Wyzwanie blogowe: 10 (nie całkiem) poważnych faktów o mnie

Matka przełożona poważnie traktuje blogowanie najwyraźniej i kazała wypełnić wyzwanie blogowe! Skandal! Wyzwanie! Z moim majówkowym leniem (no dobrze, wyzwanie było wcześniej, ale to jej nie tłumaczy)! W końcu się zebrałam, tak więc przed wami dziesięć niekoniecznie poważnych faktów o mnie.

wyzwanie - 2

1. Sługa Magii Mercedes Lackey to pierwsze fantasy, które przeczytałam

Tę książkę dostałam na 14-ste urodziny od moich dwóch wspaniałych przyjaciółek. Ot, książka o dorastającym chłopaku odrzuconym przez ojca i zesłanym na dwór, aby tam stał się „prawdziwym mężczyzną”. Tym, jednak, co odkrywa po przeprowadzce znad granicy do stolicy jest to, że wszystko, co do tej pory wiedział o świecie było bardzo, ale to bardzo nieaktualne. Dowiaduje się również czegoś niezwykle ważnego o sobie, czegoś, co doskonale tłumaczy, dlaczego ojciec tak bardzo go gnębi. Otóż, główny bohater Sługi Magii jest gejem. Lackey przy tym nie pisze wcale a wcale słodkiego, pięknego romansu, o nie. To była pierwsza książka, na której ryczałam jak bóbr. I którą czytałam pod ławką w trakcie lekcji (drugą, od której tak nie mogłam się oderwać było Na tropach ciemności Lynn Flewelling). Mam w domu dwa egzemplarze tej książki – tę, którą dostałam na urodziny i anglojęzyczną. Obie są zaczytane.

Na obronę moim przyjaciółek mam tylko to, że nie do końca wiedziały, co wybierają.

2. Na hasło „tam są geje” przeczytam i obejrzę wszystko (tak samo jak dla Gale’a Harolda i Jamesa Marstersa)

A to sprawia, że oglądanie filmów czy seriali kończy się na „o, on grał geja w X”. Ale podobna rewelacja nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ogólną tematykę bloga (boys’ love). Gale Harold, z kolei, wcielił się w postać Briana Kinneya w amerykańskim remake’u Queer as Folk (nawet nie zaczynajmy, bo nie przestanę piszczeć). James Marsters jest posiadaczem najfantastyczniejszego głosu pod słońcem – przynajmniej w mojej galaktyce – grał Spike’a w Buffy i jest fantastycznym lektorem audiobooków (fakt, ja niewiele z tych książek kojarzę, bo kończy się na słuchaniu głosu a nie treści, ale wierzcie mi, że mruczy fantastycznie).

wyzwanie - 3

James Marsters w Torchwood. Źródło: internety

3. Uwielbiam złą literaturę, ale mam swoje granice

Prawda jest taka, że przeczytałam w swoim życiu – i całkiem dobrze się na nich bawiłam – naprawdę upiornie złe książki. Umiem wyłączyć krytycyzm, jeśli znajdę w nich coś, co mnie do siebie przekona i mogą to być tak założone przez autora/kę elementy, jak i te, które wychodzą im całkowicie przez przypadek. Między innymi dlatego uwielbiam opowieści o sukubach Larrisy Ione oraz koszmarnie napisane serie With or without oraz Sci-Regency J. L. Langley. W momencie jednak, gdy nie znajdę „tego czegoś”, a powieść luźno traktuje takie rzeczy jak „logika” i „konsekwencja” to raczej się nie dogadamy.

4. Mam czytelnicze ADHD

I to nie w tym dobrym znaczeniu czytania taśmowego, raczej zaczynam dużo książek na raz i czasami zapominam ich skończyć przez rok albo dwa lata. Powody są różne – albo przestaje mnie interesować, albo znajdę coś fajniejszego, albo coś mnie zdenerwuje, albo skrzywdzą mojego ukochanego bohatera czy ukochaną bohaterkę. To nie jest dobra praktyka, nie róbcie tego.

fort z książek

Ułożyłam sobie fort z książków

5. Zawsze mam wrażenie, że gadam i piszę od rzeczy

Niezależnie od tego jak dobrze się przygotuję, jak wiele zgromadzę informacji, jak długo nie będę pracować nad tekstem czy prezentacją. To chyba najgorsze możliwe uczucie – skończyć pisać czy mówić i mieć wrażenie, że się zupełnie położyło temat na łopatki i najlepiej schować się pod stołem i nie pokazywać nikomu na oczy. To poczucie ma swoje dwa źródła: 1. gubię płynność, jaką bym chciała zachować; 2. nie wspomnę o czymś, co uważam za ważne. Z czego niekoniecznie się rwę czy zacinam, ale tak brzmię we własnej głowie. Tutaj czasem miewałam też problemy, jeśli musiałam mówić po polsku a tuż przed czytałam za dużo po angielsku – po prostu język mi nie przeskakiwał do końca, ale po diagnozie problemu wiem, jak to opanować skutecznie. Gorzej idzie z owym „wrażeniem”. Dotyczy to zresztą nie tylko mówienia, pisania również, acz w tym drugim przypadku zawsze mam do czego wrócić i sprawdzić. W drugim przypadku nie istotne to, że osoby, które tekst czytają, czy przychodzą mnie posłuchać (czy to na konwencie, czy na konferencji, czy jakimś innym wydarzeniu) nie mają pojęcia, jak wyglądał w mojej głowie „idealny tekst”, a w trakcie mówienia/pisania pominęłam Super Ważne i Niezbędne Rzeczy, Które Takimi Niekoniecznie Są, a tym samym nie mają pojęcia, co „skopałam”.

Dlatego jeśli ktokolwiek po wystąpieniu czy przeczytaniu tekstu mi mówi, że było/jest dobrze, o jak fajnie – jestem zaskoczona i nie wiem, co powiedzieć, bo Wewnętrzny Krytyk zazwyczaj używa sobie w najlepsze.

6. Jestem introwertyczką i zdarza mi się uciekać przed ludźmi

W to mi nikt nie wierzy, jeśli nie zna mnie za dobrze. Generalnie należę do grupy ludzi, dla których najlepsza impreza to odwołana impreza. Mam kilkoro znajomych, którzy zupełnie nie rozumieją, że dla mnie o wiele przyjemniejszym spędzeniem czasu jest pójście do kina (nie wymaga dużych interakcji) czy posiedzenie w domu z książką niż wyjście na miasto, do ludzi, na piwo (zwłaszcza, że jestem niepijąca). Najdziwniejsze jest to, że mam spore grono przyjaciół, koleżanek i kolegów oraz znajomych – i większość respektuje moje granice. Mam nawet takie kochane stadko imprezowe, które na wyjazdach konwentowych już nawet nie jojczy, nie marudzi, nie robi wyrzutów, że z nimi nie pójdę gdzieś tam pić. Ale też jak już mi się zachce, to nie usłyszę niezręcznych komentarzy. Wiecie, tak długo jak szanujemy swoje granice, to jest naprawdę super.

wyzwanie - 4

Źródło: internety

Gorzej, gdy nie mam siły, a socjalizować się muszę. Wtedy potrafię po prostu dać nogę – na weselach często znikam, bo idę na spacer. Albo na kilka spacerków. Tak mam.

7. Są takie tygodnie, kiedy nie mogę patrzeć na mangi

Swego czasu ten mangowstręt trwał dwa lata – nie byłam w stanie niczego przeczytać, obrazki były ble, fabuły były ble, wszystko było ble. W zupełności przerzuciłam się na książki i powieści. Dzisiaj jest tak, że po prostu musimy od siebie czasem odpocząć (tak, wiem, nie widać tego do końca po moich goodreadsach, po prostu nie trwa to już tak długo).

8. Prawie nie oglądam anime

Za wyjątkiem oddania serca Yuri on Ice (naprawdę ta obsesja się przeniosła nawet na uczelnię i zamierzam pójść z tym jeszcze dalej), mogę na palcach jednej ręki policzyć anime, które oglądam i skończyć ich od pół roku nie mogę. W pewnym momencie swojej przygody z japońską popkulturą przerzuciłam się na mangi i tak mi zostało. Chyba miało to miejsce po tym, jak trafiłam na trzy, niedomknięte fabularnie OAVki: Basarę, Bastarda i Lovelessa. Drugim powodem jest fakt, że często nie oglądam seriali czy filmów tak, jak „się powinno”, tylko zawsze robię coś jeszcze, a to szydełkuję, a to coś piszę, a w przypadku anime nie znam japońskiego na tyle dobrze, żeby nie patrzeć na napisy cały czas (choć złapałam się już przy jednym odcinku, że jak zaczynam rozumieć, co do mnie mówią, to przestaję patrzeć).

9.  Jestem duchowym tygrysem, a moim zwierzęciem duchowym jest Pingwin Mały (Eudyptula minor)

Duchowym i zodiakalnym. Niepokornym, lekko agresywnym, terytorialnym, chodzącym swoimi ścieżkami, a przede wszystkim śpiącym w dzień i aktywnym w nocy. Ale pewnie bardziej interesuje was pingwin, prawda? Co pewien czas razem z Kodamą mamy prelekcje przed filmami o pingwinach (Kodama się zresztą odgraża, że w końcu przygotuje mi na bloga tekst podsumowujący pingwinie filmy) i przeglądając jedną z jej prezentacji znalazłam zdjęcie Pingwina Małego. O, to:

wyzwanie - 5

Źródło: wikimedia

Na pytanie, czy nie mogła znaleźć mniej wkurwionego, odpowiedziała, że one wszystkie tak mają. Ergo – znalazłam swoje spirit animal i jest po prostu wspaniały! Poza tym jest pingwinem i mieszka w Australii.

10. Jestem powsinogą

Uwielbiam podróżować, choć jak mam się spakować to marudzę jak Królowa Maruda, tego nie cierpię wybitnie, bo wiem, że zawsze zapomnę czegoś ważnego, albo wezmę za dużo niepotrzebnego. Wiecie pewnie, jak to jest. Ale jeśli za długo się nigdzie nie ruszam, to ogarnia mnie niepokój i zaczynam szukać pracy na Alasce (nie pytajcie).


No, jest dziesięć faktów! Hah! Udało się! No więc, ponieważ moje blogowe znajomości są dość ograniczone, to chciałabym nominować bardzo perfidnie frydzię z fantastycznego bloga o mangach. Frydziu, możesz mnie olać :)

Advertisements

4 thoughts on “Wyzwanie blogowe: 10 (nie całkiem) poważnych faktów o mnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s