma do zaoferowania historia zdecydowanie w swoim charakterze dystopiczna?

A

Fragmenty pierwszej strony z japońskiego wydania magazynowego. W Polsce nie dostaliśmy tych stron w kolorze.

Zacznijmy od początku – No.6 zaczyna się, gdy Shion ma 12 lat, właśnie zaakceptowano jego kandydaturę do elitarnego programu naukowego. Wszyscy mu zazdroszczą, chociaż sam chłopak nie jest do końca przekonany, czy jest czego. Pomimo codziennego składania przysięgi na wierność miastu, Shion nie bardzo lubi swoje miejsce zamieszkania, a przynajmniej takie wrażenie można odnieść. Shion dusi się w opiekuńczych objęciach miasta. Gdy w wieczór swoich urodzin rozpętuje się burza, nie może się wręcz powstrzymać przed otwarciem okien i radosnemu krzykowi celebrującemu naturę – jedyny element chaosu wciąż nie poddany kontroli.

To był również dzień, który życie Shiona wywrócił do góry nogami. W tę noc bowiem chłopak poznał Szczura (jap. Nezumi), chłopca, który uciekł z Zakładu Karnego. Chłopca, któremu wbrew wszelkim zasadom postępowania w No.6 Shion udzielił schronienia. Co, naturalnie, władze wykryły. Główny bohater został wydalony z programów naukowych i wyrzucony z dzielnicy dla elit. Cztery lata później, gdy pracuje w służbie porządkowej miasta, natyka się na coś niesamowitego, niemożliwego do wydarzenia się w mieście. W wyniku czego Shion będzie zmuszony uciekać poza mury, w nieznane, za swojego przewodnika mając jedynie Szczura oraz towarzyszące mu wszędzie myszy.

Wszystkie elementy do stworzenia dobrej historii opartej o tajemnicę i akcję – mamy wprowadzone całkiem zgrabnie już w pierwszym tomie: co takiego dzieje się w mieście, kim jest Szczur, czemu interesuje się Shionem i dlaczego nienawidzi samego miasta. Te pytania mają utrzymać nas, czytelników, przy historii – wychodzi im to też całkiem nieźle. Nabudowując niewiadome wokół trzech głównych bohaterów (pozwolę sobie wliczyć w to grono również miasto), twórczynie No.6 zastawiają całkiem skuteczne na tym etapie sidła dla co bardziej ciekawskich czytelników. Rzeczywiście – chcemy wiedzieć, co będzie dalej, o co właściwie chodzi i jaki cel ma No.6 oraz jego służby (swoją drogą przedstawione dość stereotypowo w garniturach, z obowiązkowo złowieszczo odbijającymi światło okularami).

Ale to są tylko bohaterowie, którzy mogą, ale nie muszą, pociągnąć za sobą całej fabuły. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z dystopią science fiction. Tak, light novels nie należą do zbyt skomplikowanych czy ambitnych historii – są czymś w rodzaju zachodnich książek Young Adults, opartych na fabularnych schematach z kilkoma możliwymi do odnalezienia perełkami. Szukanie w nich bardziej skomplikowanych struktur społecznych czy politycznych może mijać się z celem, jednak w przypadku tego konkretnego gatunku jest to właściwie nieuniknione. Podstawą dla dystopii nie są przecież bohaterowie, nie chodzi w nich o same akcje, pościgi czy walkę o życie, a o kontekst, w którym to wszystko ma się wydarzyć. Utopie, antyutopie czy dystopia (jeśli uznamy dwa ostatnie za rozdzielne) są społecznym, politycznym oraz technologicznym komentarzem naszej rzeczywistości – pokazują ludzkie dążenia, marzenia, a wreszcie i zagrożenia, na które możemy, jako ludzie, w końcu natrafić. A zatem to, jak zbudowany jest świat w No.6 powinno nas interesować.

B

Utopijne miasto. Na czerwono dzielnica, w której Shion mieszkał na początku tomu, na zielono – tam go później przeniesiono.

Na tym etapie wiemy niewiele, świat, który pokazują nam autorki mangi jest niewielki – jedno, idealne miasto oraz okalające je slumsy, dosłowny ściek dla utopijnej metropolii. Ludzie żyjący wewnątrz murów są wręcz rozpieszczani przez panujący tam system (pytanie za jaką cenę), a ci na zewnątrz muszą walczyć o swoje życie (ale co zyskują w zamian?). Czy możemy potraktować spotkanie Shiona i Szczura jako spotkanie obydwu światów? Niekoniecznie – dość szybko dowiadujemy się przecież, że ten pierwszy nie przystosował się wcale do wymogów narzucanych przez miasto. Jaką rolę w takim razie przeznaczono Shionowi? Na razie to on wprowadza nas, czytelników, w świat przedstawiony – dzięki jego nieznajomości zamurza, nam również Szczur będzie musiał wiele rzeczy wytłumaczyć, wprowadzić nas w ten brudniejszy (ale czy gorszy?) świat. Na razie wszystko wydaje się spójne, a w miejscach, gdzie widać wyraźne dziury – są zamierzone. To zagadki, które będziemy rozwiązywać później.

Pomimo całkiem poważnego tematu pierwszy tom No.6 nie uniknął jednak pojawienia się mangowej logiki – uproszczonego wnioskowania na temat wydarzeń czy relacji. Oczywiście w tym wypadku moglibyśmy zrzucić to na karb faktu, że mamy do czynienia z adaptacją, a te, jak wiadomo, często muszą dokonywać cięć, żeby zmieścić treść w innym medium opowiadania. Ale to nie oznacza, że nie mamy ochotę uderzyć główką w ścianę, gdy pojawia się taki oto kwiatek:

20151110_132203

Ciąg logiczny: rana postrzałowa, VC (violence chip) i stalowe oczy, wniosek – on na pewno zniszczy mój świat. To te oczy, mówię Wam.

W kwestii samej warstwy graficznej No.6 nie powala – jest ładne, ale fajerwerków nie ma. W zasadzie kreska jest tym, co na początku bardzo odrzuciło mnie od czytania, aż w końcu do dania szansy mandze przekonała mnie koleżanka. To, co najbardziej mnie chyba razi to wyraźnie dziecinne rysy bohaterów. Tak, wiem, oni mają tylko szesnaście lat (a przynajmniej Shion ma tyle) i jego pucułowatość świetnie oddaje jego lekko ciapowaty charakter, ale można by się już na tym etapie pokusić o ich wydoroślanie. Dwunastoletni i szesnastoletni Shion różni się w zasadzie tylko wzrostem, większe zmiany zdecydowanie zaszły u Szczura. Ale, oczywiście, on mieszkał w zamurzu, więcej go spotkało, musiał się zahartować. Ponadto tła w pierwszym tomie są dość ubogie – Kino preferuje raczej naszkicowanie kontekstu raz, symbolicznie, a później skupia się na bohaterach, pozostawiając naszej wyobraźni dopowiedzenie reszty kontekstu.

New Image

Znajdź różnice (po lewej lat 12, po prawej lat 16). I nie naśmiewamy się z moich wybitnych zdolności obsługi programów graficznych.

Ponadto na końcu pierwszego tomu No.6 znajdziemy długie wyjaśnienie od tłumaczki, dlaczego Nezumi nie jest Nezumim, tylko Szczurem. I jakkolwiek ja osobiście nie mam nic przeciw tłumaczeniom przydomków znaczących (lubię tę translatologiczną teorię radzącą dopasować podobne rzeczy do kultury, kontekstu i języka, w którym ma się ukazać przekład), to nie rozumiem dlaczego Nezumi skończył jako Szczur. Problem mój nie wynika wcale z semantyki – nezumi ma szersze znaczenie niż tylko „mysz” czy „szczur” – a z samej treści mangi. Widzicie, mangowy, starszy Nezumi ma na swoich usługach stadko mysz. Teraz sobie pospekuluję, pamiętajcie, że czytałam na razie tylko tom pierwszy. Ale, jeśli spotkałabym w tej historii bohatera, któremu towarzyszą myszy i nazywanego Mysz, założyłabym, że to właśnie przez te gryzonie tak się nazywa. I być może bawił się z nimi nawet przed rozpoczęciem historii. Czyli nastąpiłoby takie „aha” i przejście do dalszego czytania. Żadnego dysonansu, czy podejrzenia, że coś z myszami może być na rzeczy. Ale, jeśli w historii pojawia się bohater, któremu towarzyszą myszy i nazywany jest Szczur… zaczynam zastanawiać się, co za tym stoi, szukać wskazówek i tak dalej. Pytanie brzmi, czy tak to właśnie miało być. Na pewno znacie takie zabiegi z książek, seriali, filmów czy mang, w których autorzy czy autorki zastawiają na czytelników sidła – podrzucają wskazówki, ale jednocześnie odciągają od nich uwagę. I teraz, jeśli Nezumi ma odciągać naszą uwagę od towarzyszących mu myszy, wówczas nie powinien być Szczurem. Ale pewnie nie ma za tym żadnej większej filozofii (nie spoilerujcie, kochani).

20151110_132143

Łuspis.

Jeśli ktoś spytałby się mnie, czy seria mi się podoba, odpowiedź brzmiałaby „nie wiem”. W teorii posiada większość elementów, które zazwyczaj trzymają mnie przy fabule (ach, te dystopie!), ale chyba właśnie ta zbytnia dziecinność bohaterów sprawia, że się waham. Mam nadzieję, że, ponieważ jest to adaptacja powieści, fabuła nie będzie równie uproszczona czy upupiona. Tak czy inaczej – sprawdzę. Mówią, że to ma elementy shounen-ai, więc muszę doczytać. Na razie są drobne wskazówki, które równie dobrze mogą sią okazać jedynie queer baitingiem.

Reklamy

2 thoughts on “Przereklamowana idealność miasta, czyli co piszczy w No.6 #1

  1. Blair pisze:

    Mnie tę mangę poleciła przyjaciółka, która trochę dłużej się nimi interesuje i muszę powiedzieć, że dla takiego amatora, jak ja, No. 6 jest naprawdę interesujące. Trochę bardziej wciągnęło mnie w ten „mangowy świat” i dlatego też mam do niego ogromną słabość. :) Jestem trochę do tyłu z tomikami (wciąż nie chwyciłam po piąty), ale zamierzam zebrać całą serię. :D

    Na początku kupowałam mangi, żeby poćwiczyć język (czytam po niemiecku), ale po jakimś czasie stwierdziłam, że ich czytanie sprawia mi niemałą przyjemność.

    Polubienie

    • Aninreh pisze:

      Jedną z niezaprzeczalnie fajnych aspektów mang jest to, że każdy może znaleźć z nich coś dla siebie – temat, motyw, gatunek, kreskę, typ bohaterów – bardzo to cenię i zawsze się cieszę, gdy następna osoba daje się przekonać i wciągnąć :) I nie możesz być do tyłu bardziej ode mnie – ja wciąż nie wyszłam poza połowę tomu drugiego ^^”

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s