Raz, dwa, trzy kretem jesteś… ty! (albo nie) – recenzja „Soul Eater” #10

Bitwa o Brew trwa, nasza dzielna drużyna ma coraz większe trudności z twardym jak skała przeciwnikiem. Drużyna Śmierci zdecydowanie nie ma łatwej przeprawy ze zmasowanymi siłami Arachnofobii. Na dodatek wciąż pozostają nieświadomi, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta…

soul-eater-10-1

Wiele losów waży się w dziesiątej odsłonie Soul Eatera Atsushiego Ohkubo – istotne sekrety i zadawnione problemy wychodzą na światło dzienne, a w Zawodówce pojawia się dawna miłość Marie. Och, wojna wojną, ale zdecydowanie życie osobiste Władających oraz ich Broni nie uległo przecież zawieszeniu, prawda? Zwłaszcza, że przy okazji tej całej zawieruchy z bogiem-demonem, Arachne oraz, choć jeszcze Śmierć się nie zorientował, z Medusą, wielu dawnych znajomych ma okazję ponownie spotkać się w murach dawnej szkoły.

I tak na łono swojej alma mater powraca były Marie, BJ, niezwykły Władający potrafiący wyczuwać nawet najmniejsze drgania Fal Duszy. Na polecenie swojego szefa wezwał go Spirit. To, co spotkało Steina, doprowadziło bowiem bohaterów mangi do jednej konkluzji – oto w Zawodówce jest szpieg. Jedyną osobą zdolną go wykryć jest właśnie BJ. Na dodatek coś niepokojącego dzieje się z Black Starem, ale – co?

Walki stają się powoli chlebem powszednim Maki i spółki – chociaż wciąż powinni siedzieć w szkolnych ławkach i w bezpiecznych warunkach poznawać tajniki życia oraz wiedzy, jaką jest łapanie złych dusz i ściganie wiedźm, życie zadecydowało inaczej. Dzięki temu czytelnicy mają okazję zobaczyć, jak zmieniają się bohaterowie – poważnieją, zaczynają być sfrustrowani, znikają gdzieś ich dotychczasowa młodzieńcza buta i niesforność. To nie są już ci sami bohaterowie, których jako czytelnicy mieliśmy okazję poznać w pierwszym tomie. Chociaż Black Starowi wciąż ktoś powinien powiedzieć, że za dużo gada, to jednak chłopak nie jest już tak skłonny do tak nieprzemyślanych i pokazowych akcji, jak na początku. Wie już, że swój niezaprzeczalny talent do mów oraz przemów może wykorzystać, aby zmotywować resztę przyjaciół do walki. A jakie zmiany następują u Maki, Soula i całej reszty – to już trzeba przeczytać samemu.

Również w tej części mangi możemy zaobserwować dalsze upraszczanie się kreski Ohkubo. Pomijając coraz mniej poprawne wizerunki postaci (vide Spirit w większości kadrów tego tomu), widać wyraźnie, że tempo prac nad kolejnymi rozdziałami odbiło się negatywnie na tłach, w których pojawia się mniej i mniej szczegółów. Dotychczasowe śliczne, złowieszcze ilustracje (pamiętacie złośliwie chichoczące słoneczko?) zaczynają zanikać na rzecz przedstawiających bieżące wydarzenia kadrów. Z jednej strony jest to efekt tego, że manga zyskała bardziej spójną fabułę, z drugiej jednak trochę szkoda tych niewielkich, groteskowych smaczków, przyozdabiających większość stron w tomiku.

Od strony wydawniczej dziesiąta odsłona Soul Eatera nie pozostawia wiele do życzenia – w końcu JPF doskonale wie, jak wydawać seriale. Z ciekawszych rzeczy w pierwszym rozdziale w dymkach z opisem techniki Justina pojawia się nie tylko przetłumaczona i złożona efektowną czcionką nazwa, ale również zapisana klasycznym krojem, znacząco mniejsza nazwa anglojęzyczna. Być może jest to błąd (biorąc pod uwagę fakt, że sama technika jest również tłumaczona w posłowiu), jednak daje to niezwykle ciekawy efekt – jednocześnie bowiem czytelnicy mają do dyspozycji wersję spolszczoną oraz oryginalną, do których przyzwyczaiło ich anime. Być może jest to dobry trop do wykorzystania w przyszłych seriach.

W porównaniu do niektórych z poprzednich tomów mangi Atsushiego Ohkubo, dziesiątego Soul Eatera czyta się niezwykle szybko oraz płynnie. Sceny łączą się ze sobą płynnie, a napięcie pomiędzy bohaterami wyraźnie wzrasta wraz z frustracją płynącą z porażek. Czy nasi młodzi bohaterowie poradzą sobie, gdy przyjdzie im zmierzyć się z jeszcze potężniejszymi przeciwnikami niż sługusy Arachne? Czy Soul, Maka oraz reszta drużyny dadzą radę wygrać tę wojnę? Aż chce się sięgać po jedenasty tom. I to natychmiast!


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl // Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s