Czy to Hogwart? Nie, to tylko Malbork! (Krzyżakon 2017)

Od lat na pomorzu przebąkiwaliśmy, że ojej, jak fajnie by było, żeby jakiś konwent odbył się na zamku – czy to w Malborku, czy w Gniewie. I wiecie co? W końcu ktoś się za to zabrał i w czerwcowy weekend odbył się Krzyżakon (24-25 czerwca 2017). Już samo to stanowiło niemałą atrakcję, a jeśli dorzucić do tego fakt, że muzeum, w ramach użyczania sal na zamku pozwoliło również na swobodne wchodzenie i wychodzenie ze swojego terenu oraz pozwoliło wchodzić swobodnie na wieżę – warto było przyjechać. Na zamku bawiłam tylko jeden dzień, więc opowiem wam krótko o tym Krzyżakonie, którego miałam okazję doświadczyć.

20170624_111807

Zacznę od tego, że to była najdziwniejsza wyprawa w karierze naszej rozbijającej się po kraju grupy – nikt się na nic nie umawiał poza częścią zmotoryzowaną, a w większości i tak spotkaliśmy się w jednym Regio. Jak i spora część trójmieszczańskich uczestników, co sprawiło, że konwent zaludniać zaczął się dopiero w okolicach dziesiątej. Tymon, któremu przypadło poprowadzenie prelekcji na dziesiątą w szkolnej sali prelekcyjnej, grzecznie na uczestników poczekał. My, jako jego wierna grupa wsparcia, wpadliśmy, naturalnie, na sam koniec Kreskówek dla początkujących, czyli od czego zacząć. I od tego momentu tak naprawdę zaczęła się przygoda za krzyżackim zamku.

Teren konwentu (zamek! zamek!)

Rozległością terenu Krzyżakon pobił chyba warszawskie Avangardy odbywające się na kampusie Politechniki Warszawskiej. Niby wszystko było blisko, jednak architektura siedziby Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (w skrócie: Zakonu krzyżackiego) oraz fakt, że jest działające muzeum, sprawiała, że trochę trzeba było się nakluczyć. A to początkowo sprawiało wiele problemów, dołączone do informatora mapki mówiąc delikatnie nie były zbyt rzetelne, na szczęście od dziesiątej gżdacze mieli teren przebadany i udzielali informacji. Część konwentu odbywała się w szkole, gdzie umieszczono rejestrację, sleeping roomy, Wakou Rockband oraz dwie sale prelekcyjne (popkulturowa) oraz Pracownia Gedeona.

zamek krzyżacki malbork panorama

WikiMedia

Pozostałe atrakcje zostały rozmieszczono za fosą w różnych miejscach Muzeum – na Zamku Wysokim oraz Średnim, gdzie w większości wylądowali LARP-ujący oraz RPG-ujący (nawet w zakrystii!), w centrum konferencyjnym KARWAN (sale wykładowe, wystawcy) oraz w Zamku niskim (Games room). Zamek i znajdującą się w pobliżu znaleźć było dość łatwo, wystarczyło albo iść za konwentowym tłumem, albo za znakami. Karwan dostarczał już nieco więcej problemów, gdyż ten urokliwy budynek kryjący wystawców, sale wykładowe oraz zamkniętą, niestety, bibliotekę, znajduje się nieco na uboczu głównego traktu, po którym zastępy ciągnął na zamek.

20170624_111811

Największym questem jednak było dostanie się do „Sali odczytowej”, do której dotarcie bez konsultacji z gżdaczami czy organizatorami zakrawało na wyczyn stulecia. Widzicie, najpierw trzeba było znaleźć bramę (a tych trochę na zamku jest), w tej bramie zlokalizować całkiem nieźle zlewające się z murem drzwi, przeżyć szok podróży w czasie do PRL-u, wejść po schodkach ze dwa piętra i dopiero wtedy lądowało się znowu w części zamkowej. Sporo atrakcji odbywało się również w różnych miejscach na terenie zamku – Fechtschule, czyli warsztat długiego miecza, pokaz sokolniczy czy warsztaty tańca z ogień, jak i zwiedzania tematyczne (które ktoś przegapił i jest jej bardzo smutno) czy specjalne wykłady dotyczące życia w średniowiecznym zamku. W świeżo odrestaurowanej Kościele Najświętszej Marii Panny odbył się koncert harfiarki, Barbary Karlik.

photo_2017-06-24_19-03-43

fot. Ranmaru

Prelekcje

  • Igor Alagierski, Low Cost Cosplay

Niestety załapałam się na sam koniec tej prelekcji, a szkoda. Z tego, co zdążyłam się zorientować, zawierała sporo przydatnych wskazówek dla osób dłubiących amatorsko nie tylko w cosplayu, ale również innych DIY rzeczach.

20170624_114725

  • Tomasz Bogdanowicz, O fandomie słów kilka

To była jedna z bardziej merytorycznych prelekcji o fandomie, na których byłam w ostatnich latach konwentowania. Wiecie, miała przypisy i w ogóle. Było ciekawie, choć dla mnie trochę za ogólnie, nie żeby tytuł obiecywał coś więcej, ale zawsze istniała szansa, czyż nie? Bardzo na plus całej prelekcji była dyskusja, która się w jej trakcie wywiązała, zwłaszcza, że była cudownie krytyczna i że wciąż brakuje nam badań nad polskim fandomem, ponieważ… one się zatrzymują na etapie licencjatów i magisterek, nie idą w świat. Publikować, miśki, publikować.

  • Mariusz „Kot” Butrykowski, Architektura lochów

Na tę prelekcję zaciągnęła mnie Teya i, powiem wam szczerze, była wspaniała. Nawet pomimo niewspółpracującego sprzętu (to w ogóle jest dość powracający motyw Krzyżakonu). Rzeczowa prelekcja pełna kontekstów, połączenia architektury z mentalnością średniowieczną oraz porad dla prowadzących RPG i budujących światy. Trochę taka „Wszystko co chciałaś wiedzieć o zamku, ale bałaś się zapytać”. Muszę znaleźć jakieś opracowanie na temat sklepień średniowiecznych, żeby sprawdzić, jak przebiegała ich budowa. To jest fascynujące!

  • Karolina Sypniewska (Geek kocha najmocniej), Dobra lesbijka, to martwa lesbijka? O kobietach biseksualnych i homoseksualnych w serialach amerykańskich

Ta prelekcja odbyła się w sali, w której komputer wyjątkowo kłócił się ze służącym za ekran telewizorem i Karolinie podskakiwał wyjątkowo uparcie. Pomimo jednak wyraźnego stresu, poradziła sobie nieźle. Poruszone zostały wszystkie najważniejsze aktualnie nadawane seriale z postaciami lesbijek bądź z bohaterkami biseksualnymi, jak i największe wokół nich kontrowersje. Za samo włączenie biseksualności do prelekcji należą się duże, duże brawa. Najbardziej chyba utkwiło mi jednak w pamięci zdanie dotyczące Riverdale, o lesbijskim pocałunku, który „pojawia się bardzo bez sensu”. Skomentowałyśmy grupowo, że generalnie mało co ma w tym serialu sens.

Sama prelekcja była też jedną z kilku queerowych i nienormatywnych prelekcji, które odbyły się na Zamku (wiecie, krzyżackim).

  • Aleksandra „Księżna” Bohdziewicz, 802 powody, żeby pośmiać się z pokemonów

Po pierwsze, Księżna zna się na swoich Pokemonach. Po drugie, ma wspaniałe poczucie humoru, które przemówiło do wszystkich zgromadzonych, niezależnie od wieku. Jeśli uda nam się ją jeszcze namówić na powtórzenie tej prelekcji, a pracujemy  nad tym całą grupą, to z całym sercem polecam, Pokemony nigdy nie były tak zabawne.

20170624_160759

Wystawcy

Byli wspaniali, a jednocześnie nie było ich za dużo. Ustawieni w Karwanie dopasowali się klimatem do miejsca, zwłaszcza rękodzielnicy pracujący w skórze albo wykuwający broń czy elementy uzbrojenia. Byli również artyści ze swoimi pracami, jak na przykład Emi de Clam ze ślicznymi kubeczkami! Pokazałabym wam swój, ale babcia mi ukradła, więc odsyłam do samej artystki. Pojawiła się też Pixel Nerd ze swoimi nerdowymi prasowankami! Dużym, ogromnym problemem wystawców było jednak to, że… ludzie nie wiedzieli, jak do nich trafić. Ani konwentowicze, których za dużo nie było, ani turyści, których obecnością kusił Krzyżakon.

Organizacja

Powiem tak: mogło być dużo lepiej. Brakowało strzałek i dokładnego opisania sal, kierunkowskazów postawionych w przestrzeni Muzeum, kierujących do sal tak samych konwentowiczów, jak i przypadkowych turystów. Część z nich nie miałaby pewnie nic przeciw, aby znaleźć się na wykładzie o „średniowieczu” w RPG czy na wspomnianą wyżej Architekturę lochów! To zawsze byłaby wartość dodana tak dla samego konwentu, jak i Muzeum. Tak, gżdacze sprawili się cudownie, kierując ruchem, odpowiadając na pytania, będąc wszędzie tam, gdzie byli potrzebni. Naprawdę, nikogo nie trzeba było szukać, zawsze gdzieś przebiegał uprzejmy konwentowicz w pomarańczowej koszulce gotów odpowiedzieć na pytania i pokierować, gdzie trzeba. Zresztą organizatorzy również z wielką chęcią pomagali.

Dużym minusem, niestety, była przestrzeń konferencyjna, a zwłaszcza mała sala konferencyjna, w której przyszło mi prowadzić swoją część programu (Czemu te mangi są takie dziwne?). Zjawiło się sporo zainteresowanych osób, co zawsze jest miłe i nieco zaskakujące, zwłaszcza, jeśli można w trakcie prowadzenia prelekcji na wszystkich patrzeć czy ich słyszeć. Niestety, mała sala konferencyjna jest… mała. Tak więc dopiero po prelekcji koleżanki moje pomocne powiedziały, ze siedzące przede mną osoby odpowiadały – cicho, bo cicho, ale odpowiadały – na pytania. I wiecie co? Stojąc za nimi – nie słyszałam. A to jest dla mnie, jako prowadzącej, koszmarnie niekomfortowe.

photo_2017-06-24_17-10-48

fot. Agalathea

W tej salce przestrzeń była dodatkowo nie tylko niewspółpracująca pod względem wielkości, co również zasobów powietrza (w ten weekend w ogóle było duszno, a w salkach bywał koszmar) i możliwości ustawienia rzutnika. Zwłaszcza ten ostatni punkt był trudny, gdyż prezentacja była średnio widoczna. Brakowało również gżdacza do pomocy technicznej, tak jak i na prelekcji Karoliny Sypniewskiej. W moim przypadku miałam ten luksus, że na prelkę przyszła Agalathea, która ogarnęła moje nieogarniacto i zaczarowała komputer tak, że działał. A widoczny na zdjęciu organizator pojawił się dość późno, jak już wszystko ładnie chodziło i zostało mi tylko poprosić o wodę.

Fajnie by było również, aby mapki dołączane do informatorów były… dokładniejsze. Chyba, że punktem programu ma być quest „znajdź salę odczytu” i za to można dostać pamiątkowe monety czy coś innego.

Ale czy było fajnie?

Tak. Konwent na zamku krzyżackim to coś, czego nam zdecydowanie brakowało. Dość sporo w tej notce narzekania, ale wynika to z dwóch powodów: po pierwsze narzekać jest zawsze łatwiej, po drugie ile można zachwycać się zamkiem i ludźmi? Krzyżakon był kameralny, właściwie malutki, trochę zlany z turystami, ale nie dość, aby nas nie zauważyć, ale też raczej trudno by przeoczyć steampunkową Lady z małą Hermioną i małym Harrym, czy tatę-Stormtroopera z córką-Stormtrooperką. Albo improwizowany turniej Quidditcha na wewnętrznym placu Zamku średniego.

Mam nadzieję, że za rok lub dwa odbędzie się Krzyżakon II. Jeśli tak – trzymajcie rękę na pulsie, gdyż pomimo niedociągnięć organizacyjnych, ekipa, która doprowadziła do tego, że w ogóle się odbył dokładnie wie, jak wykorzystać przestrzeń tak unikatową jak zamek.

Reklamy

2 thoughts on “Czy to Hogwart? Nie, to tylko Malbork! (Krzyżakon 2017)

  1. digitalkodama pisze:

    No to było ciekawe doświadczenie :P
    Mnie bolał jednak brak oznaczeń, a były też puste sale ze sprzętem, gdzie w innym punkcie zamku było mnóstwo znudzonych gżdaczy – to jednak nie powinno tak działać.
    Był to też konwent, na który ludzie przyszli zupełnie z zewnątrz i się mocno zrazili, bo poza kontekstem nieformalny język i luźny sposób bycia gżdaczy może być trochę odrzucający. Myślę, że nie zadbano o komfort wszystkich, niestety :<
    Liczę jednak na to, że się orgowie ogarną (wiem, że było dużo dziwnych sytuacji wewnątrgrupowych po drodze) i zrobią drugi Krzyżakon lepiej, ciekawiej i radośniej :)

    Polubienie

    • Aninreh pisze:

      Miałam duże wrażenie, że, używając twojego powiedzenia, wiele rzeczy było „na ślinę” – ale też, sądzę, że współpraca z muzeum, choć mega ciekawa, stworzyła nową konwentową rzeczywistość, na którą nie do końca był pomysł. Dlatego mam nadzieję na Krzyżakon II <3

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s