Yaoi jako pornografia, erotyka albo seksualna fantazja

Ile razy słyszałyście i słyszeliście oskarżenie, że boys’ love to po prostu pornografia i w ogóle fuj, po co to czytać? Jeśli miałabym oceniać po rozmowach z wami w czasie paneli na konwentach: często. Jeśli po komentarzach przy ogłaszanych przez wydawnictwa nowościach BL: bardzo często. Wiem, że niektórym z was to nie przeszkadza, a niektórym przeszkadza koszmarnie, wywołując wstyd, niechęć do dzielenia się swoją pasją czy co lepszymi tytułami z innymi w obawie przed byciem osądzonym, wyśmianym czy wręcz odrzuconym.

boys love 1 - 7Bohra Naono, opowiadanie z tomu Dakishimetakunai

Yaoi często się  zarzuca, że jest pornografią, czemu towarzyszą otwarte lub domyślne stwierdzenia, że jest: szkodliwe, demoralizujące, propaguje homoseksualizm, to zaraza tego świata i gówno. A także: obrzydza innych czytelników, jest na nie moda i tak dalej. Ja tego nie wymyślam, to są cytaty spod postu zapowiadającego nowość yaoi z fan page’a jednego z naszych wydawnictw. Kwestia mody jest tutaj najprostsza do zaadresowania – jeśli bowiem na homoerotyczne opowieści jedynie jest moda, to utrzymuje się ona w kulturze chyba dłużej niż jakakolwiek inna. Przypomnę, że slash zaczął powstawać w latach 60. XX wieku, a pierwsze mangi zawierające podobne wątki – w latach 70. Drugą sprawą jest propagowanie homoseksualizmu: proszę państwa, ukierunkowywanie pożądania seksualnego tak nie działa. Nie można komuś zmienić jego pragnień ani kampanią reklamową, ani terapią konwersyjną; i tak, na to mamy rzetelne, longitudalne badania (trwające kilka lat i porównywane). Dalsza kwestia związana więc z „obrzydliwością”, „wstrętnością” i tak dalej jest zatem bardziej problematyczna, ponieważ wchodzi na grząskie grunty subiektywnych odczuć, indywidualnej wrażliwości, poczucia moralności oraz w ogóle akceptacji nieheteronormatywności przez mówiącego.

Nad tym zagadnieniem rozmyślam już od dłuższego czasu, a tę notkę zainspirował niedawno przeczytany przeze mnie ciekawy esej o slashu K/S (Kirk/Spock ze Star Treka) pochodzącym z okolic lat 80. XX wieku. Ze zdziwieniem (tym pozytywnym) stwierdziłam, że uwagi i refleksje autorki, Joanny Russ, możemy spokojnie przyłożyć również do boys’ love w kontekście właśnie ciągłych oskarżeń o byciem „durnym porno” i nic więcej.. A więc – spróbujmy.

boys love 1 - 6

Ringo Yuki, Hatsukoi wa Gunjou ni Tokeru 

Pornografia czyli co?

Ustalmy najpierw, o czym mówimy, a właściwie spróbujmy to ustalić. Definicji pornografii jest kilka, wiele zależy od kraju, prawa czy nurtu badawczego. To, co wydaje się wybijać na pierwszy plan, to fakt, że jest to kategoria mająca tylko dwa bieguny, ale nie będąca spektrum: to znaczy, że coś pornografią jest albo nią nie jest. Stanów pośrednich nie stwierdzono, także erotyka nie znalazła się nigdzie obok. Nie mamy nawet do czynienia z trójkątem: pornografia-nie pornografia/erotyka-erotyka. Dlatego dyskusje czy awantury w stylu „to jest porno / nie, to jest erotyka” nagle okazują się rozmową na dwa różne tematy.

W swojej książce poświęconej pornografii Lech Nijakowski stwierdza wprost, że pomimo penalizacji pornografii jako takiej – w polskim i międzynarodowym prawie wyjaśnienia, czym ona jest, ze świecą możemy szukać (z wyjątkiem kwestii ochrony małoletnich przed przestępstwami w cyberprzestrzeni). Nie będę wam tutaj streszczać przeglądu definicji, wystarczy sięgnąć po tę (zresztą naprawdę fajną) książkę. Dla nas ważny będzie wniosek płynący z tych rozważań – jest to:

termin używany przez dyskurs moralny do strukturalizowania siebie samego, stygmatyzowania pewnych form reprezentacji seksualności wyłączonych ze sfery akceptowalności (s. 49).

Innymi słowy – jest to pojęcie silnie uwiązane w kontekście kulturowym, społecznym oraz, o czym nie należy zapominać, również politycznym. Dopuszczanie/nie stygmatyzowanie czy wręcz penalizowanie części form aktywności seksualnych jest tutaj kluczowe: nie każda kultura potępia to samo (forma realizacji potrzeb seksualnych normowanych społecznie lub nie) czy tak samo (natężenie odrzucenia, marginalizowania). Z innej strony wyznaczanie granic pojęcia pornografii może być również narzędziem władzy nad społeczeństwem – jego dyscyplinowania tak zarówno poprzez wykorzystanie sankcji prawnych, jak i stygmatyzowanie jej użycia. Na dodatek to, co my nazywamy lub nie pornografią wiele mówi o nas samych: ponieważ przez brak definicji o ostrych granicach to nasza wrażliwość te granice wyznacza.

Russ w swoim eseju zwraca uwagę na silne oddziaływanie określenia „pornografia”, będącego jednocześnie narzędziem walki na linii sztuka-pornografia. Jak pisze: „pornografia” jest zawsze gorsza od „sztuki”, tak samo jak „pornografia” i „erotyka” to dwie różne kwestie, ale jeśli miałyby być wartościowane, to „sztuka” jest lepsza niż „erotyka”, która z kolei zawsze będzie ceniona wyżej niż „pornografia” (s. 90). Jeśli zaczynamy plątać się w takie rozróżnienia, powinniśmy pamiętać o jednym,co podkreślają Russ, Nijakowski i Williams (autorka dwóch rozpraw o kinie pornograficznym) – używanie tych pojęć nieodzownie wiąże się z włączeniem do dyskusji kwestii moralności.

I tu chyba przestanę, bo ta notka zaraz zmieni temat na „czym jest pornografia”. Istotne są konkluzje: 1. coś jest albo nie pornografią (nie mamy stanów pośrednich); 2. erotyka nie stanowi elementu pojęcia pornografii; 3. to, czy coś uznamy czy nie za pornografię jest uwarunkowane kulturowo, społecznie, politycznie oraz moralnie.

boys love 1 - 3

Tanaka Ogeretsu, Neon Sign Amber

To nie są mangi o homoseksualnych mężczyznach

Dla niektórych to będzie niespodzianką, ale i yaoi (jako doujinowe parodie), i boys’ love (jako mangi publikowane w mainstreamie) nie opowiadają historii o prawdziwych gejach. Nie chodzi nawet o to, że są fabularyzowane, a nie dokumentalne, a o to, że po prostu występujący w nich bohaterowie nie są kodowani ani jako mężczyźni, ani jako homoseksualni mężczyźni. Brzmi dziwnie? Pewnie tak, ale jeśli się nad tym chwilę zastanowić, to pewnie przyznacie mi rację. Nie chodzi tylko o nieraz łamiący fizykę rysunek czy przekraczające granice fizjologii seksualne harce (choć to też się liczy), a o to, jak się owi bohaterowie zachowują, jakie posiadają cechy, do czego dążą i tak dalej. Russ, pisząc o Kirku i Spocku, zauważa, że są oni wyraźnie androgyniczni – tak w kwestii osobowości, postępowania, zajmowanego na statku oraz na planecie pochodzenia miejsca, ale również w kwestii tego, że w serialu, a przede wszystkim w fanfikach wielokrotnie zamieniali się rolami (aktywność, pasywność etc.). W pierwszych mangach z lat 70. – te, które dziś nazywamy często yaoi albo BL, wówczas zaliczane były do shoujo, czy dokładniej do shounen ai, które dopiero się w tamtym czasie kształtowało właśnie w obrębie shoujo – autorki swoich bohaterów kodowały podobnie i to już w warstwie wizualnej. Myślę tutaj o Klanie Poe Moto Hagio (1972) czy Kaze to ki no uta Keiko Takemiyi (1976), żeby wymienić tytuły najbardziej istotne dla historii tworzonej przez kobiety dla kobiet mangi homoerotycznej. Występujący tam protagoniści nie przypominają mężczyzn – co zresztą również widać w kadrach, gdy stają obok takowych. Oczywiście nie przez przypadek są nastolatkami, zawieszonymi również pomiędzy młodością a dorosłością. Ich androgynia jest zabiegiem celowym, na wiele późniejszych lat ustanawiając zresztą obowiązujący kod wizualny dla tego typu opowieści, ale ja nie o tym.

boys love 1 - 4

Po lewej: Kaze to ki no uta, Keiko Takemiyi; po prawej Klan Poe Moto Hagio

Autorki BL, w przeciwieństwie do fanek piszących slash, nie robią porządnego researchu i to naprawdę widać – i nie chodzi o anatomiczną poprawność odwzorowania bohaterów, do tego są specjalistyczne przewodniki, z którymi mogą się skonsultować. Problem jest prostszy: w BL często wiele do życzenia pozostawia mechanika seksu. Wieki temu czytałam artykuł, chyba na anime.com.pl, gdzie autor krytykował mangi yaoi, wskazując między innymi na fizjologicznie nieprawidłowo funkcjonujące ciała, w tym – cytuję z pamięci – na „samolubrykujące się odbyty” [1]. Rzeczywiście, podobnych uproszczeń znajdziemy w rysowanych na dużą skalę mangach BL wiele (zajrzyjcie do mang Ayano Yamane czy Shungiku Nakamury). Acz, oczywiście, nie we wszystkich – od czasu publicznej debaty na temat uprzedmiotowienia i fetyszyzowania homoseksualności przez kobiety, część autorek zaczęła brać pod uwagę rzeczywistość (Kou Yoneda, Miyamoto Kano).

Przykładowe podręczniki dla rysujących BL – sceny seksu i ogólne pozy

Seksualne fantazje, ale nie rzeczywistość

Russ analizowała fiki spod znaku hurt/comfort, w których to jeden z bohaterów cierpi w wyniku otrzymanych poważnych ran w różnych okolicznościach, uzyskuje wsparcie i opiekę od tego drugiego, przez co  pojawiają się między nimi silnie zabarwione erotyzmem i pożądaniem emocje (wyjątkowo zhiperboliozwany literacki efekt Florence Nightingale). Autorka zauważa przy tym, że są one zupełnie nierzeczywiste – i to nie tylko w kwestii tego, co spotkało bohaterów, ale także ich reakcji na nie. Gdyż, jak słusznie zauważa, jeśli ktokolwiek pojawiłby się na naszym progu zakrwawiony i bliski śmierci, to raczej wpadlibyśmy w panikę, zadzwonili po pogotowie, a zapewne i polecieli zwymiotować kilka razy z przerażenia. Ale ponieważ h/c to przecież fantazje, to w ich obrębie wydarzenia nie muszą być wcale a wcale realistyczne. Dlatego proponuje, aby o podobnych historiach nie rozmawiać jako o „pornografii” czy nawet jako „erotyce”, a jako o „seksualnej fantazji”, co wspiera niejako faktem, że mamy do czynienia z tekstem zamiast z filmem, który zawiera już w momencie wyjściowym pewną dozę umowności.

boys love 1 - 5.jpg

Ayano Yamane, Finder

I tutaj wróćmy do BL, będących realizacją podobnych fabuł, ale w formie komiksowej, a nie tekstowej. Wiele tworzonych przez mangaki fabuł jest takich, jak fiki h/c: nierealistycznych do bólu zębów, psychologicznie niemożliwych i niespójnych. Jeśli zaczynamy je stawiać w tym samym porządku, co fabuły opisujące rzeczywistość, to przytoczone przeze mnie na początku tego wpisu zarzuty przyjmują zupełnie inny wymiar – przede wszystkim wyłączają, a przynajmniej powinny wyłączać z dyskusji o tekstach będących realizacjami fantazji porządek rzeczywisty. Tak, to się absolutnie nigdy nie zadzieje w internetowych wymianach komentarzy, tam chyba zawsze w wypowiedziach będziemy przeplatać świat pozatekstowy i wewnątrztekstowy, ale też nie jest to zbyt zaskakujące, biorąc pod uwagę to, jak ogólnie pojmowany queer (w tym nieheteronormatywne tożsamości seksualne, jak nienormatywne ekspresje płci, praktyk społecznych itd.) wciąż wikłany jest w konteksty społeczno-polityczne, w naszym kraju widać to szczególnie wyraźnie.

Jeżdżąc po konwentach często powtarzam, że czytając BL trzeba brać poprawkę na to, że są one nierealistyczne, że zachowania, o których w nich czytamy i uznajemy za podniecające, w rzeczywistości uznalibyśmy za szkodliwe i natychmiast dzwonili na policję. Nie będę tu szczegółowo roztrząsać tych kwestii, ale chciałabym na koniec podkreślić jedno: jeśli czytamy to, co sprawia nam przyjemność i nie wmuszamy nikomu innemu do czytania czegoś, co jemu/jej jest nieprzyjemne, a więc nie krzywdzimy tak nikogo innego, jak i siebie – naprawdę, dajmy sobie przestrzeń na czerpanie radości z opowiadań, książek czy komiksów.

[1] Może ktoś z was kojarzy ten tekst? Próbuję go wykopać z czeluści internetu, ale przede mną ucieka.

Książki

  • McLelland M., Nagaike K., Suganuma K., Welker S. (red.), Boys Love Manga and Beyond. History, Culture, and Community in Japan, Misssissipi 2015.
  • Nijakowski L. M., Pornografia Historia, znaczenie, gatunki, Warszawa 2010.
  • Radkiewicz M., Oblicza kina queer, Kraków 2014.
  • Russ J., Pornography by Women for Women, with Love, W: red. K. Hellekson, K. Busse, The Fan fiction Reader, Iowa 2014.
  • Williams L., Władza, przyjemność i „szaleństwo widzialności”, Gdańsk 2010.

PS  Jeśli macie/znajdziecie jakieś komentarze dotyczące yaoi/BL i ich wstrętności czy obrzydliwości, to dajcie znać – zbieram w celach naukowych. Głupie kadry z yaoiców też zbieram.

PPS Notkę sponsoruje prokrastynacja w czasie tworzenia prezentacji na konferencję o Postaci w kulturze. Tytuł tejże prezy to: „Od człowieka do postaci: real person fiction jako praktyka fanowska” oraz post-conference blues.


Zdjęcia z headera: grandemacho / Pozostałe: poszczególni wydawcy tytułów

Reklamy

4 thoughts on “Yaoi jako pornografia, erotyka albo seksualna fantazja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s