Nieprzemyślana przyszłość w „Misji 100” Kass Morgan

Misja 100 zalegała mi na półce od dłuższego czasu, a że jest krótka, postanowiłam zabrać ją za sobą do Poznania, w drogę na PDAK (Poznańską Dyskusyjną Akademię Komiksu), gdzie miałam przyjemność poopowiadać o tym, dlaczego mangi są takie dziwne. Powieść Kass Morgan wpisała się wręcz idealnie w zagadnienie „co tu się w ogóle wyrabia?!”. Wpis zawiera spoilery i niekoniecznie uprawnione porównania do serialu.

misja 100

Świat po zagładzie

Ludzkość w końcu doszczętnie zniszczyła planetę i, żeby zapewnić swojemu gatunkowi przetrwanie, uciekła w przestrzeń kosmiczną, na trzy połączone ze sobą statki – Feniksa, Waldena oraz Arkadię – zwane Kolonią. Od czasu ucieczki ze zniszczonej planety minęło trzysta lat, a ostatni przedstawiciele ludzkiej rasy stworzyli nowe społeczeństwo, z nowymi normami oraz surowymi prawami (tak zwanym Kodeksem Gai), mającymi zapewnić przetrwanie nie tylko im, jako gatunkowi, ale również kulturze oraz wiedzy. I tak w Kolonii w komorach próżniowych przechowywane są książki, które wolno wyciągać niezwykle rzadko z ich pojemników – zostały one w prawdzie zdigitalizowane, ale w wyniku wypadku kopie te przepadły (brawo, ludzkości z XXIV wieku, nie umiesz w backupy!). Całością zarządza rada z kanclerzem na czele, a porządku pilnują strażnicy. Złamanie prawa przez osoby pełnoletnie najczęściej kończy się śmiercią i wyrzuceniem ciała w kosmos, dzieciaki zostają Odosobnione i ponownie osądzone w wieku lat osiemnastu, co daje im możliwość otrzymania ułaskawienia, jeśli rada dojdzie do wniosku, że jednak przydadzą się społeczności.

the 100 - 3

Odosobnienie aka więzienie (że nie szkoda im było miejsca…)

W momencie, gdy rozpoczyna się powieść – od miesięcy jednak nikomu nie udzielono podobnej łaski. Powód, jak się później dowiemy, jest dość prozaiczny: Kolonia traci zasoby i nie może sobie pozwolić na podtrzymanie tak dużej populacji. A traci je nie tylko dlatego, że jest po prostu stara, a twórcy nie wymyślili, jak produkować wszystkie potrzebne do życia elementy poza planetą, ale dlatego, że jeden zakochany idiota dopuścił się najgłupszego przestępstwa w historii, ponieważ chciał uratować ukochaną, która go aktualnie nienawidzi, i popsuł statek. Nie mając przy tym pewności, że uratuje kogokolwiek – no, ale przecież Wielka Miłość Na Wieki i takie tam (czy wspominałam, że jest idiotą?).

the 100 - 5

Kolonia, w serialu zwana Arką

Ponieważ zasoby się kończą, rada wpadła na kolejny Genialny Plan: wybrać setkę Odosobnionych więźniów, zamontować im monitorujące gadżety, wsadzić ich i trochę zapasów na lądownik i wysłać na Ziemię. Jeśli przeżyją – Koloniści wrócą do domu i odbudują cywilizację. Jeśli nie przeżyją – to i tak wszyscy mają przekichane. Największym problemem według rady jest radiacja, gdyż rzeczywiście trudno byłoby żyć przy zatrutej atmosferze czy umierając w męczarniach na chorobę popromienną. Fascynujące jest jednak to, że nikt nie wpadł na pomysł, że:

  1. pozostawione na Ziemi gatunki mogły zmutować i okazać się wyjątkowo niebezpieczne (agresywne drzewka!);
  2. wszystkie zapasy spłoną i dzieciaki umrą z głodu – bo jakoś polować ich nikt nie uczył, a zwierząt na oczy to one nie widziały;
  3. wszyscy umrą przez bakterie (kłania się Wojna światów, którą pewnie mieli na pokładzie, w jednym z tych zabezpieczonych pojemników, w końcu klasyka literatury);
  4. nigdy nie dowiedzą się, czy Ziemia jest gotowa do zamieszkania, gdyż wszyscy umrą w rozpadającym się lądowniku.

Krótko mówiąc – absolutnie wszystko mogło pójść źle i jakimś cudem mieszkający w kosmosie od trzystu lat ludzie, posiadający technologię umożliwiającą im taką egzystencję, otrzymywanie żywności w rzeczonym kosmosie oraz leczenie większości chorób, doszli do wniosku, że to fantastyczny pomysł.

the 100 - 11

Rada raduje i pewnie opracowuje kolejne „Genialne Plany”

Misja 100 opowiedziana jest z czterech punktów widzenia: Clarke, Wellsa, Glass oraz Bellamy’ego. Poza ostatnim wszyscy pochodzą z Feniksa zostali Odosobnieni i wybrani jako doświadczalne króliki. Ostatni, urodzony na Waldenie, jest pierwszym od lat człowiekiem posiadającym siostrę i chcącym chronić ją za wszelką cenę. Glass na Ziemię jednak nie leci, wykorzystując wywołane przez Bellamy’ego zamieszanie (wziął kanclerza za zakładnika, żeby na statek się dostać), ucieka, aby pożegnać się ze swoim ukochanym, a nie zostawiać go bez słowa (wrócimy do tego). Wspominam o pochodzeniu tych bohaterów, ponieważ twórcy Kolonii popisali się fantastycznym pomysłem: próbując zachować wszystkie wspaniałe osiągnięcia ludzkości – literaturę, muzykę, wiedzę – postanowili przenieść w świat przyszłości również nierówności społeczne. Tak, w każdej grupie wytwarzają się hierarchie, to bardzo naturalny proces, ale można nimi zarządzać, ustanowić odgórne, regulujące mechanizmy – wiecie, mamy sporo wiedzy na temat tego, jak sobie z podobnymi problemami radzić. Ale tego działu biblioteki najwyraźniej nie wywieziono.

the 100 - 7

Jelonek. Chyba jedyne zmutowane zwierzę, które pojawia się w serialu

Tak więc: na Feniksie mieszkają bogacze, mający większy przydział, przywileje i wszystko wskazuje na to, że jeśli nie chcą, to nie muszą pracować. Tak więc na stacji kosmicznej, nie tylko wymagającej tego, aby utrzymać ją w dobrym stanie, ale również stacji mającej zapewnić ludziom przetrwanie oraz późniejsze odbudowanie cywilizacji mamy cały wielki statek osób, które nic nie robią. Wprawdzie Clarke informuje nas, że oni mają prawo wybrać zawód i ona wybrała bycie lekarzem, ale perspektywa Glass sugeruje coś innego. Pracują jedynie arkadyjczycy i waldenici, nie mając zbytnio wyboru zajęcia, minimum przywilejów i godnych zarobków. Chciałabym wiedzieć, kto wpadł na tak fantastyczny podział obowiązków, a także dlaczego nikt z tym nic nie zrobił. I czemu, na bogów, nie było w Kolonii żadnej rewolucji?

the 100 - 6

Tymczasem na Ziemi

Regulacja populacji – robicie to źle

W Kolonii, ze względu na ograniczoną przestrzeń oraz zasoby, panuje ścisła kontrola urodzeń – rodzina, jeśli ma szczęście, dostanie pozwolenie na jedno dziecko, ale nie więcej. Kass Morgan wręcz wprost tłumaczy nam, że koncepcja posiadania „siostry” albo „brata” dla mieszkańców stacji kosmicznej jest abstrakcją znaną właściwie jedynie językowym zabytkiem, koncepcją nie do ogarnięcia. Co, swoją drogą, świetnie ukazała. Za złamanie prawa prokreacyjnego rodzice zostają skazani na śmierć, a ich dziecko oddane do ośrodka opiekuńczego.

the 100 - 12

Tutaj pojawiają się dwa problemy. Po pierwsze – przy tak drastycznym ograniczeniu rozrodczości jak szybko populacja skurczy się do momentu, w którym pula genetyczna będzie za mała? Matematyk ze mnie żaden, ale przyjrzymy się pobieżnie liczbom. Kolonia ma jakieś 300 lat, założymy, że średnia życia w kosmosie to jakieś 70 lat, choć wydaje się to dość optymistyczne, zwłaszcza, że Morgan nie wspomina o osobach starszych poza jednym pojawieniem się inżynierki o srebrnych włosach i ze zmarszczkami. Większa część narracji koncentruje się właściwie na głównych bohaterach, nastolatkach, pojawiają się w nich również dzieci oraz ich rodzicach. Nasi bohaterowie będą mniej więcej czwartym pokoleniem zamieszkującym Kolonię i, w przeciwieństwie do swoich serialowych odpowiedników, nie zmutowali pod wpływem promieniowania słonecznego, a w ich układach kostnych nie zaszły żadne zmiany. Dalej: nie mamy pojęcia ile osób mieszka na statkach, ale dla wygodnego liczenia załóżmy, że jakieś 5000. Z nich wszyscy połączą się w hetroseksualne pary (bo żadnej innej tożsamości seksualnej w Kolonii jakoś nie uświadczymy), co nam daje jakieś 2500 par, z których każda, znowu optymistycznie, dostanie pozwolenie na jedno dziecko, czyli:

– pokolenie drugie: +1250 obywateli

– pokolenie trzecie: +625 obywateli

– pokolenie czwarte (nasze): +312 obywateli

Do tego musimy odjąć tych, którzy umrą: z przyczyn naturalnych, w wypadkach, w wyniku zarazy (ta się pojawiła w Kolonii na samym początku, więc możemy założyć, że już z początkową pulę należałoby zmniejszyć), w wyniku skazania za złamanie Kodeksu Gai (a Misja 100 sugeruje, że to całkiem spory procent), samobójstw (na pewno jakieś się zdarzą).

the 100 - 13

Jedyna „siostra” z Arki – Octavia. Ona jest taka wspaniała w serialu i taka dziecinna w książce…

Po drugie – to kolejny świat przyszłości, który nie umie w antykoncepcję i to przestaje być zabawne. Tak, życie w tak zamkniętej przestrzeni wymaga dokładnego kontrolowania populacji, żeby starczyło dla wszystkich zasobów. Dlatego najlogiczniejszym sposobem na utrzymanie odpowiedniej liczby mieszkańców będzie skorzystanie ze środków farmakologicznych, które w jakiś sposób Kolonia potrafi wytwarzać (założę, że lateks na prezerwatywy przewyższa możliwości stacji). Ludzie mają to do siebie, że w większości angażują się w związki intymne, które czasem zakładają penetrację i możliwość zajścia w ciążę. Nie wiem, jak wy, ale gdybym była kanclerzem, zrobiłabym wszystko, żeby moi obywatele przetrwali jak najdłużej i antykoncepcję uczyniłabym darmową, a edukację seksualną za przedmiot obowiązkowy. Tu już nie ma miejsca na awantury, przepychanki czy religię, to narzucona sytuacją konieczność kontroli urodzeń. Zamiast tego Kodeks Gai nakazuje, aby zabijać rodziców poczętego bez pozwolenia potomka, a owe dziecko oddaje do Kolonijnego odpowiednika sierocińca. Zamiast, no nie wiem, skoro niesfornych płodnych trzeba ukarać śmiercią, to ich potomka zawsze można przekazać innej parze wychowanie i być może zapewnić sobie ich późniejsze Kodeksu nie złamanie. Chociaż z najbardziej pragmatycznego punktu widzenia pozbywanie się jednostek w wieku produkcyjnym, wykształconym albo przyuczonym do wykonywania określonego zadania w Kolonii, a także wieku rozrodczym jest najgłupszym możliwym rozwiązaniem. No, ale ustaliliśmy w końcu, że zasoby się kończą, więc ograniczanie liczebności mieszkańców jest tutaj akurat potrzebne. Nie, nie przekonuje mnie to wszystko za grosz. A przy każdym fragmencie sugerującym, jak straszna jest ciąża i jak bardzo nastoletni bohaterowie nie ogarniają, jak do niej dochodzi oraz w jaki sposób mogliby oddawać się cielesnym rozkoszom bez ryzyka, miałam ochotę krzyczeć na książkę.

Bohaterowie

the 100 - 1

Serialowa blond anielica przy książkowej nagle wydaje się bardzo interesująca

To niesamowite, ale książkowa Clarke jest całkowicie znośna i nie wywołuje natychmiastowej chęci mordu! Gorzej, że jest zupełnie nijaka. Miała być wściekła, ale dość szybko jej przechodzi na Ziemi, lojalna, więc przez większość książki opiekuje się swoją najlepszą przyjaciółką, której jedyną rolą jest bycie śmiertelnie ranną, co popychało naszą heroinę do robienia czegoś ponad leczenie ex-więźniów. A we wspomnieniach ze stacji głównie stara sobie poradzić z tym, co wyrabiają jej rodzice (zmuszeni przez złego wicekanclerza), a przytulaniem się do Wellsa. Generalnie nie jest źle, ale za dobrze również nie.

the 100 - 10

Serialowy Bellamy, tuż po wylądowaniu na Ziemi zyskał tak zainteresowanie innych zesłanek, jak i widzek serialu. A potem jest tylko lepiej – scenarzyści zdecydowanie wiedzieli, co z taką postacią zrobić

Znacznie gorzej prezentuje się pozostała trójka. Bellamy jest zupełnie innym bohaterem niż ten, którego znamy z serialu. Mniej zaradny i z mniejszą smykałką do przejmowania kontroli nad sytuacją oraz ustawiania się w roli wodza rozbitych na Ziemi dzieciaków. Jednakże nie oznacza to, że powieściowe bożyszcze widzek jest ostatnią pierdołą, co to, to nie – jako jedyny właściwie był przygotowany do powrotu na planetę, poza wiedzą z wykładów o Ziemi, przeczytał kilka książek o survivalu oraz polowaniu. Między innymi dlatego to on szybko zajmuje pozycję głównego żywiciela obozu. W powieści strasznie drażnią z kolei jego ciągłe porównywanie wszystkiego do podrywania dziewczyn, co w zestawieniu z deklaracjami, że liczyła się dla niego w życiu tylko jedna (Octavia, siostra) i w sumie widział, jak może się skończyć intymna relacja (siostra, ukrywanie się, rozdzielenie etc.), trochę zastanawia ta jego postawa playboya. Jak i fakt, że najwyraźniej Morgan nie do końca miała pomysł na to, jak powinien zachowywać się jej jedyny bohater z POV z niższych społecznie statków niż Feniks.

the 100 - 9

W pierwszym sezonie The 100 bohaterowie dużo biegają po lesie bez celu

Trzecią osobą, która w Misji 100 dostała swój głos jest Glass – rozpuszczona panienka z Feniksa, która dała nogę tuż przed zesłaniem na Ziemię, żeby pożegnać się z ukochanym. Według jej deklaracji dała radę przetrwać Odosobnienie tylko dzięki temu, że wciąż o nim myślała. Otóż, nasze dziewczę sądziło, iż stawi się na progu mieszkania Luke’a, padną sobie w ramiona, wycałują i ona będzie mogła spokojnie umrzeć, gdy ją złapią po ucieczce. Brzmi całkiem dobrze, jeśli nie weźmiemy pod uwagę, że Glass swojego faceta pół roku wcześniej rzuciła, oświadczając, że tylko się z nim bawiła i już ma dość tych gierek, po czym zniknęła z powierzchni Kolonii i nie odpowiadała na jego wiadomości (z Odosobnienia nie miała nawet jak). W jej główce jakoś nie chciało zaklikać, że facet jej pewnie nie cierpi. Większość jej narracji, która miała w założeniu pokazać uprzedzenia na linii Feniks vs reszta Kolonii, jest straszliwie pełna jojczenia i użalania się nad sobą oraz ciągłego wzdychania do Jedynej Prawdziwej Miłości Glass. Dodam, że jest to również bohaterka, dzięki której dowiadujemy się, co się stanie, gdy ktoś zajdzie w nieplanowaną ciążę – o, tak, Glass zostaje Odosobniona, ponieważ po nocy spędzonej z ukochanym nagle jest przy nadziei, gdzie informuje ją o tym matka na podstawie nudności córki (ta sama na to nie wpadła) i pytania, kiedy ostatnio miesiączkowała. Czy poszły z tym do lekarza, żeby albo usunąć płód, albo spróbować powalczyć o jego utrzymanie? Oczywiście, że nie. Glass wycofała się z życia i została w domu, aż w końcu ktoś (ciekawe jakim cudem, skoro mieszkająca na bardziej zaludnionym statku matka Bellamy’ego i Octavii jakoś dała radę się ukrywać) na nią doniósł i została aresztowana. Naprawdę dobrze, że tej bohaterki do serialu nie przeniesiono.

the 100 - 2

Wells, po co ty się w ogóle pchałeś na ekran?

Na koniec został nam największy idiota powieści – Wells. Syn kanclerza Jahy, prymus wśród oficerskich kadetów, wyznawca porządku i zasad, który: nie doniósł nikomu, że jego ukochana Clarke wynosi nielegalnie książki z biblioteki; obiecał Clarke, że nikomu nie zdradzi sekretu o eksperymentach jej rodziców, po czym poszedł i wszystko wypaplał ojcu; doprowadził do skazania na śmierć rodziców Clarke i zupełnie nie ogarnął, czemu ona go nienawidzi; doprowadził do aresztowania Clarke jako współwinnej eksperymentów i nadal nie rozumie, dlaczego ona nie chce go widzieć. To on również uszkodził statek po kryjomu, żeby móc z ukochaną zlecieć na Ziemię i się nią opiekować, pomagać, przytulać i stworzyć pierwszą szczęśliwą rodzinę na planecie – ponownie nie ogarniając, że po tym, co zrobił, ona mu raczej nie wybaczy. Niestety dla powieści, po tym, jak Wells śledząc Clarke, chociaż ta kazała mu spadać na drzewo, ratuje jej życie (to chyba jedyna sytuacja, w której blond anielica zachowuje się nierozsądnie, gdzie rozsądność jest cechą konstytutywną tejże bohaterki), dziewczyna postanawia, że jednak każdy może popełnić błąd i może warto mu wybaczyć. Wiecie – zabił jej rodziców, skazał ją na śmierć, ale jeden dobry uczynek jakoś wszystko wymazuje. Na szczęście (!) Wells dość szybko robi kolejną głupotę, pozwalając umrzeć najlepszej przyjaciółce ukochanej (powstrzymuje ją przed wbiegnięciem do płonącego namiotu, zamiast heroicznie samemu tam pobiec i nabić sobie punktów) i Clarke ponownie go nienawidzi. Aż wierzyć się nie chce, jakim idiotą Morgan uczyniła Wellsa – nie tłumaczy go nawet nastoletni wiek, nie w momencie, gdy jest taki dokładny i tak bardzo zafiksowany na punkcie przestrzegania zasad, moralności oraz postępowania właściwie. Jeszcze wygadanie się tatusiowi a propos sekretu rodziców Clarke mogłabym zrozumieć – bardzo chciał jej pomóc, więc poszedł do jedynej osoby, która coś mogła zadziałać – ale skazanie na zagładę CAŁEJ KOLONII, ponieważ ukochana-która-go-niewnawidzi-i-mu-to-powiedziała na pewno go kocha i on jej musi pomóc. Bo świat nie ma znaczenia, jeśli jej tam nie będzie. Dobrze, że scenarzyści Wellsa ubili. Naprawdę.

the 100 - 14

Od trzeciego sezonu serial robi się naprawdę, naprawdę mroczny i poważny (i to dziwne)

***

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak co innego: Misję 100 czyta się przyjemnie, jest w miarę dobrze wydana i przetłumaczona, bez większych baboli, a podział na cztery punktu widzenia oraz przeplatanie wydarzeń aktualnych ze wspomnieniami sprawia, że całość pochłania się błyskawicznie. Morgan dobrze również dozuje informacje (chociaż czasami są one durne), co sprawia, że chociaż mamy już siniaki na czole od walenie głową w powierzchnie płaskie, to jednak przekładamy następną i następną stronę. Osobiście jednak bardziej polecam serial, przynajmniej jest ładny, a od sezonu trzeciego łatają wszystkie fabularne bzdury. I ma Lexę. I scenarzyści ubili Wellsa.

PS. Jeśli mieszkacie w Poznaniu to zainteresujcie się PDAK-ami, są super! A czytelnia komiksów jest tak fantastyczna, że ja chcę tam zamieszkać ;_;

Advertisements

4 thoughts on “Nieprzemyślana przyszłość w „Misji 100” Kass Morgan

  1. Blair pisze:

    Od książki generalnie trzymam się z daleka, ale serial to takie moje guilty pleasure. Uwielbiam bardzo, chociaż z sezonu na sezon wychodzą im coraz większe głupotki. 4 sezonu jeszcze nie zaczęłam, ale już widzę, jak poprowadzą ten cliffhangerowy wątek z trójki. Niech im wyobraźnia pomocna będzie.

    Lexę uwielbiam, jedna z moich ulubionych bohaterek. Eklerka faktycznie denerwująca, ale moim zdaniem ma do tego trochę prawo, skoro momentami jest jedyną logicznie myślącą bohaterką. W sumie to całkiem interesujące, że Wellsa zabili w serialu tak szybko, ja podczas oglądania pierwszych odcinków byłam pewna, że pomiędzy nim a Clarke kroi się jakieś love story, ekhem. xD

    PS Jeszcze miesiąc do White Hot, yeah! Już naprawdę nie mogę się doczekać. <3

    Polubione przez 1 osoba

    • Aninreh pisze:

      Trzeci sezon zdecydowanie spoważniał, włączyli mechanizmy walk i czystek etnicznych, przez co zupełnie zabrali mi moją durnotową durnotkę do oglądania :< No i przez to, co zrobili z Lexą mam małą motywację do oglądania dalej. Książka fabularnie jest słaba, co serial (sam mający spore problemy z sensem) całkiem nieźle łata.

      Wellsowi się należało! Zresztą, on był taki… poprawny. Dobrze, że sobie poszedł. Drugi love interest zresztą też, przynajmniej dostaliśmy Raven! ^.^

      A co do Clarke – tak. Tak, ona jedyna tam myśli, choć Belly'emu też się zdarza, z odcinkiem na odcinek coraz bardziej, podobnie Murphy. Z kolei peron zupełnie odjechał kanclerzowi i nie mam pojęcia jak do końca traktować cały ten wątek, bo cały czas pamiętam jego halucynację i zejścia na Ziemię w rakiecie (oni tam mają same "genialne pomysły") :D

      O matko! Rzeczywiśce WH w maju! Ja byłam taka pewna, że na koniec czerwca, bo kilka razy już przekładali! Co za wspaniała niespodzianka <3 Możemy przewinąć czaaaaas?

      Lubię to

      • Blair pisze:

        Czas przewinął się o cały miesiąc i zostało pięć dni. xD Zapomniałam ustawić sobie przy tym poście powiadomienia o odpowiedziach. #otoja

        Okej, okej, czy będę bardzo, bardzo jojczyć, kiedy powiem, że najnowszy sezon zaczął się już jakiś czas temu, a ja nie mam ochoty go oglądać? Bo naprawdę nie mam na razie na to weny. W sumie The 100 i agenci tarczy (moje kolejne guilty pleasure) to dwa seriale, z którymi obecnie jestem na czasie tylko dzięki sneak peek’om. To się chyba już liczy jako spoilerowanie, ale cii… żeby się nie wydało.

        Czy wspominałam, że jestem bardzo za #Bellarke? Kurczę, uwielbiałam Lexę, ale Bellarke 4ever! Całe trzy sezony i nic. Może w czwartym…?

        Polubione przez 1 osoba

        • Aninreh pisze:

          Book Depository powiedziało, że książka już jedzie, ale poczta mnie zwykle nie kocha, więc WH pewnie dojdzie w połowie czerwca ;_; #pesymistkabardzo

          Ja się zatrzymałam na midseason breaku trzeciego sezonu, ponieważ Lexa. Ja nie mam ani siły, ani przestrzeni po oglądaniu odcinków Handmaid’s Tale (swoją drogą – ten serial jest wspaniały, po prostu wspaniały, ale… ciężki).

          Ja bym chciała Lexa x Bellamy x Clarke, a najlepiej żeby Clarke poleciała na Marsa i Bellamy został głównym bohaterem *-*

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s