Kłopoty w przedszkolu Yomogi. Recenzja 2. tomu mangi „Kobato.”

Kobato ma drugą pracę – poza zbieraniem uleczonych ludzkich serc (co nie idzie jej zbyt dobrze, butelczyna wciąż pusta) pomaga w niewielkim przedszkolu Yomogi, prowadzonym przez panią Sayakę. Na jej nieszczęście pracuje tam również ten wstrętny, wciąż jej dokuczający Fujimoto. Czy nasza słodka, nieznająca ludzkich realiów bohaterka sobie poradzi?

Kobato. to trzecia manga CLAMPa, która ukazała się na Polskim rynku nakładem JPF-u. Jak większość prac grupy, tak i ta stanowi element większego systemu postaci oraz bohaterów – w zorientowaniu się w powiązaniach z innymi tytułami czytelnikom polskiej edycji pomaga załączone na końcu posłowie, opracowane przez tłumacza, Pawła Dybałę oraz Katarzynę „Iriennę” Żarnowską. Samo wydanie pozostaje na dobrym poziomie – dobry papier, druk, tłumaczenie. Właściwie jedynym zarzutem pozostaje fakt, że JPF nie zdecydował się w przypadku Kobato. na powiększony tomik.

Trzeba przyznać, że pan Iorogi nie ma prostego zadania jako opiekun Kobato. Dziewczę jest przeurocze, przesłodkie i zupełnie nie radzi sobie z niuansami społecznego życia. Gdyby pluszaki mogły dostać wylewu ze złości, pewnie ten by go dostał. Jak bowiem inaczej powinien zareagować na pomysł swojej podopiecznej, żeby siedzieć w kartonie opisanym „Uleczę ludzkie serca”, zamiast się po prostu wziąć do roboty? Mimo wszystko Kobato wciąż pozostaje sobą – urokiem, czarem, serdecznością oraz niewinnością zdobywa sympatię kolejnych osób, swoją nadrzędną misję wypełniając mimochodem. W drugim tomie Kobato. historia zatraca swoją poprzednią fragmentaryczność na rzecz ciągłej fabuły, na dodatek takiej, w której fani CLAMPa wyczują charakterystyczne dla tej grupy elementy oraz zabiegi. Chociaż świat jest wciąż słodki, pełen wywracającej się, naiwnej Kobato, samej będącej czasem dzieckiem, jak podopieczni z przedszkola, w drugim tomie zaczynają się już pojawiać mroczne elementy. Panią Sayakę prześladuje egzekutor długów, który nie cofnie się przed niczym, aby odzyskać pieniądze. Ale… kim on właściwie jest? Odpowiedź nie wydaje się prosta. Wciąż też nie wiemy wiele o samej Kobato ani o jej opiekunie, ani o ich celach. Na razie pozostajemy ze swoimi podejrzeniami, że, zgodnie z ulubionymi zabiegami CLAMPa, raczej nie będzie to nic tak niewinnego, jak sugerowałaby kreska mangi.

Drugi tom Kobato. przeistacza słodką historię w coś o wiele bardziej skomplikowanego oraz złożonego. Przy wciąż zachowanej kresce, pełnej falbanek, ślicznych strojów oraz pluszaków, zdecydowanie zaczyna wkraczać w bardziej charakterystyczne dla CLAMPa poważne, mroczne tematy. Nie warto zbywać tej mangi tylko dlatego, że jest „słodziachna”, zwłaszcza, że u jej autorek ta warstwa graficzna służy zazwyczaj jako osłoda późniejszej goryczy.


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl

Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s