Coś bardzo, bardzo cennego w „Kobato.” #6

To już koniec kolejnej serii autorstwa grupy CLAMP – historia Kobato Hanato w końcu się rozwiąże, poznamy wszystkie sekrety i znowu zostaniemy zaskoczeni przez wyższą siłę sprawczą, wpisaną w uniwersum Wish/Kobato.. Szósty, wieńczący Kobato. tom jest doskonałą okazją, aby przyjrzeć się bliżej tej słodziachnej do szpiku kości mandze CLAMPa.

kobato-6-1

Lektura początkowych tomów Kobato. sugerowała, że będziemy mieli do czynienia z dość znanym schematem – jeden rozdział (ewentualnie tom)-jedna historia. Oto bowiem główna bohaterka ma leczyć ludzkie serca i zdobyć całą buteleczkę dowodów swojej działalności, żeby spełniło się jej bliżej nieokreślone pragnienie. Powiedzmy szczerze – nie zapowiadało się to na coś fascynującego, właściwie nie zapowiadało się na dość interesującą lekturę. Na pewno nie na miarę Card Captor Sakura czy Tsubasa Reservoir Chronicles, gdzie również mamy do czynienia z podobnym schematem, jednak spiętym konkretniejszą, ogólną intrygą. W Kobato. wiedzieliśmy tylko tyle, że główna bohaterka dąży do czegoś, w czym pomaga jej wybitnie agresywna maskotka (Iorogi). Trzeba było sporo cierpliwości, żeby doczekać pojawienia się właściwej fabuły – związanej bezpośrednio z przedszkolem Yomogi.

kobato-6-2

Wiele osób zrezygnowało z lektury właśnie przez zbyt długą dawkę fillerów (uzupełniaczy), a szkoda – później bowiem robi się ciekawie. Bohaterowie zaczynają nabierać głębi – oczywiście takiej na mangową miarę, czyli wciąż pozostają dość papierowi – poznajemy ich motywacje, a także odkrywamy, że Kobato została wplątana w wojnę prowadzoną w imię niczego innego, jak zakazanej miłości pomiędzy aniołem, którego imię poznamy w tomie szóstym, oraz lekceważącym właściwie wszystkie zasady następcą tronu Świata Odmienności. Gdybyśmy spojrzeli tylko na ten wątek, jak dla mnie zresztą najciekawszy, istniejący jednak gdzieś w tle głównej historii (albo przynajmniej tytułowej), zobaczylibyśmy, że podobny układ pojawił się już w takiej klasyce jak Romeo i Julia. Zresztą to właśnie ta historia łączy fabularnie Kobato. z Wishem, ponownie na płaszczyźnie historii pobocznej (dla przypomnienia: archanioł zakochany z wzajemnością w następcy władcy piekieł). Na mniej oczywistym poziomie możemy oczywiście zauważyć powiązania w kwestii samego doboru motywów oraz określeń. W obu jednak przypadkach musimy pamiętać o tym, że ta grupa rysownicza z chęcią recyklinguje bohaterów swoich poprzednich mang, osadzając ich w nowych kontekstach czy nadając im nowe znaczenia.

Podążenie za porównaniem do słynnego dramatu Shakespeare’a powinno naprowadzić nas na jeden, bardzo ważny aspekt tej mangi CLAMP-a, zresztą doskonale wpisujący się w ogólną twórczość grupy – nie mamy do czynienia z radośnie słodką historią. A od Kobato. wiele osób odstraszyło kilka rzeczy: począwszy od słodkiej, różowej okładki, poprzez ledwo nastoletnią tytułową bohaterkę, na dość naiwnej fabule skończywszy. I, naturalnie, możemy czytać tę historię właśnie w taki prosty sposób – albo potraktować całą słodkość jako sprytnie wykorzystaną konwencję, czy też płaszczyk mający pewne aspekty przed czytelnikami ukryć. Jeśli bowiem przyjrzeć się Kobato. bliżej, można zauważyć, że właściwie wszyscy bohaterowie cierpią – każdy z innych powodów i inaczej to przeżywa, ale nie da się tego ukryć. Nawet tytułowa bohaterka, która wydaje się być istotą z zupełnie innego świata, często uśmiecha się na siłę. Przedszkole Yomogi, w którym Kobato pomaga, jest miejscem pełnym roześmianych dzieci, ale jest też takim, które nawiedzają przedstawiciele yakuzy – zjawiają się nagle, pełni niecnych zamiarów, siejąc niepewność oraz strach. Mroczniejsza strona życia jest w zasadzie przemycana, a zarazem przez fakt, że pojawia się w słodko-cukierkowej oprawie, wywiera mocniejszy efekt, tworząc dysonans pomiędzy wyglądem a treścią. Kobato, mając leczyć ludzi, powinna być tym światełkiem w tunelu czy nadzieją, ale sama nie pozostaje nietknięta przez troski, żale oraz cierpienie.

kobato-6-3

Zatem, podsumowując całą serię o Kobato Hanato, należałoby odpowiedzieć na jedno pytanie – czy warto po tę mangę w ogóle sięgać? Otóż – tak. Ale pamiętając przy tym, że została stworzona w określonej konwencji, jest skoncentrowana na uczuciach, przeżyciach. A także na wyborach oraz, paradoksalnie, na odwadze – tej najtrudniejszej, ponieważ wymagającej zmierzenia się z samym sobą i zdecydowanie, co jest w naszym życiu ważniejsze.


Tekst pierwotnie ukazał się w Gildia.pl

Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s