Świat odmienności – recenzja „Kobato.” #4

Na horyzoncie ponownie pojawił się Pan Króliciek, śliczny, słodki posłaniec Boga. Jego wygląd ponownie również przeczy wieściom, które przynosi. Czas przelatuje Ioryogiemu przez pluszowe palce, a Kobato… Kobato ma zmartwienia ważniejsze niż wypełnianie buteleczki z uleczonymi sercami. A to może się źle dla wszystkich skończyć. Chyba.

kobato-4-1

W czwartej odsłonie historii o nieporadnej i lekko roztrzepanej Kobato Hanato autorstwa grupy CLAMP, burzowe chmury zbierają się nad głowami bohaterów. I to nie są tylko problemy natury nadprzyrodzonej, związane z wciąż niejasną misją, jaką narwany pluszak oraz urocza dziewczynka mają spełnić na Ziemi. Do przedszkola po raz kolejny przychodzi pan Okiura, którego grzecznie, uprzejmie przywita Kobato oraz niezwykle dosadnie wyprosi Kiyokazu. Przed yakuzą nie ma ucieczki, niezależnie od tego, jak bardzo tytułowa bohaterka będzie tego chciała… Ale czy to jest właśnie jej największe pragnienie?

CLAMP w końcu zdecydował się na odsłonięcie przed swoimi czytelnikami oraz czytelniczkami niezwykle istotnych informacji dotyczących pochodzenia samego pana Ioryogiego. Wyjaśnią, dlaczego cień ślicznego w zasadzie pluszaka budzi niepokój, a także dlaczego nie wygląda jak on sam, nie przypomina również ani anioła, ani demona. Ale też nie ma w tym niczego dziwnego, Ioryogi pochodzi w końcu z Krainy Odmienności, podobnie jak naburmuszony Ginsei i pełen cukierniczego geniuszu misiek.

Zatem dwie najważniejsze fabularne zagadki  – problemy przedszkola Yomogi oraz przeszłość Ioryogiego – połączone jednym, wyrazistym, falbaniastym punktem – Kobato. Na tym etapie historii doskonale również zdajemy sobie sprawę z tego, że stanowi ona nie tylko pomost łączący dwie niezależne opowieści, ale także jest przyczyną wszelkich wydarzeń. To jej pragnienie w końcu ściągnęło Ioryogiego na ziemię, a on z jakichś przyczyn postanowił się nią opiekować. To również Kobato rozpoczęła wolontaryjną pracę w przedszkolu Yomogi. Czwarty tom Kobato. pokazuje, jak doskonale CLAMP potrafi budować historie. Zespół ten przemienia nawet najbardziej niepozorną opowieść w coś niezwykle skomplikowanego, splecionego w przepiękną i złożoną sieć. A także, co widać było już w poprzedniej odsłonie mangi, nasyca słodkie, urocze kadry niepokojem, nadaje im wyraziście złowieszczy charakter, nie zmieniając przy tym ani o jotę sposobu rysowania.

Jednocześnie już od pierwszej swojej pracy – RG Vedy – CLAMP sprawnie gra wizerunkami postaci. To, co piękne, doskonałe i co zazwyczaj w opartych o tradycyjne baśniowe schematach opowieściach, jak choćby u braci Grimm, przypisywane jest dobrym bohaterom, w przypadku CLAMPa zostaje nie tyle odwrócone, co zniuansowane. Widać to wyraźnie w dwoistej naturze Ioryogiego – słodkiego, zionącego ogniem pluszaka z niezwykle wybuchowym temperamentem. Czy taki sam zabieg zastosowano wobec Kobato? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, trzeba zajrzeć do tomiku.

Cel, jaki tytułowa bohaterka mangi CLAMP-a postawiła przed sobą w otwierającym serię rozdziale, nie już tak wyraźny, jak kiedyś. Emocje Kobato również nie są już tak klarowne. Czwarty tom Kobato. nie opowiada już tej samej, uroczej historii, do której czytania zasiadaliśmy na samym początku. Nie wszystko, co było czarno-białe, takie pozostało. Czwarty tom już nie tylko zapowiada kłopoty: on je rozpoczyna.


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl

Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s