Niełatwy los udawanego czarodzieja w powieści Jacka Wróbla „Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina”

W literaturze fantasy pojawiają się różni czarodzieje – potężni, którzy, poświęcając swe życie, ratują całe królestwo (Nysander, Na tropach ciemności), bądź tacy, którzy przywdziewają szare szaty i skrycie opiekują się mieszkańcami świata (Gandalf, Władca pierścieni). Jest też Mistrz Haxerlin, który udaje, że czarodziejem jest. Ma do tego odpowiedni płaszczyk – fioletowy, z klepsydrami i innymi wzorami. No i własny kramik z cudami i dziwami. Wie również, jak się odpowiednio zaprezentować, żeby zbudować swój wizerunek. Szkoda tylko, że nie wszyscy rozumieją, jak trudno (nie) być czarodziejem i prowadzić własny biznes.

wrobel-1

Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina to pierwsza książka Jacka Wróbla, ale nie jego literacki debiut. Opowiadania tego autora można już było przeczytać w takich antologiach, jak choćby Ostatni dzień pary czy Pin i zielony, a także na łamach Nowej Fantastyki. Za swoje prace otrzymał nagrodę Kryształowego Smoka w trakcie wrocławskich Dni Fantastyki i wyróżnienie na IX Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Opowiadania w 2014 roku. Wróbel jest doświadczonym autorem opowiadań, co również znajduje swoje odzwierciedlenie w budowie Cudów i Dziwów. Na ten tom składa się dziewięć opowiadań, czy raczej epizodów z życia tytułowego bohatera, przedstawiających nam i Haxerlina, i świat, który przemierza ze swoim kramikiem.

Kłopoty kochają Haxerlina – niestety bez wzajemności. Ale też domniemany mistrz magii nie powinien się zbytnio temu faktowi dziwić, biorąc pod uwagę, jaki prowadzi biznes. Tytułowy bohater nie tylko bowiem udaje maga, udaje również, że sprzedaje prawdziwe magiczne przedmioty. Skóra pozwalająca zmienić się w wilka, łopata, bez której nie można odnaleźć skarbów, czy demonie rogi to zwykłe przedmioty – ot, wyliniała wilcza skóra, zużyta łopata oraz barwione baranie poroże. Ale, cóż, jakoś trzeba sobie radzić, a więc i Haxerlin sobie radzi. Jak się robi bardzo ciężko z funduszami, zawsze może zająć się przemytem narkotyków. W końcu i tak jeździ, więc co mu szkodzi zabrać co nieco więcej, prawda? Gorzej, gdy z wizytą wpadną kłopoty i sprawią, że w mieście wybuchnie magiczna zaraza. Ewentualnie jakieś nieprzeciętnie inteligentne dziecko przyzwie demona. A to tylko początek przygód malowanego mistrza sztuk magicznych.

Wróbel w swojej książce w sposób niezwykle subtelny i ciekawy komentuje współczesną nam rzeczywistość. Ot, pojawia się wątek monopolisty, który pragnie wejść w posiadanie wszystkich sklepów z magicznymi utensyliami i nie będzie przebierał w środkach, aby urzeczywistnić swoje marzenie. Sposób, w jaki Haxerlin sobie z tymże kłopotem poradził, był dla tegoż bohatera niezwykle charakterystyczny. Na stronach książki spotkamy również niezwykle ciekawą religię – Kościół Świętego Mizogyna, którego doktryny nasz główny bohater nie tyle nie pochwala, co go ona po prostu razi. To tylko dwa przykłady nawiązań do pozaliterackiej rzeczywistości, które – sprytnie wplecione w tekst – mogą stanowić jego niezwykle istotny element, oś narracyjną, czy lekkie puszczenie oczka do czytelnika.

Cuda i Dziwy są napisane lekkim, przystępnym językiem oraz zawierają sporą dawką humoru. W trakcie lektury opowiadań trudno opędzić się od skojarzenia perypetii bohatera z serialami komediowymi – jedną z przyczyn jest zapewne aktywnie działające w powieści prawo Murphy’ego (jeśli coś może się nie udać, to na pewno się nie uda). Na dodatek głównego bohatera – mężczyznę około czterdziestki, z pragmatycznym podejściem do życia i biznesu oraz lekką nadwagą (o czym od czasu do czasu czytelnikom przypomina) – trudno nie polubić. Przede wszystkim nie jest on bohaterem nijakim czy szablonowym, może czasem wolelibyśmy, aby nie okazał się jednak aż takim strasznym tchórzem, ale, z drugiej strony, sam bohater też by czasem chciał. Haxerlin oraz wszyscy napotykani po drodze osobnicy są niezwykle sympatyczni. Jedynie postacie epizodyczne są trochę zanadto płaskie pod względem charakterów. Być może, gdyby autor zdecydował się na inną formułę książki, znalazło by się i dla nich trochę więcej miejsca.

W wydaniu elektronicznym Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina prezentują się bardzo zgrabnie, nie ma również nagminnych u nas jeszcze problemów z magicznymi metamorfozami znaków interpunkcyjnych w inne czy zaskakujących podziałów stron. Wydawnictwo zdecydowało się na ustawienie czcionki innej niż systemowa, co nie wszystkim użytkownikom może jednak odpowiadać – można ją jednak w końcu zmienić w większości urządzeń.

Książkę Jacka Wróbla czyta się szybko – jest zabawna, lekka, miła, sympatyczna. Przygody udawanego mistrza magii są wielce ciekawe, wybuchowe, trudne do przewidzenia i bardziej magiczne, niż Haxerlin by sobie tego życzył. Warto zainteresować się Cudami i Dziwami, wyruszyć w podróż trochę mniej wypełnioną doniosłymi misjami, potworami, wielką polityką czy walkami. W zamian za to trzeba będzie potaplać się trochę w błocie, pocwaniaczyć i jakimś cudem unikać niezadowolonych klientów oraz stryczka razem z głównym bohaterem powieści.


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl // Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s