Uczucia splątane w gordyjski węzeł w „Mune ga kowaresou” Ichiki Hanamury

Trudno rywalizować o czyjeś uczucie, gdy ukochany tej osoby zginął tragicznie. Tym ciężej, gdy zamiast otwarcie porozmawiać o tym, co czują i co się właściwie między nimi dzieje, że ze strachu przed odrzuceniem wybiera się niedomówienia, przemilczenia, ucieczkę. Manga Ichiki Hanamury, Mune ga kowaresou, nie tylko porusza ten temat, co wręcz podnosi go do poziomu prawdziwej sztuki nieporozumienia.

mune-ga-5

„Podaruję ci to, czego najbardziej pragniesz” – taką deklarację złożył młody Haruki swojemu najlepszemu przyjacielowi, Nao, jeszcze w przedszkolu. Mieszkali niedaleko siebie, dlatego, gdy rodzice Nao ciężki pracowali, chłopak często zostawał u Harukiego, aż sąsiedzi zaczęli żartować, że należy do jego rodziny. Przez lata byli prawie nierozłączni, aż do dnia, gdy w czasie gimnazjum do ich dwójki dołącza You, przyszywany kuzyn Nao. Jego matka została hospitalizowana po próbie samobójczej, ojciec pracował za oceanem, a babcia, z którą do tej pory mieszkał, nie mogła się nim dłużej zajmować. Chłopak, wycofany i nieufny, został przyjęty przez Nao z otwartymi ramionami. Tak oto rozpoczęła się historia nie tylko ich nowej przyjaźni, ale również skomplikowanej, romantycznej relacji pełnej błędnego zgadywania zachowań innych. Haruki i You zakochali się w Nao, Nao sądzi, że You i Haruki są zakochani, You jest przekonany, że Nao kocha Harukiego, a Nao kocha You. Uczucia splątały się prawie w gordyjski węzeł, któremu nie pomogła nagła, niespodziewana i nagła śmierć Harukiego. Manga rozpoczyna się niecały rok po jego śmierci. Smutek, rozpacz oraz żałoba sprawiają, że pozostała dwójka nie ma odwagi, aby ze sobą porozmawiać oraz przekonać się, że Haruki zdążył przed śmiercią spełnić obietnicę.

mune-ga-2

Mangi typu Mune ga kowaresou – przepełnione wątpliwościami, wyrzutami sumienia, chodzeniem wokół siebie na paluszkach – trzeba lubić albo mieć na nie nastrój. Zwłaszcza, że stworzenie podobnej historii nie należy do najłatwiejszych, wyjątkowo łatwo bowiem przekroczyć granicę wytrzymałości czytelniczek i czytelników na długość ciągłego mijania się czy to fizycznego, czy w kwestii uczuć. Ichika Hanamura zbliża się do naszej granicy wytrzymałości, ale udaje jej się jej nie przekroczyć dzięki temu, że nie mamy do czynienia ani z historią cukierkową, ani zbudowaną linearnie. Śmierć Harukiego kładzie się dostatecznym cieniem na całości, abyśmy nie byli do końca pewni i pewne, czy aby na pewno mamy do czynienia opowieścią, która skończy się dobrze. Dlatego też wszystkie rozmowy You i Nao, zwłaszcza te przerwane przed najważniejszym wyznaniem, odpływające w domysły, o których wiemy, że są nieprawdziwe, sprawiają, że naprawdę możemy odczuć nie tyle emocjonalne napięcie bohaterów, co też ich głęboki smutek oraz desperację. Z drugiej zaś strony główna historia przetykana jest wspomnieniami Nao i You, ich różnymi punktami widzenia na te same wydarzenia, dodającymi fakty, których ten drugi nie zna, a zatem źle interpretuje to, co widzi. W efekcie całość musimy z każdą nową informacją uzupełniać, albo wręcz burzyć i składać na nowo, aby zrozumieć, co takiego właściwie wydarzyło się pomiędzy bohaterami, że tak bardzo się zaplątali.

mune-ga-4

Poza samymi problemami romansowymi w Mune ga kowaresou dochodzi jeszcze wątek You – dziecka, z silnie zaburzoną matką, która nie dość, że go porzuciła, chciała utopić, to jeszcze wciąż i wciąż wraca, aby wymusić na nim opiekę nad sobą. Choć nie jest to temat bardzo przepracowany w tej mandze, to jednak miło zobaczyć dobrze w – nie ukrywajmy – rozrywkowym komiksie temat bardziej przyziemny oraz społecznie wciąż zamiatany pod dywan. Zaburzenia psychiczne są różne, pojawiają się w każdej rodzinie – czasem bardziej, czasem mniej dramatyczne, ale zawsze z nimi się spotkamy. Dobrze, żeby o tym mówić, nawet gdzieś na drugim czy trzecim planie i w romansie.

mune-ga-1

Tym, co przynajmniej mnie przeszkadzało w tej mandze, to kreska Hanamury – mangaka rysuje lekko, cienkimi liniami, tworząc wrażenie ulotności i niestałości, ale nie stosuje przy tym wielu ciemnych rastrów, przez co Mune ga kowaresou jest mangą jasną, a to niekoniecznie współgra ze wszystkimi scenami. Nastrój mają zapewne budować zbliżenia wielkich oczu bohaterów, zgodne zresztą z mangową stylistyką i przekonaniem, że to one powinny być najbardziej ekspresyjne. Do pewnego stopnia rzeczywiście działają, ale tak częste odwołanie się do podobnych ujęć ma jeszcze jedną konsekwencję, która w moim odczuciu całą historię psuje – sprawia, że Nao wydaje się na wskroś niewinny i to nie „naiwny”, a właśnie „niewinny”, co w połączeniu z efemerycznością kreski sprawia, że równie dobrze moglibyśmy czytać mangę o aniołach.

mune-ga-3

Ogólnie rzecz ujmując to dobra manga, ale nie wszystkim przypadnie do gustu – a to przez te ciągłe niedomówienia (wiem, że część czytelniczek ma w takich momentach wejść do środka historii i dać bohaterom po łbie, żeby się ogarnęli – jestem jedną z nich), a to przez zbyt lekką czy ulotną kreskę. Jeśli jednak poszukujecie czegoś trochę smutniejszego, skomplikowanego i opartego o emocje oraz interpersonalne kontakty, pozbawione przemocowych schematów to manga Hanamury może te oczekiwania spełnić.

Reklamy

2 thoughts on “Uczucia splątane w gordyjski węzeł w „Mune ga kowaresou” Ichiki Hanamury

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s