Piękno w szczegółach, czyli „Gorzka Sake” Mariusza Kołeckiego

Tekst z archiwum Gildii.


Gdy polscy autorzy osadzają swoje powieści w krajach inny niż ten, w którym żyją, robię się podejrzliwa. Zbyt wiele napisano książek o miejscach autorom czy autorkom nieznanym, najczęściej o Stanach Zjednoczonych, tej zapośredniczonej przez popkulturę przestrzeni, która poprzez kolejne autorskie filtry przypomina raczej fantastyczną krainę niż swój pierwowzór. Dlatego do Gorzkiej sake Mariusza Kołeckiego podchodziłam ostrożnie, uzbrojona w widły, pochodnie i jak najgorsze złe przeczucia. Po kilku stronach wyrzuciłam je za okno.

gorzka-sake-1

Powieść Kołeckiego zaczyna się dość nieobiecująco – opisem przekonanego o swojej świetności płatnego mordercy, przygotowującego się do oddania strzału i tym samym zarobienia dość pieniędzy, aby odejść na emeryturę. Wszystko sugeruje nam, że będzie postacią istotną, pewnie sporo namiesza – tyle tylko, że ginie już po kilku stronach. Dopiero wtedy orientujemy się, że nie chodziło wcale o niego, a o jego cel. Zaczynamy również podejrzewać, że autor będzie próbował wodzić nas za nos i odwracać naszą uwagę od tego, co dla fabuły będzie najważniejsze, a co poukrywał nieraz w szczegółach. Dość szybko przekonamy się również o jeszcze jednej, istotnej cesze Gorzkiej sake – że jest to opowieść, dla której postaci i ich działania wcale nie są główną osią wydarzeń. W prozie Kołeckiego bowiem ważniejsza jest sama fabularna historia, co w dzisiejszej prozie nie zdarza się zbyt często. To ona jest machiną wydarzeń, w której poszczególne osoby stanowią jedynie trybiki, nie zaś główny motor.

Akcja Gorzkiej sake rozgrywa się w Japonii – w Kobe, Tokio, Osace, w drodze pomiędzy nimi oraz przez kilka krótkich w kontekście książki fragmentów w Korei Północnej. Kołecki, nie odmalowuje przed czytelnikiem nierealistycznej, zapożyczonej z popkultury przestrzeni. Wręcz przeciwnie – oddaje charakter japońskich miast z precyzją tak cenioną przez rzemieślników Kraju Kwitnącej Wiśni. Nawet tak, zdawałoby się, błaha scena jak przejazd shinkansenem pomiędzy miastami zostaje oddana z uwzględnieniem detali jak mijane elementy krajobrazu. Jednocześnie nie są to opisy nużące czy przegadane, raczej zwięzłe, osadzające nas w odpowiednim kontekście.

kyoto-ogrody-nijo-jo

Kyoto. Ogrody przy Nijo-jo (marzec 2016)

Autorowi należą się brawa za oddanie ducha japońskości, zwyczajów, sposobów myślenia, ale również problemów i rozterek, społecznych nierówności. Robi to przy tym nienachalnie, aż chce się powiedzieć, że „skromnie” – ponownie buduje cały obraz z małych elementów. Japońskość powieści może niektórym nastręczać również problemów – w tekście pojawiają się bowiem japońskie określenia związane z filozofią oraz estetyką, nie wszystkie tłumaczone wprost, a część w ogóle.

Narracja książki prowadzona jest z punktu widzenia kilkorga bohaterów, z których nie wszyscy są pierwszoplanowi. Wśród tych najważniejszych znajduje się młoda, poddająca się ścisłej ojcowskiej kontroli Noriko – studentka, której wkrótce rodzicielskie wyobrażenie dotyczące tego, jak powinna żyć, przestanie odpowiadać. Jest tu także uzdolniony hacker, PeeDog, który przez lekkomyślnego przyjaciela straci całe dotychczasowe życie i wkroczy na drogę zemsty. Jak i Suzu Campbell, trzymająca w garści jeden z większych klanów yakuzy, inteligentna, bezwzględna kobieta dążąca konsekwentnie do celu. To oni są najważniejszymi trybikami w wielkiej machinie Gorzkiej sake – thrillera pełnego skrytobójców, nocnych klubów i ludzkich tragedii rozgrywających się na ulicach Japonii tylko trochę odbiegającej od tej rzeczywistej. W trakcie lektury nie mogłam się jednak opędzić od jednej myśli – mianowicie, że autor miał problem z postacią Noriko. Tak jak bowiem poradził sobie świetnie z oddaniem ducha japońskiego, tak nie do końca udało mu się stworzyć wiarygodną postać młodej kobiety.

Sama historia napisana na początku powolnie, można wręcz odnieść wrażenie, że prawie stoi w miejscu, dopiero po chwili odkrywamy, ile tak naprawdę wydarzyło się na ostatnich kilku stronach. Zdziwić nas może inna strona Gorzkiej sake – mianowicie ciągłość czasowa. Z jakichś powodów narracja nie jest do końca linearna, czasami historia jednej z postaci wysuwa się zanadto do przodu, przywołując informacje, których jeszcze nie znamy. Nie jest to wielki błąd konstrukcyjny, ale nie wszystkim pewnie przypadnie do gustu.

Gorzka sake to powieść ciekawa – narracyjnie, konstrukcyjnie, fabularnie, kulturowo. Choć pisana przez Polaka, a osadzona w kraju oddalonym od naszego o pół globu, jest wspaniale wiarygodna w swoich opisach przestrzeni i zwyczajów. Ma ciekawych bohaterów, do których nie tyle w pewnym momencie się przywiążemy, co zaczniemy się martwić ich dalszym losem. To dobra powieść, warto przyjąć zaproszenie do jej świata.


Tekst ukazał się pierwotnie na Gildia.pl

Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s