Szantażu ciąg dalszy – recenzja mangi „Zakochany tyran” #2

Stał się cud, homofobiczny choleryk Souichi chyba zakochał się w Morinadze! Tudzież – chyba nie bardzo. Sytuacja między oboma bohaterami niewiele się zmieniła, Senpai wciąż wrzeszczy i pogania swojego asystenta do pracy, a o wspólnie spędzonych nocach nawet się nie zająknie. Życie wcale, a wcale nie stało się łatwiejsze, a Tyran stawia ciężkie warunki. Miłosne zbliżenia raz na dwa miesiące to zdecydowanie za rzadko dla tak młodego i zakochanego Morinagi!zakochany-tyran-2
Drugi tom Zakochanego Tyrana znowu zaprasza czytelniczki na emocjonalną karuzelę, pełną wzruszeń, zagryzania paznokci i niespodziewanych problemów. Zwykłe, przeciętne związki są skomplikowane, pełne napięć, czy nieporozumień, zwłaszcza na samym początku. A w przypadku obu bohaterów Tyrana te przeciętne kłopoty urastają do wręcz niewyobrażalnych rozmiarów. Hinako Takanaga po raz kolejny udowadnia, że posiada nieprzeciętne poczucie humoru, które świetnie łączy z dynamiczną fabułą, miejscami przypominającą niewielkie tornado.

Minęły dwa miesiące od wydarzeń z pierwszego tomu i… nic. Wszystko wróciło do tego, jak było. Desperacja zmusza Morinagę do ponownego wykorzystania karty przetargowej – szantażu, ale też nigdy nie zachowywał się zbyt racjonalnie, jeśli sprawa dotyczyła Souichiego. Senpai stawia warunek: łóżkowe wybryki raz na dwa miesiące. Sześć razy w ciągu roku. Ponieważ Morinaga nie ma zbytniego wyboru, postanawia wykorzystać okazję w pełni, co z kolei doprowadza wyczerpanego Senpaia do renegocjacji. Spotkanie raz w tygodniu, choć przerażające dla Souichiego i wciąż nie zadowalające dla Morinagi, okazuje się perfekcyjnym kompromisem. Do następnej kłótni, naturalnie. Na którą zresztą nie będzie trzeba długo czekać. Na dodatek, do biednego, wciąż nieszczęśliwie zakochanego asystenta, zaczynają wydzwaniać rodzice, żądając, by przyjechał na ślub brata. A to oznaczałoby powrót do miasteczka, w którym nie spotkało go nic dobrego – złamane serce, oszczerstwa, zjadliwe słowa od rodziców. Sytuację pogarsza również pojawienie się rzeczonego brata, którego ignorancja i gruboskórność rozdrapuje stare rany. W rolę rycerza w lśniącej zbroi wcieli się nikt inny, jak choleryczny, wścibski Souichi. Pytanie tylko – dlaczego?

Drugi tom Tyrana jest jeszcze bardziej smakowity niż poprzedni. Sceny erotyczne, jakby nie patrzeć najważniejszy element boy’s love, są wręcz wybornie intensywne, przepełnione silnymi emocjami. Nie wspominając o świetnie rozłożonym napięciu, braku przesady w łóżkowej choreografii czy graficznych przedstawieniach.

Tytułowy, homofobiczny Tyran, wciąż nie rozumie, czemu w ogóle godzi się na łóżkowe zbliżenia z Morinagą. Hinako Takanaga odwołuje się do kolejnego znanego zabiegu romansowego. Oto główny bohater, pozostając w związku, gdyż trudno inaczej nazwać relację Morinagi i Souichiego (pomijając sex-przyjaciół, na co Senpai się brutalnie nie zgadza), zaczyna odkrywać, że nie jest tak obojętny, jak sądził. Tylko, czy uprzedzenia, nienawiść, skłonność do używania pięści okażą się silniejsze niż nieśmiało tlące się uczucie? Zaprawione czytelniczki znajdą w mandze wszelkie poszlaki, które im pokażą jak wielką wewnętrzną walkę stacza ze sobą Souichi za każdym razem, gdy Morinaga mówi o własnych uczuciach. Wszystko to jednak są poszlaki, nic nie zostaje powiedziane wprost, doprowadzając do metaforycznego (lub nie) obgryzania paznokci i chęci uduszenia upartego Senpaia.

Lektury nie zakłóca najmniejsze potknięcie wydawnicze czy redaktorskie, nic nie ratuje czytelniczek przed chęcią wrzaśnięcia na Souichiego, żeby w końcu przejrzał na oczy. Właściwie jedyną rzeczą, jaką można zarzucić Kotori, to fakt, że nie wydają całej serii naraz, ale, z tak zwanej piątej strony, Tyran ukazuje się regularnie, zgodnie z zapowiedziami i jeśli ma tak wyglądać, jak dwa dotychczas wydane tomy – warto poczekać. Dobra jakość druku, dobry papier, świetne tłumaczenia zestawione z naprawdę niezłą historią oraz piękną, lekką, dynamiczną kreską sprawiają, że od Zakochanego Tyrana trudno się odkleić.

Przed Morinagą jeszcze długa droga, wiele cierni wciąż okala jego przyszłość, ale w tym ciemnym scenariuszu tli się światełko. Drugi tom Tyrana pozwala sądzić, iż rzeczywiście jest on zakochany, choć może niekoniecznie jeszcze o tym sam wie. Miłośniczki boy’s love nie będą zwiedzione, Hinako Takanaga opowiada swoją historię w taki sposób, że nie sposób jej nie wielbić. A kolejny tom zdaje się jedynie sprawiać, że to czytelniczki stają się zakochane, a mangaka – tyranem. Jeśli ktokolwiek się wahał, czy sięgnąć po kolejną część Tyrana – marsz do sklepu!


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s