Wiedźmy na balu – recenzja 5. tomu mangi „Soul Eater”

Realizacja złej, niecnej intrygi nabrała karkołomnego tempa. Medusa i jej poplecznicy (sługi) postanawiają wykorzystać jedyną dogodną okazję w roku i obudzić zamkniętego w Zawodówce Śmierci boga-demona. A to oznacza tylko jedno – czas rozrywek się skończył.

soul-eater-5-1

W piątym tomie Soul Eater w końcu pokazuje pazurki. Dotychczas luźno zawiązywana fabuła ukazuje się w swojej pełnej krasie. Doktor Franken Stein w końcu orientuje się, kim jest szkolna pielęgniarka (rychło w czas, można by rzec). Chwilę później wiedźmy przypuszczają atak, próbując przebudzić zapieczętowanego, zdegenerowanego byłego wojownika śmierci, którego snu, poprzez swą ciągłą obecność, strzeże Pan Śmierci. Nasi bohaterowie muszą za wszelką cenę obronić Zawodówkę i nie doprowadzić do tragedii, jaką będzie (zapewne) oswobodzenie pierwszego, najpotężniejszego boga-demona. Poznamy również historię Crony oraz dowiemy się, jakie właściwie zmiany w Soulu wywołała czarna krew.

Ohkubo zrobił spory skok pomiędzy końcem czwartego a początkiem piątego tomu. Nagle ze zlepku zabarwionych komediowo rozdziałów wyłania się całkiem spójna historia, do której przyzwyczaiły nas już klasyczne seriale spod znaku shounen. Dostajemy więc trzy części pełne w miarę dynamicznych, magicznych (no, umówmy się, że tak je nazwiemy) walk. Zobaczymy, czy dotychczas nie posiadający pożartych dusz na swoim koncie młodzi uczniowie dadzą sobie radę z tak wielkim wyzwaniem. A, czego się domyślamy od razu, nie będzie ono łatwe. Trudno narzekać na to, że w końcu w Soul Eaterze dzieje się coś ciekawego, jednakże możemy odnieść wrażenie, że pomiędzy piątym a czwartym tomem czegoś jakby brakuje. Ach, no i na scenę wkroczy ponownie Blaircia w swojej kociej, lekko złośliwej, w pełni rozkosznej osobie.

Kolejna część mangi Ohkubo została przygotowana przez wydawcę w miarę dobrze, niestety ma kilka wad, jak na przykład przycięte na krańcach stron wypowiedzi, czy brakujące znaki przeniesienia wyrazów. Poza tym wydanie nie odbiega znacząco od przyjętego przez JPF dla seriali formatu oraz standardu.

Czy jest fajnie? Tak. Czy jest w końcu akcja? Nareszcie – tak! Bohaterów czekają wyzwania, które nie pozostawiają ich już takimi, jacy byli wcześniej. Poza tym Ohkubo znowu kończy w takim miejscu, że nie możemy się powstrzymać (przynajmniej ci z nas, którzy należą do niezwykle ciekawskich czytelników), żeby nie sięgnąć po szósty tom.


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl // Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s