Wodny smok i śmiejący się kamień, czyli „Strażnik domu Momochi” #5

Tekst z archiwum Gildii.


Deklaracja Yukariego nie daje Himari spokoju – trudno jej jednak nawiązać po czasie do tematu w miarę naturalnie i nie wydać się przy tym nachalną albo namolną. Jednak to, w jaki sposób człowiek może stać się demonem, bardzo ją frapuje. Niestety, nie ma zbyt wiele sił, aby sprawę roztrząsać – na to po prostu jest za gorąco. A biorąc pod uwagę narzekających na skwar mieszkańców posiadłości Momochi, nie tylko Himari ma tego dość. Na szczęście przy użyciu mocy dostępnych Talizmanowi, cierpiący mogą poszukać ulgi w bezpiecznych zakątkach zaświatów. A przynajmniej pozornie bezpiecznych.

Piąty tom Strażnika domu Momochi Ayi Shouoto zawiera w zasadzie dwie historie – pierwszą z nich jest kontynuacja rozpoczętego wątku przeszłości Wodnego Smoka, Yukariego. Druga, pozornie nie powiązana, wyraźnie sugeruje, że nadchodzi większa intryga, być może bardziej złożona niż te dotychczasowe. Coś niedobrego zdecydowanie gotuje się za kulisami pozornie sielskich przygód Himari i spółki. Zacznijmy od tego, że w zaświatach zatruciu ulegają wszystkie źródła, za których dobrobyt odpowiada Ryuujin, święty smok. A pozornie nieszkodliwe zaklęcie wspomagające miłość zmienia się w śmiercionośną klątwę zaprojektowaną niczym greckie fatum. O tym, co łączy oba te wydarzenia, zdaje się wiedzieć Kasha, demon z obsesją na punkcie Talizmanu, do którego po odpowiedzi niechętnie uda się Aoi/Nue. O skutkach tej wizyty sami przeczytajcie.

Tam coś siedzi

Strażnik domu Momochi to niezwykle urokliwa, sympatyczna historia o przygodach nastolatki w świecie duchów i demonów.  Fantastycznie udaje, że wcale nie ma w sobie sporej dawki mroczności. Już sam wątek Talizmanu – Aoi/Nuego – porwanego ze świata ludzi i uczynionego więźniem posiadłości Momochi powinien nam to powiedzieć. I nie chodzi tylko o wymuszone zamknięcie, już kilka razy Aya Shouoto sugerowała nam, że bycie Talizmanem wiąże się z czymś jeszcze, o czym nikt nie chce powiedzieć ani nam, ani głównej bohaterce. Właściwie za każdym razem gdy w kadrach pojawiał się Aoi/Nue, odczuwałam spory niepokój i smutek – gdybyście zapytali ”dlaczego”, odpowiedź byłaby długa i złożona. Mając duże czytelnicze doświadczenia możemy przeczuwać, że zaraz coś gruchnie. Pojawiający się od czasu do czasu Kasha również nie pozostawia wątpliwości, że nie jest bohaterem niosącym radość i tęcze. Pozory urokliwej i sympatycznej historyjki utrzymuje Himari, która jak na razie pełni funkcję obserwatorki, wnosicielki chaosu oraz kłopotów, ale i tej, która ma szansę zmienić status quo. Oczywiście, jeśli tylko będzie dość silna. W końcu kilkakrotnie pokazała już, że potrafi być lekkomyślna i wpakować się w epickie kłopoty chcąc dobrze – ale wiecie, piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami. Pytanie więc, czy ktoś zupełnie nieznający się na świecie demonów i wiecznie popełniający jakieś faux pas da radę cokolwiek zdziałać? No cóż, zobaczymy.

momochi-1

Co więcej?

Muszę przyznać, że bardzo ucieszyło mnie, że w piątym tomie w końcu pojawiła się historia poświęcona jednemu z shikigami, Nue. Dotychczas słudzy Talizmanu pełnili niezwykle ograniczone role: sprzątali, gotowali, dokuczali Himari albo czekali na pozwolenie by wkroczyć do walki (rzadko wkraczali). Szkoda tylko, że trzeba było czekać aż do piątego tomu, abyśmy mogli uzyskać wgląd w przeszłość choćby jednego z dwóch potężnych demonów Nue. A skoro już jesteśmy przy historii Yukariego – zwróćcie uwagę, że mangaka nas oszukała na ostatniej stronie poprzedniej części, uciekając od trudnego, moralnie ambiwalentnego tematu. Wielka szkoda.

Czy warto sięgnąć po Strażnika domu Momochi? Owszem, ale nie wszystkim przypadnie do gustu. Jego fabuła rozwija się wolno, dopiero w tomie piątym zaczyna tak naprawdę przybierać jakieś konkretniejsze kształty. Dużą zaletą tomu jest kreska – nie da się nie zauważyć, że Strażnik narysowany jest po prostu ślicznie, zwłaszcza jego męscy bohaterowie oraz demony. Shouoto naprawdę się postarała, czasem aż trudno skupić się na wydarzeniach, bo te obrazki takie ładne! Jeśli podobał się wam Karneval, Demon Maiden Zakuro czy Książę Piekieł, to Momochi również ma szansę. Ja na pewno będę czytać dalej.


Tekst ukazał się pierwotnie na Gildia.pl.

Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s