Blogerskie miłostki, czyli Suzuki Tsuta i jej „Merry Checker”

W dzisiejszym kąciku mangowym wracamy do recenzowania tego, co wydało się w Polsce. (oczywiście, yaoinego). O. Niespodzianka!

Blogerzy nie żyją jak pustelnicy w swoich pełnych mroku pokojach, tworząc kolejne wpisy ku uciesze internautów. Właściwie – lubią się spotykać, poznawać nawzajem, a także wspólnie pić. W końcu zawsze można zawrzeć nowe, ciekawe przyjaźnie, a potem mieć materiał do notek i ewentualnego trollowania czytelników co do właściwych wydarzeń ze spotkania. Albo znaleźć miłość.

merry-checker-5

Shio (w rzeczywistości: Shiomi), autor bloga błyskotliwie i złośliwie opisującego innych ludzi, wybrał się na kolejne spotkanie „w realu” zorganizowane przez Kapitana Zbola. Mają się na nim pojawić znani blogerzy, między innymi tajemnicza ulubienica internetu, Miyasia. Zwiewna, delikatna i wrażliwa dziewczyna, której nikt na oczy wcześniej nie widział. W drodze na miejsce nasz główny bohater jest świadkiem niezwykle uroczego wydarzenia w metrze, gdzie wielki, rosły mężczyzna ratuje starszą panią przed przypadkowym zgnieceniem przez nastoletniego (prawdopodobnie) chłopaka. Wystarcza mu zaledwie kilka zdań, aby atmosfera w całym wagonie zrobiła się miła i przyjemna. Shio jest oczarowany i nawet trochę poruszony. Kiedy przybywa jednak na miejsce spotkania, okazuje się, że Miyasi jeszcze nie ma. Nasze bystry bohater dość szybko orientuje się, że słodziutka blogerka w rzeczywistości jest rosłym mężczyzną z metra. Shio imprezę z gwiazdami internetu kończy całkowicie zalany w łóżku Miyi (domniemanej Miyasi), ale nie tak, jak zazwyczaj ma to miejsce w mangach yaoi.

merry-checker-3

Spotkaniowy szoczek, raz.

Kotori, po przeprowadzeniu dwóch ankiet na najbardziej pożądane przez swoich czytelników mangi, zaczęło powoli spełniać ich marzenia. Zdobywając licencję na Chłopaków z sąsiedztwa Suzuki Tsuty, mangi która znalazła się w pierwszej dziesiątce czytelniczej listy życzeń, udało im się również zapewnić wydanie Merry Checkera, jego samodzielnego spin-offa. Uroczej historii spod znaku współczesnego i bardziej skoncentrowanego na posiadaniu fabuły boys’ love. To nie jest długi tomik, ma ledwo sto siedemdziesiąt stron, ale przynajmniej wypełnionych spójną i całkiem dobrze opowiedzianą historią niespodziewanej miłości.

merry-checker-2

I właśnie o tym jest Merry Checker – o uczuciu, które rozwija się niespodziewanie pomiędzy dwiema dorosłymi osobami, które spotkały się na wspólnej imprezie, acz znały się już wcześniej z cybersfery. Jednocześnie bohaterowie Tsuty wcale się owym uczuciom nie opierają, owszem pojawi się niezdecydowanie, niedowierzanie czy skonfudowanie takim a nie innym rozwojem wypadków, jednak nie mamy do czynienia z melodramatycznymi zagraniami czy rozterkami. Biorąc pod uwagę to, w jaki sposób konstruowana jest większa część narracji w mangach BL to za naprawdę miłą odmianę można uznać komiks, w którym nikt nikogo do niczego nie zmusza, a uczucia po prostu się rozwijają. Dodatkowym elementem wspierającym taką sytuację jest podwładny Shiomiego, któremu ten w pewnym momencie mangi nawet będzie się zwierzał.

merrychecker-1

Trzeba jednak zaznaczyć, że Merry Checker jest zbudowany na dość klasycznych kontrastach i to nie tylko fizycznych (Miya jest zdecydowanie większy od Shio), ale również osobowościowych. Gdzie Miya jest otwarty, spokojny, życzliwy, tam Shiomi jest złośliwym cynikiem, który niechętnie wyraża swoje emocje. Zdystansowanie i obserwowanie innych, z którego zasłynął z sieci, stanowi jego podstawową taktykę w kontaktach z ludźmi. Nie chodzi nawet o to, że stawia mur, który przeskoczy tylko ten jeden jedyny/ta jedna jedyna, a raczej o to, że przed samym sobą trudno mu się przyznać do tego, co czuje, co w konsekwencji nie doprowadza nawet do rozpoczęcia nawiązywania bliższych, intymnych kontaktów z kimkolwiek. Ale, ponieważ mamy do czynienia z romansem, Shiomi wreszcie będzie musiał przyjrzeć się samemu sobie i odpowiedzieć samemu sobie na pytanie, co właściwie czuje.

merry-checker-4

Merry Checker to przesympatyczne boys’ love – spokojne, pozbawione dramatycznych gestów, a przez to trochę niepozorne. Suzuki Tsuta zaserwowała swoim czytelnikom opowieść o ciekawej parze, rezygnując przy tym z klasycznych dla yaoi przemocowych klisz. Ja polecam, zwłaszcza, gdy potrzebujecie troszkę radości w życiu.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s