Potworna głębina – recenzja mangi „6000” #1

Wiele można zrobić, żeby utrzymać pracę. Kengo Kadokura był gotów przyjąć każde stanowisko, jakie zechciałby zaproponować nowy właściciel zatrudniającej go dotychczas firmy. Takiego poświęcenia wymagał zaciągnięty kredyt spożytkowany na śliczny samochód. Więc Kengo się postarał, chociaż pogardzał bezwzględnym, nowym szefem. I chyba nie za dobrze się to dla Kengo skończy. Chyba.
6000-1-1

W ofercie wydawnictwa Yumegari można znaleźć czterotomową mangę 6000 autorstwa Nokuto Koike. Wydawca klasyfikuje tekst jako: horror, tajemnicę, tragedię, seinen. To ostatnie plasuje propozycję Yumegari w mangach kierowanych do starszych wiekiem czytelników. W Japonii 6000 ukazywało się w magazynie „Comic Birz” domu wydawniczego Gentosha, obok Drug-On, Hetalia: Axis Powers, czy Demon Maiden Zakuro. W porównaniu do nich manga Koike jest o wiele bardziej mroczna, ciemna i krwawa, co zresztą zapowiadać ma umieszczony dopisek na okładce wydania tomikowego tak japońskiego, jak i polskiego: The Deep Sea of Madness (głębokie morze szaleństwa). Tajemnica i nadprzyrodzoność to nie gatunki, a raczej wygodne słowa-klucze, którymi mangę można opisać. Horror o wiele lepiej umieszcza 6000 na gatunkowej mapie, zapowiadając możliwość pojawienia się elementów niesamowitych, gore, potworów, czy ludzkiego, psychopatyczno-morderczego szaleństwa.

Inżynier Kadokura został nowym pracownikiem szanghajskiej stoczni Kyosei, po tym, jak Chińczycy wykupili jego firmę. Zmiana stanowiska pracy była tylko pierwszym z niespodziewanych problemów, jakie spadną na Kengo. Nowym przydziałem okazała się stacja badawcza COFDEECE gdzieś na Morzu Filipińskim. Mniej więcej sześć tysięcy metrów pod wodą. A nie, jak sądził, morska platforma badawcza. Na dokładne przeczytanie umowy oraz zakresu obowiązków Kadokura najwyraźniej nie znalazł chwili. A to oznaczało, że będzie zmuszony spędzić na dnie morza kilka dni, jeśli nie tygodni w towarzystwie nie bardzo wzbudzającego zaufanie szefa. Zanim zdążył otrząsnąć się z pierwszego szoku, czekał go kolejny wstrząs. Danzaia, starszego kolegę z poprzedniej firmy, z którym Kengo miał zacząć pracę w Kyosei, ratownicy medyczni błyskawicznie przetransportowali do helikoptera. Miał poderżnięte gardło. Taki początek nie mógł wróżyć niczego dobrego, ponieważ Danzaia przywieziono z dołu, gdzie Kengo właśnie miał zjechać. Chwilowa halucynacja pełna kości i porozrzucanych kawałków ludzkich ciał również nie pomagała nerwom głównego bohatera. Droga na dno jest jedna: czterogodzinny zjazd windą w głąb morza, powolne zejście w czarną, nieznaną toń. Prowadzi prosto do niewielkiej bazy, zamkniętej trzy lata wcześniej w konsekwencji tajemniczego wypadku.

W momencie wejścia do COFDEECE bohaterowie zostają zamknięci na ograniczonej przestrzeni, a ich możliwość wyjścia na powierzchnię zaczyna być kontrolowana przez nowych właścicieli bazy. Takie umiejscowienie akcji sprawia, że główne wydarzenia rozgrywają się w klaustrofobicznej atmosferze. Podkreśleniu nienaturalności oraz zwiększeniu poczucia wyobcowania mają służyć dominujące ciemne wybarwienia tła, miejscami przypominające wręcz zasnuwające przestrzeń cienie. Jednakże, w pierwszym tomie 6000 motyw klaustrofobiczności, nawet z perspektywy rozrysowania kadrów, nie został w pełni przez autora wykorzystany. Zamknięta przestrzeń, połączona z niemożnością jej opuszczenia, dają autorowi do ręki ogromne możliwości oddziaływania psychologicznego na bohaterów, o których użycie takie osadzenie akcji aż się prosi. A połączona z mieszkaniem w warunkach dla człowieka nienaturalnych – na dnie morza, bez naturalnego światła – pozwala na wprowadzenie całej gamy zaburzeń percepcji. W 6000 brakuje jednakże nakierowania na ten trop, skojarzenie oddziaływania ciśnienia oraz ciągłej ciemności na funkcjonowanie psychiczne nie pada nawet z ust ekspertów. Jeżeli, zgodnie z opisem wydawcy, manga Koike ma posiadać elementy nadprzyrodzone, ciekawym zabiegiem ze strony autora byłoby odwrócenie uwagi czytelnika od fantastycznego tropu, a zatem podanie innego, racjonalnego wytłumaczenia. Napięta, nerwowa atmosfera jest za to znakomicie ustanawiana przez rozmyślania Kengo, jego wyrazy twarzy, a także ogólną dezorientację. Głównego bohatera 6000 autor w pierwszym tomie kreuje na zagubionego: Kadokura jest na granicy paniki i histerii, nie ma też pojęcia w jakiej sytuacji się znalazł, chociaż taka nieświadomość nie jest niczym szczególnym dla bohaterów horrorów. To jego zachowanie ma budować w czytelniku oczekiwanie na niezwykłe, krwawe wydarzenia zapowiedziane choćby wizją/halucynacją Kengo. Wydarzenia niesamowite (tak widziane, jak domniemanie wyobrażone) są przez bohaterów wiązane z tajemniczymi zdarzeniami sprzed trzech lat.

Polskie wydanie 6000 jest porządne, choć nie doskonałe. Zdziwienie budzą onomatopeje, nieprzypominające w żadnym przypadku utrwalonych w języku polskim wyrazów. Są raczej wyrazem kreatywności tłumaczy/redaktorów, niekoniecznie trafionej. Kilka wypowiedzi bohaterów wydaje się dość niezgrabnymi – niby wszystko z nimi w porządku, a jednak nie wiadomo do końca czego dotyczą. W mandze Koike występuje wiele ciemnych elementów tła, dlatego zapewne wydawnictwo zdecydowało się wydać 6000 na grubszym papierze, unikając w ten sposób niepotrzebnych przebitek. Dzięki temu nic nie odwraca uwagi od graficznej strony historii oraz kontrastu pomiędzy dużą ilością czerni i szarości z projektami postaci oraz elementów tła. W przypadku tych ostatnich, Koike posługuje się stosunkowo cienkimi liniami, podkreślając kruchość bohaterów oraz przedmiotów w obliczu nadciągającej niesamowitości. Tym, co może odwracać jednakże uwagę od historii, są częste zaburzenia proporcji budowy ciał w stosunku do rozmiaru głowy.

Pierwszy tom 6000 zapowiada ciekawą, przerażającą historię osadzoną w odosobnionej przestrzeni podwodnej bazy. Jeśli komuś podobała się Kula (1998) Levinsona, zapewne również odnajdzie się w świecie przedstawionym w pierwszej części mangi Koike. Tajemnica jest, dziwne wydarzenia również są, zagubiony, nieświadomy swojej sytuacji protagonista – również obecne. Pozostaje nam mieć nadzieję, że dalsze części utrzymają poziom, bądź okażą się jeszcze lepsze.


Tekst pierwotnie ukazał się ma Gildia.pl

Reklamy

2 thoughts on “Potworna głębina – recenzja mangi „6000” #1

  1. frydzia pisze:

    Pamiętam, że jak zapowiedzieli wydanie, to kusiła mnie ta manga, potem – standardowo – były inne priorytety zakupowe i nie wyszło. W sumie dalej kusi, ten opis bardzo mi się podoba, i choć całość nie zebrała powalających opinii, to dalej planuje zakup (znaczy, jak już wygram tego legendarnego totka).
    Ah, i bardzo podoba mi się ta recenzja :)

    Polubienie

    • Aninreh pisze:

      Hmm… muszę przyznać, że w końcu nie skończyłam czytać 6000, ponieważ tom drugi poszedł w inną stroną niż zapowiadała to część pierwsza :< (też mi brak tych milionów monet :D)
      Dzięki!

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s