Coraz mroczniej, coraz bardziej niebezpiecznie, czyli recenzja mangi „Kobato.”# 3

To, że również trzeci tom Kobato. ma słodką, różową okładkę, którą zdobi uśmiechnięta buzia niewinnej oraz naiwnej głównej bohaterki, nie oznacza, że wciąż mamy do czynienia z lekką, przyjemną historyjką. Na tym etapie mamy już pewność, kto tę mangę tworzy – pomimo obecności kwiatków, króliczków i pluszaków wyczuwamy, że nad bohaterami zbierają się czarne chmury.

W tej części dowiadujemy się co nieco o panu od długów oraz dlaczego właściwie tak bardzo prześladuje panią Sayakę. Pojawią się również nowe pytania – wiele, wiele nowych pytań, tym razem związanych bardziej z Iorogim, prześladującym go niezwykle uciążliwym Ginseiem, a także tajemniczym Misiem-piekarzem, do którego opiekun Kobato udał się po informacje. Zwłaszcza właściciel piekarni dostarczy nam kilku istotnych części układanki. Z poprzednich części już wiemy, że Iorogi w chwili wielkiej złości potrafi zionąć całkiem porządnym ogniem, ale co tak naprawdę zostało uwięzione w ciele słodkiego pluszaka? I… przez kogo? Pod nieobecność swojego przewodnika zaniepokojona Kobato znajdzie się w nowej, kryzysowej sytuacji, w której będzie potrzebowała pomocy. Ponadto, głównej historii towarzyszy krótka, zaledwie trzystronicowa opowiastka o pechowym spacerku pana Iorogiego.

kobato-3-0

Grupa CLAMP przyzwyczaiła swoich czytelników oraz czytelniczki do tego, że nie należy ufać słodkiej kresce, słodkim ozdobom czy anielskim twarzyczkom bohaterów. Tak samo jak w rzeczywistości, one również są złudne. Do pewnego stopnia im więcej tych iluzorycznie dziecięcych elementów wykorzystują, tym bardziej prawdopodobne staje się to, że opowiadana przez autorki historia okaże się skomplikowana, pełna cierpienia czy ludzkich tragedii. Czy i tak potoczy się dalej Kobato.? Trzeci tom serii sugeruje nam, że jest to całkiem możliwy rozwój wydarzeń: uwagę przyciągają niepasujące do cukierkowej oprawy elementy, a w  czytelnikach wzrasta niepokój.

Trzeci tom Kobato. został wydany równie dobrze, jak poprzednie tak pod względem czysto technicznym, jak i redakcyjnym. Jedynym mankamentem tego wydania są jednak onomatopeje – dziwne, miejscami niezrozumiałe oraz, niestety, niepodobne do niczego, przez co bardziej zakłócają zrozumienie samej historii niż pomagają.

Zamknięcie tego tomiku sprawi, że będziemy chcieli sięgnąć natychmiast po następny. Grupa rysowniczek CLAMP ponownie przypomina, że dokładnie wiedzą, jak opowiadać swoje historie, wodzić czytelnika, wzbudzać w nim subtelny, ale nieprzemijający z każdą przeczytaną stroną niepokój. Co będzie dalej z przedszkolem? Czy Kobato uda się zapełnić butelkę uleczonymi sercami? Jakie relacje łączą  panią Sayakę z Fujimoto i… Fujimoto z Kobato?


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl

Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s