Pół na pół, czyli Shin Towada, Sui Ishida „Tokyo Ghoul. Codzienność”

Kaneki nie ma łatwego życia ani jako człowiek, ani ghul. Przynależy do obu ras i jednocześnie do żadnej z nich przez wzgląd na swoje hybrydalne ciało. O tym, jak próbuje odnaleźć się w swoim nowym życiu, opowiada manga Sui Isihdy Tokyo Ghul. Przez wzgląd na to, jak dynamicznie przebiega akcja komiksu, autor niewiele czasu może poświęcić postaciom drugoplanowym – najlepszemu przyjacielowi Kena, Hidemu, czy osieroconej ghulce, Hinami, a także szkolnym perypetiom Touki czy ekstrawagancjom Smakosza. Tę lukę uzupełnia light novel autorstwa Shina Towady: Tokyo Ghoul. Codzienność.

tg-ln-1

Waneko zrobiło kolejną, miłą niespodziankę fanom opowieści o tokijskiej populacji ghuli, wydając pierwszą z trzech powieści towarzyszących mandze Ishidy. W tomiku tym znajdziemy pięć numerowanych opowiadań plus mały, humorystyczny bonus wieńczący całość, a także kilka ilustracji nakreślonych przez mangakę. Nie są to długie czy skomplikowane historie, wręcz nadają się idealnie do przeczytania w drodze (autobusie, tramwaju, pociągu), co jednak wiąże się z jedną, dość istotną ich cechą: nie zapadają zbytnio w pamięć. Ale też mają takie być – celem Codzienności jest uzupełnienie głównej historii, nie zaś dopisanie nowych wątków. Przy tym pamiętajmy, że przez to nie dają się czytać w oderwaniu od mangi, czy też – niewiele się zrozumie bez znajomości głównej fabuły.

Towada, ograniczony przez konieczność pozostania w obowiązujących w świecie Tokyo Ghoul ramach i nie wykroczenia poza już istniejącą fabułę, poradził sobie z zadaniem nieźle, choć nie jakoś wybitnie. Na uwagę na pewno zasługuje fakt, że wszystkie opowiadania się ze sobą łączą – bohaterami, wydarzeniami. Ich ścieżki w pewnym momencie na pewno się skrzyżują. Wydarzenia z pierwszego rozdziału, Biblii, wprowadzają ghula, którego czytelnicy bliżej będą mogli poznać w Przyjeździe do Tokio (opowiadanie czwarte). Z kolei w tym ostatnim dowiemy się, co porabiał Smakosz po wydarzeniach ze Zdjęcia (rozdziału trzeciego). A Bentou (drugie) przybliży nam, dlaczego Touka jest tak podminowana, jak i powód, dla którego w ogóle zareaguje pozytywnie na propozycję Kena z Zakładki (piątego). Z kolei rozdział ?? – ten bonusowy – stworzy klamrę z Biblią, przybliżając historię niezwykłego ghula uczącego aerobiku. Ostatecznie okazuje się, że Towada splótł całkiem ciekawą strukturalnie książkę i za to na pewno należy mu się pochwała.

Fabularnie Codzienność wypada znacznie słabiej – same opowieści nie są zbyt ambitne, ot Hide staje się przez przypadek częścią uniwersyteckiego dochodzenia Naukowego Koła Okultystycznego poszukującego ghuli na kampusie. Touka po raz pierwszy od lat musi spróbować zrozumieć ludzi (zamiast ich lać czy kopać, jak w przypadku Kena), a Smakosz spotyka dziewczynę, która fascynuje go w sposób inny niż kulinarny. Na tym tle Powrót do Tokio jest chyba najciekawszą opowieścią, nawiązującą bezpośrednio do jednego z najważniejszych problemów moralnych Tokyo Ghoula: współistnienia ludzi z ghulami, tu przedstawionego z perspektywy ghoula-artysty. Opowieść o Hinami, niestety, pozostawia wiele do życzenia, choć miała spory potencjał przybliżenia nam codziennego życia ghuli. Dużą wadą prozy Towady jest jego niezbyt dobry warsztat pisarski, który, zestawiony z niezbyt ambitnymi w treści opowiadaniami, tworzy wrażenie, że Codzienność to po prostu niezbyt sprawnie napisane fan fiction (zresztą Towada sam się przyznaje do bycia fanem Ishidy w posłowiu). Znacząca część akapitów została napisana topornie, co może nie tyle utrudnia lekturę, co czyni ją mało przyjemną.

Codzienność od strony estetycznej jest śliczna – żywa pagina tym razem znalazła się u dołu strony, z tytułem opowiadania i jego niewielką ilustracją, a prace Ishidy zajmują tak całe strony, jak i ich fragmenty, wkomponowując się w całość książki naprawdę nieźle. Niestety, nie można już tego samego powiedzieć o przekładzie oraz redakcji, które są co najwyżej średnie. Zgubione końcówki, przyimki, nienaturalne w języku polskim powtórzenia czy wręcz określenia niestety zapełniają strony Codzienności. Coś nie ma Waneko szczęścia do light novels, choć jest zdecydowanie lepiej niż przy No Game No Life.

Tokyo Ghoul. Codzienność to nie powieść, która łamie konwencje czy wzbija się na wyżyny literackości, a po prostu czytadło towarzyszące mandze Sui Ishidy. Stylistycznie niedomagające, redakcyjnie nie najlepiej dopracowane, ale za to wydane po prostu ślicznie. Jest jednak dobrym wydawnictwem, które da fanom mangi sporo radości w kwestii odnajdywania bohaterów czy umiejscawiania ich pomiędzy poszczególnymi rozdziałami Tokyo Ghula. Dla nie-fanów nie polecam.


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl // Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s