Uwagi na marginesie: SAO #4 Taniec wróżek. Epicko nudne dłużyzny ze ślimakami

Po zamknięciu czwartego tomu light novel Sword Art Online. Taniec wróżek Rekiego Kawahary wydałam z siebie jeden okrzyk: Co ja właśnie przeczytałam?! I tę jakże głęboką, specjalistyczną i naukową opinię wydałam w oparciu o lekturę poprzednich części (o czym mogliście już czytać). Jak wiecie, czytanie SAO do tej pory okazywało się uroczą rozrywką, przy której z dziwnych rozwiązań fabularnych można się było ponabijać, a i całkiem zgrabne sceny akcji od czasu do czasu się trafiały. W czwartym tomie jednak stało się coś… no coś.

SAO 4 - 2.jpg

Ten tom mnie najzwyczajniej w świecie znudził. Zazwyczaj zabierałam te książki ze sobą do kolejki, autobusu, tramwaju, dla sympatycznego zabijania czasu, ewentualnie nie zaśnięcia w wymienionych pojazdach. Tym razem prawie przegapiłam przystanek w ten mniej fajny sposób – najzwyczajniej w świecie przysnęłam nad drugą częścią Tańca wróżek.

Na horyzoncie spoilery. Dużo spoilerów.

A.jpg

Ale co tu się dzieje?

Nie mam pojęcia, a przecież to powinno być jasne. Kirito/Kazuto w tomie trzecim ruszył na Misję Ratunkową, a przy jego boku Leafa/Suguha, ten pierwszy by ratować Asunę, a ta druga, bo się w nim zakochała od razu (miłość od pierwszego piksela). Wiemy, że wyruszyli w podróż do Drzewa Świata, aby wejść na jego szczyt. Wiemy również, że nasz dzielny, główny bohater rzucił się w tę podróż z zupełnym pomięciem pomocy służb, powołanych do tego, aby radzić sobie z podobnymi sprawami. No ale Kirito wie lepiej i może więcej. Na razie wszystko jest jasne, jeśli nie logiczne nawet. Problem polega się później – Kawahara sam w posłowiu napisał, że jemu ta książka pisała się trochę sama. Z każdą stroną dokładał i dokładał kolejnych cegiełek, kolejne wątki, które czuł, że są niezwykle istotne.

Jak nie trudno się domyślić – w większości nie były. Ta misja ratunkowa zastanawiająco często miewała… nazwijmy to, dygresje. Czwarty tom otwiera rozbudowana scena z tajemniczym potworem z najgłębszych lochów, z którym zaprzyjaźniają się bohaterowie. Wiedzą, że to program, zbiór algorytmów, ale on jest taki prawdziwy. W ogóle mam wrażenie, że cały ten tom miał nas przekonać, że świat wirtualny może być światem prawdziwym dla nas, choć nie rzeczywistym, jeśli tylko otworzymy się na nasze emocje i tak dalej. Pal sześć Asunę, określanie ontologicznego statusu ALO okazało się ważniejsze.

sleepy_kitten-1920x1200

Może mi ktoś wytłumaczyć po co autor wprowadził cały wielki wątek władczyń Sylfów i Caith Sith (tak, wiem, zaczął się w tomie trzecim)? To jest poza wymówką do wpisania elementów moe i powiększenia haremu Kirito, oczywiście. Bo na to sama wpadłam. O wiele bardziej interesują mnie jednak argumenty logiczne. Może nie dostrzegam Wielkiego Sensu, albo co. To możliwe. Tak samo jak to, że go tam nie ma.

To, że Kawahara w końcu jakoś to wszystko podpiął pod główną oś fabularną mu się chwali. Zwłaszcza, że można było o części zapomnieć i nie wyszłoby gorzej, niż w wersji, którą dostaliśmy do rąk. Taka piękna scena w komnacie wejścia do Drzewa Świata, na przykład. Heroiczna, odważna, bezdennie głupia i przydługa (jak większość z nich w tym tomie). Z pomocą Kirito przychodzą nie wiadomo skąd Sylfy i Cait Sith, uzbrojeni po zęby również za pieniądze Kirito. Z oddziałem wielkich smoków. Wpadają w ostatniej chwili, włączając się w walkę (i to było fajne! Smoki fajne! Legendarne, mocne, śliczne! Jeszcze!), a potem… a potem Kirito sam idzie dalej. SAM.

W scenie, która, jak mi się wydawało, powinna była zakończy całość historii Tańca wróżek (nie kończyła, choć pokonanie Oberona by to mogło sugerować) na marginesach wynotowałam, które wątki właśnie powróciły do owej sceny (Kirito the hero is back, Dłużyzny are back etc). Zrobiłam to z nudów. Tak jak wcześniej byłam poirytowana, tak na tym etapie po prostu ziewałam i miałam już dość.

Gdyby marginesy były ciut większe, pewnie zaczęłabym rysować.

SAO 4 - 1.jpg

Ale okładkę to ma tomik ładną. Kotori tak ładnie wydało.

Bohaterki wykastrowane (że tak powiem)

W ogóle nie powinnam zaczynać tego tematu, bo na samą myśl się denerwuję. Po poprzednim tomie naprawdę nie spodziewałam się jakiś wielkich zwrotów charakterologicznych, czy nagle objawionych heroin. No, ale oczekiwałam czegoś w miarę znośnego.

Tymczasem dostałam… rozczulającą się nad sobą Suguhę, która zapomniała gdzieś po drodze, że jest najlepszą wojowniczką Sylfów, jeśli nie całego ALO, chlipającą w poduszkę, bo jej braciszek/kuzyn nie kocha. Na tęczowe jednorożce, jakie to było… żenujące. Nie wiem, o co chodzi. Być może jestem już po prostu za dużą dziewczynką i czytanie o emocjach przepełniających dygoczące serca sprawia, że ziewam. Romansidła, które czytam dla regularnego relaksu, należą do zdecydowanie bardziej erotycznych w porównaniu z tym tomem. Ba! Czytałam young adulty, które były bardziej erotyczne od tych sentymentalnych wynurzeń. Nie kupuję totalnie.

Z Asuną jest nielepiej. Właściwie jedyne jajca w tej części miały owe pojawiające się nie wiadomo skąd władczynie Sylfów i Caith Sith. Ale to zajęło może… trzy strony? Co te dziewczynki zrobiły autorowi, że on ich nawet romansować nie potrafi? To nie jest kwestia kultury, czytałam mangi, w których panny tak samo dobrze kopią dupska jak chłopcy, mają charakter i cel w życiu inny niż bycie czyjąś ukochaną (w tym wypadku Kirito).

Jeśli czytaliście ten tom, to na pewno rzuciła się wam w oczy na końcu dyskusja pomiędzy dwoma dziewojami, która z nich odbije Asunie-księżniczce Kirito. Bo one są takie zakochane.

Ugh. Nie, dziękuję.

SAO 4 - 3.jpg

Leafo, płaczę za twoim utraconym potencjałem.

Zboczone ślimaki atakują

Zacznijmy od początku. Otóż, jak już wiemy na tym etapie Zue Zuo ze Zuowa prowadzi niecne eksperymenty na jakichś trzystu osobach, którym nie pozwolił wylogować się z SAO. Zastanawiało nas – no, przynajmniej mnie zastanawiało – jakim cudem nikt się nie zorientował, że takowe badania są przeprowadzone. Otóż, przeprowadzano je… w wirtualnym laboratorium! A, żeby było łatwiej, odpowiedni naukowcy mają ciała ślimaków, a dokładniej jak to nam Asuna opisuje, Pomrowów wielkich. Wiecie, bo ciało ślimaka tak świetnie nadaje się do manipulowania konsolkami, przyciskami, ekranikami i tak dalej. Dużo rąk. No, jak się okazało – dużo macek, ale ich kontrola była strasznie trudna w opanowaniu. Ręce najwyraźniej okazały się przereklamowane.

Za wszelką cenę próbowała się wyrwać [Asuna – dop. PW], lecz ślimak wyciągnął ku niej następne kończyny. Przesuwały się powoli po nagich ramionach i nogach Asuny, aż w końcu zaczęły się wślizgiwać pod jej białą sukienkę. Owijały się wokół ud, pełzły coraz wyżej i wyżej, na biodra i dalej, na brzuch. Asuna rozluźniła napięte mięśnie i udała, że straciła siły, by stawiać opór. Zachęcony tym potwór zaczął zbliżać jedną z macek do jej ust, a gdy jej dotknął… […]. (s. 74)

Dobrze, w tym miejscu to mi opadły wszystkie cztery łapki, tygrysi ogonek i szczęka. To w tym miejscu pojawiła się reakcja „co ja paczę??”. Druga reakcja była tylko ciut wolniejsza: „O! Ktoś się hentaiców naczytał!”. Chwilę później stwierdziłam, że coś słabe te hentaice, skoro pominięte zostały najbardziej erogenne i najczęściej obmacywane w hentaicach rejony kobiecego ciała.

Ten błąd naprawił król ślimaków, to znaczy Oberon, nasze Zue Zuo ze Zuowa. Co się robi w momencie, gdy do naszej niezdobywalnej twierdzy wdziera się wrzeszczący i pałający chęcią zemsty smarkacz, mający na celu odebranie nam naszej przyszłej seks-zabawki? Oberon wam pokaże, czego nie robić – otóż, nie bawimy się naszą ofiarą. Pozbywamy się jej szybciutko i sprawa załatwiona. Bo jeśli zaczniemy torturować, przeciągać naszą przyjemność z widocznego cierpienia smarkacza, może się okazać, że jakiś zabłąkany program pokrzyżuje nasze plany. Już tłumaczę mniej zawile dla tych, co nie mają ochoty czytać: Kirito dostał się do klatki z Asuną. Wszyscy rzucili się sobie w ramiona (mamy jeszcze Yui na pokładzie) i się cieszą. Celebrują spotkanie, zamiast uciekać jak najszybciej do rzeczywistości. Przychodzi Oberon. Znęca się nad Kirito, kopie go, przygważdża do ziemi mieczem, na jego oczach obmacuje Asunę (hentaice wróciły). A potem się dziwi, że Kirito pomimo ustawień systemu się uwalnia i obraca stół przeciw niemu. Naprawdę, kobietę mu męczą, a on ma na to patrzeć? Pomimo jednak całego upokorzenia swej ukochanej, podobny heroiczny czyn nie byłby możliwy, gdyby nie… tak! Kayaba! Czyli Przebiegły geniusz zła z tomu pierwszego! Który nie żyje, ale nie przeszkadza mu to się jeszcze pojawić na kartach książki! (tu wstawić fanfary < taki przypis pojawił się na marginesie przy tym akapicie, swoją drogą).

I teraz, uwaga, pytanie bardzo, bardzo, bardzo ważne – czy my się naprawdę nie możemy obejść bez scenariusza porwania bez macania bohaterek i próby ich zgwałcenia?

3 kotek

Grrr.

Kawahara nam oczywiście to tłumaczy faktem, że Oberon jest nie tyle Zuym Zuem ze Zuowa, ale jest Szalonym Zuym Zuem ze Zuowa. Fun fact: tak spektakularnie oszalał dopiero w tej scenie. A dotychczasową przebiegłość i inteligencję mu wcięło.

 

Zzzz…

I to tyle. Przepraszam, że tym razem tak mało, ale w zasadzie, pomimo objętości, w tym tomie nie dzieje się absolutnie nic ciekawego. Są w lochu, są w Alne, Leafa odkrywa, że Kirito to Kazuto, drama, Alne, idą do Drzewa, Kirito jest w Drzewie, znajduje Asunę, walczy z Oberonem, Kirito walczy z prawdziwym Oberonem, przyjęcie, podkładka pod kolejne części, kurtyna.

Więc my też kończymy. Chciałam wam jeszcze popisać o filozoficznych wywodach Kirito, ale nie mam do nich cierpliwości. W większości nie są fascynujące, poza tym, że zmieniają naszego dzielnego głównego bohatera w cierpiącego dzielnego bohatera z mroczną duszą. Naprawdę. Mrok taki, że bez zapałki ani rusz.

Pamiętajcie, że czytacie na własną odpowiedzialność. Jeśli się wam spodoba, znajdziecie się w o wiele lepszej sytuacji ode mnie i będę się cieszyć waszą radością.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s