Biały jak lis, wybuchowy jak wulkan, czyli czytamy tom 1 „Białego jak śnieg”

Nikt nie lubi, gdy zajmuje się jego czy jej terytorium. Zwłaszcza, gdy jest się lisim demonem, a zawłaszczenia dokonał jakiś zwykły człowiek. Człowiek! Na dodatek ściął ulubione, wiekowe modrzewy i zrobił z nich płot. Tak! Płot! Xue Qiu, przyszły nieśmiertelny bóg, na pewno nie może podobnej zniewagi puścić płazem. Gorzej, że trzeba się zaczaić, gdyż ten podły człowiek (jakiś uczony Luo Shusheng) ma amulet chroniący go przed wrogo nastawionymi demonami. A zniewaga Xue Qiu zdecydowanie krwi się domaga.

2

Wszystkie kadry pochodzą z pierwszego rozdziału Białego jak śnieg, udostępnionego przez Yumegari jako materiał promocyjny.

Yumegari po raz drugi uraczyło polskich czytelników chińskim komiksem wpadający w szeroką przegródkę boys love, zbliżając się do shounen ai. Biały jak śnieg (Luo Xe Cheng Bai) jest efektem współpracy Zi Tu oraz rysowniczki Zi Gui. Ponieważ mój chiński w zasadzie nie istnieje, muszę posiłkować się danymi zaczerpniętymi z portalu baka updates – według niego dla Zi Tu jest to pierwszy i w zasadzie jedyny komiks, dla którego napisała scenariusz, natomiast Zi Gui w swoim dorobku ma jeszcze kilka innych prac, w tym również typu shoujo jak BL. I jak na razie jest to jedyna manhua obu tych pań, która ukazała się w Polsce. Acz, biorąc pod uwagę ostatnie tendencje do dywersyfikowania źródeł azjatyckiego komiksu, a także coraz bardziej nie-japoński charakter Yumegari, być może jeszcze coś nam się spod rąk którejś z nich trafi.

3

Pierwszy tom Białego jak śnieg jest przyjemną, lekką historią o Xue Qiu, przeuroczym, choć narwanym śnieżnym lisim demonie z ambicjami. A także o Luo, badaczu demonów, który – jak sam mówi – chce napisać książkę o demonach, po to, aby doprowadzić do polepszenia relacji ludzko-demonich. Demony nie są przecież groźne, a jedynie niezrozumiane. Podobne zestawienie zwykle oznaczało jedno – nieporozumienia goniące nieporozumienia. I rzeczywiście, podstawą interakcji obu bohaterów są kłótnie. Nie, Xue Qiu nie zamierza odpuścić Luo, przynajmniej do kiedy ten nie opuści jego ukochanej góry. Tudzież, do momentu, gdy zakochany w swoim ogonie lis nie popełni błędu kosztującego go więcej, niż może (choć będzie musiała) znieść lisia godność.

4

Jest jedno słowo, które doskonale podsumowuje Białego jak śnieg – słodziachność. A to w kwestii czytania oznacza dwie rzeczy: estetyczną przyjemność czytania oraz brak ambitniejszej historii. Najważniejsi bohaterowie są śliczni, zwiewni, do pewnego stopnia również androgyniczni w sposób charakterystyczny dla japońskich shounen ai, nadając bohaterom delikatności oraz zwiewności. Tła są ładne, a przede wszystkim w ogóle są (co czasem nie jest rzeczą oczywistą). Kompozycja kadrów również znacząco cieszy oko. Trudno jednak nie zauważyć, że kreska Zi Gui nie jest jeszcze do końca wyrobiona – postacie w większości kadrów sprawiają wrażenie naszkicowanych w pośpiechu albo mało dokładnie. Nie znajdziemy tutaj pięknego, pełnego szczegółów stylu Wang Yi – autorki rysunków do Niebiańskiej podróży feniksa – choć w porównaniu do niej większość wypadnie dość blado. Pomimo jednak znacznego uproszczenia oraz pewnej niezdarności, wciąż mamy do czynienia z uroczymi, cieszącymi oczy rysunkami.

10-11

To mam na myśli mówiąc o pewnej niezdarności w rysunkach.

Jedną z dużych, istotnych wad Białego jak śnieg jest fabuła – owszem, kłótnie Xue Qiu oraz Luo są przeurocze, podobnie jak większość ich przygód – brakuje jej jednak spójności w kwestii samego ułożenia, jak i opowiadania. Jeśli czytacie mangi, zdążyliście się już pewnie przyzwyczaić, że pierwszy lub drugi rozdział czasami nie do końca pasują do reszty, co bezpośrednio wynika z uwarunkowań mechanizmu rządzącego wydaniem mang. Tak samo jest również w przypadku Białego, można wręcz odnieść wrażenie, że Zi Tu nie do końca była pewna, w którą stronę chce rozwinąć swoją historię. Wskazówki dotyczące dalszego rozwoju historii pojawiają się późno, pośród wątków komediowych oraz kilku, których pojawienie się w ogóle budzi spore wątpliwości. To, czy mają one sens, czy nie, pokaże drugi, ostatni tom manhuy. Niestety, nie zmienia to faktu, że narracja Białego nie jest płynna, czasami wręcz grzęźnie w mieliznach, aby chwilę później znów nabrać odpowiedniego rytmu. Pokazuje to ponownie niewielkie doświadczenie scenarzystki oraz rysowniczki.

6

Teraz sobie troszeczkę ponarzekam na wydanie, ponieważ mu się najzwyczajniej w świecie należy. Przede wszystkim miejscami skład tekstu woła o pomstę do nieba – tekst w stosunku do linii chmurek jest nierówny – jest to za wysoko, to za nisko, to zbyt po prawej lub zbyt po lewej, a to za wąski i tak dalej. Ponadto jakość papieru oraz druku również pozostawia sporo do życzenia – są zdecydowanie gorsze, niż na przykład w pierwszym tomie wspomnianego Podróży niebiańskiego feniksa czy The Breaker.

3

Trzecią sprawą jest brak słowniczka – znaczenie niektórych imion zostało podane, jak na przykład Xue Qui (kula śnieżna), tak zdrobnienie używane przez Luo (Qui Qui) już nie, podobnie zresztą jak samego Luo. Dla osób nie zaznajomionych z chińską kulturą czy zwyczajami przydałyby się kulturowe objaśnienia – na przykład takie, które wytłumaczy, dlaczego Luo w drugiej połowie nagle zaczął nazywać się inaczej. A może to błąd autorek? Niestety, moja wiedza o etykiecie Chin z tamtego okresu jest zbyt słaba. Podobnie miłe by były wskazówki dotyczące wymowy, takie, które pojawiły się na przykład we wspominanym już The Breaker. Transkrypcji hangula (koreańskiego alfabetu) jest wiele, na dodatek większość dźwięków naprawdę trudno przepisać na nasz alfabet, podobnie jak w przypadku chińskiego.

8

No, koniec marudzenia, czas na podsumowanie. Jeśli umiecie wyłączyć wewnętrzną marudę-krytyka, to warto dać szansę Białemu jak śnieg. Nie tylko dlatego, że sama opowiadana historia jest niezwykle przyjemna – a naprawdę jest, świetnie odpręża – to sam komiks pozwala nam zajrzeć na zupełnie inny rynek, poznać coś innego niż tylko twórczość wysoce sprofesjonalizowanych japońskich twórców. Mnie osobiście się podobało, sięgnęłam po tę manhuę po to, aby się odprężyć i to odprężenie znalazłam.

1

Okładka też jest ładna!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s