Poszukując swojego miejsca w powieści Ericha Marii Remarque „Kochaj bliźniego swego”

Doświadczenie uchodźctwa – bycia wypędzonym z własnego kraju przez wojnę – w ostatnich tygodniach zostało absurdalnie potraktowane jako coś, na co ludzie przystają z własnej woli. Współczesny dyskurs medialno-polityczny sugeruje, iż jest to nie akt desperacji, a fanaberia. Zaskakujące, jak w tym kontekście doskonałą, odświeżającą oraz uświadamiającą lekturą okazuje się Kochaj bliźniego swego Ericha Marii Remarque’a, powieść wydana po raz pierwszy w 1941 roku, a niedawno wznowiona w Polsce przez Rebis.

Kochaj blizniego swego_minimalka DUO.indd

Fabuła tej powieści osadzona jest w latach 30. poprzedniego stulecia, w czasie, gdy NSDAP przejęło już władzę w Niemczech i zaczęło wprowadzać w życie swoje założenia programowe, a do wybuchu drugiej wojny światowej coraz bliżej. Atmosfera zatem jest ciężka, a antysemityzm europejski osiąga niezdrowe poziomy. W takim świecie przyszło żyć trójce tułaczy – Ludwikowi Kernowi, Józefowi Steinerowi oraz Ruth Holland. Są bezpaństwowcami, zostali wygnani z Niemiec, bądź musieli z nich szybko uciekać, by ratować swoje życie. Nie mają domu, dokumentów, bliskich – a czasem również i nadziei na lepsze jutro. Przekraczają więc granice nocą, kryją przed policją i mają nadzieję, że tym razem uda się znaleźć dach nad głową oraz jedzenie, zostać na dłużej. Ile można tak egzystować? Czy wędrując od kraju do kraju, będąc ciągle wyrzucanym z kolejnego miejsca, można się z kimkolwiek zaprzyjaźnić? Albo – zakochać i zostać pokochanym? A wreszcie – być szczęśliwym?

Remarque urodził się w Niemczech, mając lat osiemnaście wziął udział w pierwszej wojnie światowej na froncie wschodnim. W ciągu niecałych dwóch miesięcy odniósł jednak ciężkie rany i był hospitalizowany. Nawet jednak tak krótkie doświadczenie wywarło ogromny wpływ na całą późniejszą twórczość tego pisarza, naznaczając ją wyraźnym, pacyfistycznym przesłaniem. W jego powieściach ważne są doświadczenia jednostki – stającej się niczym w obliczu wielkiej, totalnej wojny. Naznaczonej nieszczęściem, przemocą, a także – uchodźstwem, nakreślonym w Kochaj bliźniego swego. Chociaż akcja powieści nie została osadzona w czasie wojny, a jej bohaterowie nie uciekali przed związanymi z nią zagrożeniami, wciąż mamy jednak do czynienia z protagonistami, których polityczne prześladowania oraz okoliczności zmusiły do ucieczki czy opuszczenia kraju. To wciąż są uchodźcy, dotykają ich te same bolączki: zostali skazani na pomoc humanitarną w obcych państwach, na wieczne koczowanie, gdyż nikt nie chce ich przyjąć, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie posiadają żadnych dokumentów. Nie wszyscy dobrze sobie z tym radzą; gdy Kern trafia do Czechosłowackiego punktu pomocy dla uchodźców, jego oczami czytelnicy mogą zobaczyć tłum przygaszonych, zrezygnowanych ludzi. Ich nie cieszą już drobne przyjemności, znane tym, którzy nigdy nie musieli uciekać. Dlatego z takim zaskoczeniem patrzą na małą, radosną dziewczynkę biegającą wśród oczekujących na pomoc. Dlatego także w końcu tak istotna jest scena, w której jeden z uchodźców wyciąga skrzypce i zaczyna grać, oczarowując, przywracając na moment szarej masie ludzkiej kolory – nadzieję, że świat może wcale się nie skończył.

Remarque swoją powieść zaczął wydawać w częściach w angielskim tłumaczeniu w magazynie Collier w 1939 roku. Całość, poprawiona i przeredagowana przez autora, ukazała się dwa lata później tak po niemiecku (Liebe deinen Nächsten), jak i po angielsku (Love Thy Neighbour). Biorąc pod uwagę tematykę tułaczki bezpaństwowych Kerna, Steinera oraz Holland, można się pokusić o czytanie książki jako pewnego zapisu doświadczenia ludzi współczesnych powstawania powieści. Taka droga zaprowadzić nas może do bolesnych konkluzji dotyczących tego, co człowiek człowiekowi potrafi zgotować, gdy do głosu dochodzą totalitarne ideologie, a zapomina się o jednostkach tworzących społeczeństwo, którym chce się rządzić. Nie dotyczy to zresztą tylko tamtego okresu, z łatwością podobną przestrogę można przyłożyć i do współczesnych czasów. Uchodźctwo nie jest fanaberią, a koniecznością, która wywraca ludzkie życie do góry nogami, sprawia, że (jak jedna z pojawiających się na początku książki postaci) uznany profesor zostaje sprzedawcą odkurzaczy.

Kochając bliźniego swego jest powieścią napisaną wartko, językiem w miarę prostym, ale przepełnionym emocjami, z czego zasłynął Remarque. Sprawia to, że książkę czyta się szybko, a odmalowane na jej kartach postaci wydają się prawdziwe. Trudno nie zastanowić się nad tym, jak żyją bohaterowie – ciągle w drodze i strachu przed tym, że znowu stracą wszystko, znajdą się w drodze, być może już nigdy się nie spotkają. Jak bowiem odnaleźć się nawzajem w wielkiej w zasadzie Europie? Kiedy tak wiele może się zdarzyć? Chociaż więc dzieło to zostało napisane przystępnym językiem, nie jest wcale łatwe. Zmusza do refleksji, nie pozwala właściwie od niej uciec. I to jest jego niewątpliwą zaletą.

Nie można przeczytać Kochaj bliźniego swego i pozostać obojętnym. Powieść Remarque’a może nas poruszyć do głębi, jeśli tylko jej na to pozwolimy. Przede wszystkim jednak oferuje wrażliwe spojrzenie na los skazanego na tułaczkę człowieka, próbującego znaleźć sobie miejsce na świecie, zbudować coś na kształt życia. Trudno nie polecać tej powieści.


Tekst pierwotnie ukazał się na Gildia.pl // Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s